Widgets Magazine
02:35 19 Październik 2019
Kijów, pchli targ

Obiecanki cacanki Brukseli dla Ukrainy

© AP Photo / Efrem Lukatsky
Opinie
Krótki link
Autor
5452
Subskrybuj nas na

Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem i publicystą Andrzejem Zapałowskim.

Pałac prezydencki w Warszawie
© Sputnik . Igor Zarembo
— To, co przewidywali liczni obserwatorzy, stało się faktem. Przywódcy unijni przyjęli wspólną deklarację ws. umowy stowarzyszeniowej UE z Ukrainą. Deklaracja precyzuje, czym ta umowa jest, ale precyzuje też, czym ona nie jest. Nie zawiera więc gwarancji ws. obrony kolektywnej i nie będzie zobowiązywać do współpracy obronnej w żadnej formie. Nie daje również Ukraińcom prawa do pracy w Unii Europejskiej. Ukraina na podstawie tej umowy nie otrzymuje też żadnych dodatkowych funduszy. Proszę Pana o komentarz w tej sprawie.

— Przede wszystkim to pokazuje jedno, że Unia Europejska z jednej strony podtrzymuje polityczne wsparcie dla Ukrainy, a z drugiej strony, w formie formalnej, faktycznej, po prostu wycofuje się z działań na rzecz integracji tego kraju z UE, w pewnej perspektywie nawet wprost stwierdza, że ta umowa nie jest elementem jakiegoś ciągu czy planu wstąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej. Przede wszystkim jest to związane z tym, że Unia Europejska ma coraz poważniejsze kłopoty. Ukraina jakby nie było to jeden z największych krajów w Europie z 40-milionową liczbą ludności. Takiego państwa z upadającą gospodarką nikt nie jest w stanie utrzymywać. To nie jest malutkie Kosowo, które jest finansowane przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone. To jest bardzo duży kraj, którego gospodarka jest już na poziomie krajów środkowoafrykańskich. W związku z tym Bruksela nie może po prostu powiedzieć Ukrainie, że „my umywamy od was ręce", ponieważ promowała przecież przez ostatnie lata działania, które zaogniały konflikt wewnętrzny na Ukrainie. Unia nie może więc tego zrobić, ale od strony finansowej, od strony wspierania gospodarczego, od udzielenia w końcu jakiś gwarancji bezpieczeństwa — tylnymi drzwiami wycofuje się z wcześniejszych deklaracji.

Znak Stop
© Sputnik . Aleksander Gejfman
— Panie doktorze, swoją rolę  odegrał kazus Holandii. Umowa stowarzyszeniowa wróci na ratyfikację do parlamentu holenderskiego. Ale nie jest przecież przesądzone, że parlament ją ratyfikuje, więc jakie skutki dla sytuacji wewnątrzukraińskiej mogą mieć te kroki, jak również wiadomości z Brukseli, mam na myśli sytuację Poroszenki. Może jego urzędowanie zostanie zagrożone, przecież ma zaledwie 11% poparcia na Ukrainie.

— Tak. Ale przede wszystkim proszę zwrócić uwagę — stanowisko Holandii, jak również kilku innych państw europejskich, wiąże się z tym, że czekają je w przyszłym roku wybory. W Holandii Partia Wolności Wildersa ma coraz większe poparcie i obywatele Holandii nie życzą sobie finansowania, otwierania swojego rynku jakimś kolejnym grupom z krajów biednej Europy. Myślę, że dla sytuacji wewnętrznej na Ukranie konsekwencje będą coraz większe, ponieważ apatia społeczna, wzrost cen, upadek gospodarki świadczą o tym, że ludność Ukrainy zacznie w jakiś sposób protestować głównie na tle socjalnym, gdyż Ukraina wchodzi w szarą strefę bezpieczeństwa, w szarą strefę gospodarki. Przede wszystkim, jeżeli Unia Europejska myśli o złagodzeniu obowiązku wiz w stosunku do Ukrainy, a przesuwa na kolejne miesiące, bodajże na kwiecień, swoją decyzję, to świadczy to o tym, że tak naprawdę w dużym stopniu chodzi o siłę roboczą z Ukrainy, której potrzebuje UE, ponieważ ta siła robocza, która przybyła do Europy jako nielegalni imigranci, korzysta praktycznie tylko z pomocy socjalnej, a nie chce pracować.

Na Ukrainie, jak wynika również z moich rozmów ze studentami ukraińskimi, panuje powszechna apatia społeczna. Oni już nie wierzą żadnym siłom politycznym, przeciętny Ukrainiec nie chce już podejmować działań w kierunku jakiś protestów, Majdanów, bo nie widzi już sensu. Ukraińcy nie widzą przede wszystkim, kto miałby zastąpić te siły, które przeciętny Ukrainiec wyniesie znowu do władzy. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja, bo z jednej strony oligarchia na Ukrainie dba o cele swoich interesów finansowych, a nie państwa ukraińskiego, z drugiej strony stanowisko radykalnych nacjonalistów ukraińskich, którzy chcieliby podjąć konfrontację z oligarchami, nie ma masowego zaplecza społecznego, gdyż oni tak naprawdę też nic nie oferują. Istnieje bardzo duże niebezpieczeństwo, że Ukraina będzie się coraz bardziej staczać w kierunku takiej beznadziei politycznej i jakiekolwiek działania będą odbywały się na płaszczyźnie politycznych gestów. Tak duży kraj w tym miejscu Europy pogrążony w chaosie będzie powodował destabilizację na bardzo dużym obszarze. Myślę, że przyjdzie taki czas, kiedy mocarstwa światowe będą musiały usiąść do rozmów i zdecydować, jak ustabilizować ten kraj, ponieważ perspektywy są bardzo negatywne dla ukraińskiej gospodarki, a przede wszystkim dla społeczeństwa ukraińskiego.

Kombatanci UPA obchodzą „Dzień Bohaterów” we Lwowie. Przy pomniku Stepana Bandery (centrum Lwowa)
© Sputnik . Alexander Mazurkevich
— I jeszcze jedna sprawa. W piątek, w porządku obrad Sejmu, po dyskusji przedstawiony został projekt ustawy Senatu o zrównaniu nacjonalizmu ukraińskiego z faszyzmem, komunizmem i innymi reżimami. Projekt pod  wpływem pewnych czynników czy pod naciskiem lobby ukraińskiego został zdjęty z obrad. Jak Pan to skomentuje?

— Przede wszystkim fakty są takie, że nawet w polskiej literaturze, nie mówiąc już o literaturze międzynarodowej, nacjonalizm ukraiński jest wielokrotnie definiowany jako pewna odmiana faszyzmu, nazizmu. To jest sprawa bezdyskusyjna. I to, czy Sejm z pobudek czysto politycznych zdejmie ten projekt z obrad, czy nie, nie zmieni podstawowego faktu, który jest potwierdzony w literaturze naukowej, że jest to jedna z form faszyzmu tego okresu, który tak naprawdę jest tolerowany do dzisiejszego dnia przez środowiska polityczne w wielu krajach, w wielu stolicach. Proszę zwrócić uwagę na to, że Parlament Europejski jeszcze kilka lat temu, przed Majdanem, jednoznacznie kwalifikował nacjonalizm ukraiński jako formę totalitaryzmu. I w związku z tym to, co się stało w polskim Sejmie, jest tylko pokazaniem elementu pewnego działania na siłę, tolerowania w obszarze polityki faktów, które historycznie i naukowo mają zupełnie inny odcień, są związane z ustrojem totalitarnym. Także jest to tylko deklaracja polityczna, każdy parlament na świecie może uchwalić to, co chce, niezależnie od tego, czy to będzie mijało się z prawdą, czy też dotyczyło prawdy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Unia Europejska wezwała Rosję do odwołania listy „agentów zagranicznych”
Media: Doradca Trumpa omawia w Moskwie zniesienie sankcji
Sawczenko nie uważa szefów DRL i ŁRL za terrorystów
WIDEO: Nagranie z przeszukania FSB w Samarze
Bajka o złych Rosjanach, co mordowali dobrych Syryjczyków
Tagi:
nacjonalizm, Parlament Europejski, Andrzej Zapałowski, Leonid Sigan, Petro Poroszenko, Bruksela, Holandia, UE, Kijów, Ukraina
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz