Widgets Magazine
19:44 18 Wrzesień 2019
Minister obrony Poslki Antoni Macierewicz

Geniusz Pana Antoniego: Prawda oczyszcza

© AP Photo / Markus Schreiber
Opinie
Krótki link
Autor
13652
Subskrybuj nas na

Otóż Pan Antoni Macierewicz otrzymał tytuł Patrioty Roku. Noooo, proszę państwa, proszę wstać, stanąć na baczność, a ręce złożyć do oklasków. Patriota Roku oznacza wszak, że nie było większego patrioty w całej Polsce w 2016 r.

Jeżeli Sputnik ma ambicję bycia na bieżąco z najważniejszymi wydarzeniami Polski i świata, to z pewnością nie może zlekceważyć wiekopomnego wydarzenia, które wstrząsnęło społeczeństwem. Otóż Antoni Macierewicz otrzymał tytuł Patrioty Roku. Noooo, proszę państwa, proszę wstać, stanąć na baczność, a ręce złożyć do oklasków. Patriota Roku oznacza wszak, że nie było większego patrioty w całej Polsce w 2016 r.

Maciej Wiśniowski
© Zdjęcie : Igor Motowiłow
Proszę, proszę, gratulacje to chyba jednak za mało. Trzeba narysować sylwetkę Dostojnego Jubilata czy jakoś tak, żeby nie zatarła się świadomości przyszłych pokoleń.

Zostawię w spokoju jego chlubną przeszłość na studiach, harcerstwie i innych organizacjach młodzieżowych. Ledwie wspomnę, bo inni robią to o wiele dokładniej, o tym, że jego osoba w Komitecie Obrony Robotników była naprawdę ważna. No i dodam, że był, jak mówią, szalenie odważny, a mówię o tym dlatego, że ta cecha ma w jego działalności istotne znaczenie.

Najciekawsza jest jednak jego działalność jako polityka niepodległej Rzeczypospolitej. Tutaj się wykazywał, jak umiał.

Antoni Macierewicz błysnął po raz pierwszy, kiedy jako minister spraw wewnętrznych w rządzie Jana Olszewskiego. Macierewicz wówczas opublikował tzw. listę Macierewicza, w której ujawnił nazwiska ludzi, którzy przewijali się w archiwach SB. Problem tylko w tym, że wśród rzekomych  współpracowników wspomnianej służby, tajnych współpracowników i źródeł osobowych na wspomnianej liście figurowali też ludzie, którzy byli poszkodowanymi przez SB, bowiem byli obserwowani, szykanowani lub po prostu przewijali się w dokumentach. Mówiąc krótko, publikując tę listę spartaczył koncertowo to, co rząd Olszewskiego chciał przeprowadzić jako pierwszy rząd polski po 1989 roku — lustrację.

Prezydent Polski Andrzej Duda
© REUTERS / Eduardo Munoz
Kompromitujący sposób prezentacji nazwisk ludzi często całkowicie niewinnych i bez wnikania w szczegóły prawdziwej lub domniemanej współpracy całą ideę lustracji ośmieszył i odsunął jej wykonanie na długie lata. Nie to, żebym się nad tym użalał, bo lustracje uważam za szkodliwy idiotyzm, ale dla środowisk Antoniego Macierewicza sprawa była niesłychanie ważna, a on ją na samym początku po prostu zepsuł.

A na dodatek przez to wszystko Macierewicz przyczynił się do wywrócenia rządu Jana Olszewskiego.

Potem, kiedy prawa strona sceny politycznej lizała rany po klęsce i oddaniu władzy w ręce lewicy, Antoni Macierewicz włożył ogromny wysiłek, by wszelkie próby zmierzające ku zjednoczeniu różnych ugrupowań spaliły na panewce. Nazwy partii które tworzył, a potem porzucał, rozłamy, w których uczestniczył, nazwiska polityków, z którymi się pokłócił  zajęłyby pokaźną część tego tekstu, więc sobie daruję, ale fakt jest faktem, że ten dzielny człowiek bardzo się przyłożył, by prawa strona sceny politycznej przez długi czas była słaba i rozdrobniona.

Aż wreszcie nadszedł czas wielkich powrotów: Antoni Macierewicz został wiceministrem obrony narodowej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego w 2006 r. I od razu zaczął ciężką swą pracę dla dobra Polski o mocnego uderzenia: zajął się Wojskowymi Służbami Informacyjnymi czyli wywiadem i kontrwywiadem wojskowym.

Radosław Sikorski
© AFP 2019 / Attila Kisbenedek
Zajął się na poważnie: najpierw przejął całe archiwum tych służb, razem z najwrażliwszymi danymi, które nie miały prawa, w żadnych warunkach, ujrzeć światła dziennego. Jednocześnie budował nowe służby i to tak, że jego zwierzchnik, Radosław Sikorski poskarżył się premierowi Kaczyńskiemu, że Macierewicz stworzył realne zagrożenie dla wojska polskiego, pozbawiając je ochrony służb specjalnych, ponieważ konstruowane przez niego struktury były warte tyle, ile serwetki, na których być może szkicował ambitne plany. Czyli niewiele.

Ale clou programu był Raport WSI, opisujący rzekomo potworne zbrodnie i przestępstwa popełnione przez WSI. Raport wykładał jak na tacy wszystkim ciekawskim struktury, metody działania i nazwiska agentów tych służb. Lepszego prezentu nie mogły oczekiwać nie tylko służby przeciwników, ale i sojuszników Polski, ponieważ zawsze to miły prezent, takie pełne odkrycie najtajniejszych sekretów wywiadu i kontrwywiadu wojskowego.

Nie trzeba się starać, szpiegować, wydawać pieniędzy na zdobywanie tajemnic, kiedy dostaje się to zupełnie za darmo.

Do raportu miał być dołączony Aneks, w którym Macierewicz obiecywał pokazać największe afery z udziałem funkcjonariuszy WSI. Publikację tego bez wątpienia cennego dla wszystkich wywiadów świata dokumentu wstrzymał ówczesny prezydent Lech Kaczyński. Ludzie małej wiary przekonują, że uczynił to ze zbytniej ostrożności, by nie powiedzieć, tchórzostwa, ale fakt faktem, że Macierewicz otrzymał cios w plecy z najmniej spodziewanej strony.

Przy tym wszystkim już drobiazgiem doprawdy niewartym wspomnienia było obrażenie przez Macierewicza ministrów spraw zagranicznych państw trójkąta weimarskiego poprzez nazywanie ich „agentami sowieckich służb specjalnych".  Na szczęście blisko już były wybory.

Jerzy Urban, Redaktor naczelny tygodnika „NIE”
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Podczas całej kampanii wyborczej Macierewicz, kandydat na prezydenta Andrzej Duda i inni pomniejsi politycy PiS obiecywali publikację owego Aneksu. Prawda bowiem, jak zapewniali, oczyszcza, a poza tym społeczeństwo powinno wiedzieć, przez kogo tkwiło w kłamstwie albo przynajmniej nieświadomości.

I oto nastąpił ten szczęsny dla Prawa i Sprawiedliwości dzień, kiedy wygrała partia Jarosława Kaczyńskiego wybory. Antoni Macierewicz został ministrem obrony, choć Beata Szydło, kandydatka na premiera, zarzekała się, że nigdy w życiu kogoś takiego jak on na odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa stanowisko nie powoła. I oto proszę, Antoni Macierewicz jednak ministrem został. Przecież nie dlatego, że Szydło oszukała swoich wyborców, tylko Jarosław Kaczyński udowodnił wszystkim, kto tak naprawdę rozdaje karty w tym rządzie.

Jako pełnoprawny minister, obdarzony zaufaniem prezesa Jarosława Kaczyńskiego mógł Antoni Macierewicz rozwinąć skrzydła. I zrobił to jak, nie przymierzając, sęp ścierwnik.

Jednym zgrabnym ruchem wysłał do diabła misternie przygotowywany przez poprzedników plan włączenia się Polski w budowę i utrzymywanie tzw. tarczy rakietowej.

Owszem, to inicjatywa zdecydowanie zwiększająca możliwość wybuchu konfliktu na skalę światową, więc trudno ode mnie oczekiwać, że będę jej zwolennikiem, ale mowa o tym, ile jest wart jako minister obrony narodowej. W każdym razie od samego początku pokazał Amerykanom, że nie jest facetem, który jest przewidywalny choćby w najmniejszym stopniu.

Potem, forsując idee „apelu smoleńskiego" skłócił się ze wszystkimi niemal środowiskami, mającymi cos wspólnego z historią, niepodległością (nawet w rozumieniu PiS) i wojskiem.

No i końcowy akcent, ale za to jaki mocny: w sposób zdecydowanie najmniej dyplomatyczny, jak się tylko dało, zerwał kontrakt na dostawę śmigłowców Caracale od Francuzów.

Wycofywać się można ze wszystkiego w światowym handlu, tylko można to robić z klasą, albo głupio. Macierewicz wybrał ten drugi wariant i natychmiast przyniosło to owoce: Francuzi bez żenady podstawiają Polsce nogę na wszelkich dostępnych frontach, a nie jest to mały i nic nie znaczący kraj, oczekiwać więc można, że ich starania, żebyśmy mieli pod górkę wszędzie, gdzie przetną się nasze i francuskie drogi, przyniosą zaskakująco dobre efekty, oczywiście z francuskiego punktu widzenia.

Jednocześnie pamiętać należy niezapomnianą rolę i wiekopomne zasługi Antoniego Macierewicza w budowaniu mitu smoleńskiego. Zespół parlamentarny, wypuszczający w świat najbardziej nieprawdopodobne historie i kocopoły o przyczynach katastrofy smoleńskiej przejdzie do historii bajkopisarstwa dla dzieci, młodzieży oraz dorosłych i to za państwowe pieniądze.

No i na koniec wreszcie.

Antoni Macierewicz prezentuje się jako oszalały rusofob. Podobnych ludzi mamy w Polsce mnóstwo, ale na stanowisku dość wrażliwym z punktu widzenia bezpieczeństwa nie tylko Europy, ale i świata byłoby zdecydowanie lepiej, gdyby Macierewicz stracił dar mowy.

Liczba oskarżeń, obraźliwych epitetów i jednoznacznych obelg pod adresem Rosji jest już całkiem pokaźna. Nie obawiam się, że Rosja zacznie wszystkie jego wypowiedzi traktować poważnie, bo już mielibyśmy tu jakiś konflikt zbrojny, ale to wszystko podgrzewa temperaturę i tak już dość wysoką wzajemnych relacji Rosja — NATO.

Marceli Szpaczyński, polski publicysta, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Macierewicz: Egipt sprzedał Mistrale Rosji za dolara
ABW po was też przyjdzie
Macierewicz: Who is who?
Rusofobia daje radość z życia
Iskandery w Kaliningradzie. Macierewicz odpowiada
Macierewicz znowu straszy Putina
Rusofobia MADE IN POLAND. Część II
Macierewicz ostro o Katyniu: „ludobójstwo sowieckie”
Moskwa "czeka": Macierewicz weźmie emeryturę w rublach!
Rusofobiczne wybryki Macierewicza i Waszczykowskiego
Tagi:
raport, helikopter, rusofobia, tarcza antyrakietowa, aneks, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, bazy NATO, NATO, Prawo i Sprawiedliwość, WSI, SB, Sputnik, Rząd RP, MON, Beata Szydło, Andrzej Duda, Lech Kaczyński, Jarosław Kaczyński, Radosław Sikorski, Jan Olszewski, Antoni Macierewicz, Europa, Francja, Smoleńsk, USA, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz