06:44 17 Czerwiec 2019
Majdan 2013/2014

Majdan: Czy warto było?

© Sputnik . Andrei Stenin
Opinie
Krótki link
Dariusz Cychol
6313210

Właśnie mijają 3 lata od wydarzeń, które zmieniły Ukrainę, Polskę, Europę, świat. To chyba dobry pretekst do postawienia kilku pytań.

Na płocie ambasady polskiej w Kijowie 16 lutego br. zawisł portret kata narodu polskiego — Stepana Bandery. Nazajutrz media poinformowały, że polskie MSZ postanowiło przekazać Ukraińcom 30 mln zł. na animację ruchów obywatelskich. Oczywiście decyzja o wspomożeniu wschodniego sąsiada zapadła wcześniej.

Właśnie mijają 3 lata od wydarzeń, które zmieniły Ukrainę, Polskę, Europę, świat. To chyba dobry pretekst do postawienia kilku pytań. Umówmy się więc, że będą to pytania retoryczne.

18.02.2014 r. — starcia na kijowskim Majdanie. Ginie 26 osób, ponad 250 jest rannych. 20.02.2014 r. — kolejne starcia. Ginie 56 osób, blisko 600 jest rannych. 22.02.2014 r. — ze stolicy ucieka skompromitowany prezydent — Wiktor Janukowycz. 27.02.2014 r. — premierem Ukrainy zostaje Arsenij Jaceniuk. 27-28.02.2014 — „zielone ludziki" przejmują władzę na Krymie. Apogeum krwawych wydarzeń nastąpi 2 miesiące później — 2 maja w Odessie. Tego dnia prawicowe bojówki dokonały w tamtejszym budynku związków zawodowych rzezi na swoich politycznych przeciwnikach; zginęło 116 osób — w większości spłonęli żywcem. Cicho jakoś o karaniu winnych tej masakry. Cóż, jej bohaterowie byli politycznie poprawni…

Opisane powyżej (bardzo wybiórczo i skrótowo) wydarzenia stały się rezultatem odmowy podpisania przez ówczesnego prezydenta Ukrainy — W. Janukowycza Umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską (27.11.2013 r.). Swoją decyzję uzasadniał wówczas nieprzygotowaniem (przede wszystkim gospodarczym) do przeprowadzenia takiego procesu.

Tak jak siły „Majdanu" (niekoniecznie składające się wyłącznie z nacjonalistów i skrajnych nacjonalistów) były wspomagane przez UE i USA — co nie jest dziś najmniejszą tajemnicą — tak z pomocy Rosji korzystali i korzystają „separatyści".

Chylę czoła, przed Ofiarami Majdanu! Wierzę, że ludzie którzy stracili tam życie, kierowali się najwyższymi pobudkami patriotycznymi. Wierzę, że marzyli o lepszym państwie. Czy Ukraina roku 2017 różni się od tej sprzed 2014 r.? Jest dalej skorumpowana; jest faktycznym bankrutem (co w sposób oczywisty odbija się na poziomie życie zwykłych ludzi). Pytanie, rzecz jasna retoryczne, skierowane do rodzin Ofiar: czy warto było?

Dlaczego UE jakoś nie „krzyczy" o rychłym poszerzeniu grona swoich członków o Ukrainę? Dlaczego do państwa tego nie płynie strumień pieniędzy, jak np. płynął do walczącej z kryzysem gospodarczym Grecji? Czy nie chodziło więc „europejskim" architektom zmian wprowadzonych przez wydarzenia na Majdanie o polaryzację stosunków ukraińsko — rosyjskich? Pytanie do protestujących na Majdanie, którym dane było przeżyć: czy warto było?

Utraciła Ukraina swoją perłę — Krym (26 tys. km. kw.). Utraciła — kierując się rozumem — bezpowrotnie. Pytanie do ukraińskich „strategów" zmian: jakie przetasowania na szczytach władzy usprawiedliwiają tak potężne straty terytorialne? Czy warto było?

Straciła Ukraina kontrolę nad swoimi wschodnimi regionami, zagłębiem przemysłowym — Donbasem. Są to tereny regularnych działań wojennych. Co usprawiedliwia takie straty — rezultat decyzji władz kijowskich o przyjęciu nacjonalistycznej drogi rozwoju? Czy warto było?

Trwa degradacja obszarów objętych działaniami wojennymi. Nie ma na nich rozwoju — postępu, jest skrajny regres. Miast budować domy, niszczy się je. Miast stwarzać miejsca pracy — zamyka się zakłady, huty, kopalnie. Pod względem tempa rozwoju chorób — aids, syfilis, gruźlica — należy otwarcie mówić o katastrofie humanitarnej. Pytanie do mieszkańców tych terenów (narodowości ukraińskiej i rosyjskiej): czy warto było?

Wydarzenia sprzed 3 lat na Majdanie pociągnęły za sobą spiralę dodatkowych zdarzeń i procesów. Najpierw UE nałożyła sankcje na Rosję, potem ta odpowiedziała UE tym samym.

Konflikty nie służą gospodarce. Wszyscy stracili.

Marsz Bohaterów w Kijowie
© REUTERS / Gleb Garanich
Unijni przywódcy robią co mogą, by rekompensować kilkudziesięciu branżom z kilkudziesięciu państw straty, jakie poniosły. Pieniądze w budżetach producentów mają się — mniej więcej — zgadzać. Czyim kosztem?— oczywiście UE, bo dopłaty płacone są pieniędzmi pochodzącym ze składek członkowskich. Stracili wszyscy (choć Rosjanie wykorzystali ten czas do stosunkowo dynamicznego rozwoju kilku gałęzi gospodarki, w tym rolnictwa). Skoro więc Unia traci, pytanie nasuwa się samo: czy warto było?

Przez ciąg wydarzeń zapoczątkowanych tragedią na Majdanie zmienił się świat. Powróciliśmy do okresu „zimnej wojny".

Zamiast integrować państwa na płaszczyźnie gospodarczej i społeczeństwa, zbliżając je przez rozwój kultury, sztuki, dialog o historii — okopujemy przepaść murami, by jeszcze trudniej było ją pokonać. Charakter relacji międzyludzkich wyznacza nachalna i wroga propaganda zwaśnionych stron. Europa przynajmniej przez jedno pokolenie nie będzie taką, jaką była przed lutym 2014 r., z powodu braku do siebie zaufania państw ją tworzących. Czy warto było?

Jeśli na kryzys zapoczątkowany wydarzeniami sprzed trzech lat patrzeć wyłącznie w kategoriach gospodarczych, to trzeba oddać sprawiedliwość i zauważyć, że nie wszyscy stracili.

Rozkwita jak nigdy przemysł zbrojeniowy. Zamiast budować szpitale, szkoły, przedszkola, żłobki, domy mieszkalne — budujemy czołgi, okręty wojenne, wozy pancerne. Kupujemy towar niezbędny do życia społeczeństw: karabiny, granaty, pociski rakietowe i wpajamy młodemu pokoleniu nienawiść. Kolejne pytanie zada nam kiedyś historia: czy warto było?

Radosław Sikorski
© AFP 2019 / Attila Kisbenedek
Wydarzenia na Ukrainie to efekt unijnej polityki „Partnerstwa Wschodniego" wymyślonej i wdrożonej przez polskiego ministra spraw zagranicznych — Radosława Sikorskiego.

Jej idea — mówiąc w ogromnym uproszczeniu — sprowadza się do osłabiania Rosji poprzez „odrywanie" z orbity jej wpływów kolejnych państw. Tak miało być z Ukrainą. Graniczymy teraz z dwoma krajami będącymi faktycznie w stanie wojny. Graniczymy z krajem ogarniętym wojną domową. Własne bezpieczeństwo chcemy oprzeć na powiększeniu armii i ściągnięciu nad Wisłę armii wrogiej naszemu sąsiadowi. Przy tym stwierdzeniu o takim drobiazgu, jak utrata na wiele lat rosyjskiego rynku zbytu nawet nie warto wspominać, bo gospodarka to przecież drobiazg… Ale, tak rozumnie i szczerze: czy warto było?

Portret Bandery na płocie polskiej ambasady w Kijowie, oblanie polskiego konsulatu we Lwowie farbą, kilka (w ostatnich tygodniach) profanacji miejsc pochówku polskich ofiar UPA to również efekt naszej aktywności sprzed 3 lat.

Wypuściliśmy Dżina z butelki… Jeśli wyprzedzicie Państwo moje pytanie i bez jego postawienia odpowiecie: „tak, warto było!", oznaczać to będzie akceptację dla tego, co się wydarzyło. W takim razie, portret Bandery wylądował na właściwym płocie; i niech tam sobie wisi.

Dariusz Cychol, polski publicysta, Warszawa

Autor jest zastępcą Redaktora Naczelnego polskiego tygodnika opinii „Fakty i Mity"

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ukraina nie działa
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
I... kamieni kupa
Miłość przez gwałt - cd.
Ukraińskie media wiedzą, kiedy w Kijowie rozpocznie się nowy Majdan
Majdan 2014 oczami „Berkutu”
Hybrydowy generał ABW
Kijów wezwał do pozbawienia Rosji prawa weta w RB ONZ
„Miłość" do Rosji ministra Waszczykowskiego
Tagi:
Partnerstwo Wschodnie, Majdan, ABW, Stepan Bandera, Radosław Sikorski, Wiktor Janukowycz, Arsenij Jaceniuk, Unia Europejska, Grecja, Krym, Europa, Donbas, USA, Rosja, Kijów, Ukraina, Warszawa, Moskwa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz