09:46 21 Listopad 2019
Na oficjalnej stronie projektu NATO Anakonda-16 w Polsce pojawił się komunikat prasowy o tragicznym wypadku, w wyniku którego zmarł cywil.

„Anakonda" dusi polskiego podatnika

© AP Photo / Czarek Sokolowski
Opinie
Krótki link
Autor
27614
Subskrybuj nas na

Rozmowa z prezesem Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych doktorem Marcinem Domagałą.

—  Trwają manewry „Anakonda". Największe na terenie Polski od roku 1989. Jest to przyśpiewka do lipcowego szczytu NATO w Warszawie. Kilka ćwiczeń z udziałem obcych wojsk było też w roku ubiegłym. Naczelna Izba Kontroli zbadała, czy wojsko i administracja radzą sobie z organizacją wizyt zagranicznych żołnierzy, którzy przyjechali do Polski na ćwiczenia. Z raportu wynika, że wszystko jest O.K. za wyjątkiem jednego szczegółu, który podała też „Rzeczpospolita". Amerykanie winni są polskiemu rządowi 30 milionów złotych. Należność związana jest z kosztami paliwa zużytego przez nich w ubiegłym roku. Jak Pan ocenia tę sytuację?

Litewski żołnierz podczas ćwiczeń wojskowych NATO Saber Strike na Litwie
© AFP 2019 / Petras Malukas
—  Analizując polskie podejście do wojsk amerykańskich i w ogóle zagadnień sojuszniczych, na pewno nie leży w interesie strony zarówno polskiej, jak i amerykańskiej to, aby powstał jakikolwiek przeciągający się spór. Możliwe, że jeżeli strona amerykańska będzie oponowała, nie będzie chciała zapłacić, to strona polska nie będzie na ten aspekt naciskała. Ale to jest jeden z ewentualnych scenariuszy.

Amerykanie mogą też zaproponować zwrot kosztów w postaci innych usług itd. W kontaktach między armiami takie rzeczy się zdarzają, ale nie należy zapominać, że to właśnie strona amerykańska ma znaczenie decydujące. Wiele zależy od jej dobrej woli i nie ukrywam, że też od tzw. "widzi mi się".

Polska jest uzależniona od woli Waszyngtonu, zwłaszcza jeśli chodzi o ćwiczenia zbrojne. Jest to także związane z obecną polską polityką, która kładzie niezwykle silny nacisk na współpracę z USA i na kwestię tzw. zagrożenia ze strony Rosji.

Można mówić, że jest to wirtualne zagrożenie, ale nie wolno o tym zapominać, że polski rząd traktuje Rosję jako stronę wrogą, wbrew zapewnieniom polityków, że tak nie jest, ale fakty temu zaprzeczają.

Agnieszka Wołk-Łaniewska
© Zdjęcie : Igor Motowiłow
—  Donald Trump w swoich mowach przedwyborczych domagał się, żeby Europejczycy partycypowali w kosztach amerykańskiej armii. Teraz i w Polsce będzie sporo amerykańskich wojsk rotacyjnych i na stałe. Wychodzi więc na to, że to pan Kowalski będzie płacił.

— Jest całkiem możliwe, że tak się stanie. Proszę nie zapominać, że stroną proszącą cały czas jest strona polska.

Strona amerykańska zaczyna też liczyć pieniądze wydawane na zaangażowanie w różnych częściach świata. Oświadczenia Donalda Trumpa są głośną artykulacją tego, co po stronie amerykańskiej już się przejawiało.

Wystarczy wspomnieć Libię. Hillary Clinton otwarcie powiedziała, że Libijczycy powinni zapłacić za interwencję obcych wojsk w 2011 roku. Do tej pory bardzo dużo środków libijskich jest zamrożonych.

To, że strona polska będzie płaciła za obecność wojsk amerykańskich, wydaje się, niestety, smutną prawidłowością. Ale może dowodzić też tego, że my przy tym układzie rządzącym nie potrafimy w sposób niezależny i suwerenny kreować własnego bezpieczeństwa i wolimy opierać się na siłach obcych. To nie jest dobry trend.

—  Manewry „Anakonda", w których uczestniczą tacy partnerzy NATO jak Ukraina i Gruzja, przyniosą Sojuszowi więcej szkody czy pożytku?

— Wszystko zależy od tego, jak to wszystko postrzegać. Jakakolwiek współpraca jest rzeczą pozytywną dla każdej ze stron. Pozostaje kwestia politycznego wykorzystania tej współpracy.

Jarosław Kaczyński
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Leszek Miller
© Sputnik . Leonid Sviridov
To, że strony gruzińska i ukraińska uczestniczą w tych manewrach, nie oznacza automatycznie, że w razie konfliktu zbrojnego z udziałem tych państw strona natowska opowie się po ich stronie. Przykładem jest wojna w Gruzji w 2008 roku, gdzie NATO dosyć wstrzemięźliwie i bardzo trzeźwo podeszło do tego konfliktu, który potraktowało nie jako wojnę, lecz jako drobną potyczkę na skraju Europy.

Oprócz tego armia gruzińska i ukraińska znajdują się na etapie reform w kierunku wdrażania standardów zachodnich. To jest ważny aspekt ich uczestnictwa w tego rodzaju manewrach.

Oczywiście politycy będą chcieli to wykorzystywać i pokazywać: „my jesteśmy partnerami NATO, razem będziemy przeciwstawiali się Rosji" i temu służy wysyłka żołnierzy.

Proszę jednak zwrócić uwagę na to, że ten udział jest symboliczny i tym samym ma znaczenie wyłącznie propagandowe, polityczne, ale nie realne. To, że kilkudziesięciu czy kilkuset żołnierzy się przeszkoliło i będzie tutaj współdziałać w ramach współpracy Sojuszu Północnoatlantyckiego, nie oznacza, że cała armia potrafi to robić chociażby z uwagi na zapóźnienia, które panują po stronie gruzińskiej, nie mówiąc już o ukraińskiej.

To jest temat propagandowy wykorzystywany przez Polskę, żeby pokazywać, że próbuje budować szeroki front oporu przeciwko Rosji. Czy to się udaje? Jeśli się spojrzy na liczby, na zaangażowanie, jest to znaczenie wyłącznie symboliczne, a nie realne.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Soloch: NATO nie powróci do dawnych stosunków z Rosją
Anakonda-2016: Prężenie muskuł czy pokazy cyrkowe?
Schröder: Niemcy nie powinny uczestniczyć w umacnianiu wschodniej flanki NATO
Gruzini nie dotarli do Polski na ćwiczenia NATO z powodu ospy wietrznej
Departament Stanu USA: Rosja powinna przestać prowokować NATO
Breedlove: kraje NATO muszą pozostawać w dialogu z Rosją
Pentagon: Położenie geograficzne daje Rosji przewagę nad NATO
Tagi:
Anakonda, manewry, bazy NATO, Rzeczpospolita", NATO, Donald Trump, Hillary Clinton, Waszyngton, Libia, Gruzja, USA, Rosja, Ukraina, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz