15:25 20 Listopad 2019
Policja na ulicach Warszawy przed akcją protestacyjną przeciwko szczytowi NATO

„Powtarza się syndrom smoleński”. Spowiedź BOR-owców

© Sputnik . Mikhail Voskresenskiy
Opinie
Krótki link
Autor
14576
Subskrybuj nas na

Nie milkną komentarze na temat piątkowego wypadku Beaty Szydło w Oświęcimiu. Wzburzenie wywołały anonimowe wypowiedzi pracowników Biura Ochrony Rządu, w których mówią o nagminnym łamaniu procedur.

BOR-owcy boją się komentować pod nazwiskiem, jednak chętnie zabierają głos, gdy uzyskają od dziennikarzy zapewnienie, że nie zostaną ujawnieni jako źródła. Tak było w przypadku portalu Wirtualna Polska — gdzie opublikowano wypowiedzi oficerów z tak zwanego „pentagonu" (tak nazywają swoją siedzibę).

Ankieta

Czy do wypadku Beaty Szydło doszło z winy kierowcy Seicento?
  • Tak, przecież sam przyznał się do winy
    3.5% (98)
  • Nie, to jest wina kierowcy Szydło, który nie miał włączonej sygnalizacji świetlnej
    43.5% (1217)
  • Nie, problem tkwi głębiej - w braku dobrej organizacji pracy BOR
    30.7% (860)
  • Nie lubię snuć przypuszczeń, poczekam na wyniki śledztwa
    7.7% (216)
  • Jest mi wszystko jedno, bo nigdy nie dowiemy się prawdy
    14.6% (409)
Głosowało: 26
Wyłania się z nich obraz nędzy i rozpaczy. Brakuje doświadczonych pracowników — jest ich mało i są przemęczeni pracą (w miesiącu wyrabiają koło 200 nadgodzin, choć maksymalny limit wynosi 160), inni, młodzi — są pełni zapału, ale niedoświadczeni. W ostatni piątek zabrakło starszych kierowców i w ostatniej chwili trzeba było szukać zastępstwa. Za kierownicą samochodu wiozącego szefową rządu miał usiąść kierowca, który nigdy z nią jeszcze nie jeździł, zasiadał zwykle za kierownicą jednego z samochodów ochrony.

 Brakuje mu doświadczenia, ale nie było innego wyjścia. Chyba nie ma nawet wszystkich wymaganych szkoleń, bo na samochód pancerny, którym jeździ premier są specjalne szkolenia — powiedział anonimowy komentator. — Starsi są przemęczeni, młodsi dają radę, ale są mniej doświadczeni. Powtarza się syndrom smoleński.

Dostało się też poprzedniej ekipie: — Jest dramat. Dotyczy to zarówno poprzedniego, jak i tego rządu. Powtarza się też problem z przekazywaniem informacji, bo politycy ze wszystkiego robią tajemnicę. A my dopiero w ostatniej chwili dowiadujemy się, gdzie jedziemy. Tak było za Platformy i tak jest teraz. (…)  Czasem to wygląda tak, że pracujemy od rana, a wieczorem VIP nagle oświadcza, że chce jechać do domu kilkaset kilometrów od Warszawy. Wtedy musimy sobie załatwić podmianę. Jeden woli jednak udowodnić ochranianemu, że jest zdolny do pracy po godzinach, bo liczy na pomoc w staraniach o awans. Inny chce pokazać, że jest hardy, nie chce wieczorem ściągać kolegi i woli sami jechać. Może znowu się uda.

Zupełnie jawnie indolencję BOR krytykuje były oficer GROM, podpułkownik Andrzej Kruczyński: — Kierowca BOR odpowiada za bezpieczeństwo VIP-a, innych reakcji byśmy oczekiwali, niż takiej, która kończy się uderzeniem w drzewo. To był najgorszy wariant.

Podpułkownik jest przekonany o winie kolumny rządowej, która jechała „taranem". Uważa, że 21-letni kierowca Seicento jest kozłem ofiarnym całej sytuacji i postawienie mu zarzutów już kilkanaście godzin po zdarzeniu jest bardzo dziwne. Najnowsze doniesienia medialne sugerują, że mężczyzna wcale nie przyznał się do winy, jak utrzymywali politycy PiS.

Dawid Blum, polski publicysta, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Beata Szydło już w poniedziałek wróci do pełnienia obowiązków
Pod Krakowem doszło do wypadku z udziałem Beaty Szydło
Polska: Szef BOR odwołany ze stanowiska
Tagi:
wypadek, samochód, BOR, Prawo i Sprawiedliwość, Andrzej Kruczyński, Beata Szydło, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz