11:35 19 Listopad 2017
Warszawa+ 4°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Prezydent Polski Andrzej Duda

    ABW: "Był" sobie cudzoziemiec

    © AFP 2017/ Janek Skarzynski
    Opinie
    Krótki link
    Pola Powierza
    2626991202

    Irakijczyk źle potraktowany przez ABW to dowód na łamanie praw człowieka w Polsce. Rosjanin źle potraktowany przez ABW - a co to kogo obchodzi?

    Był sobie cudzoziemiec, taki spoza Unii Europejskiej. Siedział w Polsce ładnych parę lat. Pracował zawodowo. Nagle zainteresowała się nim ABW. Został uznany za człowieka zagrażającego bezpieczeństwu państwa polskiego. Dlaczego? Nie dowie się — bo zarówno uzasadnienie, jak i wszystkie materiały w jego sprawie są tajne. Ma opuścić Polskę i koniec.

    Dokładnie taki początek mają dwie historie: Ameera Alkhawlany'ego i Leonida Swiridowa. Dalszy ich przebieg jest jednak zupełnie inny.

    AMEER

    To doktorant Instytutu Nauk o Środowisku Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, z pochodzenia Irakijczyk.

    3 października w centrum Krakowa podczas demonstracji w ramach akcji „Czarny Protest" zatrzymali go funkcjonariusze Straży Granicznej. Natychmiast przewieźli go do sądu. Ten zdecydował o umieszczeniu Ameera w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Przemyślu. Dostał tydzień na odwołanie się od decyzji. Łatwo nie będzie — „z postanowienia sądu wynika, że powodem umieszczenia Irakijczyka w ośrodku był wniosek szefa ABW o zobowiązanie mężczyzny do opuszczenia Polski. Według sądu Ameer stanowił zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju".

    — W sądzie zapytałem sędziego, dlaczego zostałem zatrzymany i usłyszałem, że jest to objęte tajemnicą. Wciąż nie wiem, dlaczego aresztowano mnie — powiedział „Gazecie Wyborczej". —Jestem naukowcem, prowadzę projekt badawczy. Zawsze starałem się trzymać z dala od problemów. Nigdy nie zrobiłem niczego, przez co można byłoby uznać, że mogę zagrażać bezpieczeństwu Polski. Dla mnie to jest wszystko absurdalne.

    Zezwolenie na pobyt Ameera w Polsce ważne jest do stycznia 2017 roku. Miał wnioskować o jego przedłużenie. Teraz ma raczej inne problemy na głowie.

    LEONID

    Leonid Swiridow — to znany rosyjski dziennikarz agencji MIA Rossiya Segodnya. W Polsce przepracował 18 lat. Dowiedział się, że niby… jest „szpiegiem". A właściwie może się tego tylko domyślać — bo nie zna akt własnej sprawy. Na wniosek ABW cofnięto mu akredytację Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Urząd do Spraw Cudzoziemców podjął decyzję o cofnięciu zgody na pobyt rezydenta długoterminowego UE. Pod koniec października 2015 dostał nakaz: w ciągu 30 dni opuści Polskę albo go deportują. Żadnego wyroku sądu w tej sprawie nie ma.

    Wiadomo, że ABW Rosjanin nie podobał się ze względu na to, że był przedstawicielem Klubu Wałdajskiego. Leonid uczestniczył w organizacji serii konferencji i paneli, które władze Rosji organizują dla dziennikarzy i ekspertów, promują rodzime inicjatywy gospodarcze. Tego jednak nijak nie da się nazwać działalnością wywiadowczą.

    Leonid wyjechał do Moskwy.

    Zamierza procesować się w polskich sądach póki starczy mu sił. Złożył skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, czeka.

    — Oddałem temu krajowi w sumie 18 lat mojego życia i uważam, że taka decyzja wobec mnie jest absolutnie niesprawiedliwa zarówno z prawnego, jak i ludzkiego punktu widzenia — mówił dziennikarzom na lotnisku w Warszawie w dniu swojego wyjazdu z Polski.

    „DZISIAJ AMEER, JUTRO WSZYSCY!"

    W jego obronie stanął Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich. Człowiek wrażliwy społecznie, lewicowiec. Wystąpił do jednostki Straży Granicznej z pytaniem o stan sprawy i przyczyny zatrzymania doktoranta. Okrzyk oburzenia wydał lokalny oddział Amnesty International w Krakowie. Przed budynkiem krakowskiego Collegium Novum studenci urządzili pikietę. Druga odbyła się przez Sądem Okręgowym w Krakowie. Protestuje partia Razem, środowiska lewicowe i walczące z rasizmem. Na transparentach hasła: „Solidarność naszą bronią!"; „Życie to nie Kafka!"; „Dzisiaj Ameer, jutro wszyscy!".

    Powszechny sprzeciw wzbudza fakt, że akta są tajne. Jak oskarżony może nie wiedzieć, o co się go oskarża? To dyskryminacja na tle rasowym! To przecież naukowiec, intelektualista, nie terrorysta! Pojawiają się informacje, że zemszczono się na nim, bo kiedyś odmówił współpracy z ABW.

    — Może ktoś spytać: „A skąd wiesz, że nie jest zamieszany?". On nie miałby na to czasu. Był tak zdeterminowany i skupiony na nauce — mówił na proteście prof. Paweł Koteja z Instytutu Nauk o Środowisku UJ.

    Ameer został męczennikiem — lewica nie ma wątpliwości, że w jego sprawie polskie instytucje dopuściły się łamania praw człowieka.

    LEONID: RUSEK TO RUSEK. Z RUSKIMI TRZEBA OSTRO

    Za Leonidem, oprócz Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej, stanęli przyjaciele. O jego sprawie napisała Agnieszka Wołk-Łaniewska w tygodniku „NIE" Jerzego Urbana. „Gazeta Wyborcza" też napisała — kiedy już wsiadał do samolotu do Moskwy.

    Jego temat nie zainteresował Rzecznika Praw Obywatelskich ani Amnesty International — mimo że w raportach przedstawiciela OBWE do spraw monitorowania wolności mediów w Polsce Dunji Mijatović dwa razy zwrócono uwagę na casus Rosjanina.

    Nikt nie zorganizował w jego obronie pikiety.

    Rusek to Rusek. Z Ruskimi trzeba ostro.

    * * * * * * *

    Obie historie mają to samo podłoże. Na poziomie faktów są bliźniaczo podobne. Cudzoziemiec, oskarżenie o wrogą działalność. Odmowa uczciwego procesu.

    Utajnienie przez ABW wszystkich dokumentów, atmosfera grozy. Groźba wydalenia z kraju.

    Rosjanin po 18 latach musiał zrobić w życiu remont generalny. Opuszczał Polskę zaszczuty, bez prawa do konfrontacji.

    Irakijczyk czeka w zamkniętym ośrodku, ma jednak za sobą wsparcie lewicy społecznej.

    Święto Niepodległości, 11 listopada 2014
    © AP Photo/ Alik Keplicz
    Lewica społeczna zapewne wsparłaby też i Leonida — gdyby przedstawić samą jego historię, a pominąć pochodzenie. Bo lewica w Polsce jak ognia boi się oskarżeń o prorosyjskość. To jej fiksacja.

    Walka o prawa człowieka jest szlachetna i warta najwyższych poświęceń — ale tylko wtedy kiedy dobrze nam robi PR-owo. Ofiary systemu mające inny kolor skóry zawsze działają świetnie na wizerunek dobroczyńców.

    Takie są fakty, tutaj nad Wisłą.

    Pola Powierza, polska publicystka, Warszawa

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Janusz Korwin-Mikke w Moskwie: „ABW szkodzi sobie"
    Warszawa: Po co komu OBWE?
    Rosja domaga się w OBWE przejrzystego procesu ws. zakazu wjazdu do Polski dla Swiridowa
    Amnesty International: tortury i zabójstwa na Ukrainie
    Tragifarsa w wydaniu ABW
    Czarny Protest. PiS i Kukizy - razem
    Nauki ze Swiridowa: „bezpieczeństwo jest najważniejsze”
    Amnesty International potępiła ukraińską ustawę o dekomunizacji
    Niesłychane draństwo ABW
    Tagi:
    proces sądowy, dziennikarz, Wojewódzki Sąd Administracyjny, Rzecznik Praw Obywatelskich, Sąd Okręgowy w Warszawie, Wałdaj, MSZ Rosji, Rząd RP, MSZ RP, NIE", Urząd ds. Cudzoziemców, ABW, sąd, Gazeta Wyborcza, Amnesty International, Agnieszka Wołk-Łaniewska, Adam Bodnar, Ameer Alkhawlany, Leonid Swiridow, Jerzy Urban, Wisła, Przemyśl, UE, Irak, Rosja, Warszawa, Moskwa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz