21:22 22 Styczeń 2018
Warszawa-5°C
Moskwa-10°C
Na żywo
    Prezydent USA Barack Obama i eksprezydent Polski Bronisław Komorowski

    Wybór Amerykanów i polskie interesy

    © AP Photo/ Charles Dharapak
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    5382

    Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem, doktorem Cezarym Kalitą.

    Ukraina
    © REUTERS/ Valentyn Ogirenko
    — Zapewne to truizm, ale zacznę od tego, że Amerykanie wybrali sobie nowego prezydenta. I fakt ten jest stale komentowany w wiadomościach agencyjnych i na czołówkach gazet i magazynów.

    Ale dziwi mnie, dlaczego na wielu polskich portalach czytam pełne złośliwości i jadu artykuły o prezydencie elekcie. Może się mylę, ale być może dlatego, że Polska znalazła się w dość złożonej sytuacji geopolitycznej w wyniku tego, że Amerykanie wybrali Donalda Trumpa?

    — No i generalnie nie wiemy, co mamy z tym robić. Nikt przecież nie wie, jaki będzie Trump. Po raz pierwszy nastąpiło tak silne odsunięcie od władzy establishmentu politycznego. Do tej pory poruszaliśmy się w kategoriach, nazwałbym to, politycznych. Czyli politycy mówili nam, co mamy robić, i politycy wiedzieli, jak mają to robić. Wybieraliśmy tylko wśród polityków. Mam taką teorię, że Trump zastosował bardzo dziwną strategię związaną ze swoim wyborem. To przecież człowiek sukcesu. Gdy polityk chce czegoś od nas, to mówi: "dajcie mi swój głos, to wtedy ja zrobię dla was coś dobrego". A Trump mówił coś zupełnie innego: „Słuchajcie, ja jestem człowiekiem sukcesu. Ja chcę, żebyście i wy odnieśli sukces. Ja od was nic nie chcę. Ja chcę dobra dla was".

    Tylko tu zaczyna się problem. Powstaje pytanie, co to konkretnie znaczy? Owszem, on odniósł sukces i to na dosyć dużą skalę. Ale co to znaczy w polityce międzynarodowej? Czy to znaczy, na przykład, izolacjonizm Stanów Zjednoczonych? Czy USA wybiorą drogę, że nasze podwórko jest najważniejsze? Może nie będą chciały być już policjantem świata? Dotychczas do tej roli pretendowały. Porządek amerykański był dosyć brutalnie narzucany, ale prawda jest też taka, że jak to mawiali Grecy: „Silny robi to, co chce. Słaby cierpi tak, jak musi". W jakimś stopniu na tej zasadzie Trump też formuuje komunikat — chcemy, żeby Ameryka zyskała siłę. Wysyła więc sprzeczne sygnały. Z jednej strony nie chce być policjantem świata, a z drugiej strony mówi, że Ameryka ma odzyskać siłę. Jak wiemy, odzyskiwanie siły to jest nic innego jak dominacja. Przeraża ta wielka niewiadoma dotycząca Trumpa. Głosy są podzielone. Są negatywne, ale widzę też wśród części prawicowych komentatorów, że puszczają oko do Trumpa.

    —  W „Rzeczpospolitej" tytuł: "Donald Trump przy szachownicy z Władimirem Putinem". Czy to może sugestia, że to oni będą przesuwali figury na światowej szachownicy?

    — Zawsze tak jest, że mocarstwa się dogadają. Fajnie jest czasami prężyć muskuły i mówić, że ten drugi jest zły, a my jesteśmy dobrzy. Oczywiście druga strona prowadzi odwrotną retorykę. Prawda jest taka, że dla porządku światowego, owszem, takie lekkie napięcie między mocarstwami ma istnieć. Wtedy nie mamy poczucia, że jedno dominuje, i czujemy się troszeczkę bezpieczniej. Jedno mocarstwo szachuje drugie i dzięki temu jest jakiś konsensus. Najgorzej, kiedy jest tylko jedno  mocarstwo. Od jakiegoś czasu USA uznają, że to one są tym jedynym mocarstwem. Niemniej jednak też potrzebują partnerów. Nie da się rozmawiać z całym światem. Dlatego wybiera się kilku. Amerykanie muszą dogadywać się z jednej strony z Rosją. Rosja ma duże i możliwości i aspiracje mocarstwowe. Ale pojawiają się też inni gracze — Chiny, Indie, Brazylia, Japonia. To wszystko powoduje, że powstają różnego typu sojusze. Ważne jest jednak pytanie, czy będą one powstawały po to, żeby był spokój i porządek, czy też przeciwko komuś. Wariant „przeciwko komuś" jest najgorszy, bo taka rywalizacja źle się kończy. To wcześniej czy później kończy się konfliktem na skalę dosyć globalną. Powtarzam: trzeba rozmawiać. Mocarstwa muszą rozmawiać. Byłbym przerażony, gdyby mocarstwa przestały to robić, albo jedno traktowało drugie bez szacunku, nie liczyło się z drugim mocarstwem.

    Wracając do szachownicy, w geopolityce chyba generalnie chodzi o to, żeby wszyscy szachowali wszystkich. Wtedy ta gra się nie kończy. Najgorzej, kiedy ktoś mówi, że daje mata. To wtedy mamy problem.

    —  Przed laty Trump napisał książkę „Ameryka, na jaką zasługujemy". Już w niej poruszał sprawę potrzeby redukcji kosztów amerykańskiej obecności w Europie. Więc sprawa ta zapewne będzie odgrzewana. A to przecież zahacza i o polskie interesy, i jej bezpieczeństwo narodowe?

    Ankieta

    Czy wybranie Trumpa na prezydenta USA poskutkuje zmianą w stosunkach NATO-Rosja?
    • Tak, Trump będzie starał się wpłynąć na Sojusz, by wznowił równoprawny dialog NATO-Rosja
      50.4% (581)
    • Będą zmiany, ale nie na dłuższą metę
      21.2% (245)
    • Nie, strategie Rosji i NATO są zbyt rozbieżne, żeby się zejść
      28.4% (328)
    Głosowało: 1154
    — To jest złożony problem. Bądźmy szczerzy. Cały powojenny rozwój Europy Zachodniej odbywał się kosztem parasola ochronnego Stanów Zjednoczonych. Amerykanie wyszli tak zwycięzcy z II wojny światowej, że mogli sobie pozwolić na utworzenie swoistej potęgi militarnej, która Europie dawała ochronę. Krótko mówiąc, Europa nie bardzo chciała się zbroić. Niby wydatki na NATO były na poziomie 2% budżetu, ale większość nie wywiązywała się z tego. Bo po co? Tak najłatwiej się oszczędza, a chroni nas amerykański parasol. Amerykanie już wcześniej podejmowali próby naprawienia sytuacji w NATO. Trump nie jest pierwszy. Amerykanie czują, że to jest duży wysiłek finansowy dla nich. Jeżeli chodzi o ich wydatki na zbrojenia, to według różnych szacunków wynoszą od 43 do 46% w ogóle światowych wydatków. I teraz Amerykanie zaczynają mówić, dlaczego my mamy za to płacić, dlaczego mamy ochraniać bogatą i zamożną Europę Zachodnią, dalej inwestować w to pieniądze. Co to oznacza dla Europy? Nie tyle nawet spadek bezpieczeństwa. Europa jest w miarę bezpieczna. Tyle wojen, co myśmy przeszli, to chyba wyciągnęliśmy wnioski, że nam to się nie opłaca. Ale jak zaczniemy się militaryzować, a będziemy musieli, gdy Amerykanie zaczną się wycofywać, to efekt będzie taki, że to odbędzie się kosztem rozwoju gospodarczego. Czyli to może oznaczać pogorszenie parametrów konkurencyjności Europy, a szczególnie Polski. Środki nie pójdą na rozwój szeroko rozumiany, gospodarczy czy społeczny, lecz na zbrojenia. Krótko mówiąc, bardziej bałbym się następstw gospodarczych niż militarnych. Osobiście nie bardzo widzę zagrożenie militarne w Europie. Lokalne mogą być, ale raczej nie na skalę globalną. Zresztą, przyszłość pokaże.

    Zobacz również:

    Po co Rosja rozmieszcza wyrzutnie na Wyspach Kurylskich?
    MSZ Rosji: Sytuacja w Mosulu zmierza w stronę katastrofy humanitarnej
    Ławrow: Propozycja Paryża ws. sankcji wobec Syrii jest niekonstruktywna
    Krymska „Massandra” wyemitowała pierwsze w Rosji wino z „meldunkiem”
    Media: Syn Trumpa spotkał się ze zwolennikami dialogu Rosji i USA w sprawie Syrii
    Tagi:
    NATO, Cezary Kalita, Donald Trump, Leonid Sigan, Władimir Putin, USA, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz