14:05 18 Wrzesień 2020
Opinie
Krótki link
14676
Subskrybuj nas na

USA planują przerzucić przez niemieckie terytorium do Europy Wschodniej swoją brygadę liczącą kilku tysięcy żołnierzy. Na ile jest to zgodne z niemieckim ustawodawstwem i po co Waszyngton „szczęka orężem"?

Z tym pytaniem korespondent Sputnika zwrócił się do podpułkownika Bundeswehry Jochena Scholza, który służył wcześniej w ministerstwie obrony Niemiec, a także w NATO.

- Panie Scholz, dokładnie w tych dniach USA przerzucają przez terytorium Niemiec i Polski do wschodnioeuropejskich krajów NATO ok. 4 tys. amerykańskich żołnierzy i 87 czołgów. To dużo czy mało?

— To zależy od tego, jakie zadania zostaną przed nimi postawione. Takie siły są niewystarczające do prowadzenia wojny. Jeśli mówimy o tej dyslokacji w kontekście Niemiec, to należy zauważyć, że dokonuje się ona nie w ramach NATO, lecz dwustronnego porozumienia między Polską i Stanami Zjednoczonymi. W związku z tym narzuca się pytanie, na jakiej podstawie Niemcy udzielają tej pomocy logistycznej, w którą zaangażowane jest Centrum Logistyczny Bundeswehry. Ale za to wszystko trzeba płacić i nietrudno się domyślić, na czyich barkach spoczną te wydatki.

- W Niemczech i w innych krajach europejskich obecni są amerykańscy wojskowi i amerykański sprzęt. Tym samym, Europa mogłaby pełnić rolę „węzła" w przypadku wojny ofensywnej lub obronnej USA, czyż nie tak?

- Oczywiście. Tak właśnie było w czasie Zimnej Wojny. Ówczesne plany zakładały, że w przypadku wojny USA mogłyby przerzucić do Europy, przez lotnisko we Frankfurcie, nawet 900 tys. amerykańskich żołnierzy. Do tego, amerykańskie bazy w Europie nadal mogą być wykorzystane jako „trampolina" na wypadek jakiegoś konfliktu. Powstaje w związku z tym pytanie: na jakiej podstawie prawnej Stany Zjednoczone mają w Europie bazy wojskowe? Za taką podstawę służy porozumienie o utworzeniu NATO. Ale wszystko, co wychodzi poza ramy tego porozumienia, w szczególności przerzucanie amerykańskich sił z USA do innych regionów świata nie wiąże się w żaden sposób z porozumieniami o rozmieszczeniu sił zbrojnych.

- Zgodnie z planem, co dziewięć miesięcy ma dochodzić do rotacji amerykańskich wojsk. Czy to oznacza, że ich przerzucanie przez port Bremerhaven i przy wsparciu Bundeswehry będzie powtarzać się co dziewięć miesięcy?

— Jeśli Niemcy będą pozostawać punktem przeładunkowym i będą gotowe do służenia Amerykanom, to pewnie tak będzie. Narzuca się jednak pytanie: dlaczego wojska nie są przerzucane przez Gdańsk?

- Ludzie wychodzili na akcje protestu przeciwko tej operacji wojskowej…

— Tak, ale w samym tylko Bremerhaven. W pozostałej części Niemiec cała ta historia przeszła prawie niezauważenie. I media krajowe prawie nie naświetlają tej sytuacji.

- A przecież mowa o największej od czasów II wojny światowej dyslokacji wojsk ze Stanów Zjednoczonych do Europy. To oznacza, że sytuacja jest dziś o wiele poważniejsza niż w latach 80?

- Nie. Trzeba zwrócić uwagę na kilka czynników. Po pierwsze rząd Obamy, w szczególności sekretarz obrony Ashton Carter dąży do tego, by skomplikować życie nowemu prezydentowi. Po drugie niemiecka i europejska społeczność chce pokazać, jak bardzo niebezpieczna jest Rosja i jak bardzo zagraża sąsiadującym z nią krajom, w szczególności krajom bałtyckim. Po trzecie podobne operacje zmuszają społeczeństwo do stopniowego pogodzenia się z myślą, że wydatki na potrzeby wojskowe będą rosnąć. A kiedy Rosja zareaguje na dyslokację amerykańskich sił pojawi się od razu czwarty argument: „Widzicie, my tylko bronimy kraje bałtyckie, a Rosjanie od razu na to reagują i rozmieszczają w regionie siły ofensywne".

- Czyli są tacy, którzy wychodzą z założenia, że Rosja wtargnie do krajów bałtyckich?

— Wszyscy doskonale wiedzą, że Rosja nie ma takich zamiarów. To kolejny element gry. Co więcej Zachód wymyśla zagrożenia, które w rzeczywistości nie istnieją, żeby uzasadnić zwiększenie wydatków na cele wojskowe. Nie sposób też nie zauważać, że wiodący politycy, na przykład w krajach bałtyckich otrzymali wykształcenie w USA już po rozpadzie ZSRR. Dziś uczestniczą w tej grze i opowiadają swoim współobywatelom, że grożą im Rosjanie. W związku z tym mogę jedynie przypomnieć ironiczną uwagę rosyjskiego prezydenta, którą ten uczynił kilka tygodni temu: „Między Moskwą i Władywostokiem 9000 km i mamy inne rzeczy na głowie niż zdobywanie krajó bałtyckich".

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Schröder: Niemcy nie powinny uczestniczyć w umacnianiu wschodniej flanki NATO
Ukraina: w 2017 r. USA pomogą w szkoleniu czterech batalionów
Szef Pentagonu o współpracy z Rosją
Tagi:
NATO, Bremerhaven, Stany Zjednoczone, Niemcy, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz