05:20 15 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
2614
Subskrybuj nas na

Europa boi się teraz amerykańskiego zagrożenia nawet bardziej niż rosyjskiego, ponieważ zrozumiała, że jest ono po prostu realne. Nie w tym sensie, że Stany Zjednoczone przez dziesięciolecia stawiały Europę pod uderzeniem. Jeszcze gorzej.

Burzliwe i długie rozmowy w UE o stworzeniu własnej armii w końcu się zmaterializowały. To nie lufa, pancerz czy zimna stal, a papier. Ale i on nie zniesie już opóźnień. Prawie każdym swoim słowem krzyczy: już czas! Jego autorzy chcieliby jednak, aby krzyczał także każdą cyfrą. Ale tam są na razie jednostki umowne i tylko cel na setki miliardów euro wojskowych inwestycji. Niemniej jednak przedstawiony wcześniej projekt europejskiego systemu bezpieczeństwa w Brukseli nazwano „najbardziej ambitnym w ciągu ostatniej dekady”.

To zbytnia skromność. Można by powiedzieć, że także przez cały czas istnienia Unii Europejskiej. Przecież wcześniej ona nigdy nawet nie próbowała wyglądać bojowo. A tu od razu „Europejski Plan Badań Obronnych”. W rzeczywistości własna doktryna wojskowa. A przynajmniej protokół o zamiarach wzmocnienia granic UE. Przede wszystkim pieniędzmi. To właśnie ich zalecono nie żałować na zbrojną współpracę w ramach Unii Europejskiej. Zapewniają, że nie jest to żadna konkurencja dla NATO, a jedynie dążenie do otwarcia swojego drugiego frontu. Albo nawet funduszu. Europejski Fundusz Obrony, który pozwoliłby krajom Starego Świata brać pożyczki na potrzeby bojowe.

A wszystko dlatego, że dotoczyli się, dojechali, doskakali. Amerykańskiego zagrożenia boją się teraz jeszcze bardziej niż rosyjskiego, ponieważ zrozumieli, że ono jest akurat realne. Nie w tym sensie, że Stany Zjednoczone przez dziesięciolecia stawiały Europę pod uderzeniem, lecz w tym, że mogą zdecydować — podstawią ją i to wystarczy. A też Trump będzie tak myśleć, jak jeden z zaufanych z jego otoczenia, że ​​kraje bałtyckie nie są warte wysiłku USA, ponieważ one były i pozostają tylko „przedmieściami Petersburga”. A przecież przewodniczący Komisji Europejskiej Juncker jeszcze we wrześniu oświadczył, że „Unia Europejska nie może już sobie pozwolić na uzależnienie od jednej potęgi”.

Jakby wiedział, że ta jedna potęga też nie może już pozwolić UE być zależną tylko od niej… Jak mówi jej prezydent elekt: zapłać i śpij spokojnie. Dla Europejczyków jest to cios poniżej pasa. To uderza po kieszeniach. Więc Bruksela zdecydowała: jeśli już mamy łożyć na obronę, to na własną. Decydowanie własnym rozumem zasługuje na pochwałę. Ale czy starczy im go na to, aby odpowiedzieć na co najmniej dwa pytania?

Z kim oni mają zamiar walczyć,

a co najważniejsze,

kim i czym.

Pierwsza kwestia jest klarowna, tutaj nad niczym nie trzeba rozmyślać. Przecież nie z Państwem Islamskim.

Trump potwierdził wybór byłego dowódcy Korpusu Piechoty Morskiej gen. Jamesa Mattisa na szefa Pentagonu
© AFP 2020 / Drew Angerer
A z tym drugim mogą wyniknąć problemy. Kraje UE już wyposażają wszystkie swoje doborowe siły, aby chronić kraje bałtyckie i Polskę. A te, które pozostały, nawet nieuzbrojonym imigrantom nie zawsze są w stanie sprostać. Jeśli chodzi o arsenał, to o niego lepiej zwrócić się do niemieckich sił specjalnych, które na ćwiczeniach zamiast karabinów wykorzystują pałki. Albo do żołnierzy litewskiej armii, której budżet poszedł na sprzęty kuchenne. A przecież są jeszcze: dwa i pół samolotu Bułgarii, parę gąsienic Estonii. Ogólnie rzecz biorąc, wszystko, co zmusi potencjalnego wroga, by paść i nie wstawać.

A jak może być inaczej, jeśli z ideą mobilizacji wewnętrznych rezerw w UE noszą się wyłącznie cywile. Szefowa europejskiej dyplomacji Federica Mogherini, przewodniczący Komisji Europejskiej Juncker i przyłączający się do nich Hollande. On nagle też zauważył, że Europa za słabo się chroni. No i posłałby swój jedyny lotniskowiec na Morze Bałtyckie. Na tydzień, jak do Syrii. Trochę krótko, ale za to wszyscy by zobaczyli, że on wciąż pływa. Jak daleko posunie się UE w swoim ogniowym amoku? Dla niej samej najwyraźniej to wciąż tajemnica wojskowa. Jak zapewne wielką tajemnicą jest dla niej również to, że armią powinni zajmować się generałowie, a nie kadeci. Zresztą i tych wystarczy, aby przejść do głuchej defensywy. W sensie w zupełności nie słyszeć głosu rozsądku.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

UE jest za własnym sojuszem obronnym. Co na to NATO?
Samoloty NATO dalej śledzą rosyjskie myśliwce. Tym razem nad Atlantykiem
W Polsce rozpoczęła się dyslokacja żołnierzy NATO
Tagi:
NATO, Unia Europejska, Federica Mogherini, Jean-Claude Juncker, François Hollande, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz