Opinie
Krótki link
Autor
13255
Subskrybuj nas na

O wojnie informacyjnej, manipulacji, cenzurze - w naszych czasach. Część druga publikacji Adriela Kasonty.

Jak się okazuje, panslawizm, monarchizm, który jest ostoją brytyjskiej kultury narodowej, czy też fakty historyczne związane z postanowieniami podjętymi przez naszych zachodnich sąsiadów względem Polski na konferencji w Jałcie, podczas której oddano dawne tereny należące do Polski dzisiejszemu ich „nemesis", któremu poświęcają obecnie tak obszerne wywody w postaci rzeczonego raportu, są jego autorom również nie na rękę. Upatrują oni bowiem w osobach, które mają czelność o nich rozprawiać, paranoików kierujących się „teoriami spiskowymi", które wyświadczają przysługę trollom, przez co utrudniają ich zdemaskowanie.

Myśliwiec Su-30SM towarzyszy turboodrzutowemu ponaddźwiękowemu bombowcowi strategicznemu Tu-160 Sił Lotniczo-Kosmicznych Rosji
© Zdjęcie : Ministry of defence of the Russian Federation
Bezczelnym też jest fakt, że kompletnie odbiera się Polakom prawo wolnego wyboru oraz swobody prowadzenia debaty publicznej na temat możliwości przyjaznych stosunków z Rosją, gdyż akt taki, pod wpływem wymuszenia i szantażu, poczytywany jest za automatyczną zdradę Zachodu. Jakakolwiek krytyka, choćby nawet słuszna, jest odbierana jako działanie na rzecz Rosji, która jawi się jako śmiertelny wróg Zachodu. Toteż w imię idei o peryferyjnym poddaństwie, jako naród, musimy oddać niekwestionowaną cześć tym, którzy wiedzą lepiej, jak mamy myśleć, czuć, a już na pewno jak i z kim powinniśmy utrzymywać zdrowe stosunki.

Portalowi Konserwatyzm.pl, na którym mam okazję również publikować, i który jest medium skupiającym silne grono polskich naukowców akademickich reprezentujących różne odmiany konserwatyzmu (choć sam portal przedstawia się jako reprezentant narodowego konserwatyzmu, będącego przedmiotem badań naukowych na wespół z narodowym liberalizmem i innymi doktrynami politycznymi wykładanymi na kierunkach prawa, polityki, administracji, polityki społecznej etc. w całej Polsce i świecie, których analizę można znaleźć w podręcznikach akademickich), zarzuca się publikowanie prac odwołujących się do analizy myśli politycznej Romana Dmowskiego, którego autorzy raportu (chcący uczyć nas rzetelnego oraz obiektywnego dziennikarstwa) nazywają „przedwojennym narodowym konserwatystą, będącym bohaterem dla wielu utożsamiających się z polską prawicą",
a zdają się omieszkać wspomnieć, że ta właśnie osoba pełniła funkcję ministra spraw zagranicznych naszego kraju, co bez najmniejszego wahania predestynuje go do poświęcania jego myśli bliższej uwagi, jeśli chodzi o rozważania nad polityką zagraniczną Polski.

Migranci na granicy serbsko-węgierskiej
© REUTERS / Marko Djurica
Portalowi zarzuca się również „komunistyczną nostalgię, antysemityzm, ultrakatolicyzm oraz inne antydemokratyczne ideologie", gdzie biorąc choćby moją skromną osobę za przykład
i fakt bycia stałym publicystą oraz współpracownikiem tegoż portalu, to ma się to zupełnie nijak do przypinanych mu łatek.

Promowana neutralność w ewentualnych sporach między Zachodem a Rosją (co z logicznego punktu widzenia wyklucza stronniczość), poddawanie akademickiej analizie zasadności i formy członkostwa Polski w Unii Europejskiej oraz NATO jest również niemile widziane. W myśl tej idei nie można samodzielnie myśleć i poddawać pod wątpliwość tego, co mówią nam inni, co dla mnie jako absolwenta Uniwersytetu w Łodzi, którego pierwszym rektorem był sławny polski filozof, logik i etyk, twórca etyki niezależnej, przedstawiciel szkoły lwowsko-warszawskiej profesor Tadeusz Marian Kotarbiński, jest nie do przyjęcia, gdyż to właśnie on nauczał, iż „trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko
w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da". Misją zaś tejże uczelni, która została wpojona jej absolwentom, jest twierdzenie, że to właśnie „rozum jest duszą wolności", które ukuł nie kto inny jak Gottfried Wilhelm Leibniz, będący niemieckim polihistorem: filozofem, matematykiem, prawnikiem, inżynierem-mechanikiem, fizykiem, historykiem oraz dyplomatą.

Prezydent Rosji Władimir Putin
© Sputnik . Michael Klimentyev
Nielogicznym są też w mym przeświadczeniu postawione publikacjom jednego z mych „kolegów redakcyjnych", panu Konradowi Rękasowi (wymienionemu z imienia i nazwiska), zarzuty powielania schematów kremlowskich, jednocześnie zaznaczając, iż praca została napisana z polskiej nacjonalistycznej perspektywy.

Przykład pana Rękasa nie jest jednak odosobniony przypadkiem, gdyż krytyka została wymierzona również w inne osoby, gdzie kuriozalnym wręcz jest wzmianka o panu Marku Błaszkowskim z Salonu24, któremu oberwało się za przypisane mu przez autorów raportu te oto słowa: „Polska racja stanu polega na pilnowaniu własnych interesów, a nie wspieraniu stron walczących ze sobą, przesuwaniu linii frontu w stronę Rosji czy wspieraniu ludobójstwa". Co jest więc w tym oświadczeniu tak rażącego, co sprawiło, że i ten autor znalazł się na „czarnej liście" raportu? To, że nawołuje on do nieagresji? To, że nie wspiera on ludobójstwa? Czy może wreszcie to, że opowiada się on za pozostawaniem stroną neutralną w antagonizmach zachodnio-rosyjskich? Czy ofiara krwi jest jedyną formą deklaracji „przyjaźni", jaką uznają nasi zachodni i pracujący dla nich polscy cenzorzy? Nie mnie tu wyciągać wnioski, lecz tonacja owych zarzutów wskazuje na to, że chyba tak.

Choć Gazecie Polskiej i tygodnikowi Do Rzeczy również się oberwało, to na szczególną uwagę zasługuje krytyka skierowana pod adresem nie czego innego jak portalu Sputnik.

Złośliwi mogliby rzec (i wiem, że na pewno tak uczynią), że głównym podjęciem przeze mnie tego tematu jest fakt bycia „użytecznym idiotą Kremla" lub „putinowskim trollem" (jak zapewne poczytują autorzy obszernej publikacji noszącej znamiona instruktażu sumienia Wschodnich i Centralnych Europejczyków), to jak wspomniałem wcześniej, w kontekście Sputnika i Polski występuje wspólny mianownik, a jest nim osoba pana Janusza Korwina-Mikkego, którego postać zdecydowanie zdominowała analizę przypadku owego portalu. Można wręcz odnieść wrażenie, że w mniemaniu autorów publikacji odgrywa on główną rolę w „propagandzie" Sputnika, a to za sprawą swych kontrowersyjnych poglądów, które dźwięcznie cytowane są przez ten nośnik mediów, a z którymi nie trzeba się zgadzać, aby wiedzieć, iż tak, jak w reszcie wymienionych przeze mnie przypadków, i jemu przysługuje konstytucyjnie zagwarantowane prawo (Art. 54 jeszcze obowiązującej Konstytucji RP) do tego, aby móc „swobodnie wyrażać swoje poglądy", zaś tym którzy uznają, że są one tak jak i inne wartościowym elementem pluralistycznej debaty publicznej w wolnej, pragnę zaznaczyć, jeszcze Polsce, do ich „pozyskiwania i rozpowszechniania".

Warto tutaj dodać, bo i tego wymaga rzetelne dziennikarstwo, że osobą bezpośrednio zaangażowaną w owy projekt jest Edward Lucas z gazety The Economist, który często zabiera głos w sprawach Europy Środkowo-Wschodniej, jak i Rosji, pojawiając się w składach różnych paneli dyskusyjnych, gdzie dzieli się on swoją wiedzą i radami.

Działo się tak m.in. w przypadku debaty zorganizowanej przez oddział studiów polskich na Uniwersytecie w Cambridge, gdzie spierał się on z Peterem Hitchensem (z którym miałem przyjemność przeprowadzić m.in. w tej kwestii wywiad), jak również panelu zorganizowanego przez Westminster Russia Forum na temat Ukrainy, w którym debatował on z młodszym Hitchensem oraz profesorem Richardem Sakwą, którego zdanie na temat naszego regionu stoi w zupełnej opozycji do tego, które reprezentuje redaktor wspomnianego brytyjskiego tygodnika finansowego skierowanego do globalnych kręgów biznesowych
i politycznych, a o czym możecie się Państwo osobiście przekonać, zapoznając się z naszą rozmową.

Należy w tym miejscu zaznaczyć, że recenzowany przeze mnie raport (który został wydany
w tym miesiącu pod przewodnictwem Lucasa, a który jest poświęcony szeroko pojmowanej walce z „propagandą rosyjską"), zdaje się kontynuacją debat poświęconych tejże tematyce podczas warszawskiego Forum Ekspertów („Warsaw Summit Experts") poprzedzającego szczyt NATO, a którego dziennikarz The Economist był członkiem wraz z Johnem Lenczowskim, który jest założycielem i prezesem Instytutu Polityki Światowej (ang. The Institute of World Politics), będącego niezależną wyższą szkołą dyplomacji i bezpieczeństwa narodowego w Waszyngtonie.

Obecność obydwu, a w szczególności Lenczowskiego, który od 1983 do 1987 roku był dyrektorem ds. europejskich i sowieckich w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego (ang. National Security Council) (będącego głównym doradcą prezydenta Ronalda Reagana do spraw sowieckich, który brał udział w tworzeniu strategii politycznych mających na celu przyspieszenie upadku imperium sowieckiego), powinno dawać wiele do myślenia, że na poważnie zaczyna się myśleć o odgrzewaniu zimnowojennych sentymentów zmierzających nieuchronnie do dalszej eskalacji konfliktu między Rosją a Zachodem, chcąc tym samym, aby Polska odegrała w nim czynny udział. Potwierdzeniem tego może być choćby ubiegłomiesięczna wizyta szefa MON Antoniego Macierewicza w Waszyngtonie, gdzie brał on udział w spotkaniu zorganizowanym przez wspomniany instytut.

Co więcej, osobą, która również przysłużyła się do powstania opisywanego w tekście dokumentu traktującego o tym, jak powinno wyglądać rzetelne dziennikarstwo pozbawione stronniczości, jest żona byłego ministra spraw zagranicznych Polski Radosława Sikorskiego, pani Anne Applebaum, której to magazynowi The Washington Post, m.in. na łamach którego dziennikarka publikuje, profesor Stephen Walt z Uniwersytetu Harvarda wytknął na swym Twitterze „brak zróżnicowania publikowanych tam opinii".

Konserwy Ryskie szproty w oleju w supermarkecie w Moskwie
© Sputnik . Kirill Kallinikov
Wartym przypomnienia jest więc tutaj również fakt, że to nikt inny jak małżonek szanownej pani Applebaum wyraził podczas nagrania na taśmach, które zakończyły jego karierę parlamentarną, iż: „Polsko-amerykański sojusz jest nic nie warty. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza w Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa… Skonfliktujemy się z Rosją, Niemcami, będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom". Tak więc czy mamy rozumieć, że „sypia ona z wrogiem", który jest rosyjskim szpiegiem
i „pachołkiem Kremla"?

W obliczu więc tego, co zostało powiedziane, i wysnuwanych zarzutów pod adresem rosyjskiej propagandy, poczuwam się jako publicysta aspirujący do ideałów rzetelności wyznaczonych przez wspomnianych cenzorów z Zachodu w obowiązku przytoczenia polskiemu czytelnikowi niedawnego artykułu wydanego na łamach brytyjskiego Guardiana o wymownym tytule „Rosyjskie wiadomości mogą być nieobiektywne — ale tak jest też w przypadku większości zachodnich mediów", autorstwa Piersa Robinsona, który jako naukowiec Uniwersytetu w Sheffield zawodowo zajmuje się tematyką „mediów i konfliktów, propagandy i zorganizowanej komunikacji perswazyjnej".

W tym momencie, kończąc już swe przemyślenia, pragnę stwierdzić, że być może istotnie jestem paranoikiem i skutecznie zdiagnozowanym przez mędrców piszących owy raport teoretykiem spiskowym, lecz w mym odczuciu nie trzeba daleko szukać przykładów podobnych prób podporządkowania sobie Polaków, jak choćby w latach cenzury zarówno nazistowskiej, a już tym bardziej sowieckiej, gdzie jakikolwiek przejaw niezależności ideowej postrzegany był jako przejaw zdrady karanej zesłaniem lub śmiercią. Ludzie wówczas byli inwigilowani, a każdy bał się wykazać poglądy odmienne niż te przyjęte przez partię, gdyż nawet w środowisku znajomych mógł zostać zdiagnozowany jako sympatyk linii prozachodniej, która była nie na rękę partii komunistycznej, gdyż pokazywała alternatywę dla zastałego matrixu.

To wówczas odzierano ludzi z prawa do kultywowania relatywizmu poznawczego, który głoszony był już w czasach greckich przez filozofów takich jak Protagoras, wedle którego to zaiste „człowiek jest miarą wszechrzeczy".  W tak trudnych warunkach dla wolności słowa i myśli zjawiskiem powszechnym były tajne komplety oraz prasa podziemna pozwalające na ekspresję innych poglądów niż te oficjalnie i odgórnie narzucone przez partię komunistyczną.

Dziś, po przeczytaniu owego raportu, i mając świadomość tego, jak bardzo debata publiczna została zanieczyszczona, uważam, że każda zdroworozsądkowa osoba powinna wziąć głęboko do serca słowa „Ojca współczesnej Polski", marszałka Józefa Piłsudskiego, który rzekł: „Podczas kryzysów strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym", pamiętając przy tym o tym, że Zachód prezentowany w takiej formie jak ta, którą próbują nam narzucić autorzy rzeczonej rekomendacji, istotnie jawi się jako „parszywieńki".

Część pierwszą można przeczytać tu.

___

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wojny informacyjne między Zachodem i Rosją a świadomość Polaków
Polska tradycja realizmu politycznego a kwestia ukraińska
Między zimną wojną a zimnym pokojem, czyli jak Zachód zdradził Rosję
Między zimną wojną a zimnym pokojem, czyli jak Zachód zdradził Rosję - część druga
Tagi:
propaganda, Sputnik, Antoni Macierewicz, Radosław Sikorski, Janusz Korwin-Mikke, Anne Applebaum, Zachód, Europa, USA, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz