08:19 11 Grudzień 2017
Warszawa+ 3°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Agnieszka Wołk-Łaniewska

    Cała Polska czeka na swego Donalda

    © Zdjęcie: Igor Motowiłow
    Opinie
    Krótki link
    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    19453

    Prezes PiS rządzi Polską niepodzielnie, bo jest dziś jedynym w Polsce politykiem. Żałosna kondycja opozycji jest największym atutem obecnej władzy. Zaś jedną z podstawowych przyczyn tej żałości jest fakt, iż opozycja nie ma lidera.

    Petru i Schetyna wypadają w tej roli rozpaczliwie, lider KOD Mateusz Kijowski okazał się postacią w najwyższym stopniu kłopotliwą, o innych antyrządowych aktywistach nawet szkoda mówić.

    Jarosław Kaczyński
    © AFP 2017/ WOJTEK RADWANSKI
    Jarosław Kaczyński po raz kolejny ogłosił, że nie poprze kandydatury Donalda Tuska na drugą kadencję przewodniczenia Radzie Europejskiej. Ogłosił to w rozmowie z kanclerz Merkel — którą poinformował przy okazji, że „prezydent UE" może mieć w swojej ojczyźnie zarzuty prokuratorskie — a także w Polskim Radiu Wrocław, gdzie stwierdził ponadto optymistycznie, że wygnany z posady w RE Tusk wcale nie musi wrócić do polskiej polityki, albowiem „istnieje zwyczaj przedstawiania wysoko postawionym politykom innych propozycji".

    Te przemyślenia Prezesa zdają się uzasadniać optymistyczny wniosek, że sukcesy ostatnich kilkunastu miesięcy po dekadzie klęsk zawróciły mu w głowie do tego stopnia, że stracił kontakt z rzeczywistością. W przeciwnym razie zdawałby siebie sprawę, iż Tusk może zdecydować się na pozostanie na obecnym, wysoce prestiżowym i zawrotnie płatnym stanowisku — ale żadna nagroda pocieszenia nie powstrzyma go od powrotu do kraju i odpłacenia Kaczyńskiemu za przysługę, którą mu wyświadczył. Co więcej, Kaczyński zdaje się zupełnie nie przejmować tą perspektywą — co dowodzi, iż zatracił nie tylko instynkt polityczny, ale także zdrowy rozsądek.

    Żałosna kondycja opozycji jest największym atutem obecnej władzy. Zaś jedną z podstawowych przyczyn tej żałości jest fakt, iż opozycja nie ma lidera. Petru i Schetyna wypadają w tej roli rozpaczliwie, lider KOD Mateusz Kijowski okazał się postacią w najwyższym stopniu kłopotliwą, o innych antyrządowych aktywistach nawet szkoda mówić.

    Przyczyna tego ponurego stanu rzeczy jest dość oczywista, choć większości aktorów i komentatorów sceny politycznej zdaje się umykać.

    Otóż — po festiwalu politycznego pluralizmu, jakim były lata 90., z całą ich awanturniczością i zmiennością — nowe millenium przyniosło zgoła inne nastroje. Z pierwotnej zupy partii i partyjek zaczął się wynurzać wyższy etap rozwoju polskiej polityki — epoka partii wodzowskich.

    Donald Tusk
    © Sputnik. Aleksiej Drużynin
    Leszek Miller
    © Sputnik. Leonid Sviridov
    Pionierem był Leszek Miller, który przerobił szeroką i rozgadaną koalicję na trzymaną żelazną ręką za mordę partię opozycyjną, co przyniosło mu bezprecedensowe zwycięstwo wyborcze i zmiotło poprzednie formacje rządzące z powierzchni ziemi. Temu samemu przepoczwarzeniu, w dość naturalnym pędzie do uzyskania podobnej efektywności — uległa antymillerowska opozycja.

    Liderzy, korzystając z wręczonej im przez partyjny lud władzy, rozpoczęli od wyrżnięcia wewnątrzpartyjnej konkurencji co niewątpliwie zwiększyło ich skuteczność, ale także zostawiło wokół nich pustynię — i nagle, u zarania nowego millenium, okazało się, że w Polsce polityków jest trzech: Miller, Tusk i Kaczyński.

    Skoro Miller jest na oucie, a Tusk w Brukseli —  Kaczyński uzyskał status, w amerykańskiej kulturze określany terminem „Last Man Standing" — ostatni, trzymający się na nogach. Prezes PiS rządzi Polską niepodzielnie, bo jest dziś jedynym w Polsce politykiem.

    Gwoli ścisłości: nie należę do wielbicieli „Prezydenta Unii Europejskiej". Okres jego rządów był wykwitem neoliberalnej aberracji, maskowanej dość bezczelnie prospołeczną retoryką, mam też sporo wątpliwości co do oceny Donalda Tuska jako człowieka: robi na mnie wrażenie całkowicie bezwzględnego gracza, kierującego się cyniczną kalkulacją w sposób niezakłócany przez tzw. sumienie, ze skłonnością do agresji, przeważnie udatnie maskowaną chłopięcym wdziękiem, ale czasami ujawniającą się w dość zatrważający sposób. Opowieści o jego „wilczych zębach", czy też „wilczych oczach" wzbudzały należyte rozbawienie — ale ujawniana niekiedy przez Tuska lodowata wściekłość rzeczywiście może budzić lęk. To jednak nie ma w tej chwili większego znaczenia.

    Prawo i Sprawiedliwość wypowiedziało wojnę nie tylko opozycji, ale także niepopierającym go obywatelom. A wojny nie da się toczyć bez wodza. Przy wszystkich zastrzeżeniach do Donalda Tuska — niewątpliwie jest on wodzem. Fakt, iż Prezes nie rozumie, że Tusk w Polsce jest dla niego śmiertelnym niebezpieczeństwem — to wyraz tej samej megalomanii, która w 2007 roku kazała mu rozpisać przedterminowe wybory, w przekonaniu, że większość Polaków jest zachwycona jego rządami i  będzie chciała więcej.

    Oczywiście, istnieje teoretycznie możliwość, iż Unia Europejska wybierze sobie Polaka na prezydenta wbrew życzeniom polskiego rządu — ale nie wiązałabym z nią nadmiernych obaw. Pomijając już kwestię podziału czołowych stanowisk w UE między chadeków i socjaldemokratów, powierzenie takiego czy innego stołka przedstawicielowi jakiegoś kraju ma zaspakajać inspiracje tego kraju, zwiększać jego zaangażowanie w ideę zjednoczonej Europy, gwarantować lepszą współpracę w ramach Unii, oliwić mechanizmy na styku państwa narodowego i Brukseli. Jeśli wiadomo, że wciśnięcie Polsce tego stanowiska wbrew woli jej rządu nie przyniesie żadnego z powyższych efektów — to po marnować całkiem dobry stołek, jest w UE 26 innych państw, które przyjmą go z większą wdzięcznością. Jedyny powód, dla którego unijne elity mogłyby zechcieć wybrać Tuska na drugą kadencję — to chęć zrobienia na złość Kaczyńskiemu. Skłonna jestem podejrzewać, że politycy, rządzący do spółki 500 milionami obywateli UE, są zbyt dorośli, żeby kierować się tak młodzieńczą motywacją.

    Donald Tusk zresztą zdaje się to rozumieć. Jego bezkompromisowa odezwa  do europejskich premierów, stawiająca nowego amerykańskiego prezydenta w szeregu bezprecedensowych zagrożeń dla Unii Europejskiej, razem z „agresywną" Rosją, „asertywnymi" Chinami i islamskim terroryzmem, ma w sobie coś ze straceńczej odwagi kogoś, kto wie, że go dni są policzone i może sobie pozwolić na szczerość.

    Donald Tusk
    © AFP 2017/ EMMANUEL DUNAND
    Nawiasem mówiąc, odezwa ta — podobnie jak mniej znany list, wystosowany przez Tuska do europejskich przywódców we wrześniu, w związku z brexitem — jest, w swych zaleceniach, zbliżony do tego, czego od Europy oczekuje PiS.

    Tusk, owszem, bezkompromisowo krytykuje Trumpa, ale krytykuje też brukselskie elity — „dla których ideologia i instytucje stały się ważniejsze niż interesy i emocje ludzi". Wzywa do „uszczelnienia granic zewnętrznych Unii", do zapewnienia obywatelom UE nie tylko „gwarancji bezpieczeństwa ich i ich terytorium", ale także „ochrony ich interesów, kulturalnego dziedzictwa i sposobu życia". We wrześniowym piśmie szef Rady Europejskiej nie zawahał się nawet zaatakować „zbyt często powtarzanych, poprawnych politycznie oświadczeń na temat tego, że Europa nie może stać się fortecą", a także wezwać do obudowy „poczucia bezpieczeństwa i porządku".

    Tusk, podobnie jak Kaczyński, chce zamknąć Europę przed przybłędami z zewnątrz i wziąć za pysk tych, którzy już są w środku.

    To oczywiście kolejny powód, żeby go nie popierać. Ale alternatywy całkiem nie widać.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Pan jest zerem, panie… Tusk?
    Europa daje dupy
    Kaczyński: banderowcom to my już dziękujemy!
    Leszek Miller: Wołyń
    Tusk: Niechęć do UE w Polsce nabrała „wymiaru państwowego"
    Szczerski szczerze: Tusk już wie, że będzie zwolniony
    Kaczyński z Merkel obgadywali Tuska?
    Leszek Miller: Dobry terrorysta to martwy terrorysta
    Jak Kaczyński ograł opozycję
    Tagi:
    polityka migracyjna, prawica, lewica, wybory, Kukiz'15, Komitet Obrony Demokracji, Nowoczesna, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, SLD, Mateusz Kijowski, Donald Trump, Ryszard Petru, Leszek Miller, Paweł Kukiz, Jarosław Kaczyński, Grzegorz Schetyna, Donald Tusk, Władimir Putin, Angela Merkel, Bruksela, Wrocław, UE, Chiny, Europa, Niemcy, USA, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz