15:32 20 Listopad 2019
Niedźwiedź brunatny prosi o jedzenie na drodze w obwodzie sachalińskim

"Politiken", Dania: Cierpiący na paranoję krytycy Rosji wpuścili nas w bagno polityczne

© Sputnik . Dmitry Tretiyakov
Opinie
Krótki link
Autor
61694
Subskrybuj nas na

Thorkild Kjærgaard, historyk, doktor filozofii: "Jeśli Europa Zachodnia chce pokoju i stabilności, to nie powinna ingerować w to, co supermocarstwo na Wschodzie robi wokół siebie".

Po zakończeniu Wielkiej Wojny Północnej (1721 r.) Rosja była największym, najsilniejszym i najgęściej zaludnionym państwem Europy. Jedynym europejskim krajem, którego nie można pokonać, czego doświadczyli na własnej skórze i Napoleon, i Hitler.

Rosja posiada, innymi słowy, specjalny status, dlatego powinna otrzymać określoną swobodę działania w ramach pobliskich terytoriów, które bezpośrednio z nią graniczą. Inne supermocarstwa żądają takiej swobody działania i jest to jak najbardziej naturalne.

Jako przykład można podać Stany Zjednoczone, które w Doktrynie Monroe'a z 1823 roku powiedziały reszcie świata, że USA rozpatrują cały kontynent amerykański — ni mniej, ni więcej — jako sąsiadujące ze sobą terytoria, gdzie funkcjonują szczególne zasady dotyczące tego, co mogą robić państwa trzecie. Ponadto — co wkrótce zademonstrowano — USA zastrzegły sobie prawo do ingerowania w wewnętrzne sprawy innych amerykańskich państw, jeśli dzieje się tam coś, co z punktu widzenia Waszyngtonu stwarza jakiekolwiek zagrożenie.

I Stany Zjednoczone robiły to wielokrotnie, m.in. w Chile w 1973 roku, gdzie CIA obaliła demokratycznie wybranego prezydenta. Przy czym nikt nie czuł potrzeby grożenia użyciem wojsk lub wprowadzeniem sankcji gospodarczych. Za oczywiste postrzega się to, że USA mają prawo do zaprowadzania porządku zgodnie ze swoimi upodobaniami w tak szeroko rozumianych sąsiednich regionach.

Szef MSZ Polski Witold Waszczykowski
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Kąpiel koni, Kubań Rosja
© Sputnik . Walerij Szustow
Rosja nie ma swojej Doktryny Monroe'a, ale posiada bogate doświadczenie zdobyte na przestrzeni ostatnich 300 lat. Pokazuje ono, że jeśli dać Rosji pełną swobodę działania w regionie, gdzie obecnie położone są kraje bałtyckie, Polska, Rumunia, Bułgaria i, oczywiście, Białoruś oraz Ukraina — podobnie jak USA na amerykańskiej półkuli — staje się ona stabilnym i konstruktywnym graczem w polityce europejskiej.

Dania miała kilka możliwości, by przekonać się o tym. Zwłaszcza podczas kongresu wiedeńskiego w latach 1814-1815, gdy w ogóle mogliśmy zniknąć z mapy politycznej, jeśliby Rosja nie stanęła w naszej obronie.

Pomimo tego, co się twierdzi od czasu do czasu, nie istnieje absolutnie nic, co wskazywałoby na to, że Rosja kiedykolwiek dążyła do ekspansji poza granicami swojej bliskiej zagranicy, a także do podporządkowania sobie Europy Zachodniej do Oceanu Atlantyckiego. Są to fantazje geopolityczne opętanych przez paranoje Amerykanów, którzy kładą nacisk na to, że Rosjanie są jedynymi Europejczykami, których Amerykanie rzeczywiście szanują i uważają za równych sobie. Że Rosjanie są lustrzanym odbiciem ich samych, dlatego nie można ich zatrzymać, zanim nie dotrą do oceanu.

Przeciwnie — Dania w 1946 roku odzyskała znajdujący się pod rosyjską (radziecką) okupacją Bornholm, nic nie dając w zamian, choć wówczas żadna siła na Ziemi nie mogłaby przeszkodzić Rosjanom w tym, by zostać na zawsze na Bornholmie. Rosjanie, bez stawiania warunków, wycofali się z pozycji w Norwegii, które zajęli do zakończenia II wojny światowej.

Prezydent Polski Andrzej Duda na szczycie NATO w Warszawie
© REUTERS / Kacper Pempel
Problemy z Rosją pojawiają się tylko wówczas, gdy ktoś ingeruje w jej bezpośrednie sąsiedztwo. Dokładnie tak samo, jak nie można liczyć na bezkarność, jeśli twoje interesy nagle zaczną się krzyżować z interesami Stanów Zjednoczonych na Kubie, w Meksyku lub jakimś innym miejscu na półkuli zachodniej, w tym na Grenlandii. Jeśli do tego dojdzie, nie oczekuj litości.

Interwencja w sąsiadujących z Rosją regionach jest właśnie tym, co Europa Zachodnia z pomocą USA powszechnie praktykowała po upadku muru berlińskiego w 1989 roku i rozpadzie ZSRR w 1991 roku. Zamiast tego, by roztropnie siedzieć i czekać, aż ranne, znajdujące się w półprzytomnym stanie, ale bynajmniej nie przestające istnieć supermocarstwo znajdzie nową równowagę wobec bliskiej zagranicy, m.in. Białorusi i Ukrainy, które nagle ogłosiły niepodległość, rzuciła się zamknąć w swoich objęciach kraje bałtyckie, a także Polskę, Rumunię i Bułgarię, najpierw wszystkich przyjmując do NATO, a później do UE. Ponadto zaczęła otwarcie promować ideę związania i Białorusi, i Ukrainy z NATO oraz UE.

Nawet Gruzja, jeszcze jedna była republika radziecka, położona między Morzami Czarnym a Kaspijskim, która też ogłosiła niepodległość w 1991 roku, wymieniana była jako kandydat do NATO. Jeśli przypomnimy sobie, jak wyglądał świat trzydzieści lat temu, z jakim strachem, pomieszanym z szacunkiem, odnoszono się do ówczesnego Związku Radzieckiego, wbrew sobie uszczypniemy się w rękę i zapytamy: czy to sen, czy jawa?

Maciej Wiśniowski
© Zdjęcie : Igor Motowiłow
Walonki z symbolami Rosji
© Sputnik . Aleksej Daniczew
Ale dzięki tej niezwykle aroganckiej i w chuligański sposób prowokującej polityce przegapiliśmy w Europie Zachodniej historyczną szansę przywrócenia opartych na szacunku, ale jednocześnie bliskich i budowanych na zaufaniu relacji z supermocarstwem na Wschodzie w duchu XVIII i XIX wieków, co było widoczne po rozpadzie ZSRR w 1991 roku. Przygotowałoby to nas na ten dzień, który — wszyscy o tym wiedzieli — kiedyś nastanie, gdy USA już nie będą chciały rozlokowywać dużych sił zbrojnych w Europie i kiedy Europa Zachodnia zostanie z Rosjanami sam na sam.

Gdyby UE i NATO trzymały się z daleka od krajów bałtyckich, Polski, Rumunii i Bułgarii, nie mówiąc już o Białorusi i Ukrainie, te kraje byłyby dziś strefą buforową między UE — jest oczywiste, że nie byłoby żadnego Brexitu ze strony Wielkiej Brytanii — a Rosją. Moglibyśmy być pewni, że zimna wojna wreszcie się skończyła, i poczuć ulgę z tego powodu. Zamiast tego zostaliśmy wciągnięci w niebezpieczną, zagrażającą życiu, ostrą spiralę, która nie ma końca, gdy trzeba wysyłać coraz więcej i więcej samolotów oraz po zęby uzbrajać żołnierzy do obrony Estonii, Łotwy i Litwy oraz wielu innych państw, które należą do strefy rosyjskich wpływów i od których z tego powodu należałoby trzymać się z daleka. Jak trzyma się z daleka każdy, kto jest zdrowy na umyśle i ma dobrą pamięć, od strefy bezpośrednich interesów USA.

Mówi się, że w 1989 roku byliśmy zobowiązani do wsparcia nowych zorientowanych na demokrację państw, które pojawiły się w Europie Wschodniej po upadku muru. Być może.

Ale można było to zrobić na wiele innych sposobów, zamiast przyjmować je w wyraźnie zachodnioeuropejskie organizacje, tj. UE, nie mówiąc już o NATO, które powstało jako antyrosyjski sojusz wojskowy. Dla nas byłoby lepiej, a także byłoby lepiej dla wschodnioeuropejskich państw, które obecnie żyją w stałym i nieracjonalnym strachu przed tym, co może się wydarzyć. Niszczycielski konflikt jądrowy dziś jest bardziej prawdopodobny niż w jakimkolwiek innym momencie od czasu kryzysu kubańskiego w 1962 roku.

Wreszcie, kiedy mowa jest o Europie Wschodniej i krajach bałtyckich, należy pamiętać, że dokładnie tak samo, jak nie wybieramy tego, w którym wieku lub kraju rodzimy się, tak naród nie może wybrać sobie położenia geograficznego. Małe narody, zlokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie rosyjskiego giganta, powinny zaakceptować swój los jako niezbędny warunek do życia, jak Kanada i Meksyk musiały pogodzić się ze szczególnymi warunkami, ale i szczególnymi walorami wynikającymi z sąsiadowania z takim supermocarstwem jak USA.

Głusi duńscy politycy, którzy od 1989 roku wychodzili ze skóry, by kraje bałtyckie i inne wschodnioeuropejskie państwa znalazły się w zachodnioeuropejsko-amerykańskiej strukturze bezpieczeństwa i instytucjach rynkowych, nie zasługują na wdzięczność narodu.

Nie mając pojęcia o historycznej roli Rosji w Europie, opętani ideą broni i żołnierzy jako rozwiązania każdego zewnętrznego problemu, nie byli w stanie w porę wykazać się rozwagą. Zamiast tego, by działać w interesach ojczyzny, wpuścili nas w polityczne bagno, które może pochłonąć nas wszystkich.

Thorkild Kjærgaard, historyk, doktor filozofii

"Politiken", Dania

Oryginał publikacji tu.   

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ławrow: rusofobiczna mniejszość w NATO chce zjednoczyć sojusz na antyrosyjskim fundamencie
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Znany "szpieg" Mateusz Piskorski. Dzisiaj chiński "szpieg"
Polska zakazała dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi wjazdu do Schengen do 2020 roku
Zacharowa: rusofobia to moda ubiegłego sezonu
Klincewicz: rusofobia została podniesiona w Polsce do rangi polityki państwowej
Nauki ze Swiridowa: „bezpieczeństwo jest najważniejsze”
Trzy razy „P": Polska, Putin, Piskorski
Tagi:
Doktryna Monroe, Brexit, NATO, Unia Europejska, Napoleon, Adolf Hitler, Bornholm, bliska zagranica, Meksyk, Dania, Kuba, ZSRR, Kanada, Rumunia, Estonia, Łotwa, Gruzja, Litwa, Wielka Brytania, Białoruś, USA, Rosja, Bułgaria, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz