01:50 19 Sierpień 2017
Warszawa+ 23°C
Moskwa+ 20°C
Na żywo
    Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko

    Biedny dziczek Poroszenko

    © Sputnik. Mikhail Palinchak
    Opinie
    Krótki link
    3835530

    Otwierający się 8 lipca szczyt NATO w Warszawie musi pokazać Rosji jedność i siłę Sojuszu - piszą zachodnie media. A tymczasem bynajmniej nie wszyscy europejscy politycy i działacze społeczni aprobują obrany przez Sojusz kurs na konfrontację z Rosją.

    I tak na przykład przedstawicielka partii Die Linke (lewica) w niemieckim Bundestagu Sahra Wagenknecht przekonuje: pokój i bezpieczeństwo w Europie może zapewnić tylko współdziałanie z Rosją, a nie działanie przeciwko niej. Zdaniem polityka, NATO w coraz większym stopniu przekształca się w sojusz wojenny znajdujący się pod wpływami USA, i poważnie zagraża pokojowi w Europie.

    Politolog, doradca Rosyjskiej Fundacji Rozwoju Zaawansowanych Technologii Nikołaj Dimlewicz przypomniał na antenie radia Sputnik, że wielu innych polityków jest podobnego zdania.

    "Dodałbym jeszcze wypowiedzi premiera Bułgarii Bojko Borisowa, który wystąpił przeciwko temu, by Morze Czarne przekształciło się, za zgodą Bukaresztu, w strefę odpowiedzialności operacyjnej wojsk NATO; i wypowiedzi prezydenta Czech Miłosza Zemana, który opowiedział się za referendum w sprawie pozostawania jego kraju w szeregach NATO.

    Na szczycie NATO w Warszawie znów zostanie podjęty temat „ratowania" krajów Europy Wschodniej przed „zagrożeniem ze strony Rosji". NATO stale przypomina, że poprzez swoje działania na Ukrainie i w Europie Wschodniej Rosja stwarza "zagrożenie egzystencjalne", oraz że zadaniem Sojuszu — które opiera się na amerykańskim przemyśle zbrojeniowym — jest obrona Europy przed „żądną krwi Rosją".

    Ale już minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier wystąpił z oświadczeniem, że dialog z Rosją jest nieodzowny. Takiego samego stanowiska trzymają się Francuzi i Włosi. Zaś "natowskie młódki" — Bałtowie i Polacy — chcą rozmieszczenia na swoich terytoriach nie tylko oddziałów NATO, ale też systemu obrony przeciwlotniczej i taktycznej broni nuklearnej.

    Na nadchodzącym szczycie dużej presji zostaną poddane Finlandia i Szwecja po to, by zgodziły się wstąpić do NATO, oczywiście pod pretekstem zagrożenia ze strony wschodniego sąsiada" — mówi Dimlewicz. I dodaje, że Sojusz z pewnością nie zapomni o Kijowie.

    "W przedsionku tych warszawskich wieczorków będzie siedział Petro Poroszenko. A po co on tam? Na mojej małej ojczyźnie, a ja pochodzę z obwodu winnickiego, przed zaszlachtowaniem dziczka wszyscy wokół niego chodzą: dają z ręki jedzenie, obsypują pieszczotami. Tak samo będzie z politycznym kierownictwem na Ukrainie — będą wokół niego chodzić, roztaczać przed nim wizję wejścia do NATO. Ale dla USA i dla NATO, pożytek z Ukrainy jest tylko wtedy, gdy ta znajduje się poza blokiem. Bo tylko tak można zalegalizować tę samą broń śmiercionośną, którą Amerykanie już dawno nagromadzili w obwodach połtawskim, charkowskim i dniepropietrowskim. Już nie będę mówił o koncentracji wojsk i sprzętu na południowym wschodzie Ukrainy, który czeka tylko na kolejny atak ze strony ukraińskich sił zbrojnych. NATO oczywiście będzie rozpatrywać taki rozwój wydarzeń jako „rosyjską agresję". I właśnie po to potrzebny jest Poroszenko, ale potem jego obecność będzie całkowicie zbędna — uważa Dimlewicz.

    Zobacz również:

    NATO-wskie bzykanie: szczytowanie po warszawsku
    W Warszawie MON, bez uzgodnienia z NATO, buduje wystawę smoleńską na PGE Narodowym
    „NATO won z polskich stron”
    Tagi:
    szczyt NATO, Die Linke, Bojko Borisow, Milosz Zeman, Petro Poroszenko, Frank-Walter Steinmeier, Ukraina, Warszawa, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz