01:38 21 Wrzesień 2017
Warszawa+ 12°C
Moskwa+ 8°C
Na żywo
    Europa wielu prędkości

    Quo Vadis Europo?

    © Zdjęcie: Pixabay
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    0 673230

    Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem i publicystą Konradem Rękasem.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    © Zdjęcie: Igor Motowiłow
     —Prestiżowy serwis „Politico" ujawnił pięć scenariuszy dla Unii Europejskiej. Jaka przyszłość czeka Europę? Scenariusz pierwszy: „kontynuacja". Scenariusz drugi: „nie tylko wspólny rynek". Scenariusz trzeci: „ci, co chcą więcej, więcej robią". Scenariusz czwarty: „robić mniej, ale bardziej efektywnie" no i scenariusz piąty: „robić dużo, więcej, razem". O jaki scenariusz będzie walczyć polska delegacja na szczycie Unii pod koniec marca?

    — Pomijając otoczkę propagandową, polityka obecnego rządu polskiego daleka jest od jakichkolwiek konsekwencji w sprawach międzynarodowych w ogóle, i w tym także w sprawach europejskich. Słusznie zwrócił na to uwagę niedawno europoseł Janusz Korwin-Mikke w swoim artykule opublikowanym na łamach „Rzeczpospolitej", w którym proponuje alternatywną wizję współpracy francusko-polsko-rosyjskiej.

    Rząd PiS-u stara się trzymać jednocześnie kilka srok za ogon. Prezes Kaczyński, będący najbardziej reprezentatywnym przedstawicielem partii rządzącej w Polsce, nie wycofał się nigdy i często powraca de facto do swojego pomysłu wzmocnienia UE. Bo tak  należy to widzieć, uwzględniając jego postulaty dotyczące wspólnej armii, czy większych kompetencji politycznych. W Polsce PiS przedstawia się jako partia eurorealistyczna, czy eurosceptyczna. Ale to tylko zabieg, zmierzający do pozyskania wyborców.

    Demonstracja pierwszomajowa w Rosji
    © Sputnik. Aleksander Kriażew
    Na forum Parlamentu Europejskiego, czy we współpracy ze swoimi dotychczasowymi europejskimi partnerami pisowcy jednoznacznie opowiadali się za projektami wzmocnienia, a nie osłabienia Unii. Przy czym, wzmocnienia kosztem tych sektorów, które dla Polski wydawały się w europejskiej współpracy gospodarczej ważniejsze. Przypomnijmy, że to prezes Kaczyński mówił, że wspólna armia jest ważniejsza od wspólnej polityki rolnej. Ale PiS nie wyciąga wniosków ze zmian na mapie europejskiej i światowej związanych z Brexitem i prezydenturą Donalda Trumpa.

    Jesteśmy świadkami jak USA próbują konstruować alternatywny dla UE blok sojuszniczy oparty o specjalne przywileje handlowe i wzmocnienie relacji politycznych.

    Narzędziem do budowy takiego bloku jest właśnie polityka brytyjska, która sonduje w tym zakresie różne kluczowe dla dominacji amerykańskiej punkty globu —między innymi Australię, Nową Zelandię, Południową Afrykę.

    Tymczasem Polska w tej sytuacji znajduje się pod obecnymi rządami całkowicie osamotniona. Polska nie ma szans na tego typu specjalne uprzywilejowanie w relacjach z Ameryką. Jesteśmy w dalszym ciągu wasalem dalszej kategorii. Faktem jest lekceważenie przez Waszyngton polityków polskich. Czołowi politycy amerykańscy nie mają czasu ani dla prezydenta Dudy, ani dla premier Szydło, ani dla ministra Waszczykowskiego, ani nawet dla prezesa Kaczyńskiego. A równocześnie nie mogąc się znaleźć w tym nowym amerykańskim montażu geopolitycznym, Polska nie ma pomysłu, co dalej i jak odnaleźć się w strukturach Unii Europejskiej.

    Można się spodziewać, że Polska będzie powtarzała te same błędy, które popełniały poprzednie rządy. Czyli będzie mówiła na użytek krajowy, jak to broni interesów Polski w Unii, a na użytek europejski będzie domagała się wzmocnienia, bo tego domagała się poprzednia administracja amerykańska, której zmianę w Warszawie przeoczono. A wszystko to będzie podszyte całkowitą bezradnością i brakiem jakiejkolwiek wizji geopolitycznej.

    — Analitycy uważają, że scenariusze przedstawione przez szefa Komisji Europejskiej dotyczące przyszłości Unii powinny być dla rządu Beaty Szydło dzwonkiem alarmowym. Dlaczego?

    — Wbrew temu, co PiS opowiada na forum krajowym, jak broni suwerenności polskiej, to przecież politycy PiS-u całkowicie wyrzekli się suwerenności Polski, podpisując Traktat Lizboński. Przypomnijmy to było dzieło prezydenta z PiS-u Lecha Kaczyńskiego i premiera z PiS-u Jarosława Kaczyńskiego. Ten kluczowy, i w Polsce wciąż jeszcze często pomijany w analizach moment, jakim było przejście wspólnot europejskich, a więc luźnej struktury współpracy międzypaństwowej, na kształt struktury będącej quasi państwem.

    Unia Europejska — i wie o tym każdy student II roku politologii — ma wszystkie cechy państwa, a nie związku państw.

    Stąd też największe partie polityczne Polski nie różnią się w tym, że nie widzą innej przyszłości dla Polski niż tylko w ramach UE, a różnią się wyłącznie w detalach propagandowych, w tym jak przedstawiają swoje relacje i stosunek do Unii na forum krajowym. Zauważmy, że PiS lubi ogniskować uwagę opinii publicznej na kwestiach swojej rzekomej antyniemieckości, która także nie ma żadnych objawów oprócz robienia psikusów pani kanclerz Merkel podczas wizyty w Warszawie. A w relacjach gospodarczych z Berlinem PiS przecież niczego nie zmienił.

    Faktem też jest, że jakiekolwiek mówienie o zmianach, czy reformie w UE rzeczywiście wywołuje całkowitą bezradność i przerażenie politycznej Warszawy, głównych mediów jak i głównych partii politycznych dlatego, że żadna z tych partii nie ma innej alternatywy, niż tylko trwanie w ramach obecnego światowego układu geopolitycznego. A więc, główne partie zgadzają się, że Polska powinna nadal bezwładnie należeć do UE ze wszystkimi tego konsekwencjami. W dalszym ciągu Polska, ich zdaniem, powinna bezwładnie należeć do NATO, zgadzając się na wszystkie żądania amerykańskie w tym zakresie. Jakiekolwiek mówienie, czy pisanie, że świat się zmienia, że następują przegrupowania geopolityczne, także w bliskim sąsiedztwie Polski, że Unia zmieni się, albo rozpadnie, albo rzeczywiście zewnętrznie bardzo wyraźnie się zróżnicuje albo zmieni swój status prawny i zewnętrzne relacje, wszystko to wywołuje w Warszawie absolutną panikę ze względu na brak jakichkolwiek alternatywnych propozycji.

    Przypomnijmy, w Polsce z trudem można nie zgadzać się z ministrem zdrowia, można czasem nie zgadzać się z ministrem edukacji, ale absolutnie nie wolno nie zgadzać się z jakimkolwiek ministrem spraw zagranicznych, bo od razu uchodzi to za zdradę interesów narodowych. Polska klasa polityczna przez ostatnie kilkanaście lat w ogóle nie przygotowywała alternatywnych scenariuszy politycznych, zaklinając rzeczywistość, i teraz ponosimy tego konsekwencje. Nie jesteśmy przygotowani na to, co wydarzy się na arenie międzynarodowej.

     — Przywódcy czterech państw Grupy Wyszehradzkiej pragną powstrzymać francusko-niemiecki plan dla Europy wielu prędkości. Czy uda się?

     — Europa wielu prędkości, czyli Europa zróżnicowana, jeżeli chodzi o swoje relacje społeczne, jest już przecież faktem˛. Podział na „stare" i „nowe" kraje Unii nie zatarł się, istniał przez cały okres funkcjonowania wspólnoty w obecnym kształcie geograficznym. Po drugie jest zróżnicowanie, wymuszone samym faktem istnienia strefy euro, która obecnie mocno trzeszczy, i mocno ucierpiała w wyniku kolejnych kryzysów ekonomicznych swoich słabszych członków. To są fakty. I opowiadanie o solidarności europejskiej jest dobre wtedy, gdy kanclerz Merkel mówi o wspólnej polityce, czy wspólnych kosztach dotyczących uchodźców.

    Natomiast, oczywistym jest, że nikt tego, zwłaszcza na Zachodzie Unii, nie traktuje poważnie.

    Kraje Grupy Wyszehradzkiej, tak naprawdę niewiele łączy. W rzeczywistości niczego nie koordynują i spotykają się raz na jakiś czas dla uzgodnienia z trudem wspólnych stanowisk w bardzo niewielu kwestiach, czego ostatni szczyt był przykładem.  I doskonale one o tym wiedzą.

    Na przykład, Węgry Viktora Orbana nie rezygnują z budowania jakiś alternatywnych więzi i kontaktów i obecności swego niewielkiego państwa w innych, niż Unia Europejska, koncepcjach gospodarczych takich, jak de facto tranzyt ze Wschodu na Zachód. Podobnie starają się postępować Czechy, gdzie perspektywa geopolityczna sięga nawet Chin, czyli kierunku zdewaluowanego w Polsce przez ministra Macierewicza itd. Rządy tych państw zdają sobie sprawę, że małe narody muszą pamiętać o tym, że Unia powstała po to, aby te wielkie stare narody Zachodu miały, gdzie wydawać swoje nadwyżki finansowe, miały skąd pozyskiwać siłę roboczą i miały rynki zbytu dla swoich towarów. A przecież nie po to, aby opowiadać o jakimś nowym planie Marshalla, czy przełamywaniu Jałty. To jest propaganda dobra dla ogłupiania polskich wyborców. Nikt tego na Zachodzie nie traktuje poważnie.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska w Moskwie
    © Sputnik. Leonid Swiridow
    Europa zróżnicowana, jeśli chodzi o poziom integracji, jest jedną z bardzo poważnie rozpatrywanych na Zachodzie alternatyw. I w tym przypadku, kraje Grupy Wyszehradzkiej nie mają większych instrumentów, aby powstrzymać tego typu rozwiązanie, jeśli zostanie ono uznane za potrzebne i ważne, czy to przez rządy krajów zachodnich, czy też przede wszystkim przez eurobiurokratów z Komisji Europejskiej.

    Zobacz również:

    Parlament Europejski pozbawił Marine Le Pen immunitetu
    Słowacja jest przeciwna dyskryminacji Europy Wschodniej
    Europa ani nie interesuje, ani nie jest potrzebna Ameryce
    Tagi:
    Europa wielu prędkości, Grupa Wyszehradzka, Janusz Korwin-Mikke, Viktor Orban, Jarosław Kaczyński, Angela Merkel, Francja, Niemcy, USA, Polska, Słowacja, Czechy, Węgry, Europa
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz