23:51 19 Październik 2017
Warszawa+ 13°C
Moskwa+ 6°C
Na żywo
    Pomnik Braterstwa Broni w Warszawie

    Czterej Śpiący już nie wrócą. Został po nich cokół

    © Zdjęcie: Cezary Piwowarski
    Opinie
    Krótki link
    Antonina Świst
    7620141288

    Dziennikarka „Gazety Wyborczej” Martyna Śmigiel wybrała się do warszawskiego ratusza, żeby zapytać, co urzędnicy planują zrobić z pustym cokołem, który jest jak wyrzut sumienia na Placu Wileńskim.

    Dwa lata temu pod naciskiem prawicowych środowisk warszawscy radni Platformy Obywatelskiej ugięli się i postanowili wysłać „Czterech Śpiących” na wieczny odpoczynek, choć mieli trafić tylko do renowacji. Na czas przebudowy Placu Wileńskiego i sukcesywnego otwierania stacji wzdłuż drugiej linii metra, pomnik trzeba było zdjąć — i docelowo odświeżyć. Środowiska „patriotyczne” wyczuły, że jest to świetny moment, żeby śpiących się pozbyć. Mieszkańcy warszawskiej Pragi są z nim zżyci. Większość deklaruje, że chciałaby, aby Pomnik Braterstwa Broni upamiętniający wspólną walkę Polaków i Czerwonoarmistów z nazistami powrócił.

    Tak się jednak nie stanie. Włodarze Warszawy nie tylko nie chcą pomnika z powrotem na swoim miejscu, ale od 4 lat nie znaleźli czasu, aby zrobić coś z pustym cokołem, który stoi niczym wyrzut sumienia naprzeciw wejścia do metra. Dziennikarka „Gazety Wyborczej” postanowiła przejść się do ratusza, żeby o tym przypomnieć. Jednak okazało się, że radni mają milion ważniejszych spraw, a z cokołem… będzie co będzie. Do dziś stoi odgrodzony barierkami i nikt nie ma na niego pomysłu.

    „W zimowy poranek ktoś wbił w barierkę butelkę po, nomen omen, Sowietskoje Igristoje. Ale to chyba nie wyraz polsko-rosyjskiego braterstwa, raczej dowód na potencjał towarzyski tego miejsca. Spacerujący obok mieszkańcy Pragi są zdecydowani: „Ławkę by postawili, jakieś drzewo zasadzili” — pisze w swoim felietonie Martyna Śmigiel.

    Gdy udała się do ratusza, najpierw odesłano ją do rzeczniczki Metra Warszawskiego (ponieważ to ta instytucja zdecydowała o zdjęciu pomnika). Jednak Metro odesłało ją z powrotem do ratusza, gdzie wszyscy rozłożyli ręce. Cokół „stoi i stać będzie”. Dziennikarka postuluje, aby chociaż rzucić na niego materace i miękkie poduszki.

    Co i raz słyszymy też o inicjatywach mających na celu pozbycie się z centrum Warszawy Pałacu Kultury. Nie dalej jak w lipcu 2016 radny Pragi Południe Paweł Zalewski domagał się od urzędu dzielnicy śródmieście usunięcia z elewacji pałacu napisu „imienia Józefa Stalina”. Powoływał się na nową pisowską ustawę o dekomunizacji przestrzeni. Nie zauważył najwidoczniej, że napisa od dawna jest już niewidoczny. Była to druga interpelacja w tej sprawie w karierze prawicowych samorządowców.

    Pomnikofobia ogarnęła kraj. A może by tak wszędzie zostawić puste cokoły?

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Na Ukrainie zdemolowano pomnik ku czci pomordowanych Polaków
    W Kijowie rozebrano pomnik „Niebiańskiej Sotni”
    Polacy zdemolowali pomnik UPA
    Tagi:
    pomnik, Pomnik Braterstwa Broni w Warszawie, wojna z pomnikami, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz