Widgets Magazine
21:51 25 Sierpień 2019
Prezydent USA Donald Trump

Państwowotwórczy rytuał Donalda Trumpa

© AFP 2019 / Nicholas Kamm
Opinie
Krótki link
Bojan Stanisławski
84211

Polscy dziennikarze zdają się nie zauważać, że Trump różni się od swoich poprzedników głównie estetyką; prawda, odrażającą, ale jednak tylko nią. Protesty przeciw takiemu czy innemu stylowi zaś często koncentrują się na kwestiach dotkliwych, ale jednak pobocznych.

Z powodu wyboru Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki w całym „cywilizowanym" świecie słychać lament. Przesłanek do tegoż Blond-Godzilla dostarcza tyle, że zbywa wszystkim — liberałom, a nawet co bardziej przytomnym konserwatystom, o lewicy nie mówiąc. Najpierw nominacje gabinetowe o charakterze, rzec można, gangsterskim, po których co bardziej ostrożni obserwatorzy drapali się w głowę upewniając się, że oto powstaje rząd USA, a nie Kosowa. Potem słynny „zakaz wjazdu" dla muzułmanów, których władze nie lubią (ale przypomnijmy, Saudyjczycy na przykład mogą bez kłopotu uzyskiwać wizy) i masowe społeczne protesty… Donald Trump, który w ciągu ostatnich kilku tygodni stał się marką samą w sobie, zaczyna się robić znany głównie z tego, że istnieje.

Agnieszka Wołk-Łaniewska
© Zdjęcie : Igor Motowiłow
To nie wszystko. Polscy dziennikarze zdają się nie zauważać, że Trump różni się od swoich poprzedników głównie estetyką; prawda, odrażającą, ale jednak tylko nią. Protesty przeciw takiemu czy innemu stylowi zaś często koncentrują się na kwestiach dotkliwych, ale jednak pobocznych. Nowy amerykański prezydent jest takim samym politycznym oszustem i agentem ubezpieczeniowym tzw. kompleksu wojskowo-przemysłowego i Wall Street, jak poprzednicy. Zabawną ironią losu jest jedynie fakt, iż tak gorliwy przyjaciel obu tych ośrodków i miliarder został wybrany jako „antysystemowiec".

Jak bardzo dali się nabrać sfrustrowani status quo amerykańscy wyborcy — niech świadczą najnowsze ruchy Trumpa, które nie mają symbolicznej i rozdzierającej liberalne serduszka wartości, ale za to mogą być nadzwyczaj niebezpieczne. Oto nowy amerykański prezydent, w dymnej oprawie słusznego oburzenia na rasizm, rozpoczął frontalny atak przeciwko jedynym regulacjom finansowym, które udało się narzucić sektorowi bankowemu w ostatnich latach. Chodzi głównie o tzw. reformę Dodd-Frank, dzięki której udało się uzyskać minimalną kontrolę nad pewnymi obszarami spekulacji.

Z informacji przedstawionych w ostatnich dniach przez „The Nation", portal Bloomberg i agencję Reuters wynika, że Trump już nakazał swojemu ministrowi skarbu, by ten, wspólnie z kilkunastoma regulatorami rynku, dokonał skutecznego przeglądu pod kątem likwidacji restrykcji dla grandziarzy-spekulantów największego kalibru. Dodatkowo podpisany przez Trumpa w tej sprawie dekret wprowadza memorandum na specjalny przepis, który, przynajmniej teoretycznie, zobowiązywał podmioty (i ich agentów) obracające czyimiś pieniędzmi do działania w najlepszym interesie swoich klientów.

Angela Merkel i Donald Trump
© AFP 2019 / Joshua LOTT, Odd ANDERSE
Minister obrony Poslki Antoni Macierewicz
© AP Photo / Markus Schreiber
Na tym się zresztą zapewne nie skończy, zważywszy, że szefem doradców ekonomicznych Trumpa został Garry Cohn, dyrektor Goldman Sachs. W niedawno udzielonym Wall Street Journal wywiadzie jawi się on Antonim Macierewiczem amerykańskich finansów. Bezładny, agresywny, atakujący wszystkich przeciwników jego perwersyjnej arystokratyczno-libertariańskiej wizji oswobodzenia banksterki z jakichkolwiek regulacji. Jest więc wesoło, ale najlepsze jeszcze z pewnością przed nami.

Niestety, wielu krytyków Trumpa zachłysnęło się wyłącznie jego bezczelnością. W swoim słusznym gniewie zapominają, iż to nie on jest prekursorem rasistowskiej i imperialistycznej polityki tego państwa. Jest jedynie jej klaunowatym, ekscentrycznym, nieokrzesanym, ale za to wiernym kontynuatorem. Najbardziej bodaj symbolicznym tego przykładem był kolejny atak jankeskich dronów w Jemenie, podczas ktorego zginęła osmioletnia dziewczynka — siostra chłopca, którego zabił jeszcze bezzałogowy samolot wysłany przez Baracka Obamę. I to dziełem tego ostatniego właśnie jest przyznanie sobie i swojemu urzędowi prawa do arbitralnego zamordowania każdego, dowolnie wybranego człowieka, w dowolnie wybranej lokalizacji na kuli ziemskiej. Zaczepny, podżegający do wojny z Iranem dyskurs zaś — to nikt inny jak Hillary Clinton wyglądająca zza pleców swojego niedawnego przeciwnika.

Prawicowy obłęd, który bije z wypowiedzi i gestów Donalda Trumpa, to nie tylko jakaś polityczna tradycja, lecz państwowotwórczy rytuał. Meteafizyka globalnej dyktatorskiej władzy, ustawicznego poniżania innych połączonego z demonstracyjną hegemonią i magnacki etos tych, którzy mają dostęp do niemal nieskończonych zasobów finansowych, to konglomerat patologii, który zapewnia Stanom Zjednoczonym ciągłość państwa.

Od dawna.

Bojan Stanisławski, polski publicysta, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Trump w krainie czarów?
Walka Melanii Trump z „Daily Mail"
Trump nie wie, czy dogada się z Putinem
Tymoszenko: Trump dobrze rozumie sytuację w Donbasie
Trump chce, aby wszyscy członkowie NATO płacili składki
Dlaczego Trump tak ostro odnosi się do Iranu?
Trump: USA nie wiedzą dokładnie, co się dzieje w Ukrainie
Tagi:
polityka migracyjna, polityka, Bloomberg, Wall Street Journal, Antoni Macierewicz, Donald Trump, Hillary Clinton, Barack Obama, Kosowo, Irak, Arabia Saudyjska, Iran, USA, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz