14:54 22 Wrzesień 2018
Na żywo
    Kadr z filmu Raj Andrieja Konczałowskiego

    Rosyjskie kino - na świecie nagradzane, a w Polsce mało znane

    © Zdjęcie: Andrei Konchalovsky Production Center
    Opinie
    Krótki link
    Grażyna Garboś
    13572

    Rok 2016 obfitował w kinie rosyjskim w wiele ciekawych premier, które cieszyły się nie tylko powodzeniem w kraju, lecz też były prezentowane na międzynarodowych przeglądach i przyniosły ich autorom wysokie wyróżnienia.

    Takie nazwiska współczesnych rosyjskich kinematografów jak Michałkow, Konczałowski, Sołowjow, Zwiagincew, Uczitiel, Bałabanow, Sokurow i wiele, wiele innych są znane miłośnikom kina na całym świecie. W Polsce, co prawda, trudno jest natrafić na rosyjską produkcję filmową w kinach, ale przepełnione sale w czasie pokazów w ramach tradycyjnego festiwalu „Sputnik nad Polską" też świadczą o zainteresowaniu polskiego widza.

    O kinie rosyjskim w polskiej percepcji rozmawialiśmy z krytykiem filmowym, publicystą Piotrem Czerkawskim.

    — Od lat rosyjskie filmy cieszą się uznaniem w krajach europejskich, czego dowodem mogą być nagrody, jakie z różnych festiwali przywożą rosyjscy reżyserzy, aktorzy, producenci. Pan jest częstym gościem tych festiwali. Jak więc, Pana zdaniem, prezentuje się Rosja na tle światowej kinematografii?

    — Na pewno jest potęgą kinematograficzną i to pod różnymi względami. Po pierwsze, kino rosyjskie tradycyjnie miało szczęście do znakomitych indywidualności, do autorów kina. Dzisiaj może nie ma twórcy, który cieszyłby się taką renomą i szacunkiem jak Andriej Tarkowski, bo o nim myślę przede wszystkim, kiedy nasuwają mi się skojarzenia z rosyjskim kinem.

    Ale jest kilku reżyserów o naprawdę mocnej pozycji, których filmy, ich premiery, są wydarzeniami międzynarodowymi. Myślę tu o Iwanie Wyrypajewie, jeśli nawet ostatnio bardziej ciąży on w kierunku teatru. Myślę też o Andrieju Zwiagincewie. I tę listę można by wydłużać. Z jednej strony tu bym upatrywał siłę rosyjskiego kina. Z drugiej, to jest też potężny przemysł, z dużym rozmachem, nakładami finansowymi, których się nie szczędzi, i to też sprawia, że kino rosyjskie jest bardzo mocno reprezentowane na trzech największych imprezach — festiwalach w Berlinie, Wenecji czy w Cannes.

    — Panie Piotrze, mieliśmy z Panem okazję rozmawiać, gdy film Andrieja Konczałowskiego „Raj" był nagrodzony „Srebrnym Lwem". Czy polski widz ma w ogóle szansę zobaczyć chociażby filmy rosyjskie nagrodzone na międzynarodowych festiwalach? Odnoszę wrażenie, że rosyjskie filmy zniknęły z polskich kin.

    — Zależy, jak na to spojrzeć. Na pewno kino rosyjskie jest obecne w mniejszym zakresie w porównaniu z latami przed 89' rokiem, ale paradoksalnie, może to i dobrze. Wcześniej, przed laty, było takie poczucie niejako zmuszania widza do obcowania z kinem radzieckim. Nie zawsze te filmy były najwyższych lotów. Oczywiście, zdarzały się wśród nich arcydzieła, ale też liczne produkcyjniaki propagandowe. Teraz tych tytułów jest znacznie mniej, dostęp jest ograniczony. Ale koneserzy, i ludzie zainteresowani rosyjskim kinem, czy w ogóle dobrym autorskim kinem europejskim, sobie poradzą. Zdecydowanie największe ułatwienie dla nich stanowi Festiwal "Sputnik", czyli impreza dedykowana współczesnemu kinu rosyjskiemu. Odbywa się ona w Warszawie, ale ma też swoje repliki w innych miastach. Także zdarza się, że współczesne filmy rosyjskie prezentowane są w sekcjach konkursowych lub na pokazach specjalnych na innych imprezach. Tu, oczywiście, nazwisko Andrieja Konczałowskiego otwierało wiele drzwi. Film „Raj" zamykał niedawno festiwal „Cinergia" w Łodzi. Dużą karierę festiwalową robi „Zoologia" Iwana Twierdowskiego, która była zaprezentowana, zdaje się, na festiwal w Toruniu. I to jest też dobry przykład pewnej współpracy polsko-rosyjskiej na płaszczyźnie kinematografii, bo film ten ma polskiego agenta sprzedaży. Firma Jana Naszewskiego zajmuje się jego międzynarodową promocją.

    — No właśnie, jeśli już mowa o koprodukcjach, o współpracy — wiem, że w Polsce bardzo się podobały filmy „Talianka" i „Anna German" z Joanną Moro w roli głównej. Czy nie mogłoby być więcej, może jeszcze bardziej ambitnych, projektów we współpracy polskich i rosyjskich kinematografów?

    — Miejmy nadzieję. Pod każdym względem taka współpraca by się przydała, również, żeby ocieplić relacje, przełamać pewne bariery. Zobaczymy, jak będzie. Ja mam taką przyjemność poszerzenia perspektywy spojrzenia na tę kwestię dzięki wywiadowi, który udało mi się przeprowadzić na festiwalu w Berlinie z Michaliną Olszańską, aktorką młodego pokolenia, bardzo utalentowaną, która już zagrała w jednym filmie kostiumowym rosyjskim. Opowiadała mi, że bardzo sobie ceni tę współpracę, bo właśnie w Rosji jest szansa na realizację wysokobudżetowych filmów kostiumowych. Łatwiej jest to zrobić niż w Polsce. I z tego, co wiem, właśnie kończy zdjęcia do serialu czy kolejnego filmu utrzymanego w tej tematyce.

    Rosyjski reżyser Nikita Michałkow i dyrektor festiwalu filmów rosyjskich Sputnik nad Polską Małgorzata Szlagowska-Skulska
    © Zdjęcie : EPA/Leszek Szymanski
    — Uściślę tylko, że Michalina Olszańska zagrała tytułową rolę w rosyjskiej megaprodukcji Aleksieja Uczitiela „Matylda". A kto kojarzy się polskiemu widzowi z „rosyjskim kinem"? Co przeciętny Polak by sobie przypomniał, wymienił?

    — (śmiech) No, cóż, bardzo trudno mi się wpisać w kategorię przeciętnego Polaka. Nie mam pojęcia. Natomiast obawiam się, że nie byłoby to to, na czym zależy nam jako piewcom kina ambitnego. Raczej byłaby to jakaś baśń, animacja dla dzieci. Ja powiem szczerze, że kiedy myślę o radzieckim kinie, bardziej klasycznym, to moim ulubionym filmem radzieckim jest „Moskwa nie wierzy łzom" Mienszowa. Tytuł też dzisiaj trochę zapomniany, a swojego czasu otrzymał Oscara. On trochę odkłamuje stereotyp, który chyba funkcjonuje wśród polskich widzów kina rosyjskiego, że jest to kino takie „sieriozne", bardzo mroczne, pełne brutalizmu. A tu Mienszow zrealizował film uniwersalny, film psychologiczny, pełen ciepła, dyskretnego humoru, absolutnie daleki od banału.

    — Z ciekawością czytam Pana wpisy na Facebooku i zauważyłam, że często Pan poleca obejrzenie jakiegoś filmu. Jaki, zatem, współczesny film rosyjski  jest Pana zdaniem wart obejrzenia?

    — Tu odpowiedź może być jedna z mojej strony. Od czasu FestiwaluDocs Against Gravity, czyli jednego z dwóch najważniejszych festiwali kina dokumentalnego w Polsce, jestem dużym zwolennikiem filmu „Pod opieką wiecznego słońca" Witalija Manskiego, który zresztą wygrał festiwal. Otrzymał główną nagrodę — Grand Prix. Ten film pokazałem studentom we Wrocławiu w ramach cyklu „Akademii dokumentalnej", który prowadzę, i film spotkał się z żywą reakcją. Manski jest mistrzem współczesnego dokumentu rosyjskiego, może my w Polsce dosyć słabo znamy jego dorobek, natomiast na arenie międzynarodowej ma on znakomitą pozycję. Film Manskiego to jest takie jednocześnie przejmujące i wykrzywione w grotesce spojrzenie na codzienność Korei Północnej.

    — Zatem w przyszłym roku będziemy liczyć na szerszą współpracę polskich i rosyjskich kinematografów.

    — Oczywiście, i czekamy na mistrzów. Liczymy na nich. Takim wydarzeniem każdorazowo jest dla nas wizyta Andreja Konczałowskiego, który znowu był na Sputniku ze swoim poprzednim filmem „Białe noce listonosza Aleksieja Triapicyna". Bardzo dobrym zresztą. Był też w zeszłym roku Aleksander Sokurow. Ostatnio Sokurow sobie upodobał Polskę. Pojawił się też na festiwalu w Zwierzyńcu, gdzie miał retrospektywę swojej twórczości. Coś przebąkiwał o koprodukcji z Polską. Więc to też byłoby ciekawe, jeśliby doszło do skutku. Bardzo jestem ciekaw, co planuje Andriej Zwiagincew. A więc jakieś perspektywy są. Podstawy do ostrożnego optymizmu byśmy znaleźli.

    Zobacz również:

    „Najpierw samolot, teraz ambasador. Turcja wymiata!" - Ukraina reaguje na śmierć Karłowa
    Putin wyjaśnił, dlaczego stajemy się łatwym celem terrorystów
    W obronie Prawa i Sprawiedliwości
    Media: W Belgii znaleziono martwego głównego audytora NATO
    Zamach w Berlinie: odciski palców podejrzanego Tunezyjczyka na drzwiach ciężarówki
    Tagi:
    kino, film, Festiwal filmowy "Sputnik nad Polską", Andriej Konczałowski, Andriej Tarkowski, Nikita Michałkow, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz