00:36 20 Wrzesień 2017
Warszawa+ 13°C
Moskwa+ 10°C
Na żywo
    Protesty przeciwko Brexitowi w Londynie

    Prof. Kołodko: Brytyjczycy będą żałować swojego błędu

    © REUTERS/ Dylan Martinez
    Opinie
    Krótki link
    Irina Czajko
    8814827

    Wyjście Wielkiej Brytanii ze składu Unii Europejskiej po referendum z 23 czerwca oraz polityczne i ekonomiczne skutki tego kroku są tematem wywiadu udzielonego specjalnie dla rozgłośni Sputnik przez profesora Grzegorza Kołodko, byłego wicepremiera i ministra finans, obecnie szefa Centrum Transformacji, Integracji i Globalizacji w Warszawie.

    — Panie profesorze, Brexit to swego rodzaju trzęsienie ziemi, po którym już chyba nigdy krajobraz nie będzie takim, jakim był wcześniej. Jak Pan widzi ten krajobraz po bitwie z punktu widzenia naukowca, specjalisty w dziedzinie ekonomiki.

    — Nie przesadzałbym z tymi dramatycznymi ocenami, że to trzęsienie ziemi, że krajobraz po bitwie, że nigdy już nie będzie tak, jak było.

    Oczywiście, nie należy tego także lekceważyć. To jest duży szok, przede wszystkim w tej fazie, polityczny, ale także ekonomiczny. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zdecydowanie jest więcej pytań niż odpowiedzi. Narasta, zamiast się zmniejszać, skala niepewności. Trzeba pamiętać, że za niespełna 5 miesięcy mamy wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, które też, odpukać w niemalowane drewno, oby nie zakończyły się zwycięstwem Trumpa.

    Proszę pamiętać, że mamy problem nierozwiązany z kryzysem uchodźców, i tylko odroczona jest kwestia kryzysu greckiego, nadal istnieje niebezpieczeństwo tzw. Grexitu. Brytyjczycy będą żałować swojego błędu, a dokładniej błędu większości Anglików i Walijczyków, bo większość Szkotów i Północnych Irlandczyków głosowało za pozostaniemy w UE. Należy jeszcze zwrócić uwagę na to, że jeżeli dojdzie, bo to jest też duży znak zapytania, do podpisania wielkiego porozumienia o przepływie inwestycji w wolnym handlu pomiędzy USA i Unią, to Wielka Brytania już w tym nie będzie uczestniczyć.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    © Zdjęcie: Agnieszka Wołk-Łaniewska
    Wobec tego będzie musiała także negocjować swoje stosunki handlowe i inne kontakty finansowe, inwestycyjne, ekonomiczne dotyczące sfery usług w tym finansowych i przepływu siły roboczej nie tylko z pomniejszoną UE, ale także ze Stanami Zjednoczonymi. Wobec tego uważam, że w samej Wielkiej Brytanii spadnie w tym roku, a także może w przyszłym, poziom produkcji mierzony PKB, wzrośnie bezrobocie. Będą zwiększały się napięcia na tle etnicznym. Jeśli Wielka Brytania chciałaby mieć poprawne dobre stosunki z UE, pozostając poza jej ramami, jak ma to Norwegia albo Szwajcaria, to okaże się, że Brytyjczycy, którzy głosowali za wyjściem z Unii będą tym bardziej tego żałować. Dlaczego? Bo okaże się, że jeśli Wielka Brytania chce korzystać ze wspólnego rynku, chce mieć do niego bezcłowy, beztaryfowy dostęp, to musi również akceptować swobodne, wolne przemieszczanie się siły roboczej, musi opłacać określoną składkę.

    Z Brexitu Brytyjczycy nie będą mieli żadnej korzyści, żadnego pożytku, a może nawet dojść do tego, że kraj się  rozpadnie, jeśli Szkoci powtórzą referendum i postanowią wyjść z Wielkiej Brytanii przede wszystkim po to, aby jako państwo niepodległe — co jest co prawda mało prawdopodobne — ale niewykluczone, stać się członkiem Unii Europejskiej.

    — Czy może Brexit przyczynić się do reanimacji starego pomysłu Europy dwóch — trzech prędkości?

    — Grozi to, rzeczywiście, utrwalaniem się tego podziału UE na tzw. „Europy różnych prędkości". Pierwsza to trzon skupiony wokół gospodarki niemieckiej, francuskiej zespolonej wspólną walutą — euro. Druga grupa to kraje słabsze, kraje śródziemnomorskie, od Portugali do Grecji. A potem nasze państwa posocjalistycznej transformacji, z których trzy nadbałtyckie — byłe radzieckie republiki plus Słowacja i Słowenia — są już w strefie euro, a Polska, Węgry, Czechy, Rumunia i Bułgaria nie są.

    I w tym kontekście wraca pytanie i ono jest też dyskutowane w Polsce, czy tym bardziej musimy się dystansować od przystąpienia do wspólnego obszaru walutowego, czy też może poważnie przeprowadzić debatę i właśnie wzmocnić Unię poprzez przystąpienie do euro. Tylko podkreślam, że to miałoby sens i może mieć sens pod warunkiem, że dokonałoby się to przy odpowiednim kursie walutowym gwarantującym konkurencyjność polskiej gospodarki. Takie kraje jak Polska i wszystkie inne mniejsze państwa członkowskie Unii muszą realizować strategię wzrostu ciągnioną przez eksport. Eksport musi rosnąć szybciej niż ogólna produkcja.

    Z kolei dla każdego kraju poza obszarem euro to nie jest żadna dobra nowina. Niektórzy piszą, uważam niemądrze, że jest to dobra wiadomość dla Rosji, że to relatywnie wzmacnia Rosję, ponieważ osłabia się UE. Tak Unia Europejska się osłabia. Ja bym się nie cieszył, będąc Ameryką Północną, Chinami, Rosją czy innym krajem istotnym gospodarczo w skali światowej z tego, że gdzieś się dzieje źle. Pewne fale, pewne perturbacje dotyczące handlu, inwestycji, wahliwości kursu walutowego już przecież docierają do Rosji. Czyli stało się coś niedobrego, gdyż na dobrą sprawę w demokratycznym trybie, kierując się bardziej emocjami niż zdrowym rozsądkiem, niewielka, minimalna, jeden milion w kilkudziesięciomilionowym narodzie większość podjęła decyzję, która im samym będzie szkodziła. Naskładano im wiele demagogicznych obietnic, politycy wykorzystują pewne trudności, które ma Unia Europejska — bo w rzeczywistości są tutaj różne problemy — po to, aby zwiększać eurosceptycyzm.

    To także można odczuć w Polsce, ale Polska będzie wzmacniała swoją przynależność do UE. Wobec tego teraz trzeba ochłodzić atmosferę, zachowywać się racjonalnie, nie dopuścić do referendów w innych krajach, tam, gdzie populistyczna skrajna prawica, jak na przykład Front Narodowy Le Pen, czy też w Holandii, do tego nawołują. Referendum to jest przejaw bezpośredniej demokracji, ale trzeba pamiętać, że głosuje się raz w określonym momencie i to jest uzależnione od emocji. Teraz mamy na przykład mistrzostwa w piłce nożnej. Czasami wystarczy przegrać mecz, żeby to wpłynęło na humory kilkudziesięciu, czy kilkuset tysięcy głosujących i może zapaść decyzja o sprawach tak strategicznych, jak przynależność bądź wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

    — Czy według Pana Brexit może mieć negatywny wpływ na rosyjską gospodarkę?

    — Sądzę, że tak. Chociaż to też zależy od tego, jak Wielka Brytania, nie będąc członkiem Unii Europejskiej, ułoży sobie długofalowe porozumienia dotyczące handlu i przepływów kapitałowych między nią a Rosją. Trzeba pamiętać o tym, że do Wielkiej Brytanii przepłynęła znacząca część kapitału — i to jest rzecz niedobra dla Rosjan, a korzystna dla Brytyjczyków — nie zawsze pochodząca z uczciwych transakcji.

    Jest powszechnie wiadomo, że Rosjanie bardzo mocno przyczynili się do wzrostu cen nieruchomości, przede wszystkim w dobrych dzielnicach Londynu, kupując gmachy w różnych celach, często czysto spekulacyjnych. Może teraz ich ceny spadną, ale tych ludzi akurat bym nie żałował. Bardziej troszczę się o to, jakie będą losy, mówiąc starym językiem „ludu pracującego" rosyjskich miast i wsi. Z tego punktu widzenia również nie wiadomo, jak się będą toczyły obroty rosyjsko-brytyjskie, ale to może pójść w obu kierunkach. Jeśli światli ekonomiści i politycy przyczynią się teraz do dobrego ułożenia stosunków brytyjsko-rosyjskich, to Wielka Brytania, mając pewne problemy w kształtowaniu stosunków z pozostałymi 27 państwami członkowskimi UE, będzie rozglądać się, i już się rozgląda, za innymi strategicznymi ważnymi partnerami.

    Z pewnością, najważniejszymi z nich są Stan Zjednoczone a także Kanada, Meksyk, Brazylia po tamtej stronie Oceanu, a patrząc na Wschód to jest w pierwszej kolejności Rosja, ale także Turcja i Indie, Chiny. Tu też jest w tej fazie więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. I moja rada jest taka, żeby nie dać się przysypać tym kurzem, który teraz opada po tej bitwie referendalnej w Wielkiej Brytanii, tylko uciekać do przodu i starać się dobrze ułożyć stosunki. Bo ten świat wcale nie musi być odczuwalnie gorszy  z tego powodu, że jeden kraj, choć tak istotny, występuje z jednego ugrupowania integracyjnego, tak ważnego, jak UE. Ale pamiętajmy o tym, że jest ich więcej tych ugrupowań regionalnych w różnych częściach świata.

    Te ugrupowania integracyjne z pewnym sceptycyzmem przyglądają się Unii Europejskiej jako najbardziej zaawansowanemu ugrupowaniu integracyjnemu na świecie. Dzisiaj ponownie wstaje pytanie, czy regionalne integracje to jest dobry pomysł i czy globalizacja, jako taka, jest nieodwracalna. Ja sądzę, że również przed rosyjskimi strategami gospodarczymi staje pytanie, jak wykorzystać to tąpnięcie w Unii Europejskiej. Jak poprawiać swoją pozycję, jak wstąpić na ścieżkę wzrostu i rozwoju własnej gospodarki, w kontekście euroazjatyckim i światowym. Czyli, jak szukać tej pozytywnej synergii, o której tak wiele piszę w swojej trylogii, w tych trzech książkach, które także ukazały się w języku rosyjskim. Więc może warto do nich zajrzeć ponownie i zobaczyć, co na ten temat mówię w szeroko wątkowym kontekście.

    Zobacz również:

    Brexit po amerykańsku: Teksas nie chce być dłużej częścią USA
    Tusk: przywódcy 27 państw UE zamierzają zachować solidarność w świetle Brexit
    Brexit pustoszy kieszenie bogatych
    Tagi:
    Grzegorz Kołodko, Rosja, UE, Europa, Wielka Brytania
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz