21:00 21 Lipiec 2018
Na żywo
    System Buk M-1

    Holenderscy śledczy załamują ręce nad złożonością systemu "Buk"

    © Sputnik . Walerij Mielnikow
    Opinie
    Krótki link
    21263

    Międzynarodowa Grupa Śledcza szukająca winnych katastrofy MH17 w Donbasie uskarża się na trudności, jakich przysparzają jej terminy dotyczące kompleksu rakietowego „Buk". Jakże wszystko byłoby prostsze, gdyby tylko zechcieli skorzystać z pomocy Rosji produkującej dany system rakietowy - pisze „Wzgljad".

    Międzynarodowi eksperci nie wykluczają, że Boeing na Ukrainie został strącony przypadkowo. Taka wersja figuruje w opublikowanym w poniedziałek cząstkowym raporcie Wspólnej Grupy Śledczej prowadzącej śledztwo w sprawie tragedii. W dokumencie czytamy, że specjalistom nie udało się odpowiedzieć na szereg pytań. Przykładowo nie są w stanie ustalić, czy rakieta została wystrzelona przypadkowa czy umyślnie, a także na jakiej zasadzie system rażenia wybiera cele.

    Śledczy podkreślają, że instrukcje dotyczące obsługi systemów „Buk" nie tak łatwo znaleźć w otwartym dostępie, a wiele technicznych elementów systemu objętych jest klauzulą tajności. Zespół ekspertów nie ukrywa, że „ograniczoną część informacji" czerpał z artykułów w wolnym dostępie. Dość dużo czasu zajął śledczym przekład tychże artykułów, ale i to częstokroć nie wystarczało. Ponadto, międzynarodowa grupa śledcza przyznała, że brakuje jej doświadczenia w prowadzeniu podobnych spraw.

    Pełny raport z informacją o broni, z jakiej samolot został zestrzelony pojawi się jesienią. Jednak prokuratura Holandii podkreślała, że raport nie będzie zawierać ostatecznych wyników śledztwa. W tym celu brakuje danych, w szczególności informacji rosyjskiej strony na temat „dyslokacji systemu Buk".

    Rosja niejednokrotnie wyrażała niezadowolenie przebiegiem śledztwa i zarzucała śledczym, że ignorują przedstawione przez nią dane. Rosja przeprowadziła własne śledztwo, zlecone koncernowi zbrojeniowemu „Ałmaz-Antej". Koncern wykorzystywał w tym celu dane, na których brak uskarżają się międzynarodowi eksperci. Rosja niejednokrotnie wzywała międzynarodową grupę, by poświęciła nieco uwagi raportowi rosyjskiego koncernu, który w danej sprawie jest najwiarygodniejszym źródłem informacji. Na rosyjskie apele eksperci pozostają jednak głusi. Międzynarodowa grupa przedłożyła mętne informacje w wolnym dostępie nad informacje z pierwszej ręki, od samego producenta Buków. 

    Być może zadziało się tak dlatego, że wywody specjalistów „Ałmaz-Anteja" obalają rozdmuchaną wcześniej wersję o tym, że do strzelaniny doszło na terytorium znajdującym się pod kontrolą DRL, a także o typie rakiety, która strąciła samolot. Rekonstrukcja sytuacji pozwoliła ekspertom z „Ałmaz-Anteja" wyciągnąć wniosek, że rakieta, która strąciła samolot mogła zostać wystrzelona z terytorium, które na tamten moment nie znajdowało się pod kontrolą powstańców, a także że sama rakieta przedstawiała sobą znacznie starszy model. Ale, sądząc po cząstkowym raporcie międzynarodowej grupy śledczej, jej eksperci konsekwentnie ignorują dowody koncernu produkującego Buki.

    Zasłużony rosyjski pilot, członek Komisji do spraw Rozwoju Lotnictwa Ogólnego Przeznaczenia przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej Jurij Sytkin powiedział na antenie radia Sputnik:

    „Wszyscy specjaliści w zakresie lotnictwa wiedzą, że Boeing został zestrzelony umyślnie. Rakieta „Buk" nie może uruchomić się przypadkowo. Cel obserwowano z ziemi. I my jesteśmy gotowi przedłożyć wszystkie fakty będące w naszej dyspozycji. Ale jak zawsze na Rosję wieszane są psy, a ukraińskie kierownictwo oczyszczane jest ze wszystkich zarzutów".

    Jak powiedział Sytkin, tłumaczenie się brakiem doświadczenia w pracy z systemami rakietowymi jest nieprzekonywujące. „Jeśli cywilni specjaliści i eksperci nie dysponują danymi o rakiecie, danymi o trajektorii lotu, o strefie rażenia tą rakietą, to należy zwrócić się do ekspertów wojskowych. Przecież mogliby zwrócić się do ekspertów NATO, którzy określą sekunda po sekundzie wszystkie ruchy rakiety, samolotu i jego załogi. NATO dysponuje zdjęciami z kosmosu, ale z jakichś powodów nie publikuje ich. Każdy specjalista wie, że przypadek może być jeden, ale kiedy zaczyna ich być cała seria, przy czym seria absurdalnych przypadków, to wnioski proszą się same. Myślę, że takie wrzuty informacyjne o „przypadkowym" uruchomieniu rakiety będą się jeszcze powtarzać, a najprzeraźliwsze przestępstwo nigdy nie zostanie wyjaśnione" — zakończył Jurij Sytkin.

    Od samego początku wielu niezależnych ekspertów twierdziło, że samolot mógł zostać strącony zarówno przez stronę ukraińską, jak i przez powstańców. Wstępne wnioski komisji znów nie ukazują winnych zbrodni. Śledztwo karne zakłada bezwarunkowe dowody winy, których, jak widać, międzynarodowym ekspertom nie udaje się znaleźć. Historia zna mało takich przypadków, kiedy to samoloty cywilne były strącane przez systemy obrony przeciwrakietowe. Stąd też usprawiedliwianie się brakiem doświadczenia. Nie ulega wątpliwości, że zwykłe śledztwo nie wyjawi, kto strącił Boeing.

    Zobacz również:

    Australia: rodziny ofiar MH17 pozywają Rosję i Putina
    Malezja potrzebuje pomocy Rosji w śledztwie ws. katastrofy MH17
    Kreml zareagował na kolejny raport Bellingcat ws. zestrzelonego w Donbasie Boeinga
    Tagi:
    śledztwo, system rakietowy "Buk", katastrofa MH17, Holandia, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz