14:19 03 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
11725
Subskrybuj nas na

Jak zauważył generał Radew w swoim oświadczeniu, bułgarscy politycy sami „sprowadzają swój kraj do poziomu takich państw jak republiki bałtyckie". Informacja o wczorajszej dymisji szefa bułgarskich sił powietrznych dotarła nawet do polskich mediów. Niestety, dziennikarze w Polsce niczego z niej nie zrozumieli.

Wątek ten trafił do polskiej przestrzeni publicznej ze względu na dwa zjawiska — trwający sezon ogórkowy oraz tzw. „sprawę polską", która została wplątana w kontekst tej dymisji. I choć jest to kwestia cokolwiek poboczna i przypadkowa, to — zgodnie ze spopularyzowaną przez Żeromskiego doktryną — „Słoń, a sprawa polska", kilka serwisów informacyjnych zrobiło z tego „newsa". Nie sposób jednak dowiedzieć się z nich co naprawdę dzieje się w Bułgarii i w armii tego kraju.

Agnieszka Wołk-Łaniewska
© Zdjęcie : Igor Motowiłow
Generał-major Rumen Radew, bo o nim mowa, jest powszechnie oceniany jako jeden z ostatnich ludzi w Bułgarii, którym widocznie zależy na instytucji, w której pracują. Wielokrotnie publicznie komentował opłakany stan nie tylko sił powietrznych, którym szefuje, ale całego wojska. Spotykał się z politykami, aktywnie lobbował za przeprowadzeniem elementarnych reform i wdrożeniem (czy choćby zaproponowaniem) jakiejś drogi zejścia z równi pochyłej na której znalazły się siły zbrojne tego kraju. W ubiegłym roku, w akcie desperacji zagroził dymisją. Tym razem ostatecznie ją złożył. Z rozlicznych komentarzy, w których komentował swoją decyzję pytany przez bułgarskich dziennikarzy, powtarza się jedno sformułowanie — „Tego się dłużej nie dało wytrzymać".

Trudno odmówić Radewowi racji.

Od 1989 roku państwo bułgarskie ulega postępującej, systematycznej dezintegracji. Wielu krytycznie myślących analityków określa — niestety nader słusznie — dzisiejszą Bułgarię jako „terytorium o przygasających funkcjach państwowych i społecznych". Sformułowanie to weszło już do powszechnego obiegu jako swoisty dekadencki idiom. Wraz z całym państwem dewastacji uległa też armia. Niegdyś jedna z najważniejszych i najmocniejszych w regionie, południowa forpoczta Układu Warszawskiego posiadająca na stanie więcej czołgów niż armie turecka i grecka razem; znakomicie wyszkolona i uzbrojona, oczko w głowie nie tylko tow. Żiwkowa, ale i radzieckich ekspertów wojskowych.

Prezydent Polski Andrzej Duda na szczycie NATO w Warszawie
© REUTERS / Kacper Pempel
W latach Bułgarskiej Republiki Ludowej wojsko pełniło nie tylko rolę organizacji militarnej.

Bułgarska Armia Ludowa była jednym z fundamentów socjalnego, ba, cywilizacyjnego rozwoju. W jej skład wchodziły bowiem wielkie oddziały tzw. wojsk zawodowych. W swoje szeregi przyjmowały one, po stosownym przeszkoleniu, masy wykluczonego przed wojną chłopstwa i miejskiego marginesu. Ludzie ci otrzymywali tam elementarne wykształcenie ogólne i zawodowe, ale co najważniejsze zapoznawani byli z systematyką higieny, kultury osobistej i takimi zdobyczami cywilizacji jak obcinacz do paznokci, łyżka do butów czy poszewka na kołdrę. Wytwarzano też w nich poczucie wspólnotowości, dawano cel w życiu; prowadzono faktycznie masową resocjalizację. Wojska budowlane, czy agrarne odegrały też olbrzymią rolę — wraz z państwowymi gospodarstwami rolnymi — w budowaniu ekonomicznej potęgi tego niewielkiego kraju.

W 1986 roku Bułgaria wyprzedziła Stany Zjednoczone i stała się na największym globalnym eksporterem tytoniu, już pod koniec lat `70, na blisko dekadę, jest największym eksporterem pomidorów. 10 lat wcześniej, w latach `60, w Bułgarii powstaje 180 uniwersytetów, placówek badawczych i instytutów naukowych; częściowo wybudowanych siłami wojsk zawodowych. Listę takich osiągnięć można by znacznie wydłużyć. Nie o to jednak chodzi, aby wychwalać Bułgarską Armię Ludową, lecz o pokazanie pewnego tła, które pozwoli zrozumieć rozpaczliwe reakcje gen. Rumena Radewa.

Centralnym punktem oświadczenia byłego już szefa bułgarskich sił powietrznych jest poczucie „poniżenia". Nie wzięło się ono znikąd. Radew, jako jeden z ostatnich, którym zależy, zwyczajnie nie był wstanie wytrzymać postępującej degrengolady.

W ubiegłym roku zagroził dymisją twierdząc, że w takich warunkach nie jest on w stanie zapewnić prawidłowego, choćby częściowego, wypełniania podstawowych obowiązków powierzonych mu jednostek. Nie ma również możliwości kształcenia pilotów, ani w ogóle miejsca na jakąkolwiek wizję już nie tyle rozwoju co powstrzymania trwającej destrukcji bułgarskiego wojska. Tłem tego jest oczywiście kompradorska w swej istocie polityka bułgarskich rządzących. Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów szkodliwego administrowania pozostałymi, jeszcze nie rozkradzionymi, zasobami kraju, jest wymuszona przez polityczny klientelizm jest — jak się powszechnie komentuje w Bułgarii — „złodziejska" umowa z Polską na remont bułgarskich myśliwców, które w Rosji mogłyby zostać odnowione wielokrotnie taniej.

Jakby tego i innych podobnych poniżeń było mało, teraz minister obrony w rządzie Bojko Borisowa, byłego szefa ochrony Teodora Żiwkowa, Nikołaj Nenczew dał kolejny popis kompradorstwa, nawiązując do polskiej nowej terminologii, najgorszego sortu. W ramach tzw. polityki Air Policing, wydał on ogólne zaproszenie do potencjalnie zainteresowanych państw członkowskich Sojuszu Północnoatlantyckiego do ochraniania bułgarskiej przestrzeni powietrznej przez ich samoloty bojowe. Ma się rozumieć, za opłatą.

Wybór padł znów na Polskę, gdyż rzeczona ochrona granic ma być teoretycznie prowadzona wspólnie z resztkami bułgarskich wojsk lotniczych. Polska zaś — jako się rzekło — ma na stanie myśliwce Mig 29.

— Dla mnie, jako generała bułgarskiej armii i dowódcę lotnictwa wojskowego, ten pomysł jest jeszcze bardziej poniżający niż Traktat z Neuilly z 1919 r. Był to bowiem dokument nam narzucony z zewnątrz, był wypadkową decyzji mocarstw. Tymczasem obecna koncepcja to pomysł bułgarskiego wiceministra i została przyjęta przez bułgarskie dowództwo wojskowe — napisał w oświadczeniu Rumen Radew.

Są to z pewnością słowa mocne, lecz trudno dopatrywać się w nich jakiejś przesady, czy nawet demagogii.

W Neuilly rzeczywiście poniżono Bułgarię likwidując m. in. potencjał jej lotnictwa wojskowego i narzucając bardzo poważne ograniczenia ilościowe dot. innych rodzajów sił zbrojnych oraz obciążając państwo reparacjami wojennymi. Niemniej, ówczesna elita polityczna prowadziła politykę o wiele bardziej samodzielną niż obecna, lub obliczoną na uzyskanie takiej samodzielności.

Tymczasem zachowanie obecnych szefów resortu obrony, jak i w ogóle posttransformacyjnej klasy politycznej, obliczone zostało na totalny demontaż państwa od wewnątrz o skutkach ekonomicznych, wojskowych i socjalnych dalece gorszych od tego co bułgarskiej historiografii uchodzi o za jeden z najczarniejszych punktów.

Żałosny i faktycznie poniżający spektakl dotyczący Air Policing jest niestety tylko jednym z bardzo wielu elementów ogólnego dziadostwa, które składają się na nie mającą precedensu degradację cywilizacyjną jaka rozpoczęła się w Bułgarii w 1989 roku.

Teraz, jak zauważył to generał Radew w swoim oświadczeniu, bułgarscy politycy sami „sprowadzają swój kraj do poziomu takich państw jak republiki bałtyckie".

W takich okolicznościach ludzie przyzwoici nie mogą milczeć.

Bojan Trajczowski, polski publicysta, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Francuski generał: należy zlikwidować NATO i zjednoczyć się z Rosją
Waszczykowski: Rosja ... państwem leżącym za Ukrainą
NATO: sztuka prowokowania Rosji bez bronienia Polski
Waszczykowski: Rosja nie rozumie, czym jest NATO
Dowódca NATO w Europie jest pod wrażeniem rosyjskiej doktryny wojennej
Zagrożenia egzystencjalne ministra Waszczykowskiego
Tagi:
Bułgarska Armia Ludowa, Air Policing, NATO, Rumen Radew, USA, Bułgaria, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz