05:21 22 Luty 2017
Na żywo
    Ambasador Federacji Rosyjskiej w Rzeczypospolitej Polskiej Siergiej Andriejew

    Andriejew: „Stan stosunków rosyjsko-polskich jest kwestią politycznej woli rządu RP"

    © Zdjęcie: Leonid Sviridov
    Opinie
    Krótki link
    121397597

    Wywiad Ambasadora Rosji w Polsce Siergieja Andriejewa udzielony redaktorowi naczelnemu tygodnika „Przegląd" Jerzemu Domańskiemu oraz korespondentowi tygodnika Krzysztofowi Pilawskiemu.

    —  Panie Ambasadorze, czy złożył Pan gratulacje Stanisławowi Czerczesowowi, ulubieńcowi warszawskich kibiców, który na stulecie klubu zdobył z „Legią" podwójną koronę: mistrza Polski i zdobywcy Pucharu Polski?

    —  Spotkałem Pana Czerczesowa na przyjęciu w naszej ambasadzie 9 maja z okazji Dnia Zwycięstwa — to było jeszcze przed zdobyciem przez „Legię" tytułu mistrza Polski. Wtedy złożyłem mu życzenia z okazji zarówno naszego święta, jak i zdobycia Pucharu i zwycięstwa „Legii" nad „Pogonią".

    Pomnik Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie
    © Zdjęcie: The press-service of the Embassy of Russia in Poland
     Przykład „Legii" — a z jej kibicami, jak Pan wie, są rozmaite problemy — pokazuje, że nie wszystko między nami jest źle.

    — Oczywiście, że nie.

    —  Drugi przykład — mimo napięć nie mówi się o zniesieniu małego ruchu przygranicznego, który obejmuje mieszkańców obwodu kaliningradzkiego i północno-wschodniej części Polski.

    — O ile wiem, nikt ze strony polskiej ani rosyjskiej nie mówił i nie mówi o rezygnacji z tego rozwiązania.

    —  No właśnie. Ale z drugiej strony, jeśli dziś w Polsce mówimy o obwodzie kaliningradzkim, to kojarzymy go z zapowiedziami władz Rosji ulokowania rakiet zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych, które miałyby być odpowiedzią na budowę elementów tarczy antyrakietowej w Redzikowie, szpicę NATO oraz rozmieszczenie w Polsce i państwach bałtyckich oddziałów Sojuszu. Z jednej strony mamy oznaki zaufania i współpracy, z drugiej zaś rosnące napięcie i konfrontację…

    — W moim głębokim przekonaniu stan stosunków rosyjsko-polskich jest kwestią wyboru strony polskiej, politycznej woli polskiego rządu. Napięcie między naszymi państwami nie jest potrzebne ani Polsce, ani Rosji, stanowi przeszkodę we współpracy gospodarczej, utrudnia kontakty kulturalne, międzyludzkie itp. Przykład współpracy obwodu kaliningradzkiego z sąsiednimi regionami Polski pokazuje, że i w społeczeństwie rosyjskim, i w polskim jest klimat sprzyjający poprawie naszych relacji. Uważam, że nie ma żadnych problemów w naszych stosunkach, które nie mogłyby być rozwiązane z korzyścią dla obu państw. Musi być na to jednak wola polityczna.

     A zatem, jeśli dobrze odczytujemy Pana wypowiedź, odpowiedzialność za stan obecnych stosunków leży po polskiej stronie?

    —  Jeśli przypomnimy sobie wydarzenia sprzed dwóch lat, to zobaczymy, że to właśnie strona polska, jeszcze za czasów poprzedniego rządu, podjęła decyzje o zamrożeniu naszych kontaktów politycznych, poparciu sankcji Zachodu przeciwko Rosji. Polska była aktywną zwolenniczką wprowadzenia tych sankcji i, o ile się orientuję, nadal opowiada się za ich zachowaniem. To Polska zrezygnowała z uzgodnionej wcześniej organizacji w 2015 r. Roku Polski w Rosji i Rosji w Polsce. Ze swojej strony przekazaliśmy polskim partnerom, że ubolewamy z tego powodu i będziemy gotowi rozpatrzyć normalizację stosunków, kiedy strona polska do tego dojrzeje. Cóż więcej mogliśmy zrobić?

    —  O sankcjach nie decydowała Polska, lecz Unia Europejska, w decydujących głosowaniach o wprowadzeniu i przedłużeniu sankcji nawet manifestujące przyjaźń wobec Rosji Węgry głosowały jak pozostałe państwa. Polska jest jedynie jednym z 28 ogniw polityki unijnej.

    — Tak rzeczywiście jest, tym niemniej Polska prowadzi przecież własną politykę zagraniczną. Władze Polski pozostają jednym z najbardziej aktywnych zwolenników nacisku na Rosję z wykorzystaniem sankcji. Decyzje w Unii Europejskiej są podejmowane kolektywnie, jednak dostrzegamy różnice w podejściu poszczególnych jej członków.

     Powiązał Pan pogorszenie stosunków polsko-rosyjskich z sytuacją na Ukrainie. Doskonale zna Pan stanowisko Polski wobec Ukrainy od początku lat 90. ubiegłego wieku. Bez względu na to, kto sprawował władzę, jej kierunek pozostawał niezmienny. Załamanie stosunków polsko-rosyjskich w świetle wydarzeń na Ukrainie było przewidywalne i logiczne. Zwłaszcza po tym, gdy Krym został ogłoszony częścią Rosji.

    — Jedna sprawa to polityka wobec Ukrainy do lutego 2014 r., gdy jeszcze nie doszło do naruszenia konstytucji Ukrainy, do zamachu stanu. W tym okresie można było polskie zaangażowanie oceniać różnie, ale w lutym 2014 r. przekroczony został Rubikon — po trzymiesięcznych protestach i zamieszkach doszło do zawarcia porozumienia między prezydentem Wiktorem Janukowyczem a opozycją, którego gwarantami byli ministrowie spraw zagranicznych Niemiec, Francji i Polski. Nazajutrz dokonano zamachu stanu, a Zachód w istocie rzeczy go poparł i uznał. Z naszego punktu widzenia to było złamanie wszystkich możliwych ram i norm porządku międzynarodowego.

    Dziennikarz Rossiya Segodnya Leonid Swiridow
    © Zdjęcie: MAX LURIE
     W podobny sposób oceniono w świecie zachowanie Rosji wobec Krymu. Jedynie kilka krajów uznało przynależność Krymu do Rosji.

    —  Po tym, co zaszło w Kijowie w lutym, byliśmy — mówiąc delikatnie — bardzo rozczarowani zachowaniem naszych zachodnich partnerów. Tym niemniej strona rosyjska nie podejmowała żadnych kroków zmierzających do zamrożenia kontaktów, wprowadzenia sankcji, przerwania kontaktów handlowych, kulturalnych itd. Inicjatywa należała do Zachodu, w tym Polski.

    —  Radosław Sikorski, jeden z trzech ministrów UE żyrujących porozumienie w Kijowie, należał do głównych promotorów partnerstwa wschodniego — polityki Unii Europejskiej adresowanej do części państw postradzieckich. Obecny prezydent i rząd wyraźnie wycofują się z tego projektu, forsując własną koncepcję Międzymorza. Zmniejszenie aktywności polskiej dyplomacji na Ukrainie, Białorusi, w Mołdowie, Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie jest chyba korzystne dla Rosji?

    — Na temat stosunków Polski z wymienionymi przez Pana krajami nie będę się wypowiadał — kwestia ta nie leży w mojej kompetencji. Co dotyczy partnerstwa wschodniego sformułowanego w 2009 r., teraz już można mówić z pewnością, że chodziło o projekt geopolityczny, mający na celu oderwanie od Rosji i włączenie do strefy wpływów Zachodu państw poradzieckich, jednak nie był on odpowiednio przemyślany i przygotowany, przede wszystkim nie przeznaczono na jego realizację wystarczających środków. Chciano przepchnąć bliżej Unii Europejskiej te państwa, ale nie uwzględniono, że musi to zmienić ich relacje z Rosją, przynieść wielkie szkody ich gospodarkom, nie przewidziano rekompensaty za te straty, i właśnie z tego powodu prezydent Janukowycz w ostatniej chwili odmówił podpisania umowy o stowarzyszeniu z UE.

    —  Leszek Balcerowicz — surowy krytyk Prawa i Sprawiedliwości — został doradcą prezydenta Petro Poroszenki, a także jego przedstawicielem w rządzie i jednym z dwóch szefów grupy wspierającej reformy na Ukrainie. To też wydaje się korzystne z punktu widzenia Moskwy.

    —  Nie chciałbym wypowiadać się na temat stosunków polsko-ukraińskich, to sprawa tych państw.

    Pomnik Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie
    © Zdjęcie: The press-service of the Embassy of Russia in Poland
     Zatem przejdźmy do relacji polsko-rosyjskich. Najwięcej emocji wywołuje sprawa pomników żołnierzy Armii Radzieckiej. Z jednej strony PiS usunęło z przygotowanego w okresie rządów Platformy Obywatelskiej projektu tzw. ustawy dekomunizacyjnej tablice i pomniki, by — jak tłumaczono — nie pogarszać stosunków z Rosją, z drugiej zaś kierownictwo IPN, wybrane w okresie rządów PO, opowiedziało się za masowym demontażem pomników i zgromadzeniem ich w jednym miejscu. Jak według Pana można rozwiązać kwestię pomników?

    — Ten problem zawiera się nie tylko w pomnikach, lecz w pamięci, sytuacja z pomnikami jest pochodną polityki historycznej prowadzonej od wielu lat w Polsce, nie dostrzegam w niej istotnych różnic między głównymi partiami. Przedstawiciele polskich władz, Instytutu Pamięci Narodowej, Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa od dawna starają się narzucić społeczeństwu polskiemu pogląd, że nie ma powodu do wyrażania wdzięczności żołnierzom radzieckim, którzy zginęli w latach 1944-1945 na ziemiach polskich. Żonglując słowami, powtarza się, że Armia Czerwona nie przyniosła Polsce wyzwolenia, lecz kolejne zniewolenie, a żołnierze Armii Czerwonej nie mogli przynieść wyzwolenia, bo sami nie byli wolni. Fakt uratowania Polski, ocalenia jej jako państwa i narodu jest jednak faktem bezspornym. Nie można go negować, więc próbuje się dewaluować jego znaczenie, łącząc wydarzenia lat 1944-1945 z paktem Ribbentrop-Mołotow i powojennymi represjami. To jest po prostu nieuczciwe. Gdyby nie zwycięstwo Armii Czerwonej — walczącej ramię w ramię z Ludowym Wojskiem Polskim — Polski po prostu by nie było: ani socjalistycznej, ani dzisiejszej — demokratycznej. Ubolewam, że ta atmosfera faktycznie sprzyja aktom wandalizmu wobec pomników i na cmentarzach żołnierzy Armii Czerwonej. Ta sytuacja nas głęboko niepokoi.

    —  Odnosimy wrażenie, że dla Rosjan zamknięcie pomników w jakimś skansenie byłoby bardziej bolesne i budzące większe emocje niż ulokowanie w Polsce na stałe jednej czy nawet dwóch brygad NATO.

    —   To rzeczy zupełnie nieporównywalne.

    —  Oczywiście, chodzi jednak o reakcję emocjonalną.

    — Stosunek Rosjan do likwidacji pomników, stworzenia takiego muzeum można by porównać z tym, co poczuliby Polacy, gdyby w Rosji zostały zniszczone nie jeden, ale dziesiątki memoriałów katyńskich. Ofiarami zbrodni katyńskiej padło prawie 22 tys. obywateli polskich, przy ocaleniu Polski poległo przeszło 600 tys. żołnierzy i oficerów Armii Czerwonej, na ziemiach polskich zginęło od 700 tys. do miliona jeńców radzieckich. Rosjanie tak samo jak Polacy pielęgnują swą historię i pamięć o przodkach. Żołnierze, którzy zginęli, wyzwalając Polskę, nie byli „niewolnikami Stalina", oni byli naszymi dziadkami i pradziadkami, można sobie wyobrazić, co czujemy, gdy znieważa się pamięć o nich. Słyszymy, że pomniki symbolizują radziecką dominację w okresie powojennym. Przecież to nonsens! Wiele z nich zbudowano w miejscach pochówku, a potem, w latach 50., szczątki przeniesiono na cmentarze. Wszystkie pomniki stoją w miejscowościach, w których toczyły się walki o ich wyzwolenie. Usuwanie pomników to usuwanie pamięci o historii, która nas łączy. Jeśli ci, którzy o tym decydują, chcą postawić krzyż na perspektywach dobrych stosunków z Rosją, to jest to rzeczywiście bardzo skuteczna metoda.

     Niewdzięczni Polacy — ten zwrot pochodzi z okresu powstania listopadowego, Rosjanie mieli do Polaków żal za wzniecenie buntu, choć przecież mieli to, czego nie mieli Rosjanie: własną konstytucję i parlament. Zwrot o niewdzięcznych Polakach ożył w związku z wejściem Polski do NATO — Rosjanie wyzwolili Polaków, a oni połączyli się z wrogami. A teraz Polacy okazują niewdzięczność wobec pomników wdzięczności…

    — Jestem przekonany, że to, co się dzieje teraz w Polsce z pomnikami, jest konsekwencją wyboru politycznego dokonanego przez władze Polski po wydarzeniach na Ukrainie i gwałtownym pogorszeniu stosunków dwustronnych. Stosunek mieszkańców oraz władz lokalnych do cmentarzy i pomników Armii Czerwonej jest z reguły cywilizowany, godny, przychylny. Otrzymujemy zaproszenia na wiele uroczystości, przekonując się, że te miejsca znajdują się pod dobrą opieką. Słyszałem o sondażu w polskiej telewizji, w którym ogromna większość uczestniczących w nim osób wypowiedziała się za zachowaniem pomników.

    —  Jeśli mówimy o sondażach, to pokazują one, że stosunek Polaków do Rosjan znacznie się pogorszył po wydarzeniach na Ukrainie, Rosja uważana jest za państwo, z którego płynie największe zagrożenie.

    — Nie mylmy dwóch rzeczy. Pewien Polak powiedział mi, że to, co się dzieje wokół pomników, raczej nie jest kwestią stosunku Polaków do Rosji i Rosjan, lecz ich własnej godności, szacunku dla samych siebie, przynależności do cywilizacji europejskiej, w której nie mieści się takich rzeczy jak wojna z pomnikami. Natomiast wiem, że wielu Polaków uważa, iż Rosja jest zagrożeniem dla Polski, ale to wynik oddziaływania polityków i mediów na opinię publiczną. 90 proc. Polaków ani razu nie było w Rosji, ogromna większość nie miała kontaktu z Rosjanami, nie wie, czym jest współczesna Rosja i jaka jest jej polityka.

    Za to codziennie czytają i słyszą, co mówi się o Rosji, Władimirze Putinie, Ukrainie itd.

     Podobnie wygląda sytuacja z drugiej strony — ponad 90 proc. Rosjan nie było w Polsce po 1989 r., opinię o niej czerpie z mediów i wystąpień polityków.

    — Już w czasie kryzysu na Ukrainie, gdy gwałtownie pogorszyły się stosunki Rosji z Zachodem, rosyjskie media — śledziłem je bardzo uważnie — na początku nie wskazywały na jakieś szczególne zaostrzenie relacji z Polską. Choć mówiono i pisano o polskim zaangażowaniu na Ukrainie, ton informacji był spokojny i nie rzutował na nastroje wobec Polaków, one były co najmniej neutralne, wręcz przychylne. To się raptownie zmieniło w 2015 r., po dyskusjach publicznych na tematy wyzwolenia obozu w Auschwitz, zorganizowania alternatywnych — wobec moskiewskich — obchodów 70. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem, na tle kampanii przeciwko pomnikom radzieckim w Polsce. Zadano ciosy w najbardziej czułe punkty naszego społeczeństwa. Jeśli postawiono sobie za cel pogorszenie stosunku społeczeństwa rosyjskiego do Polski, to jestem zmuszony z żalem przyznać, że tak się naprawdę stało.

    —  Czy w Rosji może dojść do jakichś akcji będących reakcją na usuwanie pomników żołnierzy Armii Czerwonej?

    — Mam nadzieję, że w sferze memoriałowej do tego nie dojdzie. Uparcie powtarzam, że nie wolno brać przykładu z podobnych działań. To byłoby niegodne.

    —  Mówimy o usuwaniu pomników, ale mamy jeden niezbudowany pomnik: ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej w Smoleńsku. Kiedy on powstanie?

    — To zagadnienie jest przedmiotem rozmów między ministerstwami kultury naszych krajów, był okres, kiedy strona polska przerwała rozmowy w tej sprawie, przez ponad rok nie było spotkań, potem kontakty zostały wznowione. Mam nadzieję, że uda się dojść do porozumienia. Przypomnę, że wcześniej uzgodniono budowę pomnika na miejscu katastrofy, pozostała kwestia parametrów.

     A co z wrakiem Tupolewa?

    — Dopóki śledztwo nie zostanie zakończone, według prawa rosyjskiego szczątki muszą pozostawać do dyspozycji naszych organów śledczych i sądu. To, że znajdują się one na terytorium rosyjskim, w praktyce nie ma zasadniczego znaczenia: polscy śledczy i eksperci mieli i mają do niego pełny dostęp, mogą prowadzić pogłębione ekspertyzy, tak jak to miało miejsce z zapisami czarnych skrzynek.

    —  Na ile sprawa katastrofy rzutuje na relacje polsko-rosyjskie?

    — Z pewnością odbija się na nich pozostająca w Polsce atmosfera wątpliwości, braku zaufania do rosyjskich organów śledczych i ekspertów. Natomiast dopóki po polskiej stronie pozostają jakiekolwiek wątpliwości, jesteśmy gotowi kontynuować pracę, by pomóc w ich wyjaśnieniu.

    —  Relacje rosyjsko-polskie są elementem stosunków Rosji z NATO i Unią Europejską. Polska nie ma rozstrzygającego głosu w sprawie baz wojskowych czy sankcji wobec Rosji. Czy władze Pana kraju to uwzględniają?  

    — Proszę popatrzeć na nasze stosunki z innymi członkami Unii Europejskiej i NATO. Z wieloma kontynuujemy dialog polityczny, rozwijamy współpracę gospodarczą, kontakty kulturalne. A zatem są państwa, którym członkostwo w NATO i UE nie przeszkadza w utrzymywaniu lepszych stosunków z Rosją.

     Nakreślił Pan pesymistyczny obraz naszych relacji. Może na koniec powie Pan, kiedy pojawi się światło w tunelu, kiedy nadejdzie dobra zmiana w stosunkach polsko-rosyjskich?

    — To ja powinienem zadać to pytanie, gdyż ze strony rosyjskiej nie ma żadnych przeszkód do normalizacji stosunków i normalnej współpracy. Jeśli po polskiej stronie pojawi się taka sama wola, to pójdziemy do przodu.

    Zobacz również:

    Andriejew prawdę Ci powie
    Sąd w Warszawie rozpatrzy skargę redaktora Leonida Swiridowa 3 czerwca
    Waszczykowski: Putin wie, że tarcza antyrakietowa nie zagraża rosyjskiemu bezpieczeństwu
    Leonid Swiridow odwoła się od decyzji o zakazie wjazdu do Polski i strefy Schengen
    Zagrożenia egzystencjalne ministra Waszczykowskiego
    Nauki ze Swiridowa: „bezpieczeństwo jest najważniejsze”
    Rusofobiczne wybryki Macierewicza i Waszczykowskiego
    Tagi:
    wojsko, pomnik, Armia Czerwona, tarcza antyrakietowa, Redzikowo, Przegląd, ambasador, Prawo i Sprawiedliwość, Unia Europejska, NATO, Siergiej Andriejew, Władimir Putin, Petro Poroszenko, Leszek Balcerowicz, Smoleńsk, Azerbejdżan, Armenia, Gruzja, Mołdawia, Białoruś, Ukraina, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz

    Wszystkie komentarze

    • avatar
      hotice4
      Panie Andriejew, NIGDY nie jest tak, że wyłącznie po 1 stronie jest wina za pogorszenie stosunków, tak jak NIGDY po 1 stronie są wszystkie możliwości ich naprawienia.
    • Buzz_
      Aleksander Jabłonowski o niebezpieczeństwie żydowskim
      Opublikowany 08.11.2013Aleksander Jabłonowski o niebezpieczeństwie żydowskim w wystąpieniu sprzed paru lat.
      KWESTIA WSPÓŁCZESNA - czyli o tym co żydostwo czyni : 
      Inwazję terroryzmu islamskiego na Polskę oraz na Europę promuje przede wszystkim ŻYDOSTWO , zwłaszcza synkowie i córeczki żydokomunistów - ZBRODNIARZY i MORDERCÓW z NKWD, ŚMIERSZA, UB, KBW. Żydzi w tym samym czasie prowadzą LUDOBÓJSTWO Palestyńczyków na ich własnej ziemi – i nie jest to ich pierwsze ludobójstwo. W ZSRR - gdzie rewolucja odbyła się za sprawą żydów (kierownictwo to były prawie same żydy), i za pieniądze ich rodaków z USA (m.in. Jakob Schiff), taki żyd Gienrich Jagoda – wymordował ok 10 mln Słowian. W 1936 r. żydy stanowiły ponad 50% generałów NKWD, a w 1937 prawie 40% ogółu kierownictwa (dane z artykułu działacza Stowarzyszenia Memoriał – Nikity Pietrowa:vho.org/tr/2004/3/Rudolf325-32...). – w 1937 r. wymordowali 200 000 Polaków. Liczba ta jest większa o 60 000 od powszechnie przyjętej 120 000, bowiem nie obejmuje ona ofiar z 3 miesięcy dalszych mordów i śmierci Polaków po oficjalnym zakończeniu „operacji polskiej”, co wykazał dr Tomasz Sommer, redaktor naczelny Najwyższego Czasu, autor książki Operacja Antypolska NKWD) [Uwaga – sytuacja z rażącą liczba żydów w aparacie terroru powtórzyła się w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (szeroko znanego jako UB), gdzie żydy, wedle oficjalnych danych IPN - reprezentujące niecały 1% populacji Polski obsadziły 37,1% stanowisk KIEROWNICZYCH -ipn.gov.pl/__data/assets/pdf_f... – należy ściągnąć ów plik pdf i wpisać „37,1”]. Żydzi Kaganowicz (on był jednym z tych, którzy wydali rozkaz mordu w Katyniu i in. miejscach kaźni), Jagoda i Chatajewicz wykonali rozkaz Stalina spowodowania Wielkiego Głodu w wyniku którego zginęło 60 000 Polaków. Dziś żydzi odpowiadają za kolejną falę komunizacji państw Cywilizacji Europejskiej – która ciągle zmierza do stworzenia
      tzw. „nowego człowieka” albo „człowieka sowieckiego” – pozbawionego Boga (atak na religię, zwłaszcza KK), moralności (aborcja, in vitro – potem eutanazja, to wstęp do modyfikowania genetycznego ludzi i zatracenia jakiejkolwiek wartości przez życie ludzkie), przeszłości (atak na historię, narodowcy to „faszyści”), rodziny (człowiek odpowiada tylko przed państwem vide sprawa Pavlika Morozowa, który doniósł na własnego ojca żydom z NKWD – żyd Schwarz-Soros, mason, współautor, obok żyda Sachsa „Planu Balcerowicza”, który nas zrujnował, przeznaczył parę lat temu 15 tysięcy dolarów na renowację jego muzeum w Rosji) – tak by masońska kasta panująca – stała się bogiem (na górze masonerii jest kult satanistyczny). W tym celu żydostwo masońskie współpracuje mocno z masonerią anglosaską – i oni wspólnie dążą do zniszczenia narodów Europy poprzez mieszanie ras – Europejczycy przyszłości mają być murzyńsko-azjatycko-białymi mieszańcami, którymi ma rządzić żydostwo, jako „zdolne w zarządzaniu” – TAK PISAŁ I MÓWIŁ MASON Z WIEDNIA, JEDEN Z „OJCÓW” DUCHOWYCH UNII EUROPEJSKIEJ - Richard Coudenhove-Kalergi, KTÓREGO IMIENIA NAGRODA JEST PRZYZNAWANA CO 2 LATA BANDZIOROM, KTÓRZY TEN PLAN REALIZUJĄ. POCZYTAJCIE O TYM. Zalew arabami to nie przypadek – to planowe działanie!
    • pilat.wieslaw
      "W najgorszym przypadku rosyjskie rakiety z ładunkami jądrowymi przemienią nasz piękny kraj w radioaktywna pustynię. Bez ogródek wspomniał o tym Putin podczas swej niedawnej wizyty w Grecji, stwierdzając, że Rumunia, gdzie systemy rakietowe są już ukończone, znalazła się „na rosyjskim celowniku”, a Polska dostąpi tego samego „zaszczytu” z chwilą instalacji amerykańskich rakiet na Pomorzu." Ten fragment Autora uzupełnię źródłowo . Zobaczcie 6:50 tego filmu :
      www.youtube.com/watch?v=s-Th6RFTOds
      Przy czym , co bardzo istotne Prezydent Putin cytuję tytuł video :
      "Путин пообещал ничего не делать, пока не увидит ракет в Румынии и Польше " / tłumaczenie własne : Putin obiecał niczego nie robić, póki nie zobaczy rakiet w Rumunii i Polsce /, dając tym samym czas społeczności rumuńskiej i polskiej na otrzeźwienie z samobójstwa, które samo sobie przygotowuje.
      Odpowiedź Rosji na amerykańskie PRO w Rumunii i Polsce :
      3mv.ru/51293-yadernoe-vozmezdie-kakim-budet-otvet-rossii-na-amerikanskoe-pro.html
      www.youtube.com/watch?v=BLAhqtK2qtM
      www.youtube.com/watch?v=os_U9-SCvv4
      Mam pewien problem gdy czytam: Ameryka/USA, NATO, Obama postanowili, zrobili coś tam. Powszechnie chyba wiadomo, że to żydowska oligarchia finansowa rządzi a więc to oni postanowili, zrobili a nie rząd USA czy NATO. Pozycję Obamy można porównać do wynajętego wojskowego, który ma rozpisany porządek dnia od pobudki do capstrzyku,( może z 2 godz. przerwą na czas własny) i musi trzymać się ściśle harmonogramu, to nie on ustala porządek dnia i nikt go o nic pyta z decydentów a jest rozliczany z wykonywania ich poleceń. O rozmieszczeniu rakiet w Polsce zdecydowała żydowska oligarchia finansowa a nie NATO, Obama czy Kaczyński z prezydentem A. Dudą, Macierewiczem, Waszczykowskim. Poniżej zamieszczam problem Putina na dziś: imagizer.imageshack.us/a/img922/9822/loP0WZ.jpg
    • pilat.wieslaww odpowiedzi na Buzz_(Pokaż komentarzUkryj komentarz)
      Buzzthesut, Następny "Bolek" - masoński prowokator/przebieraniec("Bohater" Aleksander Jabłonowski, to mason, Rycerz-Kawaler Maltański (symbole na jego mundurach), a faktycznie to AKTOR - Wojciech Olszański www.skene.pl/osoba/1948/Wojciech-Olszansk

      Deska (rogatywka) masońska na łbie, czarny jaszczur i Krzyż Maltański na rękawie, czerwono niebieski na klapie, wąż pod szyją, czerwony szatański pentagram, słońce z trupią czaszką na łbie.) Całość tu: trzcinska.neon24.pl/post/131976,nastepny-bolek-masonski-prowokator-przebieraniec Polecam! Nie dajmy się nabierać na coraz to nowych trybunów ulicznych!
    • pilat.wieslaw
      Jak wiadomo ruskie graniczą z szatanami przez cieśninę Beringa o szerokości ok. 100 km, pytanie za 100 punktów do rusofobów, jakie siły zbrojne po stronie ruskiej i amerykańskiej tam stacjonują i z jakim uzbrojeniem? Ja mam dane z z roku 2011 bez floty i lotnictwa.
      Syberyjski Okręg Wojskowy (gen. płk Aleksandr Postnikow) Nowosybirsk
      85 Dywizja Zmechanizowana Nowosybirsk
      5 Gwardyjska Dywizja Pancerna Kjahta
      74 Brygada Zmechanizowana Jurga
      24 samodzielna brygada do zadań specjalnych Kjahta
      67 samodzielna brygada do zadań specjalnych Bijsk
      Dalekowschodni Okręg Wojskowy (admirał Konstantin Sibienka)
      Garnizon w Chabarowsku (gen. mjr. Aleksander Dwornikow)
      Chabarowsk
      15 Armia
      4 Dywizje Zmotoryzowane
      14 samodzielna brygada do zadań specjalnych Ussuryjsk. USA-ALASKA MILITARY BASES (7) militarybases.com/alaska Przypomnę tylko rusofobom: W dniu 07.10.2015 r. pociski woda-ziemia 3M14T Kalibr wystrzelone zostały z 5 okrętów nawodnych Flotylli Kaspijskiej przeciwko celom w Syrii. Ogółem w tym ataku wystrzelonych zostało 26 pocisków do 11 celów.
      W dniu 20.11.2015 r.ponownie z okrętów Flotylli Kaspijskiej przeprowadzony został atak 18 pociskami manewrującymi 3М14T Kalibr na cele w Syrii.
      W dniu 08.12.2015 r. zanurzony okręt podwodny B-237 "Rostów nad Donem" z Floty Czarnomorskiej wystrzelił 4 pociski samosterujące 3M14K Kalibr z Morza Śródziemnego do celów na terenie Syrii.
      Z pewnością ten system uzbrojenia jeszcze wielokrotnie pokaże swoje wysokie walory bojowe...módlmy się oby nie w Polsce!
    • pilat.wieslaw
      Rusofobia - potężna broń Kremla...Polska neokonserwatywna prawica chętnie odwołuje się do mitu „nowej zimnej wojny”, to znaczy kolejnego starcia Rosji i krajów zachodu, które ma przybierać na sile od czasu kryzysu na Ukrainie. Ignorują oni przy tym zupełnie obecny kontekst geopolityczny. Ludzie ci, uważający się w większości za konserwatystów i realistów są jednak w istocie liberałami, wierzącymi w pewien utopijny, idealistyczny model rzeczywistości, w którym zło zawsze ściera się z dobrem. Wbrew ich przekonaniom nowej zimnej wojny - starcia dobra i zła - po prostu nie ma. Jest za to odwieczny koncert mocarstw. Piotr Zaremba, publicysta WSieci, ogłosił ostatnio w programie „Minęła dwudziesta”, że Polska jest w stanie półwojny z Rosją. Wypowiedź ta była komentarzem do ostrzeżeń Władimira Putina, mówiącego że Rosja zareaguje na rozmieszczenie elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce i Rumunii. I w zasadzie trzeba by zgodzić się z tą opinią, jednak zapytać należy także kto do takiej sytuacji doprowadził i czemu władza nie robi nic, by ten katastrofalny stan rzeczy odwrócić? Nie ma wątpliwości, że interesy Polski i Rosji są sprzeczne w wielu punktach. Jednak wynika to nie tylko z położenia ale także z odmiennego statusu naszych krajów. Rosja, wbrew życzeniowemu myśleniu polskich neokonserwatystów nadal jest, i przez długi czas pozostanie, potęgą. Rosja ma nadal liczący się potencjał wojskowy i przemysłowy, a także, jak pokazały ostatnie wydarzenia w Syrii i na Ukrainie, zdolność projekcji siły poza granicami kraju. Wreszcie ze względu na swój potencjał atomowy Rosja musi być i będzie jeszcze długo zaliczana do grona mocarstw. Oczywiście jest ona nieporównywalnie słabsza od Chin czy USA, jednak w obecnym, wielobiegunowym świecie państwo to nadal ma sporą możliwość manewru, którą zapewne wykorzysta, być może naszym kosztem. Dlaczego więc Polska, państwo słabsze, przyjmuje postawę konfrontacyjną wobec pobliskiego mocarstwa? Czy naprawdę polscy politycy wierzą, że nasz obecny zagraniczny protektor ma jakiś interes w rozpadzie lub w szczególnym osłabieniu Rosji?

      Rosja - imperium zła czy „niedźwiedź broniący swojej tajgi”

      Środowiska neokonserwatywne w Polsce wydają się cierpieć na rozdwojenie jaźni, jeżeli chodzi o ocenę Rosji jako przeciwnika. Z jednej strony ostrzegają przed nią, wskazują na jej agresywne kroki i „nielegalne działania” na arenie międzynarodowej, a z drugiej przedstawiają obraz kraju słabego, z uciśnioną ludnością, problemami społecznymi i zdegenerowanym systemem politycznym. Tak jak zachód jest dla nich utopią tak Rosja to dystopia zawierająca w sobie wszelkie negatywne cechy takie jak korupcja, agresja czy moralne zepsucie. Takie postrzeganie sprawy przez prawicowych intelektualistów i polityków jest bardzo niebezpieczne bowiem odbiera elitom możliwość realnej oceny sytuacji. Poprzez ideologizację problemu, rządzący Polską ludzie nie są w stanie zrozumieć jakie są rzeczywiste motywacje i możliwości Federacji Rosyjskiej. I to jest poważna broń w rękach Kremla. Rosja przez wieki żyła ideą mesjanistyczną. Należy zauważyć, że każde bez wyjątku wielkie mocarstwo - w tym i Rzeczpospolita, wykształciło w sobie tendencje mesjanistyczne, które z czasem przybierały różne formy jednak zawsze zasadzały się na przekonaniu o wyjątkowości wykształconego w danym kraju systemu wartości i rządów. Apogeum rosyjskiego mesjanizmu przypadło na początkowe lata komunizmu, kiedy to władający Rosją bolszewicy rzeczywiście wierzyli w misję niesienia władzy rad i socjalizmu innym krajom. Potem jednak idea ta zaczęła być traktowana instrumentalnie, jako narzędzie w stosowaniu Realpolitik. Już Stalin odszedł od krzewienia komunizmu i przywrócił pewne założenia wielkorosyjskiego nacjonalizmu. W końcu idea zaniknęła całkowicie - pozostał jedynie zimny pragmatyzm, którego uosobieniem jest urzędujący dziś prezydent Rosji Władimir Putin. Polityka zagraniczna Moskwy, co mogłoby być tematem osobnej rozprawy, jest kreowana w większości na pożytek wewnętrzny. Rządzący Kremlem wiedzą, ze nie utrzymają władzy bez poparcia społecznego. Dlatego konsolidowanie społeczeństwa wokół wspólnego, zewnętrznego i wewnętrznego wroga jest od dawna ulubioną taktyką władców Rosji. Nie ma już imperium niosącego światu ideę, został jedynie niedźwiedź okrążony przez dyszących z nienawiści łowców – a przynajmniej taki obraz chcą wykreować polityczni stratedzy na Kremlu w rodzaju Władisława Surkowa. I niestety wielu z naszych polityków również bierze udział w tej grze, nieświadomie grając w jednej drużynie z Władimirem Putinem.

      USA i Rosja – od nienawiści do podejrzliwej przyjaźni.

      Sojusz z Waszyngtonem jest od dawna fundamentem polskiej polityki zagranicznej. Również obecna władza nie chce od niego odstępować. I jest to słuszne założenie w obecnej sytuacji geopolitycznej. Każda próba wyrwania się spod kurateli Waszyngtonu doprowadziłaby prawdopodobnie do „majdanu” w Warszawie, destabilizacji i osłabienia kraju. Pierwsze ostrzeżenia w postaci wieców KOD już się pojawiły. Choć Polska nie zyskuje na tym sojuszu wiele, to pozwala on utrzymać stabilność i zapewnia względne bezpieczeństwo. Oczywiście ceną jest rezygnacja z pewnej części suwerenności. Jednak obecny rząd idzie dalej, wychodząc przed szereg i idąc na zwarcie z Rosją. Jest to obecnie na rękę Ameryce, która wobec rosnącej potęgi Chin ewidentnie „gra” z Kremlem o przyciągnięcie go do swego obozu w wypadku potencjalnej konfrontacji z Państwem Środka. Kłopot w tym, że postępując w ten sposób sami wytrącamy sobie argumenty z rąk i nic nie zyskujemy. Dajemy nie biorąc nic w zamian. To kolejny dowód na podszytą liberalizmem naiwność naszych elit, uważających, że walczą w „słusznej, wspólnej sprawie”, która w rzeczywistości nie istnieje. Jakże odmienna jest postawa orbanowskich Węgier, które stosownie do swojego potencjału próbują rozgrywać wschód z zachodem, szukając zysku tam gdzie to tylko możliwe. I jeszcze zachowując przy tym suwerenność. Rosja i Stany Zjednoczone nigdy nie były i nie będą przyjaciółmi, tak jak nigdy nie były wrogami. Kraje te nawet w czasach zimnej wojny były jedynie rywalami, a po jej zakończeniu stały się „partnerami” choć oczywiście jeden partner miał znacząca przewagę nad drugim. Po dojściu do władzy Władimira Putina Rosja weszła na drogę odbudowy swojej mocarstwowej pozycji. W 2005 roku prezydent Rosji określił rozpad Związku Radzieckiego jako największą geopolityczną katastrofę XX wieku. Był to czytelny sygnał, że Rosja ma ambicję znowu stać się znaczącym graczem na arenie międzynarodowej. I w zasadzie ten cel udało się Putinowi osiągnąć. Dziś Rosja jest partnerem USA w kwestiach rozwiązywania problemów bezpieczeństwa międzynarodowego. Czasami w zasadzie jedynym, tak jak w przypadku konfliktu w Syrii. Przykładem niech będzie chociażby podpisana w 2013 roku umowa o zniszczeniu syryjskiej broni chemicznej. USA wiedzą, że Rosja chce i jest w stanie aktywnie uczestniczyć w rozwiązywaniu takich problemów - w przeciwieństwie do zbiurokratyzowanych instytucji międzynarodowych. Dlatego USA i Rosja będą z czasem zacieśniać stosunki, a jeżeli nic się nie zmieni w naszej polityce zagranicznej, to ucierpi na tym właśnie Polska.

      Polska - ostatni żołnierz zimnej wojny

      W majowym numerze Foreign Policy Dimitri Trenin, szef moskiewskiego Carnegie Center, celnie zauważa, że Polska i kraje nadbałtyckie boją się Rosji lecz nie są przez nią fizycznie zagrożone. Putin nie uważa tych krajów za swoją sferę wpływów i nie zaryzykuje wojny nuklearnej po to by je zdobyć. Zwłaszcza, że zyski z takiej operacji byłyby żadne. Polskę może martwić powrót rosyjskiej mocarstwowości, jednak jest on faktem i należy się z nim zmierzyć w odpowiedni sposób. Prowokacje na morzu Bałtyckim czy cyberataki nie będą wstępem do wielkiej ofensywy rosyjskich wojsk na kierunku zachodnim, są jedynie elementem strategii odstraszania. Rosja może „przyduszać” Polskę jedynie ekonomicznie. I tak się może stać zwłaszcza w przypadku gdy kraje zachodu zdejmą sankcję z Rosji. Zachód przełknie kwestie Krymu, tak jak Rosja przełknęła kwestię Kosowa. Ostatnie sygnały płynące z Niemiec w postaci wypowiedzi ministra Sigmara Gabriela wskazują, że ten scenariusz jest wielce prawdopodobny.

      Co więc powinna zrobić Polska, by nie zostać ostatnim żołnierzem zimnej wojny, tkwiącym do smutnego końca na szańcach? Najważniejsze to odrzucić mit, że owa „zimna wojna” nadal trwa. Wobec zbliżających się konfliktów w Azji sytuacja na starym kontynencie straci na znaczeniu. Rosja, która jeszcze chwilowo jest sojusznikiem Chin ewidentnie boi się ich wzrostu i już szuka drogi by zapobiec ich całkowitej dominacji, sprzedając broń Wietnamowi czy Indiom, a także dokonując zbliżenia z Japonią. Zauważmy, że podobną strategię w tym regionie stosują Stany Zjednoczone, pojawia się tu więc pole do porozumienia między potęgami. Chiny są także powodem dlaczego Stany nigdy nie dopuszczą do rozpadu Rosji czy zdecydowanego obniżenia jej siły. Również nadchodząca zmiana władzy w USA nie wróży dobrze dla prowadzonej przez obecne władze polityki wschodniej. Kurs konfrontacyjny, prowadzony w imię krucjaty o „zachodnie wartości” może posłużyć raczej umocnieniu autokratycznej władzy Putina niż obronie polskich interesów. Dlatego obecne władze powinny załagodzić retorykę i szukać nici porozumienia, może nie tyle w kwestiach politycznych co ekonomicznych, choć rozdzielenie ich może czasem okazać się trudne. Nie ma tu rzecz jasna mowy o żadnej rusofilii. Polska powinna zachować zdrowy sceptycyzm wobec Rosji - sceptycyzm, który Polacy winni zachowywać wobec wszystkich swoich „zagranicznych partnerów”.

      Mateusz Sakiewicz
    • Realnie patrząc, na część gospodarki którą ma do dyspozycji Rząd Polski to własciwie możemy porównać się z Białorusią. Gospodarka Polski ma charakter neokolonialny, jestesmy dostarczycielem taniej siły roboczej. Poza produktami spożywczymi niewiele mamy Rosji do zaoferowania. Tymczasem rząd pręży (nieswoje !!!) muskuły jakbyśmy byli francją czy Niemcami. Myślę, że Rosyjska dyplomacja doskonale sobie zdaje sprawę z zależnościowej roli Polski i gdyby nie "dokazywanie" w polityce wschodniej nasze relacje byłyby całkiem dobre. Patrzę na Rosjan przyjeżdżających do Polski i wyglądają na zadowolonych. Podobnie Polacy odwiedzajacy Rosję wracają zadowoleni.
    • pilat.wieslaw
      Putin ostrzega przed instalowaniem systemów NATO...W piątek, 27 maja, prezydent Rosji Władimir Putin znowu powiedział, że prezydent USA Barack Obama kłamie mówiąc, że powodem zainstalowania amerykańskich systemów antybalistycznych (ABM) czy systemu obrony antybalistycznej (BMD) obecnie w Rumunii, a wkrótce również w Polsce, jest ochrona Europy przed irańskimi rakietami, które nawet nie istnieją, i – jak mówi sam Obama – nie będą istnieć w konsekwencji zawartego przez Obamę porozumienia z Iranem. Putin mówi: Wiem, że kłamiecie w tej kwestii, nie jesteście uczciwi. Zmierzacie do zneutralizowania naszych zdolności odwetowych, a nie irańskich. Nie jestem na tyle głupi, żeby uwierzyć w tak oczywiste kłamstwo, jak wasze zapewnienia, że chodzi o Iran, a nie o Rosję.

      Putin mówi, że takie systemy ABM, jakie instaluje Ameryka, blokują zdolność odpowiedzi danego kraju (w tym wypadku Rosji) na błyskawiczny atak — coraz bardziej prawdopodobne posunięcie ze strony NATO, teraz, kiedy NATO rozciąga się pod same granice Rosji — i że Rosja nie pozwoli na takie unieszkodliwienie jej sił reagowania.

      Powiedział, że „NATO odpiera nasze apele ogólnikami, mówiąc, że nie jest żadnym zagrożeniem dla Rosji… że cały ten projekt zaczął się jako środek zapobiegawczy wobec irańskiego programu nuklearnego. Gdzie jest teraz ten program? Nie istnieje. Od pierwszych lat tego wieku powtarzaliśmy, że będziemy musieli jakoś zareagować na wasze kroki, zmierzające do podkopania międzynarodowego bezpieczeństwa. Nikt nie słuchał.”

      Innymi słowy Putin mówi, że Zachód ignoruje słowa Rosji, a zatem Rosja, jeśli nic się nie zmieni, odpowie wyeliminowaniem systemów ABM, zanim te będą w pełnej gotowości. Niezrobienie tego, niewyeliminowanie jakiegokolwiek w pełni operacyjnego systemu ABM, znajdującego się na rosyjskiej granicy bądź w jej pobliżu, oznaczałoby narażenie Rosjan na błyskawiczny atak NATO, a do czegoś takiego nie dopuścimy.

      Powiedział: „W chwili obecnej instalowane rakiety przechwytujące mają zasięg 500 kilometrów, wkrótce zwiększy się on do 1000 kilometrów, a nawet gorzej – w dowolnym momencie ten system może zostać przezbrojony i wyposażony w pociski ofensywne o zasięgu 2400 km i można to zrobić przez przestawienie oprogramowania, tak że nawet sami Rumuni nie będą o tym wiedzieli.”

      Jeszcze inaczej: Jedynie Amerykanie, którzy zaprojektowali i kontrolują system ABM, będą w stanie wiedzieć, czy i kiedy Rosja staje się zupełnie odsłonięta na atak. Nawet Rumuni nie będą o tym wiedzieli. Zatem, mówi Putin, „Rosja nie ma innego wyjścia niż wziąć na celownik Rumunię” – a później Polskę, jeśli ta będzie realizowała swoje plany związane z tarczą.

      Domyślnie Putin mówi, że podczas gdy nie ma potrzeby natychmiastowego zaatakowania lokalizacji tarczy w Rumunii, będzie to musiał zrobić wystarczająco wcześnie, żeby zablokować podrasowanie systemu ABM, które uczyniłoby Rosję łatwiejszym celem ataku i pozbawiło ją możliwości kontruderzenia.

      Putin mówi: Usuńcie system ABM, w przeciwnym razie sami będziemy musieli to zrobić.

      Putin wie, że zgodnie z art. 5 traktatu północnoatlantyckiego, dotyczącym „wzajemnej obrony”, napaść na któreś państwo członkowskie NATO, na przykład Rumunię, ma spowodować atak wszystkich członków NATO na państwo atakujące. Jednak Putin mówi, że jeśli NATO zamierza atakować Rosję, to zostanie bez jakiegokolwiek w pełni sprawnego systemu ABM i (w domyśle) że odpowiedzią Rosji na wszelki tego typu atak będzie pełnoskalowy atak jądrowy wymierzony przeciwko wszystkim państwom członkowskim NATO, a rozpętana w ten sposób wojna nuklearna, angażując całą broń jądrową obydwu stron – NATO i Rosji – zniszczy cały świat.

      Putin mówi, że albo Rumunia — i w następnej kolejności Polska — anuluje i unieważni swoją współpracę w zakresie instalacji ABM prezydenta USA, Obamy, albo nastąpi chirurgiczny atak Rosji na taką, lub takie instalacje, nawet pomimo tego, że pociągnie to za sobą atak jądrowy NATO na Rosję i takiż kontratak Rosji na NATO.

      Kiedy Putin powiedział: „Nikt nas nie słucha” po drugiej stronie, po stronie NATO, miał na myśli: Nie chcę być zmuszony do przemówienia chirurgicznym atakiem eliminującym natowski system ABM, ale tak się stanie, jeśli pozostaniecie głusi na słowa, głos rozsądku i zwykłą przyzwoitość.

      Putin nie dopuści do narażenia rosyjskiego narodu na atak ze strony Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników wojskowych. Jeśli NATO zaatakuje Rosję, to będzie to koniec gry dla całego świata, nie tylko dla Rosji.

      Putin mówi do Obamy i do całego NATO: Proszę, usłyszcie i zrozumcie moje słowa i bądźcie rozsądni, ponieważ w przeciwnym razie, jeśli w dalszym ciągu będziecie ignorowali to, co mówię, rezultat będzie o wiele gorszy dla każdego.

      Autorstwo: Eric Zeusse
      Źródło oryginalne: SOTT.net Ps..Putin ma rację, a ci idioci z wiejskiej za namową zachodu zagładę totalną nam sprowadzają. W tych wojnach nie ma wygranych, wszyscy przegrani ! NATO to nieprzyjaciele, uzurpacja władzy USA posługująca się sojusznikami do sprowadzania nań kłopotów, konfliktowania wzajemnego, tworzenia wrogów dla wywołania wojny. USA chodzi tylko i wyłącznie o dolara. Dla USA dolar stanowi wartość najwyższą, ponad ludzkie życie, ponad istnienie ludzkiego gatunku. USA jest całkowicie zaślepione dolarem i nic się nie da z tym zrobić. Dolar ulegnie zagładzie wraz z cywilizacją i być może włącznie z ludzkim gatunkiem.
      Ci, którzy wpuszczą tutaj amerykańskie siły i instalacje ofensywne, najwyraźniej również są już zaślepieni mamoną – może już mają przeprane mózgi – podobno wielu z nich przeszło odpowiednie „szkolenia” za oceanem.
    • pilat.wieslaw
      Dlaczego politycy PO/PSL zgotowali nam ten los ? Dlaczego zdradzili Polskę i Polaków ? Dlaczego rozbudowę amerykańskiego systemu obrony rakietowej Rosjanie uznają jako śmiertelne dla nich zagrożenie ? Amerykańska baza w Redzikowie oficjalnie ma być elementem tak zwanej tarczy rakietowej. Jej status będzie eksterytorialny, tak jak innych baz wojskowych. Polacy nie będą zatem posiadać żadnej kontroli nad jej instalacjami. Oficjalnie baza ma obsługiwać od 2018 roku system rakietowy Patriot stacjonujący w Morągu i rakiety nowszej generacji systemu obrony AEGIS SM-3 blok IIA. Od 2020 r w Radzikowie stacjonować będą także rakiety nowej generacji SM-3 blok IIB. Te rakiety zakupimy za nasze pieniądze, choć do samych rakiet w Radzikowie nie będziemy mieć żadnego dostępu i kodów do nich, o ich ewentualnym użyciu będą decydować wyłącznie Amerykanie!. Na uwagę zasługuje też fakt, że system wcale nie chroni terytorium Polski, lecz głownie obszar Bałtyku. Natomiast jego efektywność jest wątpliwa w wypadku próby przechwycenia radzieckich rakiet balistycznych dalekiego i średniego zasięgu. Skąd zatem takie parcie na budowę amerykańskiej bazy w Radzikowie? Amerykanie obecnie mają problem z wykonania skutecznego uderzenia jądrowego przeciwko Rosji. Amerykańskie rakiety balistyczne dalekiego zasięgu Minuteman III i podmorskie typu Trident, nie są wstanie przebić się przez obronę Rosyjską, opartą na systemach S-400 i S-500. Dużo skuteczniejsze są pociski manewrujące, operujące na niskim pułapie typu Tomahawk. Pociski te montowane są na amerykańskich okrętach podwodnych. Okręty podwodne USA na których znajdują się pociski typu Tomahawk z głowicami jądrowymi, nie są jednak wstanie podejść na odległość skutecznego ataku do granic Rosji. Morze Arktyczne kontrolują Rosjanie, na Bałtyku nie da się ukryć żadnego dużego okrętu podwodnego. Maksymalny zasięg tych pocisków wynosi 2500 km, jednak zasięg skuteczny jest znacznie niższy. Wykładnią zasięgu Tomahawków, są wykonywane w trakcie lotu manewry i pułap przelotu. Za skuteczny zasięg należy uznać odległość około 1600 km. Pociski Tomahawk to broń ofensywna, zdolna do przenoszenia głowic jądrowych. Poza wersją morską Istnieje też wersja odpalana z wyrzutni lądowych BGM-109G GLCM. Może on przenosić głowice atomową o mocy do 200 kt. Pociski Tomahawk umieszczone są w identycznych wyrzutniach jak pociski SM3 blok IIA mające być zainstalowane w Radzikowie. Nie dziwi zatem, że wybór Amerykanów padł na Redzikowo i pociski SM-3. Jeżeli w wyrzutniach będą Tomahawki zamiast SM-3, to nikt o tym nie będzie wiedział. W zasięgu amerykańskich pocisków znajdzie się nie tylko Kaliningrad, ale baza okrętów podwodnych w Murmańsku, a nawet Moskwa. Redzikowo to idealna pozycja do zaatakowania Rosji w tej części świata. Jej położenie jako elementu tarczy chroniącej nas przed atakiem pociskami Iskander, jest nieefektywne i nie do przyjęcia. Zatem nie możemy się dziwić, że Rosja czuje się bardzo na dziś zagrożona. Należy uznać, że w wypadku jakiegokolwiek zagrożenia Rosja zaatakuje w pierwszej kolejności nasz kraj, a nie USA. Baza w Redzikowie to śmiertelne niebezpieczeństwo dla większości uprzemysłowionych miast Rosji. Rosja nie może liczyć tylko na słowne zapewnienie, że w Radzikowie nie stacjonują pociski z głowicami jądrowymi. Na uwagę zasługuje również fakt, że minister pomiot banderowca Siemionuk vel Siemoniak zadeklarował zakup 24 pocisków manewrujących typu Tomahawk, dla marynarki wojennej współpracującej z systemem AEGIS. Pierwsze osiem pocisków Tomahawk ma być dostarczonych nam do 2022 roku. Znaczy to, że może to być dostarczone nawet jutro, termin 2022 to termin ostateczny. Kwestią otwartą jest gdzie te pociski się znajdą i czy Polska będzie miała nad nimi kontrolę. Dziś sprawa jest trudna już do odkręcenia. Decyzje zapadły jeszcze za rządów PO/PSL. Na uwagę zasługuje fakt, że polski wywiad nie uprzedził rządu o ryzyku płynącym z tych instalacji. USA wprowadza tylną furtką, ofensywne systemy jądrowe na terytorium Polski. Jeżeli przywódcy kraju, BBN, posłowie milczą, czy nie jest zdrada ?

      Ps...Politykom i wojskowym, planistom trzeba pamiętać, że dziś klasyczne armie to przeżytek i ciężar ekonomiczny nie do dźwignięcia przez małe państwa. Taktyka wojenna zmienia się. Dziś najefektywniejsi są terroryści. Setka muzułmańskich terrorystów trzyma całą Europę w szachu. Oczywiście Polska nie może oprzeć swojej obronności na strategii terroryzmu, ale może opracować własną inną taktykę walki, bez angażowania ciężkiego i kosztownego sprzętu. Kupowane amerykańskich pocisków i rakiet, pracujących w systemach będących pod kontrolą USA, nie obroni nas przed Rosją, ani przed Niemcami czy innymi państwami NATO. Wprowadzenie do Polski wojsk natowskich, czy magazynowanie czołgów amerykańskich nie daje nam żadnego poczucia bezpieczeństwa. To co wykonują nasi przywódcy w połączeniu z geopolityką to idiotyzm i zdrada stanu. Działalność na szkodę Państwa. Wina za obecną sytuację spoczywa na wszystkich rządach III RP. Zaczęło się od Wałęsy gdy jak robactwo obsiedli go doradcy żydowscy za oceanu. To choroba Państwa, która drąży wszystkie ekipy, dokonując powolnego zniszczenia Polski dla swoich interesów. Loby żydowskie, bankierzy, międzynarodowe holdingi wyciskają ostanie soki z Polski. Frakcje polityczne są dla nich bez znaczenia. Grają na wszystkich stołach, usadowili się w PO, są w PiS-ie, wchodzą do Nowoczesnej. Jeżeli Polacy się nie zjednoczą i nie utworzą pozapartyjnych podziemnych struktur władzy, walkę o Polskę przegrają. w wypadku uzbrojenia decyzje zapadły za rządów PO i PSL. Odnośnie PiS i prezydenta Dudy, tam też zalęgło się robactwo. Pan min. Macierewicz jednak usiłuje walczyć. Związany umowami poprzedników miota się. Stawia na Polską armię i polskich producentów. Pan min. Macierewicz to współczesny Don Kichot, nie przekupny idealista, niestety brak mu mądrych doradców. Walka o kontrakty rozpoczęła się wraz ze śmiercią Lecha Kaczyńskiego. Już wtedy On, jako Prezydent i członek PiS był przeciwny zakupom za ogromne pieniądze sprzętu od USA. To on stał na przeszkodzie PO, by realizować kontrakty zbrojeniowe. To właśnie PiS choć nieudolnie jednak stoi na straży polskich interesów, to jednak tak krytykowany i zwalczany PiS po raz pierwszy zadbał o Polaków. Dlatego jest niewygodny wrogom Polski, dlatego ma złą prasę, dlatego jest izolowany na arenie międzynarodowej. Niestety wróg jest przebiegły, jest już na salonach Rządu. Sam Rząd PiS-u, bez elit intelektualnych, z rozdwojoną jaźnią polityczno- historyczną też długo się nie utrzyma. Odejdzie do lamusa historii tak jak rządy większościowe SLD czy PO, obecnie z maksymalnym poparciem 5-6% poparciem. Mam tylko nadzieję, że PiS z Jarosławem Kaczyńskim złupi trochę skóry zdrajcom i złodziejom poprzednich ekip. Mało tego wprowadzi tym samym precedens, że żaden przyszły polityk nie będzie mógł czuć się bezkarny. Obecnie choćby i politycy PiS chcieli, nie da się wyjść bezboleśnie z NATO, nie leży to też w naszym interesie bo nie mamy własnej niezależnej armii. Można i należy natomiast być wstrzemięźliwym w kwestii głębszej integracji. Polska musi zacząć budować własne niezależne od NATO struktury wojskowe. Dopiero gdy one będą dostatecznie mocne można myśleć o rozluźnieniu uścisku NATO. Proces rozkładu państwa realizowany przez Kosher Nostrę trwa od 30 lat. Procesu odbudowy Państwa nie da się przeprowadzić z dnia na dzień. To wieloletni proces, którego cele powinny być jak najdłużej ukryte dla wrogów Państwa. Trzeba odtworzyć narodowe media, strukturę systemu zarządzania państwem, odzyskać niezależność ekonomiczną. Potrzeba na to przynajmniej 10-15 lat, by nie skończyć tak jak Ukraina. A jak to się skończy ..chyba już wiemy ..koniecznie to przeczytajcie, a się dowiecie!
      wolnemedia.net/putin-ostrzega-przed-instalowaniem-systemow-nato/#comment-193889 Ostatnio słyszałem o zakupie-produkcji mini beryli w cenie/kosmos/ - 6000 zł/szt. W tej cenie z kosmosu, za zdefraudowane przez Prezydenta i prezesa NBP- 4 000 000 000 zł(poszły na "pomoc" czytaj tam rozkradzenie jak każdej tam wysłanej już "pomocy", tak z naszej strony jak i Zachodu upadłej już Upainie!) można zakupić dokładnie 666 666 sztuk, nie mówiąc o produkcji zwykłych AK47..To tylko łapówki które płyną do rąk polskiej mafii zbrojeniowej. Zwracajcie uwagę na ceny, przepłacamy wielokrotnie za każdy element broni. Np. zakupiliśmy 40 pocisków kierowanych JASSM za 250 mil $, za identyczną kwotę rząd Finlandii, ale otrzymał prawie dwa razy więcej pocisków tj. 70 szt. Gdybyśmy kupili te pociski w cenie jakiej Amerykanie sprzedają swojej armii musielibyśmy zapłacić tylko 35 mil $. Oczywiście zakup kontraktował rząd PO.
      wiadomosci.wp.pl/kat,139078,title,Przeplacamy-kilkakrotnie-za-amerykanskie-pociski-JASSM-Cena-odzwie Oto ceny pocisków JASSM ( dwa rodzaje):
      Price/Unit Cost:
      JASSM Baseline: $0.83 million per All-Up Round (in FY 2014)
      JASSM-ER: $1.51 million per All-Up Round (in FY 2014)
      I za taką cenę kupili je Finowie. 200 sztuk Rosomaków stoi jakoby "zakonserwowanych"- powód "stania"- brak środków łączności!!!, alleluja i do przodu. To samo z Leopardami, połowa służy jako magazyn części, dla pierwszej połowy! etc..etc.. Oto stan naszej armii na dziś.
    • avatar
      alek
      szkoda , że stan stosunków polsko-rosyjskich musi zależeć od stanu emocji polskich polityków.......
    • avatar
      alekw odpowiedzi na hotice4(Pokaż komentarzUkryj komentarz)
      hotice4, że też matka natura stworzyła takiego imbecyla..... ale tak to jest , jak stary zapomni gumy naciągnąć albo zużytą używa ponownie !!!
    Pokaż nowe komentarze (0)