Dzieci w zrujnowanej dzielnicy Aleppo

„Okrucieństwa" w Aleppo oczyma francuskiego pracownika humanitarnego

© Zdjęcie : Pierre Le Corf
Opinie
Krótki link
9910

Pierre Le Corf, 27-letni Francuz, jest pracownikiem humanitarnym mieszkającym w Zachodnim Aleppo. Sputnik zadał mu kilka pytań odnośnie sytuacji „po drugiej stronie barykady", we Wschodnim Aleppo.

ONZ i „świadkowie naoczni" ciągle mówią o trwających w Aleppo zabójstwach i rozprawach, nierzadko z użyciem broni białej. O czym mowa?

„To pytanie, na które byłoby mi ciężko odpowiedzieć. Czytałem raporty na ten temat, które szybko zostały uznane za niemożliwe do udowodnienia. Prawdę mówiąc, nie mogę mieć zdania na ten temat (…) Wiele mediów opublikowało fragmenty nagrań z miejsca kaźni — w każdym razie mówiło się o nich jako o nagraniach z miejsca kaźni. Fragmenty przedstawiające ludzi spalonych żywcem itd. Od siebie mogę powiedzieć to, że pracując przy korytarzu humanitarnym, pracując z ludźmi, którzy pracowali przy tym korytarzu, i słuchając ludzi uciekających tymże korytarzem ze Wschodniego Aleppo, nigdy nie słyszałem, by o czymś takim mówiono. Słyszałem, jak opowiadają o tym media. Tylko one".

„W Aleppo powstała nadzwyczajna sytuacja: ok. 100 tys. osób nadal znajduje się w pułapce, na terytorium o powierzchni 5 km2" — oświadczyła agencji France Presse rzeczniczka organizacji „Lekarze bez Granic". Jak faktycznie przedstawia się sytuacja?

„Przybyło tutaj (do Zachodniego Aleppo — red.) 90 000 osób i z drugiej strony pozostało nie tak znów wiele osób, „bojownicy" okupowali równo 2,5 km2 (…) W strefie okupowanej przez bojowników pozostaje więc nieduża grupa ludzi. Nie dysponuje dokładnymi liczbami. Ja mogę powiedzieć, że było maksymalnie 5 000 mieszkańców". 

Wschodnie Aleppo — zakładnicy bomb i zakładnicy terrorystów. Jak oni wcześniej żyli? 

„Chcę powiedzieć, że ludzie, którzy tutaj (w Zachodnim Aleppo — red.) mieszkają są szczęśliwi. Są szczęśliwi, bo uprzykrzyło im się życie w strachu przed śmiercią, w strachu, że ich dzieci nie wrócą już ze szkoły. Tym sposobem ludzie, którzy przyjeżdżają tutaj z tamtej strony są szczęśliwi, bo tutaj bomby nie sypią się z nieba. Panuje pewien zamęt, ale ludzie, którzy tu przyjeżdżają czują się wolni, bo tam nie mieli nawet nic do jedzenia. Nie wszystkich, ale wielu, bojownicy traktowali tam samo. Terroryści chowali przed nimi jedzenie — syryjskie wojsko ujawniło całe składy lekarstw i jedzenia. Ludzie musieli płacić niestworzone pieniądze, żeby coś sobie kupić. Wiecie, ile kosztował kilogram mięsa po tamtej stronie? 25 000 funtów. To tak, jakbym ja was poprosił, byście zapłacili za kilogram mięso w Paryżu 50 euro. Ludzie nie rozumieją tej rzeczywistości — cywile w Aleppo byli jednocześnie zakładnikami tej wojny, zakładnikami bomb, ale też zakładnikami terrorystów. Nie wszystko jest czarnobiałe".

Media jednym głosem potępiają zabójstwa w Aleppo, bojowników mianują bohaterami. Co Pan o tym myśli?

„Jestem już tym zmęczony, bo bojownicy w Aleppo, których media mianują bohaterami należą do ugrupowań terrorystycznych, które mordują i tną głowy. Ci ludzie nie przyszli tu po to, by dać nam wolność (…) Oczywiście są ludzie, którzy byli przeciwko syryjskim rządom. Trzeba to uszanować. Każdy ma prawo do swojego zdania. Problem jednak nie na tym polega. Problem polega na tym, że te ugrupowania zostały wzięte przez dżihadystów. Dziś w dużej mierze to ugrupowania dżihadystyczne.

Zobacz również:

Asad: Zachód przeznaczał pomoc humanitarną dla bojowników
Al-Asad: Terroryści przybyli do Palmiry przy wsparciu USA
Syryjska armia odzyskała kontrolę nad wzgórzami przy bazie lotniczej pod Palmirą
Tagi:
wojna w Syrii, Pierre Le Corf, Syria, Aleppo
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz