16:00 24 Wrzesień 2017
Warszawa+ 16°C
Moskwa+ 17°C
Na żywo
    Protesty w centrum Kijowa

    Dlaczego Ukraińcy obawiają się filmu „Wołyń”?

    © AP Photo/ Sergei Chuzavkov
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    185914755

    Nowy film Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń” był przedmiotem rozmowy korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z Maciejem Wiśniowskim, redaktorem naczelnym portalu „Strajk”.

    —Pokaz filmu „Wołyń", który miał odbyć się w jednym z lepszych kin Kijowa z udziałem reżysera i zaproszonych gości został odwołany. Dyrektor Instytutu Polskiego przy ambasadzie polskiej w Kijowie pani Ewa Figel dostała pismo z MSZ Ukrainy, w którym „usilnie" zaleca się stronie polskiej odwołanie imprezy. I impreza ta została posłusznie odwołana. Pan, jako obywatel Rzeczypospolitej, nie czuje się tym upokorzony?

    Petro Poroszenko
    © AP Photo/ Efrem Lukatsky
    —To nie jest kwestia upokorzenia, to jest kwestia raczej mojego zdumienia. Podczas, gdy oficjalnie mówi się tak wiele i dobitnie na Ukrainie o dążeniach do zachodniej demokracji, gdzie wolność słowa jest jednym z podstawowych warunków, jednocześnie tak łatwo tę wolność słowa się depcze, kiedy dotyczy ona tematów dla Ukrainy niewygodnych. To jest kwestia konstatacji faktu, że w dalszym ciągu na Ukrainie mają  problemy z podstawowymi  pojęciami demokratycznymi.

    —W telewizji polskiej ambasador Ukrainy Deszczyca usprawiedliwiał tę decyzję tym, że film Wołyń" może wywołać ekscesy na kijowskiej ulicy, że mogą być protesty. Przeciw czemu? Przeciwko prawdzie zawartej w filmie?

    —Protesty mogą być tylko w tym przypadku, jeżeli na ulicę wyjdą ludzie, którzy bezkrytycznie przyjęli propagandowy nacisk czy przekaz ukraiński, który zmierzał w kierunku pochwały OUN i UPA w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Oni mogą wyjść na ulice, ale nie sądzę, żeby wobec gigantycznych trudności ekonomicznych, które mają zwykli  obywatele Ukrainy, chciałoby się im wychodzić na protest przeciwko filmowi. Nie wykluczone, że mogą wyjść ci aktywiści skrajnie prawicowych partii i ugrupowań, którzy będą chcieli stworzyć wrażenie, że Ukraina jest jednolita w swoim poparciu dla przestępczych organizacji OUN i UPA.

    —Lubiący się wypowiadać z każdej okazji minister Waszczykowski, tym razem milczy i ambasadora Deszczycy na swój dywanik nie zaprosił. Czy opinia publiczna jest gotowa się z tym pogodzić?

    Tadeusz Iwiński (SLD)
    © Zdjęcie: Leonid Swiridow
    —Ja nie oddawałbym tego problemu w ręce elit politycznych Ukrainy i Polski. Ani jedna, ani druga strona nie są tu wiarygodne albo obiektywne. Myślę, że problematyka Wołynia, zbrodni wołyńskiej prędzej czy później stanie się dostępna dla zwykłych Ukraińców. Nastąpi to wtedy, gdy uporządkują się problemy ich życia codziennego i nastąpi możliwość normalnej dyskusji między historykami i zwykłymi ludźmi o tym, co się stało w latach 1941-43. Oczywiście dojdziemy w końcu do jakiegoś konsensusu. Ja nie stawiałbym znaku równości między tym, co się stało na Wołyniu, tym, jak reagują na ten film określone kręgi na Ukrainie, a całym społeczeństwem ukraińskim. Bardzo bym się tego wystrzegał. Jest to niepotrzebne.

    Zobacz również:

    „Wołyń" zakazany na Ukrainie
    Ambasador Ukrainy tłumaczy, dlaczego w Kijowie nie pokazano "Wołynia"
    „Wołynia" na Ukrainie nie będzie
    Tagi:
    film, rzeź wołyńska, UPA, MSZ, Wojciech Smarzowski, Witold Waszczykowski, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz