16:43 22 Wrzesień 2018
Na żywo
    Prezydenci Andrzej Duda i Piotr Poroszenko

    Co nowego Andrzej Duda powiedział w Kijowie, a co przemilczał?

    © REUTERS / Gleb Garanich
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    22742

    Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politykiem i publicystą Konradem Rękasem.

    — Andrzej Duda jako jedyny prezydent zagraniczny wziął udział we wczorajszych uroczystościach w Kijowie. Na honorowej trybunie defiladę przyjmowało dwóch prezydentów — Ukrainy i Polski. I stało się to w czasie, kiedy jeszcze trwa jeden z najgłębszych kryzysów w stosunkach polsko-ukraińskich: licytacja na krzywdy. Znamy już treść wspólnej deklaracji, znamy treść przemówienia Andrzeja Dudy. Więc co nowego powiedział, a co przemilczał, i z jakim bagażem politycznym wrócił?

    — Przede wszystkim powiedziałbym: mogło być gorzej. Wizyta Andrzeja Dudy nie spełniła, bo spełnić nie mogła, ani nadziei nadmiernych optymistów, ani też nie stała się na tyle przełomowa, jak obawiali się pesymiści. Deklaracja podpisana przez obu prezydentów nie zawiera, bo nie mogła zawierać przy obecnym nastawieniu politycznym Warszawy, żadnego jasnego uznania, jak i rozwiązania problemów, zwłaszcza historycznych, polsko-ukraińskich, na co niektóre środowiska kresowe, stawiające dotąd na prezydenta Dudę, liczyły. Prezydent Duda nie skorzystał z pobytu w Kijowie, aby uzyskać od Poroszenki jasną deklarację potępiającą zbrodnie banderowskie i jasno odcinającą się od neonazistowskiej, nazistowskiej przeszłości i teraźniejszości Ukrainy, bo nie po to tam poleciał.

    Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko i prezydent Polski Andrzej Duda podczas obchodów Dnia Niepodległości Ukrainy, Kijów, 24 sierpnia 2016
    © REUTERS / Gleb Garanich
    Trzeba przyznać, że prezydent Poroszenko bardzo pilnuje, aby takie nieśmiałe i niejednoznaczne gesty, które wykonuje na terenie polskim, nie powtarzały się na terytorium Ukrainy. Obowiązuje tam podwójne myślenie, podwójne standardy. Inne gesty wykonuje się dla Polaków, i jednocześnie pilnuje się, żeby sami Ukraińcy ich nie dostrzegli. Tam jednolitość propagandy i ideologii banderowskiej jest zachowywana. Z drugiej zaś strony nie było aż tak źle. Pomimo denerwujących i zupełnie nie na miejscu sformułowań w samej deklaracji, typu: mówimy o jakichś ciemnych stronach, o jakichś TYCH wydarzeniach bez wskazania jednoznacznie, o co chodzi. W przemówieniu Andrzeja Dudy była mowa o ludobójstwie w jednym tylko miejscu. Ale nie wiadomo właściwie, kto go dokonał, na kim, kiedy. Niemniej jednak, nie było też kalania się i bicia się w pierś po stronie polskiej, jak to się zdarza politykom PiS-u. Mogło, więc, być gorzej, jeśli chodzi o stronę historyczną.

    Petro Poroszenko i Andrzej Duda
    © REUTERS / Gleb Garanich
    Natomiast jeśli chodzi o stronę teraźniejszą, to negatywy przeważają. W dalszym ciągu mamy do czynienia z jednostronnym żyrowaniem polityki Kijowa przez Warszawę bez żadnego racjonalnego uzasadnienia, bez żadnej korzyści dla strony polskiej. We wspólnej deklaracji bardzo niepokoi fragment o jednoznacznym i bezwzględnym poparciu natowskich aspiracji Ukrainy, bo w kontekście obowiązujących wciąż norm międzynarodowych to jest bardzo poważne naruszenie ładu międzynarodowego. Gdyby rzeczywiście wojska NATO znalazły się na Ukrainie, to jest to naruszenie, zresztą jedno z wielu, układu sił i ich równowagi w Europie Wschodniej, który do tej pory był zachowywany, mimo awanturnictwa Kijowa i Warszawy.

    Ukrainian servicemen
    © REUTERS / Valentyn Ogirenko
    Środowiska kresowe przyjmują przynajmniej do wiadomości fakt, że prezydent Duda podkreślił wagę Układu Stowarzyszeniowego Ukraina-UE. A skoro tak, to oczekujemy od prezydenta Polski i rządu, że jednoznacznie poprą roszczenia Kresowian do odzyskania majątków znajdujących się na Ukrainie właśnie na gruncie tego Układu. Skoro prezydenci Duda i Poroszenko tak afirmują ten Układ, to niech wyciągną z niego logiczne konsekwencje.

    Nie była to wizyta przełomowa. Fakt, że był tam tylko prezydent Duda, wskazuje, że reszta Europy widzi w Ukrainie państwo upadłe, awanturnicze i pirackie, z którym nie należy zadawać się na odpowiednim poziomie. Niestety, romantyczne mrzonki z jednej strony, a neokonserwatyzm i ideologia wojny z drugiej strony wciąż determinują politykę PiS-u i prezydenta Dudy. Wizyta kijowska jest kolejnym tego smutnym potwierdzeniem.

    —  Czy zgodzi się Pan z poglądami niektórych obserwatorów, że zainteresowanie Ukrainą w Polsce spadło? I czy nie jest to skutkiem faktu (mam na myśli UE i NATO), że drzwi dla Ukrainy są faktycznie na trwałe zamknięte i w najbliższej przyszłości się nie otworzą?

    — Następuje zmęczenie materiału, jeśli chodzi o tematykę ukraińską w Polsce. Trudno, żeby tak nie było, bo prawie już od dwóch lat mamy do czynienia z bardzo jednostronną propagandą ewidentnie wbrew narodowym interesom polskim i wbrew zdrowemu rozsądkowi, którego zwykłym Polakom, w odróżnieniu do polityków, nie brakuje. Oczywiście pojawiają się głosy komentatorów, głównie nurtowych, ponieważ straszak rosyjski już w zasadzie nie działa i to opowiadanie, że Ukraina broni Europy i broni Polski przed rosyjskim agresorem, już nie skutkuje. Polacy widzą, kto jest stroną agresywną, a kto broni własnych interesów, i wręcz domagają się od rządu, aby też bronił narodowych interesów i polskiej racji stanu, polskiej, a nie ukraińskiej. Teraz pojawiają się głosy, że należy jednostronnie żyrować politykę Kijowa, bo jak nie, to Kijów bezpośrednio zwróci się do Berlina albo do Brukseli. Jest to żenujące, bo w sposób ewidentny Kijów to i tak już czyni. Kijów realizuje bezpośrednio polecenia amerykańskie, w żaden sposób nie oglądając się na żałosne gesty Warszawy. Polska nie jest ani uczestnikiem rozmów mińskich, ani nie uczestniczyła w formacie normandzkim. Relacje polsko-ukraińskie nie wykraczają poza sferę propagandy i miliardów złotych, które są przekazywane do budżetu ukraińskiego na rozkradzenie i dalsze kontynuowanie wojny.

    Oczywiście poza sferą propagandy wojennej, neokonserwatywnej itp. Giedroyciowskiej w Polsce aspiracje europejskie czy natowskie Ukrainy to tylko złudzenie, które rzuca się samym Ukraińcom, aby w dalszym ciągu pozwalali z jednej strony drenować się oligarchom i zachodniemu kapitałowi, a z drugiej strony, aby ulegali nacjonalistycznej ideologii. Ukraina jest potrzebna Unii Europejskiej przede wszystkim jako rynek taniej siły roboczej i po to, by przejąć to, co pozostało z przemysłu i rolnictwa jeszcze po czasach radzieckich. Tylko na taki eksperyment liderzy Zachodu przewidzieli sobie Ukrainę, a nie, by w jakikolwiek sposób wspierać rozwój czy modernizację gospodarczą tego kraju. Podobnie wygląda sytuacja z aspiracjami natowskim. Jastrzębie chętnie by wykorzystały Ukrainę jako pretekst do zaostrzenia relacji z Rosją i innymi państwami, natomiast z całą pewnością nie wpuszczą do paktu kraju, który w dalszym ciągu jest ogarnięty wojną domową, a za chwilę może być elementem rozkładu wewnętrznego. To się nikomu na Zachodzie nie opłaca.

    Z okazji 25-lecia ukraińskiej niepodległości trzeba złożyć naszym braciom Ukraińcom życzenia zmądrzenia i wyciągnięcia wreszcie wniosków z 25 lat historii i z ostatnich kilkudziesięciu miesięcy, żeby wreszcie przejrzeli na oczy i zauważyli, że z jednej strony są obiektem żerowania na nich oligarchów, a z drugiej obiektem cynicznego wykorzystywania przez Zachód. Oby przejrzeli na oczy, bo następnego 25-lecia niepodległości po prostu nie będą mieli okazji świętować.

    — Mianowany został nowy ambasador Polski w Kijowie Jan Piekło. Jaką rolę może on odegrać z uwagi na jego kontrowersyjne wypowiedzi dotyczące Rzezi Wołyńskiej?

    — Ukraina jest jedynym krajem, który ma własnego ambasadora we własnej stolicy, tak bym powiedział, ponieważ ambasador Piekło nie reprezentuje w Kijowie interesów polskich, tylko ukraińskie. I to jeszcze bardzo specyficznie rozumiane. Po pierwsze, nie chodzi o kontrowersyjne poglądy historyczne czy geopolityczne pana ambasadora, ale o fakt, że jest to człowiek pozbawiony zdolności dyplomatycznych nawet w najmniejszym stopniu. To, co wygadywał ostatnio odnośnie relacji ukraińsko-rosyjskich, gdzie był wyraźnie zdziwiony, że Rosja z Ukrainą sąsiaduje — rzeczywiście bardzo zaskakujący fakt od co najmniej kilkuset lat — i tym podobne niezgrabności w wypowiedziach nowo kreowanego dyplomaty, wskazują, że ten człowiek nie nadaje się nawet na reprezentowanie „bractwa kijów od szczotki", a co dopiero na występowanie jako przedstawiciel państwa polskiego w tak kluczowej placówce jak kijowska. Z kolei mianowanie go to swoista deklaracja ideologiczna, wskazanie, że absolutnie władzom w Warszawie nie przeszkadza banderyzm, neonazizm.

    Nie przeszkadza fakt, że coraz powszechniej na Ukrainie podnoszą się resentymenty terytorialne nawet wobec obecnych ziem RP. Na Ukrainie stale jest podnoszone hasło „Pamiętaj Lasze — do Wisły nasze", przy czym przez czynniki wprost prorządowe. Wysłanie tam pana Piekło oznacza, że Warszawa będzie to nadal ignorować, twierdzić, że to nie ma miejsca, że to nie ma znaczenia. Ta ślepota bardzo źle się skończy i dla naszych wzajemnych relacji, i dla interesów Polski na Wschodzie, w tym także, nie daj Boże, dla przyszłości naszej mniejszości na Ukrainie, o której ciągle nikt nie chce pamiętać. A powinno to być przecież pierwsze zadanie polskiej dyplomacji: zabezpieczenie interesów polskiej mniejszości na Żytomierszczyźnie, Winniczyźnie, na wszystkich ziemiach zajmowanych obecnie przez Ukrainę. I to powinno być celem dyplomacji polskiej, a nie ugłaskiwanie na siłę banderowców.

    Zobacz również:

    Duda rozmawia z Poroszenką
    „Gazeta Wybiórcza": Ekskluzywna prasówka dla Sputnika
    Tagi:
    Dzień Niepodległości, wizyta, Andrzej Duda, Petro Poroszenko, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz