07:43 02 Grudzień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
11109
Subskrybuj nas na

"Nie można gasić sprawy tym, że Brytyjczycy burzą się przeciwko Polakom zajmującym jakieś miejsca pracy, których Brytyjczycy kiedyś nie chcieli, a dzisiaj może by je chcieli. Podobna sytuacja ma odzwierciedlenie również w Polsce..."

Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politykiem i publicystą Mirosławem Orzechowskim.

— Już od kilku dni dochodzą do nas wiadomości o przykrych incydentach wobec polskich obywateli w Wielkiej Brytanii. W piątek w mieście Leeds został ciężko pobity, prawdopodobnie na tle narodowościowym, kolejny Polak.

To już osiemnasty po Brexicie. I stało się to tego samego dnia, w którym brytyjska premier Theresa May zapewniła w rozmowie telefonicznej premier Beatę Szydło, że „w brytyjskim społeczeństwie nie ma miejsca na przestępstwa motywowane nienawiścią". Wygląda na to, że desant polskich ministrów na Wyspach nie odniósł skutku?

— Nie odniósł skutku, bo ministrowie w zasadzie nie mieli wiele tam do zrobienia poza próbą zwrócenia uwagi na to, że polski rząd interesuje się bitymi za granicą Polakami. To jest, można powiedzieć, budząca nadzieje ilustracja, natomiast z drugiej strony powstaje pytanie: co teraz? Bo okazało się, że ta wizyta została brutalnie zweryfikowana kolejnym ekscesem, który obala i brytyjskie ideologie o tym, że wśród Brytyjczyków nie ma agresywnych zachowań wobec obcokrajowców, a z drugiej strony ujawnia dużą część napięcia, jakie panuje dzisiaj w Europie.

Tak naprawdę nie można gasić sprawy tym, że Brytyjczycy burzą się przeciwko Polakom zajmującym jakieś miejsca pracy, których Brytyjczycy kiedyś nie chcieli, a dzisiaj może by je chcieli. Podobna sytuacja ma odzwierciedlenie również w Polsce. „Rzeczpospolita" pisze, że 80% Polaków nie chce więcej obcokrajowców w swoim kraju. Głównie chodzi o Ukraińców, których może nie sprowadzanie, ale przybywanie wielkimi falami jest akceptowane, a oni zajmują miejsca pracy Polaków. To jest ogólna ilustracja sytuacji w Europie, która niewątpliwie będzie zmierzała ku jakiemuś rozstrzygnięciu. Na przykład będą uszczelniane granice w ruchu międzynarodowym w ogóle.

—  Ale przecież kiedy do tego typu wydarzeń dochodzi w Polsce, politycy nie reagują. Na przykład dwie Azjatki musiały wysłuchiwać w warszawskim metrze, że „Polska jest dla Polaków".

— Nie można powiedzieć, że politycy czy media nie reagują. Nawet ten cytat pochodzący z mediów świadczy o tym, że jest nieco inaczej. Ja powiem tak, nie wolno nikomu z cywilizowanych ludzi, tym bardziej chrześcijan, tym bardziej katolików, prześladować innych ze względu na to, że skądśtam pochodzą. Te sprawy mają nieco inne podłoże, bo we wspomnianym przypadku mieliśmy do czynienia z chuligańskim wybrykiem.

Jeżeli zaś chodzi o Anglię i o wspomniany wcześniej przeze mnie przykład niechęci Polaków do zajmowania przez Ukraińców miejsc pracy, tu chodzi o sprawy bytowe, o które boją się poszczególne społeczności w poszczególnych krajach. Być może, tego nie wiadomo na pewno, takie przypadki wyrażania w ten sposób poglądów skrywają jeszcze inne lęki, obawy, ale tego nie wiemy. Tutaj jest pole do interpretacji.

—  Czyli Pan wyklucza nastroje ksenofobiczne w Polsce?

— Absolutnie tak, to przykład chuligaństwa. Ja mieszkam w Łodzi. U nas na osiedlu jest niemało Wietnamczyków, którzy prowadzą różne interesy, otwierają restauracyjki i nie ma niczego takiego. Ja, oczywiście, nie mogę uogólniać, bo byłoby to tak samo nieprawdziwe, jak i założenie, że Polacy są ksenofobiczni. Polacy ze swojej natury są ostrożni, dbają o to, co przyniesie jutro dla ich rodzin, domów. Eksces z Azjatkami jest przykładem zwykłego chuligaństwa i w żaden sposób nie znajduje odzwierciedlenia w codziennym zachowaniu Polaków.

- W tramwaju został pobity polski profesor za to, że rozmawiał po niemiecku ze swoim kolegą…

— To są dwa świeże przykłady, ale to nie zmienia mojego stanowiska, że są to wypadki ekstremalne, niedające się porównać z rzeczywistością. Nie chcę powiedzieć, że to była jakaś prowokacja, bo zaszedłbym zbyt daleko. Ale proszę zauważyć, że na tym terytorium rozpalonego wysuszonego klimatu politycznego jest możliwa też prowokacja, która natychmiast staje się wydarzeniem w mediach i jest powielana. Utrzymuję wciąż, że jeden i drugi przykład to jest wybryk skandaliczny, chuligański i wart tylko potępienia. Jest to coś tak głupiego, niedorzecznego, że tylko możemy się za to wstydzić. Nie mnie przepraszać tych poszkodowanych, ale, oczywiście, gdyby ktokolwiek chciał zwrócić uwagę na moje słowa, to ja ich bardzo gorąco przepraszam.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polacy w Rosji. Część pierwsza: Ania
Polacy w Rosji. Część druga: Eleonora
Polacy w Rosji. Część trzecia
Tagi:
ksenofobia, Brexit, Mirosław Orzechowski, Wielka Brytania, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz