01:24 27 Styczeń 2020
Opinie
Krótki link
Autor
17702
Subskrybuj nas na

Wśród polskich polityków zarówno opozycyjnych, jak i znajdujących się u władzy mało jest realistów - uważa prezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych Marcin Domagała.

 — Szef MSZ Niemiec Frank Walter Steinmeier w wywiadzie dla telewizji ARD powiedział, że trwałe bezpieczeństwo w Europie możliwe jest tylko z Rosją. Jak to stwierdzenie może być odebrane przez polskich polityków? I tych, co przy władzy, i tych z opozycji?

— Na wstępie należy podkreślić jedną ważną rzecz. Wśród polskich polityków zarówno opozycyjnych, jak i znajdujących się u władzy mało jest realistów. Aczkolwiek czasami mogą się takowi trafić. Stwierdzenie szefa MSZ Niemiec jest jak najbardziej realistyczne. To trzeźwa ocena, bo nie da się zbudować bezpieczeństwa i spokoju na kontynencie europejskim z wyłączeniem kraju, który zajmuje blisko połowę tego kontynentu.

Wracając do Polski. Nie znam jeszcze komentarzy polskich polityków na ten temat, ale można się spodziewać, jakie one będą w najbliższym czasie. Będzie kładziony nacisk na współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, usłyszymy coś w rodzaju: "wszyscy, tylko nie Rosja", „Rosja to jest agresor" itp. Podkreślam, są to wypowiedzi nacechowane bardzo dużą niechęcią, wręcz rusofobią, i bardzo emocjonalne, pozbawione realistycznego pojmowania sytuacji na kontynencie europejskim, a także w skali globalnej. Ja bym na to nie zwracał uwagi.

—  Steinmeier zabiega o poparcie dla swej nowej inicjatywy rozbrojeniowej. Jego propozycje przewidują ustalenia górnych limitów broni i wojsk oraz transparentność metod liczebności wojsk i nowych rodzajów broni, w tym też dronów. Na ile realne są te propozycje, uwzględniając napięcie panujące w stosunkach międzynarodowych?

Minister obrony Polski Antoni Macierewicz
© AFP 2019 / Janek Skarzynski
 — Po pierwsze jest to propozycja. Po drugie, ja skłaniałbym się bardziej ku kładzeniu nacisku na transparentność. Jakiekolwiek limity w tego rodzaju układach i porozumieniach w przeszłości zawsze zakładały dominację większych ośrodków siły nad innymi pomniejszymi partnerami, tudzież dominację innych mocarstw w tego rodzaju układzie. Ja zwróciłbym uwagę na specyfikę pewnych krajów. To, że Federacja Rosyjska będzie potrzebowała większych sił zbrojnych, wynika z obszaru, jaki zajmuje. A takie kraje jak Polska czy Niemcy, rzecz jasna, mniej.

Oczywiście za tym stoi chęć rozbrojenia i osłabienia sytuacji panującej obecnie w Europie chociażby w związku z kryzysem ukraińskim, albo wydarzeniami na Bliskim Wschodzie. Jedyną rzeczą godną uwagi i z którą powinna zgodzić się większość partnerów jest przejrzystość i przewidywalność podejmowanych działań przez wszystkie strony. To podstawowa rzecz. Inne sprawy powinny być poddane osobnym negocjacjom, jak można spuścić powietrze z tego nabrzmiałego europejskiego kotła, ponieważ sytuacja obecnie wygląda nie najlepiej. Zwróciłbym uwagę na jedną podstawową rzecz — w Europie państwa sobie nie ufają. To jest najgorsze i ważne jest, by zastanowić się, jak to zaufanie odbudować między Wschodem a Zachodem, między Rosją a państwami zachodnimi, nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych.

—  W wywiadzie niemiecki polityk za swój cel uważa osiągnięcie już w tym roku wyników w realizacji porozumienia z Mińska. A więc chodzi o trwałe zawieszenie broni, także sprawy polityczne: amnestia, specjalny status dla Donbasu, nowa ordynacja wyborcza. Jak sojusznicy prezydenta Poroszenki w Europie i za Oceanem mogą wpłynąć na niego i jego otoczenie, żeby Kijów te ustalenia spełnił?

— Generalnie rzecz biorąc, Kijów nie panuje nad swoim terytorium i nad własnymi strukturami. To, że uda się przekonać prezydenta Poroszenkę, nie oznacza, że udało się przekonać jego administrację tudzież wykonawców jego woli. Proszę nie zapominać, że Ukraina jest państwem, które spełnia wszystkie definicyjne przesłanki tego, że jest to "failed state", czyli państwo upadłe. Nawet przy założeniu jak najszerszej woli prezydenta Poroszenki tego rodzaju kwestie mogą pozostać niespełnione, mogą być zignorowane, bo wolę spełnienia tego rodzaju żądań powinni mieć oligarchowie.

Marsz Bohaterów w Kijowie
© REUTERS / Gleb Garanich
Oczywiście ciężko jest wymagać od decydentów światowych, od prezydentów poszczególnych państw, żeby dzwonili do wielkich biznesmenów ukraińskich i nakłaniali ich do przestrzegania różnego rodzaju kwestii. To jest problematyczne. Wypowiedź ministra spraw zagranicznych Niemiec jest optymistyczna i wynika z pewnego rodzaju założeń. Miejmy nadzieję, że one się spełnią. Jest wiele zagrożeń dla takiego optymistycznego scenariusza, o których przed chwilą powiedziałem. Czy to się uda obecnie, i jak mogą wpłynąć na to pozostałe państwa? Mogą apelować, ale ten wpływ będzie niewielki.

Ukraina nie jest państwem takim, jak inne państwa ją otaczające, jak Litwa, Białoruś, Polska, w których jest przewidywalny i stabilny rząd. To jest kraj, w którym nie wiadomo, gdzie leży władza, kto podejmuje decyzje, i to jest największy problem. Jednym słowem — możliwości wpływu są niewielkie.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Steinmeier: Należy znaleźć wyjście z konfliktu z Rosją
Steinmeier: lepiej niech Polska nie próbuje przyłączyć się do formatu normandzkiego
Tagi:
Frank-Walter Steinmeier, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz