17:18 18 Wrzesień 2018
Na żywo
    Zjazd Partii Republikanów w Cleveland

    Europa ani nie interesuje, ani nie jest potrzebna Ameryce

    © AP Photo / John Locher
    Opinie
    Krótki link
    9184

    Niemiecki politolog, dyrektor Forum Niemiecko-Rosyjskiego Alexander Rahr uważa, że Stary Świat i Niemcy są w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Berlin zamierza przejąć brzemię europejskiego przywództwa. Ale czy jest na to przygotowany?

    Zapraszamy do lektury fragmentu wywiadu udzielonego przez Rahra dla rosyjskiego dziennika „Rossijskaja Gazieta". 

    — Niedawno niemiecki tygodnik „Der Spiegel” opublikował artykuł, którego autor twierdzi, że za rządów Donalda Trumpa i przy Brexicie europejscy politycy nie mogą sobie pozwolić na spory jednocześnie z USA, Rosją i Wielką Brytanią. Czy Niemcy to rozumieją?

    — Powiedziałbym, że Niemcy obecnie znajdują się pod dużą presją. Z jednej strony zaangażowały się w bardzo poważny konflikty z Rosją, głównie z powodu różnic dotyczących wartości. Berlin uważa, że Moskwa popiera konserwatywny model rozwoju Europy. Niemieccy politycy chcą, aby Europa była coraz silniejsza, ale tylko na obecnym liberalnym fundamencie.

    Jednak ten liberalny fundament jest krytykowany przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Dla Niemców jest to drugi front, przy czym bardzo poważny, bo nie są oni przyzwyczajeni do kłócenia się z Ameryką. Moim zdaniem Niemcy stracą absolutnie orientację w sprawach międzynarodowych, kwestiach dotyczących globalnej gospodarki, jeśli utracą poparcie Białego Domu.

    W Berlinie jest obecny też tzw. trzeci front. Jest to czynnik wewnętrzny, ferment w społeczeństwie europejskim.

    W rezultacie Niemcy znaleźli się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Na razie niemieckie elity są pewne siebie: uważają, że model wprowadzony w Europie jest najwłaściwszy i nie ma dla niego alternatywy. A Niemcy rzeczywiście mogą przewodzić w sprawie liberalnego rozwoju Europy i Zachodu, są w stanie przeciwstawić się amerykańskiemu prezydentowi, którego mogą, jeśli nie poradzi sobie, usunąć ze stanowiska.

    W Europie są takiego zdania nie tylko pojedynczy politycy. Myślą tak szerokie elity polityczne, które trzymają się takich poglądów i zamierzają zbudować silną linię obrony przeciwko tym trzem wyżej wymienionym wyzwaniom.

    — Ale czy Niemcy są obecnie w stanie odgrywać wiodącą rolę w Europie na tych trzech frontach?

    — Bardzo trudne pytanie. Uważa się, że kanclerz Niemiec Angela Merkel nie tylko może, ale i jest zobowiązana przyjąć na siebie odpowiedzialność za przyszłość Europy. Oznacza to, że trzeba będzie udowodnić sąsiadom w ramach Unii Europejskiej, że jest w stanie wydawać więcej na obronę i w pewnych kwestiach przejąć obowiązki Ameryki, jako obrońcy Starego Świata. Może się to wielu w Europie nie spodobać. Obecnie elity w innych państwach europejskich patrzą na Niemcy z nadzieją. Być może wynika to z pragmatycznych pobudek: Berlin ma pieniądze na stworzenie europejskiej armii, a inne kraje nie dysponują takimi środkami. Te państwa chcą, by powstała europejska armia i opowiadają się za umocnieniem zdolności obronnych, bo obawiają się konfrontacji z Rosją. Chodzi mi przede wszystkim o kraje Europy Wschodniej. Tracąc wsparcie Ameryki pod rządami Trumpa, zaczną rozglądać się i w wyniku poprą niemieckie przywództwo.

    Moim zdaniem kanclerz Merkel, jeśli zostanie ponownie wybrana, jest gotowa przyjąć na siebie takie przywództwo. Jednak Niemcy już popełniły szereg istotnych błędów. Najważniejszy dotyczył migracji. Dlatego można w przyszłości oczekiwać, że liderstwo Niemiec będzie miało połowiczny charakter: gdy będą tego potrzebować, kraje europejskie poproszą o pomoc Niemcy, zwłaszcza jeśli zobowiążą się do zapłacenia za swoje europejskie projekty. Jeśli tym krajom coś przestanie się podobać w Europie, o którą walczy Berlin, odmówią Niemcom prawa do przywództwa i zaczną krytykować ich działania.

    — A jak Ameryka Trumpa zamierza budować swoje relacje z Europą?

    — Jeśli uważnie przeanalizujemy to, co dziś mówią Amerykanie, okazuje się następujące: Ameryka ma bardzo pragmatycznego prezydenta, a jej elity w odróżnieniu do europejskich znacznie mniej uwagi poświęcają ideologii. Obecnie najważniejszym wyzwaniem dla USA jest Azja. Tam pojawiają się silne gospodarczo kraje, które mogą być albo dobrymi partnerami Stanów Zjednoczonych, albo konkurencją. Z tego powodu dziś USA przeorientują swoją politykę zagraniczną na Azję.

    Europa ze swoim ideologicznym podejściem, z rozmowami na temat tego, że trzeba wziąć się za ręce, by uratować liberalne wartości, Amerykę nie interesuje i nie jest jej potrzebna.

    Nie sądzę, by ktoś w Stanach Zjednoczonych poważnie myślał, że Rosja chce okupować Europę. Wydatki na obronę Starego Świata stają się dla Białego Domu bezsensowne, bo nie zagraża mu realne niebezpieczeństwo. Dlatego Ameryka przeorientuje się. A Europa ze swoim podejściem będzie osamotniona, ponieważ pragmatyzm wymaga innego podejścia w polityce międzynarodowej. Pod tym względem Europa za kilka lat, a być może za kilka miesięcy, zrozumie, że izoluje się od tworzącego się wielobiegunowego świata. I choć Europa nie chce tego widzieć, sygnały są bardzo wyraźne.

    — Czy możliwe jest, by Merkel próbowała znaleźć w Chinach sojusznika przeciwko nowej polityce Trumpa?

    Pałac prezydencki w Warszawie
    © Fotolia / Robert lerich
    — W Europie zaczynają zastanawiać się nad tym, kto może stać się sojusznikiem. Kierownictwo Unii Europejskiej stara się o poparcie Pekinu — być może również w walce z Trumpem i z Rosją. Jednak jest to absolutnie niepoważne podejście, bo w rzeczywistości Europa, która orientuje się wyłącznie na wartości liberalne, nie zdoła porozumieć się z Chinami. Jeśli Europa nie zmieni swojego podejście do  stosunków międzynarodowych, będzie coraz bardziej izolowana.

    Moim zdaniem Niemcy, które dziś występują w imieniu całej Europy, uważają, że w kwestiach obrony należy wyjść na spotkanie Ameryce i że nie można stracić Ameryki. Co prawda, wydatki na obronę w wysokości 2% PKB, czego domaga się Trump, będą oznaczać dla Niemiec wydzielenie na ten cel około 60 mld euro.

    — Jeśli Niemcy zwiększą wydatki na obronę, pieniądze zostaną przeznaczone na potrzeby NATO czy na stworzenie europejskiej armii, bo Europy nie stać na zrobienie obu tych rzeczy?

    — Wydatki na utrzymanie NATO powinny wzrosnąć. O stworzeniu europejskiej samodzielnej armii nie mówi się poważnie. Głównie chodzi o umocnienie europejskiego czynnika wewnątrz sojuszu. Po pierwsze, Amerykanie nie są zainteresowani pojawieniem się w Europie swojej armii. Po drugie, oprócz Niemiec, nikt nie jest w stanie stworzyć tych sił. Tutaj pojawia się pytanie, czy inne państwa europejskie chcą zamienić amerykański parasol na Berlin w roli głównego obrońcy. To bardzo duży problem.

    — Ostatnio wiele się mówiło na temat niemieckiego planu „Europy dwóch prędkości”. Na ile realny jest ten projekt i czy istnieje sprzeciw wewnątrz Europy?

    Prezydent Rosji Władimir Putin
    © Sputnik . Alexei Druzhinin
    — Ten tzw. plan B istnieje od ok. 25 lat. Wymyślili go Niemcy i Francuzi. Polega na tym, że jeśli Europa nie zdoła w przyszłości rozwijać się w szybkim tempie w kierunku powołania do życia Stanów Zjednoczonych Europy, należy stworzyć rdzenną Europę, która zacznie dążyć do większej integracji. Inne kraje UE zostaną wykluczone z tego procesu. Będą mogły przyjaźnić się, kontaktować z „wąskim gronem” Unii Europejskiej, ale przestaną czerpać korzyści, które wynikają obecnie z udziału w zjednoczonej Europie. Jednak ten plan zostanie zrealizowany tylko w przypadku, jeśli większość państw europejskich zgodzi się należeć do rdzennej Europy i tylko niektóre kraje nie będą nim objęte. Teraz mamy wszelkie podstawy przypuszczać, że liczba państw, które odmówią udziału w budowie Stanów Zjednoczonych Europy okaże się znacznie większa niż liczba krajów, które są gotowe do takiej integracji.

    Majdan 2013/2014
    © Sputnik . Andrei Stenin
    Wielka Brytania opuściła UE, pomiędzy Polską i Węgrami a Niemcami pojawiły się poważne konflikty dotyczące wartości, Włochy, Hiszpania, Portugalia i Grecja nie chcą przewodnictwa Niemiec w kwestiach związanych z europejskimi finansami, bo uważają, że niemieckie podejście – oszczędzać i spłacać stare długi – nie jest właściwe. Kto pozostaje Niemcom? Kraje skandynawskie i kraje Beneluksu. To za mało, by stworzyć Stany Zjednoczone Europy. Sądzę, że taki rozkład sił będzie jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed Berlinem w przyszłości.

    Amerykańskie myśliwce F-15
    © AP Photo / Matthew Bruch/U.S. Air Force
    — Czy Rosja może liczyć na zniesienie sankcji UE w najbliższej przyszłości?

    — Mam wrażenie, że kwestia sankcji nie jest tak bardzo związana z rozwiązaniem konfliktu w Ukrainie, a raczej należy ją rozpatrywać jako nieudaną próbę europejskich elit zmuszenia Rosji do powrotu do demokracji w zachodnim stylu. Dlatego sankcje będą stosowane. Gdyby zachodnie elity faktycznie chciały wdrożenia porozumień mińskich, uczciwie powinny przyznać, że bez presji na Kijów, który nie realizuje swojej części umowy, pokojowe rozwiązanie nie ruszy z miejsca. Jednak na razie w Europie utrzymuje się dążenie do wywarcia nacisków na Rosję.

    Zobacz również:

    Radio Sputnik wyróżnione przez UNESCO
    Europejskiej wieprzowiny w Rosji nie będzie
    5 najsilniejszych armii świata w roku 2030
    Tagi:
    NATO, Unia Europejska, Alexander Rahr, Donald Trump, Angela Merkel, Niemcy, USA, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz