Na żywo
    Marsz Bohaterów w Kijowie

    Wakacje z duchami: Ukraińska pułapka

    © REUTERS/ Gleb Garanich
    Opinie
    Krótki link
    Agnieszka Barbara Bednarz
    5642131366

    Będą dalej stawiać pomniki Banderze, gloryfikować UPA, 14 ukraińską Dywizję Grenadierów SS Galizien i zapewniać zarówno o szacunku dla polskich ofiar z Galicji i Wołynia, jak i przyjaźni. Raz na jakiś czas rykną coś o ukraińskim Przemyślu, ale ryk ów mieścić się będzie w granicach życzliwego żartu.

    DUCH POROSZENKI

    Nadieżda Sawczenko
    © REUTERS/ Jonathan Ernst
    Płac Niepodległości w Kijowie
    © Sputnik. Andrej Stenin
    Następcą Janukowycza został „proeuropejski", mocno wspierany przez UE i Prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego, ukraiński polityk i biznesmen — Petro Poroszenko (prezydentura od 7 czerwca 2014 r. do chwili obecnej). Niespełna pół roku później (16 grudnia 2014 r.), Prezydent RP — Bronisław Komorowski odznaczył go Orderem Orła Białego, najwyższym orderem Rzeczypospolitej Polskiej.

    Choć urzęduje krótko, już na trwałe zapisał się w historii stosunków ukraińsko — polskich: nadał uprawnienia kombatanckie mordercom z UPA.

    To absolutnie nie koniec zasług. W myśl podpisanej przez niego ustawy każdy, kto tak jak ja nazwie UPA i Banderę zbrodniarzami, podlega ściganiu karnemu. Obejmuje to również cudzoziemców i oznacza w praktyce, że jeśli przekroczę granicę z Ukrainą, mogę trafić do więzienia tylko za te słowa, których użyłam w tym tekście.

    To tak w ramach dialogu i pojednania narodów…

    Goszcząc podczas szczytu NATO w Warszawie (lipiec br.), prezydent Poroszenko złożył kwiaty pod pomnikiem upamiętniającym polskie ofiary gloryfikowanych przez niego morderców. Ale ich czynów oczywiście nie potępił. Chwilę później, rada miejska Kijowa nazwała dwie ważne ulice imionami Bandery i Szuchewycza.

    Pod obrady Rady Najwyższej Ukrainy trafi niebawem "Projekt uchwały o upamiętnieniu ofiar ludobójstwa, dokonanego przez państwo polskie na Ukraińcach w latach 1919-1951". W ocenie polskich historyków jest to skrajnie upolityczniony dokument mający tyle wspólnego z prawdą historyczną, co warszawskie kino „Luna" z lądowaniem Amerykanów na księżycu.

    DUCH DUDY

    Prezydent Polski Andrzej Duda na szczycie NATO w Warszawie
    © REUTERS/ Kacper Pempel
    Walonki z symbolami Rosji
    © Sputnik. Aleksej Daniczew
    W sierpniu br. we Lwowie miało się odbyć wspólne posiedzenie parlamentarzystów Polski i Ukrainy. Nie odbędzie się —zrezygnowali z niego Ukraińcy w ramach protestu za przyjęcie przez polski parlament uchwały upamiętniającej polskie ofiary ukraińskiego nacjonalizmu.

    Zorganizowali za to, we Lwowie, manifestację i wznosili hasła sprowadzające się do żądań rewizji aktualnych granic Polski i m.in. przyłączenia Przemyśla do Ukrainy.

    W zasadzie szkoda mi Prezydenta RP już teraz, zanim dotarł do Kijowa. Nie wierzę w szczerość ukraińskich intencji i woli pojednania na fundamentach prawdy historycznej i szczerego dialogu.

    Można przewidzieć, co czeka go w Kijowie. Na pewno dojdzie do prób postawienia polskiego Prezydenta w krępującej sytuacji. Może to być przejazd ulicą Bandery, albo Szuchewycza. Może to być zrobienie zdjęcia pod flagą OUN lub UPA, którymi upstrzony będzie nie tylko parlament, ale cały kraj. Może to być krótka, kurtuazyjna wymiana uprzejmości z uściskiem dłoni aktualnego bohatera Ukrainy — Jurija Szuchewycza. Może to być „spontaniczne" wręczenie Prezydentowi RP jakiegoś upominku, np. książki z symbolem UPA. Może zmuszenie do wysłuchania na stojąco jakiejś pieśni UPA. Albo nawet nieświadome przyjęcie honorów od współczesnych zbrodniczych batalionów mordujących swoich rodaków na wschodzie kraju, typu „Ajdar" czy „Azov".

    Ale można też, zgodnie z duchem Giedroycia, uznać, że wszystko to nie ma znaczenia, bo liczy się tylko wspólny wróg, którym jest Rosja.

    „Nie widzę nic złego w tym, że Ukraina chce uczcić ludzi, którzy walczyli z komunistycznym reżimem. Zdarzył się wtedy epizod bratobójczej walki między Ukraińcami a Polakami, doszło do zbrodni wołyńskiej, ale to tylko część historii UPA, która ma również inne karty, których nie chcemy zauważyć" . Skąd ten skandaliczny cytat sprowadzający Rzeź Wołyńską do kategorii „epizodu"? To wypowiedź (z 21 kwietnia 2015 r.) nowego — mianowanego już przez PiS — ambasadora RP w Ukrainie, Jana Piekło. Cóż, widać też czytał Giedroycia.

    Wizyta Prezydenta RP w Kijowie ma się zakończyć podpisaniem bliżej nieokreślonej deklaracji prezydentów. Wg doniesień medialnych ma zawierać elementy oceny historii i deklaracje dalszej przyjaźni. Nikt nie zna jej treści, gdyż prace nad nią ciągle trwają. Można jednak przewidzieć jej elementy składowe.

    1.     Skoro żadna ze stron nie kwestionuje mordowania Polaków w Galicji Wschodniej i na Wołyniu (różni nas ocena przyczyn i skali) można winę za nią zrzucić na… ZSRR.

    2.     Skoro Polacy uznają śmierć Ukraińców z rąk polskiej partyzantki broniącej swoich rodaków (różni nas ocena przyczyn i skali) można „delikatnie" zrównać wagę tych nieszczęść.

    3.     Rozdarta wojną domową Ukraina obwinia za wszystkie swoje nieszczęścia Rosję. My — intencjonalnie — obwiniamy ją za rzekomy „zamach smoleński". Skoro więc wróg jest wspólny, można zrobić dobrze protektorowi, czyli USA i za wszystkie obecne nieszczęścia obwinić Moskwę. (Były minister spraw zagranicznych RP — Radosław Sikorski, określał taką dyplomatyczną uprzejmość terminem „robienia Amerykanom laski").

    4.     Od 2 lat polskie rządy straszą Polaków zbliżającą się rosyjską agresją na nasz kraj (wypowiedź Donalda Tuska: „nie wiadomo czy polskie dzieci pójdą 1 września do szkoły"). Straszą nią też (nie bez podstaw) rządy Ukrainy. Sytuacja w relacjach ukraińsko — rosyjskich zaogniła się po niedawnym zatrzymaniu przez Rosjan na Krymie ukraińskiej grupy dywersyjnej. Rosjanie, stojący na stanowisku, że z terrorystami nie rozmawia się, zapowiedzieli zamrożenie kontaktów z Kijowem. W tej sytuacji, wspólna deklaracja Prezydentów zapewne zawierać będzie wezwanie do jedności w obliczu rosyjskiego zagrożenia.

    Donald Tusk
    © AP Photo/ Alik Keplicz
    Po przyjęciu deklaracji i powrocie Andrzeja Dudy do Warszawy, polskie media odnotują sukces naszego Prezydenta. Pochwalą go media prawicowe, bo chwalą za wszystko. Pochwalą media państwowe, bo takie dostaną polecenie. Pochwali część mediów opozycyjnych z „Gazetą Wyborczą" na czele, bo żyją w duchu Giedroycia. Skrytykują nieliczne media opozycyjne, ale że są to w większości media niszowe, szybko przyklei się im etykiety „Tuby Kremla", „Ruskiej Propagandy", bądź „Pożytecznych Idiotów" i sprawy nie będzie.

    Sukces odnotują obaj Prezydenci, oba rządy i oba ministerstwa spraw zagranicznych. Życie wróci na normalne tory.

    Będziemy nadal kredytować upadłą ukraińską gospodarkę. Będziemy nadal wydawać fortunę na dozbrajanie ich armii. Będziemy finansować studia w Polsce ich młodzieży. Oni zaś będą dalej stawiać pomniki Banderze, gloryfikować UPA, 14 ukraińską Dywizję Grenadierów SS Galizien i zapewniać zarówno o szacunku dla polskich ofiar z Galicji i Wołynia, jak i przyjaźni. Raz na jakiś czas rykną coś o ukraińskim Przemyślu, ale ryk ów mieścić się będzie w granicach życzliwego żartu.

    Ku chwale, braterstwu i przyjaźni naszych narodów.

    Agnieszka Barbara Bednarz, polska publicystka, tygodnik „Fakty i Mity"

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Część pierwszą można przeczytać tu.

    Zobacz również:

    Rusofobia z grubej rury
    Zagrożenia egzystencjalne ministra Waszczykowskiego
    Klincewicz: rusofobia została podniesiona w Polsce do rangi polityki państwowej
    Waszczykowski: Rosja ... państwem leżącym za Ukrainą
    Duda omówi w Niemczech sankcje wobec Rosji
    Między Waszczykowskim i Fellinim
    Tagi:
    ludobójstwo, Ajdar, "Fakty i mity", batalion Azow, Prawo i Sprawiedliwość, OUN, UPA, NATO, Unia Europejska, Jan Piekło, Roman Szuchewycz, Stepan Bandera, Radosław Sikorski, Andrzej Duda, Donald Tusk, Jerzy Giedroyc, Bronisław Komorowski, Petro Poroszenko, Wołyń, ZSRR, USA, Rosja, Kijów, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz