Dlaczego Moskwa jest tak obojętna?
Przyczyna tkwi nie w charakterze głowy bratniego państwa. Łukaszenka zawsze epatował swoimi aforyzmami i nie sposób na wszystkie zareagować.
Rzecz w tym, że retoryczne, a nawet praktyczne posunięcia Łukaszenki nie są wcale takie naganne i w żadnej mierze nie stoją w sprzeczności z ideologią współczesnej euroazjatyckiej integracji. Tej samej, którą już w 2011 roku Władimir Putin uznał za priorytet swojej obecnej kadencji.Lirycznie rzecz ujmując, taka integracja oznacza „zbieranie ziem" i „zjednoczenie", kontynuację wspólnego historycznego losu narodów zamieszkujących tradycyjną rosyjską przestrzeń. Ten wspólny los dokonuje się jużjednak na nowym etapie.
Historia rozwoju wielonarodowej państwowości rosyjskiej to jednocześnie historia rozwoju państwowości poszczególnych jej narodów. Wcześniej czy później musiało się w nich obudzić naturalne i nieodparte pragnienie utworzenia własnej państwowości. I z reguły, carskie, a potem radzieckie władze patrzyły na to przez palce, albo godząc się z tym jak z czymś nieuniknionym, albo w ogóle sprzyjając takim dążeniom. Już drugie tysiąclecie, raz lepiej, raz gorzej, owa różnorodność funkcjonuje w ramach jednej przestrzeni cywilizacyjnej (historycznej, kulturowej i ekonomicznej).
Tak więc Unia Eurazjatycka to wynik dialektycznego rozwoju Związku Radzieckiego i wszystkich poprzedzających go form organizacji państwowej. Unia Eurazjatycka nie jest wskrzeszeniem Związku Radzieckiego. U podstaw państwa związkowego XX stulecia leżało „prawo narodów do samostanowienia". U progu XXI wieku, po wydarzeniach lat 90., prawo to ewoluowało w kierunku „obowiązku samostanowienia".Nowy Związek powstaje z ziem i narodów, a de facto państw narodowych. Ani to dobrze, ani źle. Taka jest rzeczywistość po 1991 roku.
Nowy Związek nie jest związkiem politycznym, lecz gospodarczym, a nawet handlowym. Bo wspólność przestrzeni gospodarczej jest czymś oczywistym, nie wymaga dowodów, tylko dokładnych technicznych decyzji.
Aby kierować się takim prostym wyobrażeniem, każde spośród państw należących w przeszłości do Związku Radzieckiego musi być suwerenne. Innymi słowy, należy kierować się własnymi interesami, a nie tymi czy innymi dogmatami „jednobiegunowego globalizmu".
Suwerenność państwowa nie jest więc przeszkodą na drodze budowy nowego związku. Wręcz przeciwnie — jest jego koniecznym warunkiem. A ponieważ na danym etapie związek nosi charakter gospodarczo-handlowy, to naturalnie jego uczestnicy bezlitośnie i nieustępliwie walczą o geszefty powierzonych im państw rozumianych tu jako jednostki gospodarcze. I dlatego Łukaszenka nie przestaje się targować. O ropę, o przywileje handlowe, o zamówienia przemysłowe. To normalne.A salutować przed Putinem nie ma żadnego obowiązku. Łukaszenka nie jest przecież jakimś mińskim gubernatorem czy prezydentem Zachodniego Okręgu Federalnego. Łukaszenka jest prezydentem suwerennej Republiki Białorusi związanej z Rosją obopólnie korzystnymi relacjami sojuszniczymi. I parametry tych relacji są ujęte w różnych umowach. W związku z powyższym Moskwa nawet nie oczekuje od Mińska wasalskiego oddania. Nie stawia nawet przed sobą takiego zadania, choćby dlatego, że przez ostatnie ćwierćwiecze, w Rosji i na Białorusi (u jednego w istocie narodu) ukształtowały się różne modele państwowe.
I tak spokojnie należy się odnosić do kazusu Łukaszenki, który ucieleśnia bieżące problemy budowy związku euroazjatyckiego, nie zadając mu przy tym śmiertelnego ciosu.
Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.
Klikając przycisk "Post", jasno wyrażają Państwo zgodę na przetwarzanie danych na swoim koncie w Facebooku w celu komentowania wiadomości na naszej stronie internetowej za pomocą tego konta. Szczegółowy opis procesu przetwarzania danych można znaleźć w Polityce prywatności.
Zgodę można wycofać, usuwając wszystkie pozostawione komentarze.
Wszystkie komentarze
Pokaż nowe komentarze (0)
w odpowiedzi na (Pokaż komentarzUkryj komentarz)