19:47 21 Wrzesień 2017
Warszawa+ 12°C
Moskwa+ 14°C
Na żywo
    Jarosław Kaczyński

    Wyskoczyć z kolein. Część 2

    © AP Photo/ Czarek Sokolowski
    Opinie
    Krótki link
    Józef Białek
    81932732

    Od co najmniej trzystu lat Polska prowadzi beznadziejną politykę zagraniczną, której nie widać końca. Nijak nie przystaje ona do miejsca, w którym się znajdujemy. Jak się okazuje, przełom XX i XXI wieku nie przyniósł w tym względzie szczególnych zmian.

    Prezydent Polski Andrzej Duda
    © REUTERS/ Eduardo Munoz
    Po raz kolejny z uporem przypominam o schizofrenii i podwójnych standardach naszych obrońców wolności, którzy bez mrugnięcia powiekami uznali nie tak dawno niepodległość Kosowa. To prawda, że suwerenność Krymu wykluła się w dość specyficznych warunkach trwającej rewolty. Spójrzmy jednak, jaka była historia emancypacji Kosowa, która rodziła się podczas głębokiej wojny domowej i okupacji NATO. Rosja, mimo wszystko, nie zaangażowała się w konflikt ukraiński aż tak otwarcie i z taką siłą.

    Jeśli argumentem na korzyść Kosowa była obecność muzułmańska w tym rejonie, trzeba zaznaczyć, że Krym zechciał powrócić do Rosji w rezultacie dość jednoznacznych wyników referendum. Jeśli referendum nie było wolne od rosyjskich wpływów (tak chcieliby niektórzy, jednak obserwatorzy niezależni dali świadectwo fikcji takich podejrzeń) — niepodległość Kosowa była wymuszona przez dysponującego ogromną przewagą militarną okupanta.

    Spójrzmy na to tak — katolicka (przynajmniej z nazwy), polska (czy gazetopolska) prawica, uznała oddanie chrześcijańskiego bijącego serca Serbii muzułmańskim terrorystom, którzy tę ziemię anektują w wyniku napływu i podboju. Ta sama siła polityczna nie uznaje rosyjskiego Krymu, który historycznie prawie zawsze należał do Rosji.

    Maciej Wiśniowski
    © Zdjęcie: Igor Motowiłow
    Może na przebieg wypadków można spojrzeć czasami chłodniejszym okiem, nie tak jak to u nas jest w modzie. Oto w wyniku Majdanu Rosja stanęła przed zagrożeniem utraty strategicznego przyczółka dla swojej czarnomorskiej floty, o którą od lat toczyła spór z Ukrainą w wyniku nieodpowiedzialnej (według wielu ekspertów — także nielegalnej) decyzji Nikity Chruszczowa — przekazania półwyspu krymskiego Republice Ukraińskiej.

    Porozumienia z 1997 r. i z 2010 r., zagwarantowały Rosji stabilność w tej kwestii. W zamian za prawo do stacjonowania Floty Czarnomorskiej Rosja obniżyła Ukrainie ceny gazu.

    Przyszła rewolta i nagle miało się okazać, że gwarancje i umowy międzynarodowe stanęły pod znakiem zapytania. Jeśli dodamy do tego strategię, umownie nazwijmy ją „Brzezińskiego", i planowe ograniczanie wpływu, jaki ma Rosja na świecie, czy trudno zrozumieć, że nie trzeba być okrutnym postkomunistycznym imperialistą, by bronić tego, co jest mi odbierane?

    Mało tego — odsądzany od czci i wiary Putin jak do tej pory broni się za pomocą dziwnie łagodnych, jak na przypisywaną mu demoniczność, środków. Nie najechał jak dotąd połowy świata czy choćby Europy, czego nie można z ulgą powiedzieć o jego atlantyckim głównym konkurencie.

    Polityka popierania amerykańskiej wojny prowadzonej — wszystko jedno — rzeczywiście w obronie tzw. demokracji czy też brudnych interesów geopolitycznych przez państwo tak słabe jak Polska jest ogromnym błędem, tym bardziej że nasze władze mają ambicje wykreowania nas na amerykańskiego sojusznika numer jeden, swoistą szpicę uderzeniową i głównego wroga Rosji. Służy to realizacji wyłącznie obcych celów geopolitycznych, nie polskiej korzyści, która polegać musi przede wszystkim na zrównoważonej odbudowie gospodarczej naszego kraju, jego wzmacnianiu i długofalowej perspektywie osiągania wytyczonych zamiarów.

    Donald Tusk
    © AP Photo/ Alik Keplicz
    Trudno się jednak dziwić obecnej błędnej strategii, takie podejście stanowi polską romantyczno-sanacyjną tradycję. My nigdy nie staraliśmy się liczyć strat, jakie ponieśliśmy na tzw. bohaterskich zrywach. Gdyby zrobić rzetelne podsumowanie powstań, mogło by się okazać, że nasze bohaterstwo zostało by nieco odbrązowione. Zważywszy, że Polska była krajem wielokrotnie upokorzonym, koszt spojrzenia przysłowiowej prawdzie w oczy byłby spory. Może jednak warto, bo korzyści z nauki, jaką moglibyśmy wynieść z tego remanentu, niewspółmiernie wyższe. Sprawdziłoby się choć raz to oklepane przysłowie bez pokrycia: „mądry Polak po szkodzie". Tymczasem bardziej aktualne jest u nas powiedzenie: „historia lubi się powtarzać".

    Ogromna część klasy politycznej żyje dzisiaj etosem (o zgrozo — nie jest to nawet nasz własny etos) niedawnego przewrotu na Majdanie, a nikt nie jest zainteresowany liczeniem strat, jakie ponieśli w jego wyniku polscy przedsiębiorcy eksportujący do Rosji i Ukrainy.

    Priorytety mamy zupełnie poprzestawiane. Jeśli gospodarka i prawdziwy interes kraju stanie się głównym celem, zmieni to automatycznie sposób traktowania relacji międzynarodowych. Jeśli popatrzymy na Rosję jako na kraj, z którym umiejętna współpraca może, tak jak w przypadku każdego innego państwa, przynieść Polsce wymierne korzyści ekonomiczne. Tym bardziej że dotyczy to czasów, w których zależności od dominujących ekonomicznie i politycznie zachodnich partnerów i ponadnarodowych korporacji są tak ogromne. Odnalezienie alternatywnych rozwiązań finansowo-gospodarczych, paradoksalnie, może być gwarantem względnej stabilności, co wykazuje przypadek Viktora Orbána.

    Wielu ludzi w Polsce ufa, że naszą politykę da się wystarczająco oprzeć na układzie państw tzw. Grupy Wyszehradzkiej. Niestety w dzisiejszym, globalnym świecie są to raczej mrzonki, Grupa Wyszehradzka stanowi zlepek zbyt słaby, by przetrwać światową konkurencję bez oparcia się na szerszych zależnościach rynkowych. Tragicznym żartem jest to, że jesteśmy w zasadzie jedynym państwem w opiewanej Grupie Wyszehradzkiej aż tak zablokowanym na współpracę z Rosją. Zarówno wspomniany Orbán, jak i Słowacy, a nawet Czesi, wydają się mieć zupełnie inną perspektywę niż polski rząd.

    Radosław Sikorski
    © AFP 2017/ Attila Kisbenedek
    Wspomniany wyżej ruch w kierunku Chin jest bardzo dobry, z tym że potraktowany jako zupełnie przypadkowe i odrębne działanie, z pominięciem otwarcia się na całe porozumienie BRICS, może okazać się strzałem kulą w płot, choćby przez możliwość blokowania tych działań przez poważnego partnera Chin, jakim jest niezadowolona z naszej wyrazistej opcji atlantyckiej Rosja. I nie chodzi tu tylko o blokadę Jedwabnego Szlaku, ale również o ewentualne próby zablokowania lub dodatkowego obwarowania kredytów bądź ulg handlowych dla nieprzewidywalnego sąsiada na pasku amerykańskim. Warto czasami odwrócić obowiązującą w Polsce perspektywę i zobaczyć siebie przez pryzmat w jakim oglądają nas inni, by w pełni zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość.

    Polityka wyraźnie proatlantycka może utrudniać naszą suwerenność w podejmowaniu decyzji o otwarciu nie tylko na Rosję, ale także na rynki takie jak Iran, Kazachstan, Białoruś.

    Podjęcie już dzisiaj współpracy z przychylną nam i racjonalnie myślącą tzw. dyktaturą Łukaszenki powinno być priorytetem polskich strategicznych ministerstw już dzisiaj. Czas zerwać z tą bełkotliwą i niestety uprawianą przez lata również przez PiS propagandą przeciwko Białorusi i odgrywaniu, pożal się Boże, obrońcy praw człowieka dla zaspokojenia ego postoświeceniowo-lewicowych instytucji na usługach bankstera Sorosa. Tarcza rakietowa, na dzień dzisiejszy, kładzie głęboki cień na otwartości i przejrzystości stosunków z tym ważnym partnerem. Rosja zapowiada, że jej odpowiedzią będzie postawienie swoich wyrzutni na terenie Białorusi.

    Polityka na świecie zmienia się jak w kalejdoskopie, tymczasem nasza strategia oparta jest na sztywnym gorsecie historyczno-ideologicznych zależności. W tym kontekście bardzo ciekawe, co zrobi nasz rząd w odpowiedzi na załamanie sojuszy europejskich w wyniku referendów w sprawie opuszczenia Unii (przesądzonego już brytyjskiego czy możliwych w przyszłości następnych państw). Jaka będzie strategia PiS wobec tego nagłego przebiegunowania, które wywołane zostanie niechybnie całkiem możliwą prezydenturą Donalda Trumpa, zapowiadającego zwrot ku izolacjonizmowi USA.

    Wojowniczo nastawieni wobec praktycznie wszystkich największych swoich sąsiadów obudzimy się w miejscu nie do pozazdroszczenia. Koszmar porozumienia niemiecko-rosyjskiego to zła wizja, której miało zapobiec nasze oparcie na zamorskim sojuszniku. Paradoksalnie „lekarstwo" to może doprowadzić do pełnego urzeczywistnienia horroru, któremu miało przeciwdziałać. Podjęty ponad naszymi głowami pakt stanie się faktem…

    Przypomnijmy. Rosja zaproponowała poprowadzenie nitki gazociągu przez Białoruś, Polskę do Niemiec. Polska miała zarobić na samym tranzycie około 1 mld. euro rocznie. Miały powstać nowe miejsca pracy, przepompownia i związana z nią infrastruktura na terenie naszego kraju, lepsze warunki do negocjacji w sprawie cen gazu i ropy. Jedynym, jak się okazuje kluczowym dla naszych rządców mankamentem było ominięcie Ukrainy. Mimo że Rosja słusznie argumentowała, iż Ukraina jest partnerem niestabilnym i nie reguluje opłat za gaz, Polska w wyniku nacisku USA i w myśl zasady: „za naszą wolność i waszą" postawiła swoje veto. W wyniku tych działań, Rosja i Niemcy, wbrew mrzonkom o solidarności, dogadały się ponad naszymi głowami i wyszliśmy na tym jak Zabłocki na mydle. Straciła na tym Polska i nic nie zyskała Ukraina, o którą tak zatroszczyli się naszym kosztem włodarze Rzeczypospolitej.

    Aleksander Kwaśniewski
    © AFP 2017/ Filippo Monteforte
    Czyżby i tutaj dała się zastosować Chrystusowa maksyma: „kto mieczem wojuje, od miecza ginie"? Konia z rzędem temu, kto zdoła o tym przekonać nowy rząd, jeśli nie jest już za późno. Co tam 1 mld euro czystego zarobku, skoro teraz na dofinansowanie Ukrainy cierpiącej zapaść w wyniku rewolucji, którą z taką ochotą popieraliśmy — Polska udzieliła teraz (bezzwrotnej?!) pożyczki 4 mld. złotych. Widocznie jesteśmy krajem bogatym.

    Przez te trzysta lat, mimo rózgi zaborów i wojen, nie nauczyliśmy się za grosz pragmatyzmu.

    Ciągle wolimy stawiać krzyże zamiast fabryk, czcić mogiły zamiast nagradzać ludzi pragmatycznych i przedsiębiorców. Chodzić z chorągwiami i śnić niepoparte zdrową logiką sny o potędze zamiast mądrze na długie lata planować i wytrwale budować. To ostatnie znacznie bliższe jest chrześcijańskim cnotom — pokojowi, pracowitości, mądrości — niż mesjanistyczno-rewolucyjne, wyemblematowane z zewnątrz symbolami patriotyczno-katolickimi pieniactwo.

    Za nami referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, które pociągnąć może już w najbliższym czasie reakcję łańcuchową kolejnych exodusów wśród krajów członkowskich.

    W Austrii z powodu rażących nieprawidłowości, powtórzone zostaną wybory prezydenckie, które niewielką ilością głosów przegrał kandydat prawicowy Norbert Hofer. Przed nami wybory w USA, które może wygrać Donald Trump. Wszystko to jest zapowiedzią radykalnych zmian na światowej scenie.

    Świat i Europa z różnych powodów wraca do polityki nacjonalistycznej, w wyniku czego nastąpi rozmontowanie i przebiegunowanie dotychczasowych sojuszy. Jeśli nasz, uwarunkowany ideologią i nadmiernym historyzmem kurs pozostanie sztywny, będziemy chyba jedynym krajem w naszym regionie, który ponieść może naprawdę dotkliwą porażkę.

    Józef Białek, polski publicysta, ogólnopolskie czasopismo „Opcja na Prawo"

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Pełczyńska-Nałęcz radzi: nie wpadać w histerię, bo to cel Kremla
    Rusofobia z grubej rury
    Iskandery w Kaliningradzie. Macierewicz odpowiada
    Waszczykowski: Najwięcej obaw budzi Rosja
    Rusofobia daje radość z życia
    Pełczyńska-Nałęcz na dywaniku w MSZ Rosji z powodu odmowy wjazdu Nocnych Wilków do Polski
    Klincewicz: rusofobia została podniesiona w Polsce do rangi polityki państwowej
    Tagi:
    Gazociąg Jamalski, Majdan, flota, gaz, Grupa Wyszehradzka, BRICS, NATO, Norbert Hofer, Donald Trump, Chruszczow Nikita, Viktor Orban, Władimir Putin, Europa Wschodnia, Kosowo, Kazachstan, UE, Chiny, Czechy, Krym, Słowacja, Europa, Wielka Brytania, Białoruś, Niemcy, USA, Rosja, Austria, Serbia, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz