Widgets Magazine
14:08 24 Sierpień 2019
Stoisko agencji informacyjnej Sputnik na XX Międzynarodowym Forum Gospodarczym w Petersburgu 2016

Wojny informacyjne między Zachodem i Rosją a świadomość Polaków

© Sputnik . Igor Russak
Opinie
Krótki link
Adriel Kasonta
22283

Część pierwsza publikacji Adriela Kasonty. O wojnie informacyjnej, manipulacji, cenzurze - w naszych czasach.

W dobie wzmożonych batalii informacyjnych między Zachodem a Rosją, których głównym zarzewiem jest kwestia Ukrainy i związane z nią przyłączenie Krymu przez „Rosyjskiego Niedźwiedzia", które w opinii publicznej Zachodu jawi się jako odnowa zapędów mocarstwowych wygłodniałej bestii, cennym kapitałem okazuje się ludność Europy Centralnej, która od wieków odgrywa rolę karty przetargowej na geopolitycznej „szachownicy".

Zgodnie z literą prawa podmiot ubezwłasnowolniony (status, który w przekonaniu niektórych powinna posiadać ta część Europy) winień mieć swego opiekuna, który dbałby o jego „dobro" i „nieprzerwany rozwój", który miałby służyć zarówno interesom strony będącej ubezwłasnowolnioną, jak i samemu podmiotowi sprawującemu ową opiekę.

W wyniku doznanych krzywd, które spotkały ludy byłego bloku wschodniego zubożałego pod wieloma względami przez zamordystyczny reżim sowiecki, ograbiając je z prawa do rozwoju własnej kultury, religii, nauki i sztuki, wywołało to wśród tamtejszej opinii publicznej trwałą traumę, która karze utożsamiać nam dziś antysowietyzm z antyrosyjskością, o czym informuje nas między innymi znany badacz Rosji z Uniwersytetu w Warszawie, a zarazem mój autorytet prof. Stanisław Bieleń.

Dzisiejsza Rosja, która choć nie pozostaje bez wad, to daleka jest jednak pod przewodnictwem demonizowanego wszechobecnie Vladimira Putina vel „Wichrzyciela" od  swego autorytarnego poprzednika (czego dowodzi m.in. prof. Andrzej Walicki), z którym Zachód nie miał najmniejszych przeciwwskazań moralnych, aby zawierać ugody dla „dobra" świata, lecz nie do końca naszej części globu.

Dziś natomiast, gdy „wymogi czasów" znów stawiają naprzeciw siebie zimnowojennych rywali, to właśnie narody Europy Centralnej są najbardziej narażone na propagandę i w procesie „przeciągania liny" między dwoma rywalami opowiedzieć się muszą za którąś ze stron, gdzie pamięć doznanych krzywd i bestialstwo sowieckiego okupanta naturalnie pchają je, bez głębszej refleksji, w ramiona strony zachodniej, która jawi się jako ta, która jako jedyna może zapobiec powtórzeniu się tej tragicznej historii.

Doświadczają one wówczas syndromu myślenia grupowego, gdzie poszczególni jej członkowie, kierując się racją stanu własnego kraju i narodu, ulegają autocenzurze, która ma na względzie celowe zubożenie ich zdolności intelektualnych.

Jak głosi owa teoria z zakresu psychologii społecznej, owo „gromadomyślenie" w skrajnych swych przypadkach może prowadzić do zupełnej utraty przez grupę poczucia rzeczywistości, przeceniania własnej siły i możliwości działania.

Dzieje się tak w szczególności wtedy, gdy patriotyczne jednostki cenią ponad wszystko lojalność wobec własnej grupy i zależy im na minimalizacji potencjalnych konfliktów w jej łonie. Wówczas okazuje się, jak głosi owa teoria, iż niekoniecznie inteligencja grupy ma prymat nad inteligencją jej pojedynczych członków, i w sytuacji gdy decyzje rozmaitych organów administracji rządowej okazują się nietrafne i są motywowane prywatnymi animozjami względem danego zagadnienia, byłoby lepiej, gdyby były one podejmowane przez pojedyncze osoby. Władza bowiem ulega złudnemu przeświadczeniu co do swojej nieomylności i wyższości intelektualnej nad zwykłymi „nieoświeconymi" obywatelami, gdzie złudzenie to jest tym silniejsze, im wyższy jest status społeczny, im wyższym dyplomem mogą się legitymować jej autorytety.

Zjawisko to jest o wiele bardziej drastyczne w przypadku narodów postkolonialnych, jakim m.in. jest Polska, o czym nie tylko rozprawiają rodzimi publicyści jak Rafał Ziemkiewicz, ale i jest to przedmiotem badań naszych zachodnich przyjaciół, a w szczególności pani Ewy Thompson z Uniwersytetu Ricea w Teksasie.

Ta badaczka dowodzi w swym artykule z roku 2010, iż kategorie postkolonialne są niezwykle przydatne do wyjaśniania mentalności krajów okupowanych ongiś przez sowietów, w tym w szczególności Polski. Thompson uważa, że postkolonialna analiza Polski pozwoliłaby Polakom dokonać trzeźwej oceny obecnych wyzwań, które przed nami stoją. Mowa tu przede wszystkim o tych, które tyczą się Europy.

Hillary Clinton i Donald Trump
© REUTERS / Lucy Nicholson and Jim Urquhart
W mym odczuciu zatem na szczególną uwagę rodzimego odbiorcy zasługują te oto fragmenty, które traktują o tym, jak polscy intelektualiści hołdują zastępczemu hegemonowi (intelektualnemu przywództwu Zachodu), co wiąże się zarazem z poczuciem niższości względem własnych idei i rozwiązań:

„W polskiej rzeczywistości intelektualnej znajdujemy częste wzmianki o książkach i czasopismach publikowanych za granicą, a także wyraz szacunku wobec tych, którzy przeprowadzali za granicą swą działalność polityczną zorientowaną na Wschodnią Europę. Osoby te stały się autorytetami dla ludzi mieszkających w Polsce. Z tej powszechnej praktyki wyrósł pogląd, iż kraje zachodnie są wzorem do naśladowania pod każdym względem, że wyjeżdża się po to na Zachód, aby cieszyć się wolnością oraz dobrobytem, a także aby dowiedzieć się, jak interpretować historię i teraźniejszość… Choć w tamtych okolicznościach część owej czci była uzasadniona, na dłuższą metę scedowało to na cudzoziemców prawo do interpretowania świata i społeczeństwa, w tym i polskiego. Ta zmiana została ugruntowana na podstawie przekonania, że społeczeństwa zachodnie dysponowały nie tylko siłą militarną, ale także potencjałem intelektualnym, który zdominował świat i reprezentował go w kategoriach wyrażanych przez myślicieli niemieckich, francuskich i angielskich. Niemniej jednak w przyjęcie prymatu intelektualnego Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych zostało wpisane poczucie «bycia gorszym» lub przynajmniej mniej rozwiniętym intelektualnie, której główną ofiarą padły polskie elity, co potwierdzało słuszność narracji hegemona odnośnie prymatu metropolii nad jej peryferiami".

Wartym jest tu również dodania fragment, w którym Thompson wskazuje na powszechną praktykę publikacji pisarzy zagranicznych w polskiej prasie, co posłuży mi w dalszej części do rozwinięcia tezy zawartej w tytule artykułu:

„Owi komentatorzy wiedzą niewiele na temat polskiej historii i tradycji politycznej, i zazwyczaj nie znają języka polskiego, jednak są oni słuchani z wielką uwagą. Ich życiorysy zawierają odniesienia do międzynarodowych prestiżowych uczelni, wydawnictw oraz czasopism, a to wystarcza polskiemu odbiorcy traktować ich z największą powagą. Natomiast komentarze dostarczane przez rodzimych naukowców, którzy spędzili całe swoje życie zawodowe, studiując społeczeństwo, w którym żyją, są często traktowane z mniejszą estymą. Zagraniczni intelektualiści są świadomi tego faktu i z perfidią całkowicie go wykorzystują, aby teoretyzować na temat Polski i innych mniejszych lub słabszych państw Europy Środkowej i Wschodniej."

Powyższe spostrzeżenia wydają się nieocenione w poddaniu ocenie wydanego w tym miesiącu raportu noszącego wymowny tytuł: „Wygrywając wojnę informacyjną: Techniki i strategie mające przeciwdziałać rosyjskiej propagandzie w Europie Środkowej i Wschodniej" (ang. Winning the Information War: Techniques and Counter-strategies to Russian Propaganda in Central and Eastern Europe), który przygotowało Centrum Analiz Polityki Europejskiej, będące think tankiem z siedzibą w Warszawie i Waszyngtonie.

Raport ten jest najnowszą publikacją z cyklu Information Warfare Initiative, która prowadzona jest we współpracy z Legatum Institute będącym „międzynarodowym think tankiem i edukacyjną organizacją charytatywną koncentrującą się na promowaniu dobrobytu" (de facto powołaną z ramienia Legatum Limited, która jest prywatną firmą inwestycyjną z siedzibą w Dubaju), i analizuje wpływ rosyjskiej dezinformacji.

Jak czytamy na stronie promującej wspomnianą publikację:

Minister obrony Polski Antoni Macierewicz
© AFP 2019 / Thierry Charlier
„W wyniku tego, iż rewizjonistyczne, autokratyczne państwa jak Rosja wyostrzają stosowanie — oraz nadużywanie — dezinformacji, krajom liberalnej demokracji nie udaje się dotrzymać im kroku. Zastosowanie przez Kreml informacji jako broni nie jest czymś nowym, lecz jej wyrafinowanie i intensywność wzrasta. Poniewczasie, Zachód zaczął zdawać sobie sprawę, że dezinformacja stanowi poważne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych i ich europejskich sojuszników, a przede wszystkim «państw frontowych» — Polski, państw bałtyckich, Czech, Słowacji i Ukrainy — ale także dla Europy Zachodniej i Ameryki Północnej."

Co więcej, zostały tam postawione kluczowe dla tez zawartych w dokumencie pytania, których treść brzmi następująco:

„W jaki sposób rosyjskie zanieczyszczenie przestrzeni informacyjnej ukształtowało międzynarodowy dyskursu na temat sojuszy, organizacji, instytucji publicznych i mediów głównego nurtu? Co można zrobić, aby pozbyć się tych cyfrowych toksyny z naszego systemu demokratycznego?"

Z treści rekomendacji, która znajduje się na samym początku dokumentu, dowiadujemy się, że:

„Rząd Rosji wykorzystuje dezinformację, podżeganie do przemocy i mowę nienawiści, aby zniszczyć zaufanie, podłamać morale, degradować przestrzeń informacyjną, zubażać publiczny dyskurs i zwiększyć stronniczość. Nasza zdolność do reagowania jest ograniczona przez wzgląd na utratę zasięgu i wpływu mediów głównego nurtu. Ich zdolność do obalania mitów i rewizji faktów dociera jedynie do niewielkiej grupy — i zapewne nie tej, której adresatem jest Kreml. Reakcja na te działania powinna być sprzeczna: nasze podejście musi być dostosowane do różnych odbiorców, ale musi także dążyć do budowania zaufania między odmiennymi grupami."

Jeśli już na tym etapie zaczynamy mieć wątpliwości co do intencji owego raportu, to w tym miejscu pragnę stwierdzić, iż odnoszę dziwne wrażenie, że to właśnie jest kwintesencją propagandy, która nie dość że demonizuje przeciwnika, posługując się teorią rzeczywistego konfliktu, to na dodatek wbrew ideałom tak bardzo cenionym przez państwa liberalnych demokracji godzi w naczelną zasadę pluralizmu.

To jednak nie koniec, gdyż w odrębnej części rekomendacji, będącej aneksem do właściwej publikacji, znajdujemy litanię metod, za pomocą których ma odbywać się zwalczanie odmiennych od reprezentowanych przez samych autorów i ich mocodawców poglądów, które podzielone zostały na: taktyczne, strategiczne oraz długoterminowe, a których wyszczególnienie pominę (zainteresowanych zapraszam do osobistego zapoznania się z nimi w tym oto miejscu), zachowując miejsce na odniesienie się do tego, co w mym przeświadczeniu jest najważniejsze, a mianowicie części raportu traktującej o Polsce i platformie Sputnik, na której przyszło mi pisać o tej nowince.

Jak wynika ze spisu treści, Polsce zostały poświęcone strony od 30 do 33, zaś Sputnikowi (i zaznaczam, że nie bez powodu będę traktować również i o tym, gdyż jak się Państwo dowiecie w dalszej części, łączy je wspólny mianownik) strony od 37 do 41.

Jak się dowiadujemy ze wspomnianej publikacji, według autorów raportu jesteśmy krajem, który „wydaje się odporny na rosyjskie ataki informacyjne", gdyż panuje tu „silny konsensus międzypartyjny odnośnie zagrożenia, które stwarza rosyjski rewanżyzm, którego świadoma jest również większa część mediów w Polsce. Opinia publiczna oraz ta wyznawana przez elity kraju jest również silnie pronatowska, prounijna oraz proatlantycka z natury". Widzimy tu jednak wyraz trwogi, wyrażanej przez Wiktora Ostrowskiego oraz Kazimierza Wóycickiego z Akademii Europejskiej-Krzyżowej (będącej, jak czytamy na stronie organizacji, symbolem pojednania między Polakami i Niemcami), iż pomimo tego „rosyjska propaganda odnosi jakiś sukces".

Jej celem, jak dalej czytamy, jest „społeczna dezintegracja", którą czyni za pomocą znanej już od czasów rzymskich metody „dziel i rządź", i „ostatecznie dąży do podważenia wiary w demokrację, wzrostu ksenofobii i tego, aby przekonać Polaków do tego, że nie są równi zachodnim Europejczykom". Ponadto „dąży ona, paradoksalnie, do promowania ekstremalnego polskiego nacjonalizmu (nawet tego antyrosyjskiego), aby Polska wydawała się nierzetelnym i «rozhisteryzowanym» partnerem dla swoich zachodnich sojuszników".

Owa propaganda, jak dalej dowodzą analitycy, „skierowana jest przede wszystkim do odbiorców marginalnych (zarówno ze skrajnej lewicy, jak i skrajnej prawy) w Polsce, choć ma nadzieję na wykorzystanie ich, aby wpłynąć również na media głównego nurtu. Poprzez skupienie się na antyzachodniej, nacjonalistycznej i antyukraińskiej propagandzie, rosyjskie kampanie informacyjne mają nadzieję ośmielić organizacje polityczne znajdujące się już na marginesie polskiej sceny politycznej i zasiać wątpliwość w zastałym politycznym porządku. Często działają one w parze z polskimi politykami obozu prawicy i skrajnej prawicy, którzy mogą, lecz nie muszą, być świadomi tego, iż ich działania pomagają Kremlowi".

RT
© Sputnik . Michaił Woskresenskij
Pośród grup najbardziej narażonych na manipulacje propagandy rosyjskiej znajdujemy osoby, które mają skłonność do powątpiewania w instytucje demokracji, gdzie zdaje się Winston Churchill (jak i ci, którzy podzielają jego filozofię polityczną) również znalazłby się na czarnej liście szafarzy środkowoeuropejskiego sumienia ze swym przekonaniem, iż „najlepszym argumentem przeciwko demokracji jest pięciominutowa rozmowa z przeciętnym wyborcą". Co więcej, do grona niewygodnych odbiorców należą również i ci, którzy są „skłonni wierzyć, że świat jest napędzany przez: wielkie korporacje, amerykański imperializm, elitę polityczną, światową sieć żydowskich koneksji, mafie, Watykan itd. Są więc oni głodni wiedzy tego, co „tak naprawdę się dzieje".

Na marginesie pragnę zauważyć, że to właśnie takie osoby mogłyby stanąć ramię w ramię z tymi, którzy brali udział w strajkach na Wall Street, którzy odczuli na własnej skórze cienie funkcjonowania niekwestionowanie słusznej „piramidy systemu kapitalistycznego", serwowanej im przez tamtejszych spekulantów giełdowych oraz bankierów. Nawiązanie zaś do wspólnoty żydowskiej jest tu jedynie zabiegiem zastraszającym i wpisanym z premedytacją, aby ewentualnie móc posłużyć się zarzutem antysemityzmu, który tak często jest kierowany pod adresem członków narodu będącego bezapelacyjnie uznanym za Najsprawiedliwszy wśród Narodów  Świata.

Zarzut odnośnie Stolicy Apostolskiej, w kontekście niedawnych Światowych Dni Młodzieży w Polsce i ogólnym poszanowaniu religii chrześcijańskiej, związanej również silnie z osobą papieża Jana Pawła II, jest niedorzeczny oraz absurdalny.

Część druga już wkrótce.

___

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wojny informacyjne między Zachodem i Rosją a świadomość Polaków. Część II
Polska się zbroi
Między zimną wojną a zimnym pokojem, czyli jak Zachód zdradził Rosję
Między zimną wojną a zimnym pokojem, czyli jak Zachód zdradził Rosję - część druga
Polska tradycja realizmu politycznego a kwestia ukraińska
Tagi:
dezinformacja, manipulacja, propaganda, Sputnik, Konrad Rękas, Władimir Putin, Europa, USA, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz