Opinie
Krótki link
2520
Subskrybuj nas na

Były pracownik departamentu stanu Stanów Zjednoczonych i publicysta „The Nation” James Carden przeanalizował publikacje w renomowanych mediach zachodnich i odkrył, że przy opisywaniu Rosji nie przestrzegają one „podstawowych standardów dziennikarstwa”.

Według jego słów, dla nikogo nie jest tajemnicą, że w USA nieudowodnione oskarżenia pod adresem rosyjskiego rządu i prezydenta w ostatnich latach zamieniły się w „kwitnący przemysł medialny”. 

Według słów publicysty „The Nation”, w połowie czerwca dziennikarka „The Washington Post” Ellen Nakashima opublikowała to, co na pierwszy rzut oka może wydawać się ekskluzywem, prawdziwym hitem. Mowa o reportażu, w którym opowiada się o włamaniu do sieci komputerowej Komitetu Narodowego Partii Demokratycznej Stanów Zjednoczonych jakoby dokonanego przez  rosyjskich hakerów. Dziennikarka pisała, że przeniknęli oni do bazy danych i ukradli dokumenty demokratów „z hakami” na Trumpa, przypomina Carden. 

Oczywiście, amerykańskie media aktywnie „rozkręciły” historię z „rosyjskimi hakerami”. Niektóre poszły jeszcze dalej, na przykład „The New York Observer” kilka dni później wypuścił informację, jakoby grupa hakerów Państwa Islamskiego także pracowała dla Rosji. 

Na tym amerykańskie media nie poprzestały. Prowadząca telewizji MSNBC Rachel Maddow postanowiła wziąć udział w atakach i urządziła tyradę o tym, jakoby za hakerami stoi osobiście rosyjski prezydent. Carden zauważa, że nawet w pierwszym materiale z „The Washington Post” takiej informacji nie było. 

Oprócz historii z hakerami gazeta „The Washington Post” publikowała jeden artykuł za drugim na temat tego, że kandydat na prezydenta USA Donald Trump jest jakoby przybliżony do Kremla, odnotowuje Carden. Autor jednego z materiałów, jak pisze Carden, rozważa, na ile „ciekawym aspektem” kampanii Trumpa są ciepłe stosunki wobec Rosji, uwzględniając, że w amerykańskich kręgach politycznych jakoby dominuje stosunek do Putina „jako wygnańca”. Jak to twierdzenie ma się do ciągłych spotkań rosyjskiego prezydenta z szefem departamentu stanu Johnem Kerry’m i jego telefonicznymi rozmowami z prezydentem Stanów Zjednoczonych Barackiem Obamą, tego już nie wyjaśniono, zauważa Carden.  

Oczywiście, „The Washington Post” to nie jedyna gazeta, która publikuje nieuzasadnione i sensacyjne informacje o Rosji, pisze publicysta „The Nation”.

Za najgłupszy przykład uważa on artykuł z brytyjskiej „The Telegraph”, którego autor twierdzi, że Kreml jakoby związany jest z piłkarskimi kibolami, których celem było osiągnięcie dyskwalifikacji reprezentacji Wielkiej Brytanii na Euro-2016, aby w ten sposób dolać oliwy do ognia Brexitu. Autorzy nie podali ani jednego dowodu na to, że Moskwa brała udział w „organizacji” zamieszek piłkarskich w Lille, które, jak zauważa Carden, w rzeczywistości zaszły głównie z „angielskiej przyczyny”. 

Jeszcze zanim wyniki brytyjskiego referendum zostały opublikowane, dziennikarze zaczęli pisać o związkach Putina z Brexitem. Kiedy o wynikach głosowania było wiadomo, takie gazety jak „The Guardian” zaczłęy pisać o tym, na ile Unia Europejska bez Wielkiej Brytanii jest na rękę rosyjskiemu prezydentowi, przy tym Putin nie raz oświadczał o swojej neutralności w kwestii Brexit, wyjaśnia Carden. 

Dezinformacja zachodnich mediów uniemożliwia jakiekolwiek zniżenie napięcia w stosunkach pomiędzy USA i Rosją. Europejczykom i Amerykanom potrzebne są bardziej konkretne informacje o Rosji, nawet jeśli nie będą sensacyjne, uważa publicysta „The Nation” James Carden. 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Tureckie media poinformowały o czeczeńskim śladzie w zamachu w Stambule
Media podały terminy unormowania stosunków rosyjsko-tureckich
Światowe media: przeprosiny Erdogana to geopolityczna kalkulacja
Tagi:
media, James Carden, Wielka Brytania, USA, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz