13:20 24 Październik 2017
Warszawa+ 6°C
Moskwa+ 0°C
Na żywo
    Minister obrony Polski Antoni Macierewicz

    Polska: Powrót metod stalinowskich

    © AFP 2017/ Thierry Charlier
    Opinie
    Krótki link
    Dmitrij Babicz
    512340924

    Polska tak długo walczyła ze stalinizmem, że sama stała się stalinowska. Tak samo jak i Stalin Antoni Macierewicz nie ogranicza się po prostu do kłamstwa, jemu potrzebne jest kłamstwo ze złowieszczą aluzją.

    Stalin swego czasu odkrył ważną zasadę funkcjonowania prasy: im bardziej absurdalne oskarżenie, tym bardziej jest sensacyjne i pociągające dla masowego czytelnika.

    Jarosław Kaczyński
    © AP Photo/ Czarek Sokolowski
    Polska tak długo walczyła ze stalinizmem, że sama stała się stalinowska. Bo co to takiego stalinizm? Przede wszystkim to atmosfera powszechnej podejrzliwości, wrażenie życia w osaczonej twierdzy. A jeszcze — stalinizm to powszechna nienawiść, skierowana ku jakiemuś wiecznie przeszkadzającemu żyć obcemu państwu, a jednocześnie ku wrogom wewnętrznym, których nagle robi się strasznie dużo na wszystkich szczeblach.

    Kiedy poseł z partii PiS Zbigniew Girzyński w 2014 roku powiedział: „W naszym Sejmie mamy większość prorosyjską!" — analogie z radziecką „czujnością" z lat 30. stały się oczywiste. Od tamtej pory sytuacja tylko się pogorszyła.

    Wielkie zdarzenia w życiu państwa czasami lepiej widoczne są dla „outsiderów", ludzi nienależących w pełni do danego społeczeństwa i dlatego zachowujących zdolność do obiektywnego osądu. Bez ostrego spojrzenia francuskiego pisarza Andre Gide'a, który w stalinowskiej Moskwie połowy lat 30. dopatrzył się cech egipskiej, „faraońskiej" dyktatury, obraz tamtych lat byłby niepełny. Nawet najbardziej zaciekli „domorośli" przyszli krytycy stalinizmu (włącznie z obrończynią praw człowieka Ludmiłą Aleksiejewą) w latach największej stalinowskiej dyktatury żyli WEWNĄTRZ swoich czasów, często zachowując lojalność wobec reżimu. Ludmiła Aleksiejewa przyznaje dziś, że w młodości wierzyła w hasła Stalina. W sytuacji powszechnej histerii spojrzenie człowieka postronnego to niekiedy jedyne zdrowe spojrzenie.

    Dlatego właśnie pozwolę sobie zacytować list mojego znajomego, Rosjanina mieszkającego obecnie w Polsce:

    Mylisz się, jeśli myślisz, że szpiegomania w Polsce to prerogatywa partii PiS, którą tak lubią krytykować w Unii Europejskiej. „Liberałowie" nie są lepsi. Chodzi o to, że „liberalni" krytycy Jarosława Kaczyńskiego oskarżają go o to, że on również jest agentem Kremla. Dlaczego? Dlatego, że jego, Kaczyńskiego, polityka jest na rękę strasznemu Putinowi. Kaczyński ze swoim zespołem podejrzewa, oskarża, a niekiedy nawet sadza za kratki, jak było w przypadku aresztu lidera partii „Zmiana" Mateusza Piskorskiego. „Liberałowie" zauważają, że działania Kaczyńskiego pozwalają stworzyć u obcokrajowców negatywny obraz Polski. Znaczy, Kaczyński — agent Kremla. I to przy tym, że sam Kaczyński ze swoim zespołem uważa za agentów Kremla właśnie oponentów. Lud, słuchając tego, że wokół są sami wrodzy agenci, zadaje pytanie: „dlaczego ich nie posadzą"? W odpowiedzi słyszy dziesięć razy dziennie, że służby specjalne są bezczynne, dlatego że tam też siedzą agenci Kremla. Ogólnie rzecz biorąc — wokół są sami agenci".

    Dla człowieka z radzieckim doświadczeniem nie ma nic nowego w tej absurdalnej sytuacji. Przypomnę, że latem 1953 roku kat stalinowski Ławrentij Beria został aresztowany w obecności swoich kolegów z prezydium CK jako „agent międzynarodowego imperializmu", a potem rozstrzelany. W rzeczywistości Beria, który wyprawił na tamten świat mnóstwo „brytyjskich agentów" w ZSRR, żadnym agentem rzecz jasna nie był. Chruszczow ze swoją paczką pomylili go z Jamesem Bondem. Ale w stworzonym przez Stalina i samego Berię systemie oskarżenie o zdradę Ojczyzny było najprostszym, a niekiedy i jedynym sposobem, by pozbyć się człowieka, który popadł w niełaskę elity władzy. I niestety Polska, choć na razie w miękkim, medialnym wariancie, ale jednak podąża tą samą drogą. Ludzi na razie się nie rozstrzeliwuje, ale łatwość, z jaką oskarża się ich o „obsługiwanie interesów Kremla" w prasie i w telewizji nie może nie przypominać najgorszych okresów epoki radzieckiej.

    Na oficjalnej stronie projektu NATO Anakonda-16 w Polsce pojawił się komunikat prasowy o tragicznym wypadku, w wyniku którego zmarł cywil.
    © AP Photo/ Czarek Sokolowski
    Stalin swego czasu odkrył ważną zasadę funkcjonowania prasy: im bardziej absurdalne oskarżenie, tym bardziej jest sensacyjne i pociągające dla masowego czytelnika. Nieciekawe jest czytanie o tym, że pies ugryzł człowieka, o wiele ciekawiej poczytać o człowieku, który ugryzł psa. „Tuchaczewski okazał się zwolennikiem Hitlera" — w 1937 roku dla radzieckiego czytelnika taki nagłówek brzmiał mniej więcej jak informacja o człowieku, który ugryzł psa. I nagle okazało się, że właśnie w ten absurd ludzie UWIERZYLI, przy czym nie tylko gospodynie domowe, ale i sami oskarżeni. Z materiałów akt Tuchaczewskiego wiadomo, że przed swoją egzekucją oświadczył potępiającym go radzieckim dowódcom Szaposznikowowi i Budionnemu: „I wy, i my tutaj na ławie oskarżonych jesteśmy winni. Patrzeć na zmowę i milczeć to przestępstwo. A my i wy przez wszystkie te lata patrzyliśmy i milczeliśmy. I za to nas i was trzeba rozstrzelać" (Robert Tucker, "Stalin u władzy. Historia i osobowość 1928-1941", Moskwa, 1997, str. 420).  

    Myślicie, że to nie dotyczy Polski? Ależ dotyczy! Poczytajmy brytyjską gazetę „The Guardian" z 7 czerwca 2016 roku. Opowiadając o manewrach pod nazwą Anaconda-2016, gazeta informuje, że manewry „odbywają się w szczególnie drażliwym dla polskich żołnierzy czasie, od razu po uwolnieniu i przymusowym przejściu na emeryturę jednej czwartej generałów (…) z powodu czego polskie siły zbrojne okazały się niezdolne do przysłania swojego przedstawiciela-generała do punku dowodzenia NATO w Szczecinie".

    Skąd u nowego ministra obrony Antoniego Maciarewicza taka niechęć do generałów? Stąd, skąd była i u Stalina: z podejrzliwości, szpiegomanii, prowadzącej do absurdalnych oskarżeń.

    Oto oświadczenie Macierewicza, dokonane wkrótce po tym, jak zajął swoje stanowisko na końcu 2015 roku: „To, co zastaliśmy, gdy objęliśmy MON, to była sytuacja bardzo, bardzo trudna. Wystarczy powiedzieć, że na wschód od Wisły były tylko 2 niekompletne jednostki wojskowe. W sytuacji, gdy część Ukrainy jest okupowana, a pan Władimir Putin nie ukrywa, że chce rozwijać swoje agresywne plany. W tej sytuacji koncentrowano cały wysiłek zbrojny państwa polskiego na granicy niemieckiej".

    Mateusz Piskorski, lider partii Zmiana.
    © Photo courtesy of Zmiana political party/Tomasz Gzell
    Tak samo jak i Stalin Macierewicz nie ogranicza się po prostu do kłamstwa, jemu potrzebne jest kłamstwo ze złowieszczą aluzją. Wiadomo, że od 1989 roku Polska zaczęła przemieszczać swoje siły zbrojne z granicy zachodniej na wschodnią, a po przyłączeniu Warszawy do NATO w 1999 roku ochrona zewnętrznej wschodniej granicy NATO była międzynarodowym zobowiązaniem państwa, z wydzieleniem środków Unii Europejskiej na umocnienie właśnie wschodnich rubieży. Ale Macierewicz kłamie o „niekompletnych dwóch jednostkach". Rosyjski prezydent Putin nigdy nie mówił o żadnych swoich „agresywnych planach", tym bardziej nie mówił o ich „rozwoju" w Europie Wschodniej — ale Macierewicz oskarża go o agresję według metody stalinowskiej propagandy: opowiadać kłamstwa jako rzecz powszechnie znaną i niepoddającą się wątpliwościom. W ten sam sposób działa twierdzenie Macierewicza o „okupowanej części Ukrainy".

    Następnie, od razu po swoim kłamstwie, Macierewicz robi firmową stalinowską aluzję: „Poprzednicy, którzy w dużym stopniu realizowali politykę niemiecką w Polsce, jednocześnie odsłaniali zupełnie granicę wschodnią, a koncentrowali nasze wszystkie aktywa militarne na granicy zachodniej. Nie wiem, jaka logika tym rządziła, ale na pewno nie była to logika obrony państwa polskiego".

    Ciekawe, że i Stalin, poprawiając główny artykuł w „Prawdzie" o stworzeniu specjalnego kolegium dla osądzenia Tuchaczewskiego, wyraził się dosadniej, ale w tym samym duchu co i Macierewicz, z tymi samymi „adresami nienawiści": „Wielka i święta jest nienawiść wszystkich pracujących naszej ojczyzny do wrogów narodu — szpiegów, dywersantów, szkodników, do wszystkich tych, kto chce zbrukać kwitnącą ziemię radziecką smrodliwym butem niemiecko-japońskiego faszyzmu" (Eugeniusz Duraczyński, „Stalin, twórca i dyktator supermocarstwa", Moskwa, 2015, str. 328).

    Jest wiele innych, mniej złowieszczych cech podobieństwa między psychologicznymi mechanizmami stalinowskiej dyktatury i tego reżimu, który zaistniał w Polsce w ostatnich latach. Na przykład nie tylko polskie media opozycyjne, ale i gazety w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii przyznają: główna władza dziś w Polsce to nie wybierany przez naród Sejm i nawet nie Prezydent, ale partyjny lider Jarosław Kaczyński, stojący na czele skrajnie prawicowej, nacjonalistycznej i antyrosyjskiej partii „Prawo i Sprawiedliwość". Czym to się różni od radzieckiego systemu partyjnego kierownictwa, kiedy „kierującą i ukazującą siłą" państwa był nie parlament, a właśnie partia — KPZR? Tak samo jak i w dzisiejszej Polsce w ówczesnym Związku Radzieckim „jądrem systemu politycznego" były nie wybieralne organy, ale wąski krąg osób zbliżonych do Sekretarza Generalnego CK KPZR. Wąska była rezerwa kadrowa, a jakie były ich nazwiska — Woroszyłow i Mołotow czy Macierewicz i Ziobro — to przecież nie tak ważne.

    Oto jeden z głównych błędów obecnych zachodnich demaskatorów stalinizmu: wychodzą z założenia, że lekcje tamtych strasznych czasów mają sens tylko w odniesieniu do Rosji, a w skrajnym wypadku do państw byłego Związku Radzieckiego. To nieprawda.

    Jak pokazują wydarzenia, pamiętać o stalinizmie powinny także państwa zachodnie i wcale nie po to, aby wypominać go Moskwie, ale po to, aby samemu uniknąć pokusy powtórzenia niewyuczonych lekcji cudzej historii. Przykłady? Proszę bardzo.

    Święto Niepodległości, 11 listopada 2014
    © AP Photo/ Alik Keplicz
    Po niedawnym aresztowaniu lidera partii „Zmiana" Mateusza Piskorskiego w „Gazecie Wyborczej" ukazał się artykuł na poważnie oskarżający Piskorskiego o skryty zamiar zdewastowania pomnika ukraińskiego nazisty Stepana Bandery na Ukrainie, aby zrzucić winę za to na miejscowych Polaków i w taki sposób pogorszyć polsko-ukraińskie stosunki. Przy czym wszystko to Piskorski planował jakoby z podpuszczenia Rosjan, którzy — a któż by jeszcze! — założyli jego partię „Zmiana". Paranoidalna, stalinowska podejrzliwość została wyłożona już w tytule artykułu „Gazety Wyborczej". 

    Ciekawe, czy autorzy artykułu Mariusz Jałoszewski i Wojciech Czuchnowski rozumieją, że nie poddając krytyce absurdalnych zarzutów prokuratury, występują dziś w tej samej roli, w jakiej niegdyś występowali autorzy tytułowych artykułów „Prawdy" o lekarzach szkodnikach?

    Przypomnimy, że lekarze szkodnicy to byli medycy pochodzenia żydowskiego z lat 50., których oskarżano o członkostwo w antyradzieckiej organizacji stworzonej, oczywiście, przez Izrael i „międzynarodowy syjonizm". Fakt, że zamiast „międzynarodowego syjonizmu" dziś mamy Moskwę, nie zmienia niczego.

    Jeśli stalinizm się odrodzi, to dojdzie do tego tam, gdzie najmniej się tego oczekuje — w państwach, które za punkt ciężkości swojej polityki ogłosiły właśnie walkę z pozostałościami „radzieckiego totalitaryzmu".

    Dmitrij Babicz, rosyjski publicysta, Moskwa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    ABW: Polowanie na rosyjskich szpiegów trwa
    Środkowy palec dla ministra Waszczykowskiego
    Putin to skarb
    ABW zatrzymała czterech mężczyzn
    Europa daje dupy
    Rusofobiczne wybryki Macierewicza i Waszczykowskiego
    Dzień i noc ABW
    Ambasadorowi Polski w Moskwie złożono protest w związku ze zbezczeszczeniem pomnika
    Tragifarsa w wydaniu ABW
    Andriejew: „Stan stosunków rosyjsko-polskich jest kwestią politycznej woli rządu RP"
    Hybrydowy generał ABW
    Tagi:
    Prawda, CK KPZR, Zmiana, The Guardian, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, Prawo i Sprawiedliwość, Gazeta Wyborcza, NATO, Unia Europejska, Wojciech Czuchnowski, Ławrentij Beria, Andre Gide, Zbigniew Girzyński, James Bond, Zbigniew Ziobro, Antoni Macierewicz, Stalin, Adolf Hitler, Stepan Bandera, Mateusz Piskorski, Ludmiła Aleksiejewa, Jarosław Kaczyński, ZSRR, Izrael, Rosja, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz