08:10 10 Grudzień 2019
Uczestnicy protestów w Warszawie

Waszczykowski w Kijowie, czyli dyplomatyczna mowa-trawa

© REUTERS / Kacper Pempel
Opinie
Krótki link
Autor
9452
Subskrybuj nas na

Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z działaczem społecznym i publicystą Januszem Niedźwiedzkim.

 — Zakończyła się dwudniowa wizyta ministra Witolda Waszczykowskiego w Kijowie. Wszystkie protokolarne czynności zostały spełnione. Podczas rozmów z ukraińskimi politykami usłyszeliśmy sloganowe, już utarte sformułowania o przyjaźni. Dziś echa tej wizyty są bardzo skromne. Tylko jeden portal uważa, że „trwa kijowska ofensywa polskiej dyplomacji". Co prawda zaznacza, że na razie nie wiadomo, ile jest w tym obawy przed skutkami decyzji Sejmu w sprawie tragedii wołyńskiej, a ile po prostu zwykłej polityki. Jak Pan ocenia pobyt Waszczykowskiego w stolicy Ukrainy?

 — Moim zdaniem ta wizyta żadnego przełomu nie przyniosła, bo przynieść nie mogła. Biuro prasowe MSZ w zasadzie przy każdej wizycie zagranicznej Witolda Waszczykowskiego stara się zbudować taką narrację, jakoby minister jechał tam z ważną misją. A w rzeczywistości fakty tego nie potwierdzają. Nie była to żadna ofensywa, a raczej misja ratunkowa, aby odbudować nadwyrężone relacje między PiS a władzami na Ukrainie. A są one nadwyrężone po uchwale Senatu dotyczącej ludobójstwa wołyńskiego, przyjętej z inicjatywy pisowskich senatorów. Senatorowie związani z PO w dużej części byli raczej sceptyczni bądź przeciwni tej uchwale. 

W moim odczuciu była to misja ratunkowa, bo w tym momencie to właściwie nie Ukraina potrzebuje Polski. To było widać przy podpisywaniu porozumień mińskich, gdzie Polska w ogóle nie została zaproszona do stołu. To bardziej rząd PiS potrzebuje Ukrainy, żeby wzmacniać swoje rusofobiczne relacje i budować fantasmagoryczną wizję Międzymorza, której w zasadzie nikt poza kręgami związanymi z PiS w Polsce i niektórymi kręgami na Ukrainie nie podziela.

Przed wyjazdem na Ukrainę Waszczykowski opublikował w „Rzeczpospolitej" tekst, w którym pojawiły się dość ciekawe tezy. Po pierwsze to sugestia, jakoby Polska miała się włączyć do pertraktacji w sprawie Donbasu. Sugestia zaskakująca, bo trzeba pamiętać, że w trakcie porozumień mińskich nikt Polski tam nie zapraszał. Wręcz przeciwnie, starano się Polskę celowo wykluczyć z tego, ponieważ tezy wygłaszane przez polską dyplomację są zdecydowanie prowojenne i nie licowały się z pertraktacjami pokojowymi.

Kolejna sprawa jest jeszcze bardziej zaskakująca. Mianowicie Waszczykowski w tym tekście pisze: „Polska uznaje, że uregulowanie konfliktu zbrojnego w Donbasie i pełne przywrócenie integralności terytorialnej Ukrainy winno się odbywać przez pełną implementację porozumień mińskich i zastosowanie rozwiązań politycznych". Warto zauważyć, że mówi to samo, co powiedział Władimir Putin podczas Wschodniego Forum we Władywostoku. Rosyjski przywódca stwierdził tam: „Nie ma żadnej alternatywy oprócz wypełnienia porozumień mińskich. Należy realizować porozumienia mińskie w pełnym zakresie, bez żadnych restrykcji, ograniczeń i zmiany pojęć". Jest to o tyle zaskakujące, że Waszczykowski powtarza słowa Władimira Putina, nie wiem, czy przez niewiedzę na temat tego faktu, że porozumienia mińskie są przez stronę ukraińską nie tylko niewypełniane, ale wszystko wskazuje na to, iż elity polityczne na Ukrainie starają się z tych porozumień wycofać. 

Warto przypomnieć, że choć doszło do zaprzestania walk na większą skalę, to ani nie wycofano ciężkiego uzbrojenia ze strefy buforowej, ani, co ważniejsze, nie przeprowadzono reformy konstytucyjnej tzw. decentralizacji, która pozwoliłaby na przyznanie Donbasowi i Ługańszczyźnie szczególnego statusu i otworzyłaby drogę dla reintegracji tych regionów.

I ostatnia rzecz. Otóż pojawiła się sugestia dotycząca tego, że Ukraina miałaby się przyłączyć jako specjalny członek do Grupy Wyszehradzkiej, tymczasem nic nie wskazuje na to, żeby ktokolwiek poza Polską był tym zainteresowany. Nawet taki sojusznik rządu PiS-u jak Wiktor Orban, a na pewno nie Zeman i Fico, którzy prowadzą politykę wybitnie realistyczną wobec Rosji i pragmatyczną. Oni nie będą chcieli angażować się w eskalację napięć z Rosją i budowanie rusofobicznej narracji.

Zresztą, Czechy i Słowacja powoli się dystansują wobec Grupy Wyszehradzkiej, czego dowodem było powstanie w zeszłym roku Grupy Sławkowskiej razem z Austrią. Wszystkie tezy Waszczykowskiego w związku z tą wizytą są dość nadęte i, niestety, w wielu miejscach mijają się z faktami.

 — Pan niedawno prywatnie był na Ukrainie wraz polskimi senatorami. Jak mają się zwykli Ukraińcy, z którymi Pan się spotykał? Jak oceniają skutki wewnątrzukraińskiego kryzysu?

— Na Ukrainie wszyscy są zmęczeni po pierwsze wojną, a po drugie i, co jest jeszcze ważniejsze, ekonomicznymi konsekwencjami tej politycznej zawieruchy, która tam trwa. Wszyscy chcieliby wrócić do status quo sprzed konfliktu, a jeśli nie, to chociażby zakopać topór wojenny i budować zwykłe, codzienne życie. W zasadzie poza wąskimi, ale niestety wpływowymi na Ukrainie środowiskami, które są nastawione prowojennie, większość ludzi myśli tam bardzo racjonalnie. Z uwagi na coraz większą skalę ubóstwa zwykły człowiek nie ma możliwości angażowania się w politykę. Zresztą nie ma żadnego wpływu na to, co tam się dzieje. Ukraina należy do takich krajów, gdzie oligarchizacja polityki poszła dalej niż w jakimkolwiek innym kraju w tej części Europy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Zacharowa: twierdzenia Polski o udziale Rosji w katastrofie smoleńskiej pogarszają relacje
MSZ Polski: Polsko-ukraińska współpraca ws. Rzezi Wołyńskiej zbliży nasze kraje
Polscy producenci szukają nowych partnerów w Moskwie
Tagi:
Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz