14:27 19 Luty 2018
Warszawa+ 2°C
Moskwa-3°C
Na żywo
    Muzeum w Anren w Prowincji Syczuan

    Spotkanie V4 w Krynicy: O rewolucji kulturowej i nie tylko

    © REUTERS/ Kim Kyung-Hoon
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    3365

    Nie ma silnej kultury bez silnej ekonomii. I nie uda się dokonać kulturalnych rewolucji, które miałyby odmienić taką logikę, zaznacza politolog Cezary Kalita w rozmowie ze Sputnik Polska.

     — Jedyną alternatywą dla kryzysów w Unii Europejskiej są zmiany, które w istocie swej muszą być rewolucją kulturową. O tym prezes PiS-u Jarosław Kaczyński dyskutował z premierem Węgier Viktorem Orbanem w ramach Forum Ekonomicznego w Krynicy. Przy czym prezes zaznaczył, że nie powinno się z nią czekać na najsilniejsze państwa Unii. Jak Pan przełoży termin „rewolucja kulturowa" na język przeciętnych obywateli?

     — Rzeczywiście, termin jest dosyć niebezpieczny ze względu na to, że pamiętamy o takiej rewolucji kulturowej chociażby w Chinach, gdzie skończyło się to dla Chińczyków totalną katastrofą. I w zasadzie późniejszy cały okres to jest odkręcanie do dnia dzisiejszego skutków tej rewolucji kulturowej. Zawsze trzeba być ostrożnym w szafowaniu takiego typu terminami.

    W przypadku propozycji Orbana i Kaczyńskiego, jakoby miałaby się dokonać pewnego rodzaju rewolucja kulturowa, wydaje mi się to pojęciem bardzo archaicznym. Nie bardzo wiadomo, na czym miałaby ona polegać. Jest ona jeszcze podszyta bardzo silną retoryką narodową i kultura jest utożsamiana z czymś, co jest charakterystyczne dla danego narodu czy etnosu. To ma wydźwięk czysto XIX-wieczny. To wtedy takie hasła były dosyć nośne, bo próbowano odtwarzać państwa narodowe i budowanie tożsamości w ramach etnosu narodowego miało sens.

    Budynek rosyjskiego Ministerstwa Obrony
    © Sputnik. Natalia Seliverstova
    Dzisiaj te tożsamości są budowane na bazie ekonomicznej. Krótko mówiąc, Unia Europejska jako swoisty twór odnosiła się przede wszystkim do zagadnień ekonomicznych. Taka była geneza. I dzisiaj więzi budujemy na bazie ekonomicznej. Nic tak mocno nie łączy i nie powoduje cennej wartości, jaką jest pokój, jak wspólne interesy ekonomiczne.

    Pod koniec XIX wieku mówiono, że jeżeli towary mogą się swobodnie przemieszczać, to nie będą tam chodzili żołnierze. Innymi słowy, jeśli damy wolność gospodarczą, to wojna jako taka nie jest możliwa. Niestety ta idea nie do końca wyszła, bo jednak, jak wspomniałem, nastąpił okres budowania bardzo silnych państw narodowych. Niemniej jednak do tej opcji trzeba wrócić, a nie propagować archaiczną ideę, że jakiś naród wytworzy silną kulturę. Nie ma silnej kultury bez silnej ekonomii. I nie uda się dokonać kulturalnych rewolucji, które miałyby odmienić taką logikę.

     — Jak z Pańskiego punktu widzenia zmiany proponowane w Krynicy korespondują z planem ministra spraw zagranicznych Włoch stworzenia w ramach UE mniejszej komórki składającej się z 7-12 państw, przy czym ani Polski, ani Węgier w tym gronie nie ma?

    — To jest właśnie taka trochę niebezpieczna retoryka. Ja rozumiem jeszcze Orbana, który chce być liderem w tej części Europy i chyba tak naprawdę jest. To nie jest tak, że motorem spraw jest Jarosław Kaczyński czy Polacy. Nie. W przemówieniu Orbana było widać, że to Węgry mają aspiracje do tego, żeby to ich myśl osiągnęła „swoiste ciążenie", czyli potrzebuje do tej myśli wykonawców. On nie traktuje pozostałych członków Grupy Wyszehradzkiej jako tych, którzy generują myśl. Taka retoryka, bardzo narodowa, byłaby jeszcze zrozumiała dla Orbana, który ma całą masę mniejszości narodowych rozsianych po sąsiednich krajach.

    Migranci na granicy
    © AFP 2018/ Dimitar Dilkoff
    W przypadku Polski kompletnie nie, bo to może się skończyć taką totalną izolacją. Politycy unijni zadadzą sobie pytanie: Po co nam awanturnicy? My możemy się dogadywać, mamy wspólne interesy — przy czym bardzo silne, bo wspólną walutę. Podejmujmy razem decyzje, a ci, którzy mają inne pomysły, na przykład narodowe, chcą narzucać swoją wizję, to my tym panom dziękujemy. To jest dyplomacja. Nawet z życia wiemy, że jak ktoś wykrzykuje swoje racje, to my raczej podchodzimy do niego sceptycznie, myśląc, że chyba nie ma on racji, jeśli musi tak silnie akcentować swoje zdanie.

     — Czy plany reformowania Unii proponowane przez obecne polskie władze mogą znaleźć posłuch w UE, skoro Polska jest postrzegana jako koń trojański Stanów Zjednoczonych?

    — Z całą pewnością obecnie głos Polski nie jest traktowany jako coś, co może w istotny sposób wpłynąć na losy Unii. Jest to raczej głos, który zaczyna się już ocierać o folklor, stosując przestarzałe idee, nie do końca zrozumiałe.

    Jeśli chodzi o to podkreślanie silnego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, to rzeczywiście wcześniej tak było. Nawet niektórzy twierdzili, że Stany Zjednoczone jeszcze nie skończyły wypowiedzi, a Polska już jest „za". Polska, będąc w Europie, jest bardzo proamerykańska, podczas gdy większość Europy Zachodniej jest raczej antyamerykańska.

    Mam jednak wrażenie, że Polacy dziś już nie są tak entuzjastycznie nastawieni do Stanów Zjednoczonych. Oprócz tego UE jest klubem europejskim i tu trzeba znaleźć sojuszników. I z nimi rozmawiać. A nie wynajdywać dziwnych partnerów, jak chociażby USA, którzy mają swoje interesy i one niekoniecznie są zgodne z interesami Europy. My jesteśmy marginalizowani nie tyle przez to, że byliśmy — bo trzeba mówić w czasie przeszłym —  silnym sojusznikiem Stanów, a raczej przez nasze zachowanie wobec innych członków Unii Europejskiej.

    Zobacz również:

    Kaczyński powiedział o winie „konkretnych osób” za kryzys europejski
    Orban: Pojęcie „narodu europejskiego” nie istnieje
    Tagi:
    rewolucja kulturowa", Cezary Kalita, Jarosław Kaczyński, Viktor Orban, Węgry, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz