15:14 25 Listopad 2020
Opinie
Krótki link
Autor
925738
Subskrybuj nas na

Poczucie krzywdy, niesprawiedliwości, dyskryminacji w wielu ludziach - zwłaszcza, gdy są młodymi mężczyznami - wywołuje gniew i pragnienie zemsty. Medialna histeria wokół tego typu wydarzeń i lęk, który media inspirują - to znakomita reklama tego akurat sposobu pożegnania się z życiem.

Niezawoalowana satysfakcja, którą wykazuje polska narodowa prawica wobec ataków w Niemczech i we Francji musi budzić zażenowanie.

Agnieszka Wołk-Łaniewska
© Zdjęcie : Igor Motowiłow
Radość, widoczna np. w tytule z portalu braci Karnowskich: „Berliński senator z partii Merkel nie wytrzymał: »Ściągnęliśmy sobie do kraju całkowicie zdziczałych ludzi, zdolnych do popełnienia barbarzyńskich zbrodni!«" jest, przyznacie, cokolwiek krępująca — a jeszcze bardziej krępujące są butne okrzyki polityków w stylu oświadczenia ministra Waszczykowskiego, że „od niemieckich polityków oczekuje wyjaśnień" — jakby te tragiczne wydarzenia były w jakiś sposób afrontem, uczynionym Polsce przez Niemcy.

Stwierdzenie min. Waszczykowskiego jest ponadto ordynarnym kłamstwem — ani on, ani nasz kraj, który tak szczególnie reprezentuje, nie jest zainteresowany żadnymi „wyjaśnieniami", bo my oczywiście wiemy lepiej: wszystko przez „multikulti" i wpuszczanie do kraju kogo popadnie, nawet jak nie jest chrześcijaninem. Uchodźcom trzeba pomagać „w ich naturalnym środowisku" — mówiła w TVN24 minister Kempa, jakby chodziło o zagrożony gatunek gryzoni, dodając, iż w tym właśnie celu minister Waszczykowski poleciał z darami do Jordanii. Tak gwoli ścisłości — straszliwie przeludnione, pozbawione wody pitnej i żywności  obozy dla uchodźców w Jordanii  bynajmniej nie są „naturalnym środowiskiem" półtora miliona Syryjczyków, którzy schronili się tam, uciekając ze swoich domów przed Państwem Islamskim i wojną domową; ale to, co minister Kempa (i całym ten rząd) w istocie mówi, to to, że miejsce ciapatych jest między ciapatymi a nie w chrześcijańskiej Europie

Tę opinię bezkrytycznie podziela większość Polaków: w majowym sondażu Ariadna 70 procent ankietowanych stwierdziło, że Polska nie powinna przyjmować uchodźców. Abstrahując wszakże od osiągnięć propagandowych polskich neonacjonalistów, którzy z sukcesem rozpętali falę islamofobii w kraju pozbawionym muzułmanów — warto zastanowić się nad pytaniem, co właściwie  dzieje się  na zachodzie Europy?

* * * * * * *

14 lipca na promenadzie w Nicei Tunezyjczyk Mohamed Lahouaiej-Bouhlel wjechał  19-tonowym tirem w tłum świętujący rocznicę zdobycia Bastylii, zabijając 84 osoby i raniąc 308, zanim został zastrzelony przez policję.  Lahouaiej-Bouhlel był  w trakcie rozwodu, w styczniu został  wylany z pracy, miał problemy z alkoholem i narkotykami, trenował sztuki walki i wspomagał trening sterydami, chadzał na lekcje salsy, żeby podrywać laski, ale sypiał ponoć także z facetami, przeszedł załamanie nerwowe. Religijność zaczął przejawiać na dwa tygodnie przed atakiem, wtedy też zapuścił brodę.  Państwo Islamskie ogłosiło Lahouaiej-Bouhlela swoim bojownikiem, ale francuskie służby nie są w stanie wykryć żadnych śladów jego powiązań z żadną organizacją ekstremistyczną. Francuski premier Manuel Valls stwierdził, że zamachowiec musiał był powiązany z radykalnymi islamistami „w taki czyn inny sposób".

18 lipca Riaz Khan Ahmadzai, siedemnastoletni uchodźca z Afganistanu, nagrał dwuminutowe video, na którym  wymachiwał nożem na tle ręcznie wymalowanej flagi państwa Islamskiego i groził atakami w „każdym miasteczku, mieście i lotnisku", po czym wsiadł do podmiejskiego pociągu z Treuchtlingen do Würzburga i usiłował zarąbać siekierą czterech turystów z Hong-Kongu. Zaatakował także kobietę, która wyprowadzała psa w okolicy dworca.  Nikt nie zginął, z wyjątkiem nastolatka, zastrzelonego przez policję, kiedy wzniósł okrzyk „Allach Akbar".

19 lipca Francuz marokańskiego pochodzenia, będąc z dziećmi i ciężarna żoną na urlopie w Laragne-Monteglin w Wysokich Alpach, rzucił się z nożem na cztery turystki z sąsiedniego domku — matkę i trzy córki w wieku 14, 12 i 8 lat. Nikt nie zginął, najpoważniejsze rany odniosła ośmiolatka. Początkowo media podawały, że napastnik tłumaczył swoje zachowane wzburzeniem z powodu bardzo krótkich szortów jego ofiar, ale policja zdementowała te doniesienia.

23 lipca w Monachium osiemnastoletni Niemiec pochodzenia irańskiego, David Sonboly,  prześladowany w szkole przez rówieśników do tego stopnia, że potrzebował leczenia psychiatrycznego,  zafascynowały neonazistowskim zabójcą Andersem Breivikiem i krwawymi grami komputerowymi, wyskoczył z kibla w McDonaldzie i zastrzelił dziewięć osób — niemal wyłącznie imigrantów — po czym popełnił samobójstwo. Uprzednio wdał się w pyskówkę z jednym z gapiów, który nazwał go  „pierdolonym imigrantem", na co Sonboly odpowiedział gniewnie, że „jest Niemcem".

24 lipca po południu w Reutlingen, 21-letni uchodźca z Syrii po głośnej kłótni zarąbał tasakiem 45-letnią Polkę, która pracowała w kebab-barze należącym do jego ojca. Wedle informacji prasowych, Polka była związana ze swoim ćwierć wieku młodszym zabójcą i była z nim w ciąży. Poza zabiciu kobiety młody człowiek wybiegł na ulicę i atakował przypadkowych przechodniów, raniąc jeszcze dwie osoby, usiłował też rzucić się z tasakiem na radiowóz. Obezwładnił go — poprzez potrącenie — kierowca przejeżdżającego ulicą BMW.

24 lipca wieczorem syryjski uchodźca Mohammad Daleel — mający na swoim koncie dwie próby samobójcze, leczenie psychiatryczne, aresztowanie za narkotyki i odrzucone przez władze Bawarii podanie o azyl — usiłował wnieść skonstruowaną przez siebie bombę na festiwal Ansbach Open, ale nie został wpuszczony, bo nie miał wejściówki. Wobec czego usiadł na ziemi pod wejściem do winebaru i zdetonował bombę — niewykluczone, że niechcący. Był jedyną śmiertelną ofiarą, kilkanaście osób zostało rannych. Na komórce zabitego policja znalazła nagranie, w którym ślubuje on wierność Państwo Islamskiemu.

26 lipca rano dwaj mężczyźni uzbrojeni w maczetę, niedziałający pistolet i atrapę bomby wtargnęli podczas porannej mszy do kościoła w Saint-Etienne-du-Rouvray i wzięli pięciu zakładników, po czym poderżnęli gardło 85-letniemu księdzu i zostali zastrzeleni przez policję.  Jeden z nich, dziewiętnastoletni Adel Kermiche, urodzony i wychowany w Saint-Etienne-du-Rouvray, znany był policji z tego, że dwa razy usiłował dostać się do Syrii — pierwszym razem został aresztowany w Monachium, drugi raz w Istambule, skąd został deportowany do Francji, gdzie przesiedział 11 miesięcy i wyszedł warunkowo, zaopatrzony w bransoletę elektroniczną. Aktu terroryzmy dokonał podczas porannej mszy, gdyż zasady dozoru pozwalały mu opuszczać dom jedynie między godz 8.30 i 12.30. Państwo Islamskie ogłosiło napastników „swoimi żołnierzami".

26 lipca wczesnym popołudniem 72-letni pacjent oddziału chirurgii twarzy i czaszki szpitala uniwersyteckiego Charité w Berlinie, podczas konsultacji medycznej wyciągnął pistolet i zastrzelił swego 55-letniego lekarza, po czym popełnił samobójstwo. Póki co, nikt nie wie, dlaczego.

* * * * * * *

Jasne jest, że mamy do czynienia z ciągiem niezwykłych i makabrycznych zdarzeń, które dotykają dwa kraje europejskie z największymi społecznościami muzułmańskimi.

Rodzi się jednak pytanie: czy Państwo Islamskie — a może jakaś inna podziemna  organizacja islamistyczna — zorganizowała najprzebieglejszy w historii ludzkości spisek, niewykryty przez żadne służby, podstępnie werbując tajną ramię złożoną z nieudaczników i osób leczonych psychiatrycznie? Czy też może związek między tymi wydarzeniami jest zgoła inny i sprowadza się do tego, że jedni wkurwieni, zdesperowani, nieszczęśliwi imigranci swoimi samobójczymi misjami inspirują innych? Wspólną cechą większości terrorystycznych ataków ostatnich tygodni jest ich — przepraszam za słowo — amatorszczyzna, marne planowanie bądź brak planowania w ogóle; jak w przypadku faceta, który chciał wysadzić się w powietrze w środku tłumu na festiwalu muzycznym, ale go nie wpuścili, bo nie miał biletu. Czy ktoś naprawdę jest w stanie uwierzyć, że za tymi wydarzeniami stoi ta sama organizacja, która spowodowała skorelowane i bardzo dokładnie przemyślane ataki w Paryżu listopadzie zeszłego roku? Czy też może raczej jest tak, że Państwo Islamskie — które zbudowało swoją straszliwą sławę na spektakularnych aktach zbrodni i okrucieństwa — nie jest wybredne i przygarnie każdego terrorystę-samobójcę, jaki  złoży mu pokłon, zwłaszcza, jeśli swoimi działaniami przysłuży się sianiu paniki wśród bezbożnego Zachodu? A to z kolei inspiruje następnych zdesperowanych ludzi, którzy chcą odejść z tego świata, tak, żeby ktoś to zauważył?

Poczucie krzywdy, niesprawiedliwości, dyskryminacji w wielu ludziach — zwłaszcza, gdy są młodymi mężczyznami — wywołuje gniew i pragnienie zemsty. Medialna histeria wokół tego typu wydarzeń i lęk, który media inspirują — to znakomita reklama tego akurat sposobu pożegnania się z życiem. 

Może zatem zachodnie media powinny poważnie przemyśleć swój sposób relacjonowania takich wydarzeń?

Zrezygnować z pierwszych stron gazet i „serwisów specjalnych", poświęconych  poszczególnym atakom, często kompletnie nieudanym — zrezygnować z całej tej sensacyjnej oprawy, która jest znakomitą pożywką dla kolejnych osób inspirujących do statusu bojowników dżihadu?

Być może najwyższa pora powiedzieć sobie, iż — nie bez naszej winy — żyjemy w czasach, w których islamski ekstremizm stał się elementem codzienności,  a śmierć w ataku terrorystycznym jest czymś, z czym każdy się musi liczyć; jak w wypadku samochodowym lub w wyniku chorób cywilizacyjnych (choć oczywiście w znacznie mniejszym stopniu).

O ile od służb specjalnych można żądać skuteczności w udaremnianiu spisków międzynarodowych organizacji terrorystycznych — to oczekiwanie, aby były w stanie zapobiec każdemu atakowi samotnego szaleńca, który w zaciszu domowym maluje sobie ręcznie flagę Daisz, jest tyleż absurdalne co niebezpieczne; oznacza bowiem rezygnację z jakiegokolwiek prawa do prywatności i przyzwolenie na budowę państwa totalnie policyjnego. Całkiem surrealistyczne skutki tego typu myślenia ujawniają amerykańskie  statystyki, z których wynika, że obywatel USA ma 58 razy większe szanse zginąć z rąk amerykańskiego policjanta, niż z rąk islamskiego terrorysty.

Zjednoczona Europa, póki co, nie zapadła jeszcze na tę chorobę — ale wyraźnie zmierza w tę stronę. Dobrze byłoby zdać sobie z tego sprawę, zanim będzie za późno.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Europa daje dupy
Swiridowa wiara w Polskę
Między Waszczykowskim i Fellinim
Miłość przez gwałt - cd.
Waszczykowski: Rosja ... państwem leżącym za Ukrainą
Klucze i gesty Waszczykowskiego
Putin to skarb
Waszczykowski: Rosja nie rozumie, czym jest NATO
Tagi:
polityka migracyjna, uchodźcy, TVN 24, Daesh (Państwo Islamskie), Beata Kempa, Witold Waszczykowski, Europa, Syria, Francja, Niemcy, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz