09:00 19 Luty 2018
Warszawa-1°C
Moskwa-4°C
Na żywo
    Polsko-rosyjska granica

    Piechotą do Rosji: Polsko-rosyjska granica problemów

    © Sputnik. Igor Zarembo
    Opinie
    Krótki link
    Zofia Bąbczyńska-Jelonek
    511007

    Obwód Kaliningradzki powitał ponurą pogodą, wiało i mżyło. Na dodatek, polscy pogranicznicy przetrzymali mnie na granicy w Grzechotkach blisko godzinę, bo interesował ich cel i motywy w podróży, i to w szczegółach.

    Nie mogli zrozumieć, dlaczego akurat Rosję wybrałam na tygodniową studyjną wyprawę dziennikarską.

    To nie koniec moich przygód na polsko-rosyjskiej granicy.

    PRZYGOTOWANIA

    Myśl o odwiedzeniu Kaliningradu i poznania portów morskich Obwodu Kaliningradzkiego, chodziła mi po głowie od kilku lat. Na co dzień zajmuję się dziennikarstwem ekonomicznym: gospodarką morską, energetyką i transportem, współpracując na stałe z branżowymi pismami. Znam niemieckie i szwedzkie porty Bałtyku południowo-zachodniego. Kopenhaski i hamburski, także.

    Z obszaru południowo-wschodniego poznałam tylko Kłajpedę i to pobieżnie. Nadbałtyckie porty rosyjskie wprost prowokowały do bliższego ich poznania.

    Obwód Kaliningradzki to jedyna Rosja, z jaką Polska graniczy.

    Port w Kaliningradzie, drugi, co do wielkości rosyjski port na Bałtyku, to najbliższy port zagraniczny, z którymi polskie porty mogą współpracować lub konkurować. Ponad to, Rosjanie w miejscowości Pionierskij, szykują się do budowy nowego międzynarodowego terminalu promowego, przyjmującego też duże „wycieczkowce, konkurencyjny dla podobnych usług w Gdyni.

    „Trzeba w końcu tam jechać", pomyślałam i zabrałam się do przygotowań.

    Przede wszystkim zwróciłam się do Ambasady FR w Warszawie o merytoryczną pomoc. Do tej pory byłam w Rosji tylko raz, trzy lata temu, Obwodu Kaliningradzkiego nie znałam, a rozmowy o rozwoju morskich portów w tej przygranicznej eksklawie rosyjskiej, musiałabym prowadzić na poziomie lokalnego rządu i regionalnych władz „Rosmorportu".  

    Znajomi w Polsce zasypali mnie „dobrymi radami" i ostrzegali, że Kaliningrad jest szary, zapuszczony i ponury, a z Rosjanami trudno się umawiać, bo czasu nie szanują i notorycznie się spóźniają, że łapówki, że czekają mnie „różne niespodzianki" z ich strony.

    Polskie MSZ także ostrzegało o różnych nieszczęściach, jakie mogą mi się w Obwodzie Kaliningradzkim przytrafić.

    Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna.

    W rosyjskiej ambasadzie zareagowano na moje pomysły z wielkim zrozumieniem, zwłaszcza ambasador Siergiej Andriejew. Tak kompetentnej, merytorycznej pomocy, a przede wszystkim serdeczności, to ja się nie spodziewałam.

    Przy współpracy z ambasadą, Izbą Obywatelską Obwodu Kaliningradzkiego i Rosjanami, których poznałam w Szczecinie ubiegłego roku, podczas kaliningradzkiego rajdu „Drogami Pamięci" po Polsce, udało się wspólnie ułożyć atrakcyjny grafik na każdy dzień pobytu w Kaliningradzie.

    Mogłam wyruszyć do Rosji, by spełnić dziennikarskie marzenia.

    Wszystko, co w nim zostało ujęte, zostało zrealizowane! To był bardzo pouczający wyjazd.

    DOCIEKANIA POLSKICH POGRANICZNIKÓW

    Przeszkodą nie do pokonania okazało się polsko-rosyjskie przejście graniczne, które chciałam pokonać pieszo.

    Rodzina była w stanie dowieźć mnie do granicy, ale nie miała stosownych dokumentów, by ją przekroczyć.

    Z Kaliningradu na granicę miał w poniedziałek przyjechać rosyjski mikrobus. W ostatniej chwili, w piątek rano z kaliningradzkiego MSZ (Agencji ds. międzynarodowych i międzyregionalnych) otrzymałam informację, że jest to niemożliwe, bo na całej granicy polsko-rosyjskiej nie ma przejścia dla…pieszych.  I żaden pieszy czy rowerowy turysta do Rosji nie wejdzie, ani nie wjedzie.

    Szybko wysłałam do Straży Granicznej (SG) w Grzechotkach maila z prośbą o umożliwienie mi przejścia pasa granicznego między polskim a rosyjskim posterunkiem granicznym — pieszo. Opisałam dokładnie, po co jadę do Kaliningradu, co wiozę ze sobą, dołączyłam kopie paszportu i wizy. SG potwierdziła odbiór maila, ale nie odpowiedziała.

    Na szczęście, kierowca rosyjskiego busa miał dokumenty zezwalające na przekroczenie granicy i po polskiej stronie przepakowałam się do jego samochodu. Pogranicznicy przywitali natomiast blisko godzinnym postojem i serią dociekliwych pytań.

    Polscy kibice, Warszawa
    © Sputnik. Władimir Piesnia
    Ambasador Federacji Rosyjskiej w Rzeczypospolitej Polskiej Siergiej Andriejew
    © Zdjęcie: Służba prasowa Ambasady Federacji Rosyjskiej w Rzeczypospolitej Polskiej
    Siedzę w rosyjskim busie, podchodzi funkcjonariuszka SG i pyta: „A po co pani chce odwiedzać porty w Kaliningradzie?" Dostaje odpowiedz i idzie na posterunek.

    Po jakimś czasie wychodzi i pyta: „A dlaczego akurat chce pani prowadzić wywiad z ministrem rozwoju infrastruktury w Kaliningradzie?". Znowu dostaje dokładną i wyczerpującą odpowiedź, i tak w kółko.

    Kiedy zapytała za którymś razem: „Dlaczego pani akurat chce poznawać rosyjskie porty, a nie gdzie indziej", wyjaśniłam, że to moja dziennikarska robota. I wręczyłam podręczną teczkę z grafikiem pobytu i notatkami o Kaliningradzie, portach morskich, obwodzie itp., by sobie dokładnie poczytała i jak trzeba — skopiowała. „A jak im mało, niech wysyłają do samego szefa MSW", pomyślałam już wściekła.

    W Kaliningradzie czekali w hotelu Rosjanie, a ja sterczę na granicy i odpowiadam na dziwne pytania, chociaż w paszporcie mam rosyjską wizę dziennikarską.

    Po obejrzeniu pisma, do którego pisuję i w którym w tzw. stopce, figuruje moje nazwisko, wreszcie mnie puszczono.

    Rosyjscy pogranicznicy i celnicy nie robili żadnych ceregieli. Mogłam wreszcie ruszyć do Kaliningradu.

    Niestety, z planowanego spotkania i wspólnego obiadu w Kaliningradzie tego dnia nic nie wyszło, Rosjanie nie mogli czekać w nieskończoność, nikt nie wiedział, kiedy polskie służby graniczne pozwolą mi przekroczyć granicę.

    DROGA PRZEZ MĘKĘ

    W drodze powrotnej polskie służby graniczne tym razem skierowały ten sam bus, którym wjeżdżałam do Rosji do rewizji celnej. Chociaż celnicy wcześniej samochód obstukali i moje bagaże pobieżnie przeglądnęli. Poza długim czekaniem, celna rewizja w specjalnej komorze niczym nie różniła się od zrobionej na zewnątrz. Wyjątkiem było podniesienie samochodu i obstukanie go od spodu.

    Moje rzeczy tak samo przeglądnięto pobieżnie i niepotrzebnie martwiłam się, czy furażerka z czerwoną gwiazdą, którą dostałam od uczestników rajdu „Drogami Pamięci", nie zostanie zakwalifikowana, jako element zakazanej w Polsce komunistycznej ideologii i skonfiskowana.

    W tym samym czasie na wjeżdżających do Rosji czekała na granicy wielka kolejka samochodów, bo akurat zaistniał tam jakiś incydent z interwencją polskiej policji. Wieczorem, już w Polsce, przeczytałam w mediach, że pewien Rosjanin w godzinach popołudniowych tego dnia, został na przejściu w Grzechotkach zatrzymany, bo chciał wwieźć do Polski broń pneumatyczną przerobioną na ostre naboje, przyznał się, poddał dobrowolnej karze i został szybko wypuszczony.

    Byłam na granicy w Grzechotkach w godzinach popołudniowych, incydent graniczny obserwowałam naocznie i jedynie prawdą jest to, że jakiś incydent graniczny zaistniał. Ale nie na wyjeździe z Rosji do Polski, lecz na wjeździe z Polski do Rosji. Prawdą jest, że w chwili jego zakończenia i odjazdu radiowozu w kierunku Braniewa, skierowano trzy samochody oczekujące na wjazd do Polski do rewizji: jeden rosyjski przed nami, nasz i jeden polski, za nami.  Pierwszy w kolejce, rosyjski — celnicy i pogranicznicy przepuścili bez problemów. Po drugiej stronie drogi, kolejka samochodów czekających na wjazd do Rosji natychmiast stopniała.

    TO UPOKORZAJĄCE

    Stojąc na granicy dwie godziny, miałam okazję przyglądnąć się jak są na niej traktowani Rosjanie przez polskie służby.

    Odprawa jest upokarzająca. Są traktowani jak imigranci — potencjalni terroryści. Sprawdzane są nie tylko ich biometryczne paszporty.

    Każdy Rosjanin, który przekracza granicę musi skanować palec, by nasze służby mogły porównać odcisk palca w dokumentach z odciskiem palca podróżnego. Pięć osób w samochodzie i w efekcie bardzo długie czekanie.

    Andrieja Fiedotowa, kierowcę busa ta procedura obowiązywała, mnie — nie. „Tego wcześniej nie było, wprowadzono w ubiegłym roku", przypomniał Andriej.

    Rewizje w komorze celnej też nie należą do rzadkości. „Przechodziłem taką kontrolę ponad 20 razy, aż napisałem skargę na pracę celników. Oni po prostu nie rozumieją, że ktoś jeździ do Rosji w innych celach niż papierosy i paliwo. Na rosyjskiej stronie nigdy nie miałem kontroli. Takie poczynania z długim sprawdzanie dokumentów są celowe, chcą zniechęcić nas do kontaktów", twierdzi z irytacją Krzysztof Tieliczan, Polak ożeniony z Rosjanką i mieszkający w Kaliningradzie.

    NAS TO WKURZA

    Rosjanie na odprawach granicznych zachowują stoicki spokój, ale Polaków mieszkających na stałe w Kaliningradzie, czy pracujących tam i dojeżdżających do pracy, takie procedury dziwią, odbierają je, jako szykany wobec Rosjan. Mam podobne odczucia.

    „Polska jest zainteresowana współpracą gospodarczą z Rosją i przygotowuje się do wznowienia prac Rosyjsko-Polskiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Gospodarczej" oświadczyło polskie MSZ 3 marca.

    „Nie widzimy przeciwwskazań, aby w sferach, których nie obejmują ograniczenia, odbywały się związane z gospodarką wydarzenia, zwłaszcza na szczeblu regionalnym", dodało MSZ. Ministerstwo przy tym wysoko oceniło pracę Polsko-Rosyjskiej Rady ds. Współpracy Regionów RP z Obwodem Kaliningradzkim FR. 

    Odnoszę wrażenie, że jest to czcza gadanina, praktyka pokazuje zupełnie, co innego.

    Zofia Bąbczyńska-Jelonek, publicystka polska

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Rajd „Drogi pamięci" wyruszył z Kaliningradu
    Panie Macierewicz! Wybieramy się na Psków, czy od razu myślimy o Moskwie?
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    Leszek Miller: Na Kremlu słychać korki od szampana?
    Ambasador Polski: Ruch graniczny z Kaliningradem został zawieszony z powodu militaryzacji
    Rusofobia MADE IN POLAND. Część II
    W Polsce zaczęto zbierać podpisy za przywróceniem małego ruchu granicznego z Kaliningradem
    ABW po was też przyjdzie
    Marek Belka: „My, Polacy, kochamy Rosję i bardzo się boimy imperium"
    Tagi:
    Straż Graniczna, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (MSW), MSZ RP, ambasada FR w Warszawie, ABW, Siergiej Andriejew, Braniewo, Kaliningrad, Szczecin, Bałtyk, Obwód Kaliningradzki, Niemcy, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz