20:04 20 Październik 2017
Warszawa+ 13°C
Moskwa+ 5°C
Na żywo
    Agnieszka Wołk-Łaniewska

    Radek Sikorski się dąsa: Europa to żona z klasą

    © Zdjęcie: Agnieszka Wołk-Łaniewska
    Opinie
    Krótki link
    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    92394734

    Pamiętacie, jak się martwiliśmy, co będzie robił Radek Sikorski, kiedy już nie będzie posłem, ministrem ani marszałkiem? I gazety doniosły uspokajająco, że został ekspertem do spraw międzynarodowych w którejś z ważnych zachodnich telewizji?

    Kamień z serca, pomyśleliśmy sobie wówczas, w końcu umysł tej rangi co Radek, nie może się marnować na bycie panem Applebaumowym.

    Ostatnio mieliśmy okazję zobaczyć, jak to wygląda w praktyce. Radek wystąpił jako ekspert do spraw europejskich w prestiżowym programie BBC Hard Talk, prowadzonym przez uznanego publicystę międzynarodowego Stephena Sackura. Rozmawiali o Brexicie. Przynajmniej w założeniu, bo w realu Radek zrobił brytyjskiemu dziennikarzowi scenę, niczym porzucona żona w trakcie rozprawy o podział majątku. Taka, co to ma klasę i próbuje zachować godność, ale ból jest zbyt wielki.

    — Kiedy słyszę, że Brexit może stać się początkiem rozpadu UE, to myślę sobie, że Unia musi być zamkiem zbudowanym na piasku, skoro odejście jednego kraju spośród 28 może skłonić ludzi takich jak pan do wróżenia, że cały gmach runie — zaczyna dziennikarz, najwyraźniej nieświadom, że nie rozmawia ze ekspertem ds. międzynarodowych, tylko z ofiarą porzucenia.

    — Możecie sobie próbować zrzucać winę na Unię, ale to nie my głosowaliśmy, żeby wyrzucić Wielką Brytanię, to wy postanowiliście odejść  — odgryza się Radek ze słabo skrywanym oburzeniem.

    — Jaki sygnał  na temat siły i spójności Unii wysyłają w świat ludzie tacy jak pan, czy pański rodak Donald Tusk, którzy twierdzą, że bez UK nie tylko Europa, ale cała zachodnia i transatlantycka wspólnota będzie wyraźnie słabsza?— pyta bezdusznie dziennikarz.

    — Będzie nam was brakować, ale podjęliście decyzję i teraz my musimy się zająć naszą unią, a wy waszą — odpowiada ofiara porzucenia z dumnie uniesiona głową.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    © Zdjęcie: Leonid Swiridow
    Podlec pyta dalej, czy dobrym pomysłem jest, aby urzędnicy brukselscy wyrażali się obelżywie o politykach brytyjskich, którzy już wkrótce będą zapewne rządzić krajem — i z którymi trzeba będzie negocjować zasady Brexitu.

    Ale przecież wiadomo, kto zaczął.

    — Bardzo wiele niefortunnych rzeczy mówiono o Unii w tym kraju — ripostuje Radek, dorzucając bardzo kobiecy zarzut o „dekadach niesprawiedliwego krytycyzmu wobec UE". Ale Europa to żona z klasą: — Europa będzie postępować fair z tym, kogo wasz system konstytucyjny wyznaczy na premiera. Będziemy sobie radzić z tym, co się stało, tak kompetentnie i przyjaźnie, jak to tylko możliwe przy rozwodzie.

    Zły człowiek z brytyjskim akcentem ciągle nie rozumie, że mowa jest o zdradzie i porzuceniu, a nie o procesie politycznym w dziedzinie stosunków międzynarodowych. Pyta bezdusznie, czy Unia, jako całość, ma spójny plan poradzenia sobie z sytuacją.

    Prezydent Polski Andrzej Dudа zwraca się do parlamentu po ceremonii zaprzysiężenia w Warszawie
    © REUTERS/ Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta
    — My nie potrzebujemy planu, bo my nic nie zrobiliśmy — odburkuje Sikorski. — Wy postanowiliście odejść, to wy musicie mieć plan.

    Bezduszny Bryt ma inne zdanie.

    — Z całym szacunkiem — zaczyna urągliwie — wy też potrzebujecie planu, skoro sam pan mówi, że istnieje ryzyko rozpadu UE.

    —  To nasza sprawa — prycha Sikorski. Ale szybko przypomina sobie, że godność porzuconej kobiety to ostatnia rzecz, która jej zostaje. A może nawet uda się wzbudzić w wiarołomcy odrobinę żalu? Albo zazdrości?— I dlatego wszyscy liderzy europejscy spotykają się jutro bez Wielkiej Brytanii. Wasz komisarz już zrezygnował, szerpowie rozmawiają bez udziału Brytyjczyków. Jedno jest pewne: brytyjskie wpływy w Europie już dziś są dużo mniejsze niż przed referendum — pointuje Sikorski z satysfakcją.

    A Sackur ma jeszcze czelność wytknąć, że Unia Europejska w istocie rzeczy traktuje Wielką Brytanię jak „kulawą kaczkę" — kogoś, kto jeszcze niby istnieje, ale już się nie liczy.

    —  Tak, bo politycznie już was nie ma — odparowuje Sikorski ciosem w samo serce. Po czym postanawia skierować ostrze w bardziej wrażliwe u Anglików miejsce: pozycję społeczną.

    —  Prawnie jeszcze jesteście, ale już nie jesteście uważani za członka klubu. Byliście nie tylko członkiem, byliście w zarządzie. Ale nie podobały wam się reguły, uważaliście, że składki członkowskie są zbyt wysokie, a niektórzy członkowie zbyt mało wytworni, no i zdecydowaliście odejść. To teraz będziemy was traktować, jak każdego innego gościa z ulicy.

    Stephen Sackur bezdusznie upiera się, żeby skłonić wieloletniego szefa polskiej dyplomacji do  merytorycznej dyskusji na temat możliwego  kształtu reakcji unijno-brytyjskich po Brexicie. 

    — Realnie myśląc, unijny eksport do Wielkiej Brytanii wart jest 100 miliardów euro rocznie, ta współpraca jest ważna do obu stron, jesteśmy wielkim krajem, nie jesteśmy Norwegią — męczy.

    —  Mówicie: „wystąpiłem z klubu, jestem człowiekiem z ulicy, ale nadal chcę korzystać klubowych wygód". To będzie bardzo trudne — odpowiada z satysfakcją porzucona żona. Basen, kochany, to se możesz zza płotu pooglądać.

    Ale niesprawiedliwym byłoby posądzanie Radka o małostkowość. Brytyjski exodus ma dla niego bardzo osobisty wymiar: — Chodziło o zatrzymanie emigracji z innych krajów Unii, głównie o zatrzymanie ludzi takich jak ja, obywateli Polski. Za dużo Polaków, mówiliście.

    To jest temat, którego dobrze wychowany Bryt nie może zbagatelizować. — Czy, jako Polak, czuje się Pan zagrożony w związku ze wzrostem nastrojów ksenofobicznych?— pyta uprzejmie, wyraziwszy uprzednio stosowne oburzenie antypolskimi incydentami, do których doszło po referendum.

    — Gdy budzi się takie silne emocje, niektórzy ludzie robią okropne rzeczy — odpowiada filozoficznie długoletni polski minister spraw zagranicznych.

    Dziennikarz, z typowo dziennikarskim brakiem taktu, nie pochyla się nad okropnościami. Zamiast tego drąży — znowu bezczelnie usiłując zrzucić winę na innych, opowiada o Alternatywie dla Niemiec, francuskim Froncie Narodowym, wzroście nacjonalizmu na północy Europy. Że niby to nie brytyjska wina. — Nie obawia się pan, że nacjonalizm może być zaraźliwy?

    Radek nie daje się zbić z pantałyku.

    — Fala nacjonalizmu przelewa się przez Europę i wy jesteście jej najnowszą manifestacją — odcina się.

    Sackur znowu próbuje odwrócić uwagę od własnych grzechów, pytając, czy ta fala — i związane z nią zagrożenie dla stabilności Unii — nie martwi byłego szefa polskiego MSZ.

    — Martwi mnie, a przez was jest teraz jeszcze gorzej — odparowuje minister.

    A Bryt swoje: — Czy nie sugeruje to, że w sercu europejskiego projektu jest fundamentalna słabość?— marudzi i, dodając krzywdę do zniewagi, domaga się od gościa, żeby wziął udział w analizie przyczyn wiarołomnego zachowania Wielkiej Brytanii. — Przekaz płynący z decyzji Brytyjczyków w referendum zdaje się jasny: zaakceptowaliśmy za dużo federalizmu, za dużo wtrącania się Unii w nasze wewnętrzne sprawy, musimy się cofnąć.

    — Wielka Brytania miała członkostwo a la carte — odpowiada z oburzeniem, ale też nie bez zazdrości Radek. — Bez wspólnej waluty, bez Schengen i mimo to uznaliście, że to wam nie wystarczy…

    Dziennikarz usiłuje coś wtrącić, ale Sikorski mu nie pozwala. — Słuchaj uważnie, bo to ważne — poucza stanowczo. — Europa została zbudowana jako konfederacja, zgodziliśmy się co do wspólnych reguł, nikt nikomu nic nie narzucał. I to w gestii krajów członkowskich było egzekwowanie tych reguł, czy to w kwestii waluty, czy strefy Schengen. Problem polega na tym, że niektóre kraje nie chcą albo nie mogą ich egzekwować. Albo oszukują.

    Tu Sikorski rzucił w rozmówcę kamieniem swego wzroku, ale ten bezczelnie brnie dalej.

    — Zgodzi się pan, że wszystkie kraje członkowskie są to państwa demokratyczne, gdzie władza odpowiada przed społeczeństwem?— pyta obcesowo. — Zgodzi się pan, że dziś we wszystkich krajach  Unii jest tendencja do oporu wobec zacieśniania europejskiej współpracy, chęć rozluźniania tych więzów?

    Ale gdzie tam. My przecież wiemy, kto jest winny.

    — Myślę, że w tym kraju jesteście ofiarami trzydziestu lat antyeuropejskiej prasy i polityków, którzy nie brali odpowiedzialności za decyzje, które wspólnie podejmowaliśmy w Brukseli. Koncept polityków w tym kraju polegał na tym, żeby zawsze troszczyć się tylko o narodowy interes i nigdy nie wytłumaczyć opinii publicznej, że Brytania ma też ważne europejskie interesy. Za wszystko winiliście Unię i teraz macie rezultat!

    A Bryt swoje.

    Granica, drut kolczasty
    © Fotolia/ Kostyantyn Ivanyshen
    Święto Niepodległości, 11 listopada 2014
    © AP Photo/ Alik Keplicz
    — Zgodzi się pan, że to trudny moment dla całej Europy?— naciska namolnie. — George Soros uważa, że napięcia miedzy państwami UE osiągnęły punkt krytyczny i dezintegracja jest praktycznie nieodwracalna…

    Radek nie da się zapędzić w kąt Sorosowi.

    — Dezintegracja jest faktem, tym sensie, że skład członkowski się zmienił, bo postanowiliście wyjść — odpowiada z refleksem.

    — On miał na myśli o wiele więcej — ripostuje dziennikarz z coraz trudniej skrywaną irytacją.  — Chodziło o to, że cały projekt europejski jest zagrożony…

    — Niebezpieczeństwo jest prawdziwe — zgadza się Radek. — I dlatego pierwszym obowiązkiem polityków europejskich jest troska o przyszłość Unii. A o siebie musicie się troszczyć sami, bo to wy postanowiliście wyjść…

    PiS od lat zarzuca Platformie, że uprawia „pedagogikę wstydu": zamiast wystawiać całemu światu rachunki za tysiąc lat polskiej martyrologii, bije się w zbiorową pierś i pozwala relatywizować wyrządzone narodowi krzywdy. Problem polega na tym, że wystawianie rachunków najczęściej wygląda jak domowa awantura uprawiania przez marudna babę pod adresem faceta, który już dawno zapomniał, dlaczego kiedykolwiek chciał z nią być.

    W wykonaniu byłego ministra spraw zagranicznych/eksperta ds. międzynarodowych jest to szczególnie krępujące.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Soros obiecał Unii Europejskiej rychły rozpad
    Rusofobiczne wybryki Macierewicza i Waszczykowskiego
    Brexit pustoszy kieszenie bogatych
    Soros: Rosja zamienia się w supermocarstwo w świetle rozpadu UE
    Między Waszczykowskim i Fellinim
    WSJ: Brexit zagroził antyrosyjskim sankcjom
    Waszczykowski: Najwięcej obaw budzi Rosja
    Paryż i Berlin uważają, że Brexit ma dojść do skutku niezwłocznie
    Tagi:
    Brexit, referendum, Unia Europejska, Radosław Sikorski, Anne Applebaum, Donald Tusk, Wielka Brytania, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz