17:06 22 Wrzesień 2018
Na żywo
    Flaga UE w budynku Rady UE w Brukseli

    Problemy z tożsamością, czyli smuta Unii Europejskiej

    © AP Photo / Yves Logghe
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    0 181

    Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem, profesorem Wawrzyńcem Konarskim z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Vistula.

    — Szczyt Unii Europejskiej w Rzymie ma zdeterminować jej kształt na najbliższe dziesięciolecie. W piątek pani premier Beata Szydło udaje się na ten jubileuszowy szczyt, na którym ma być przyjęta Deklaracja. Dla jej podpisania Polska wystawia cztery priorytety, które muszą być w niej zawarte. Jakie są według Pana szanse, że konsensus zostanie osiągnięty?

    — Pana pytanie wymaga pewnych spekulacji. Co prawda, wiadomo doskonale, że Unia Europejska ma dzisiaj pewien problem tożsamościowy. Jest to problem wynikający z przesłanek wewnętrznych, jak i zewnętrznych, dlatego że po pierwsze cały pomysł na integrację europejską był pomysłem stworzonym w zupełnie innej epoce. Był pomysłem ideologiczno-politycznym i gospodarczym. Dzisiaj bardzo trudno jest znaleźć pewne sposoby rewitalizacji tej sytuacji. Myślę, że gdybym miał dokonać pewnego porównania sytuacji, która ma miejsce dzisiaj w UE, na przykład z sytuacją, która była specyficzna dla, chociażby, Federacji Rosyjskiej na początku jej istnienia po upadku ZSRR, to powiedziałbym, że podobnie jak wtedy okres Rosji zaczęliśmy nazywać „drugą smutą", to dzisiaj Unia Europejska ma swoją specyficzną odmianę własnej smuty, ponieważ istnieje problem tożsamościowy.

    Istnieje dziś problem wizji tego, jaka ma być wizja UE. Jest problem, jak należy zestawić debatę, która miała miejsce poprzednio, a dotyczyła ona stworzenia superpaństwa, czyli debatę między tymi tzw. federalistami oraz tymi, którzy byli zwolennikami powiększenia czy utrzymania silnej roli państw narodowych. To są kwestie, które będą się pewnie pojawiać w czasie tego dialogu, który będzie miał miejsce w Rzymie. On jest trochę gorzkim dialogiem, ponieważ z perspektywy 60 lat rzeczywiście można powiedzieć, że zadyszka jest dziś dość poważna. Natomiast, jeśli brać pod uwagę przesłanki realizacji pewnych postulatów, jakie dziś zgłasza Polska, to są one niewielkie. Są w tym sensie niewielkie, bo nie ma jak na razie specjalnej akceptacji dla tego stanowiska, które Polska przedstawia od pewnego czasu. A najkrócej mówiąc, to stanowisko sprowadza się do stworzenia warunków dla zwiększenia rangi państw narodowych jako elementów tego nowego kształtu struktury zwanej Unią Europejską. W tej kwestii nie ma konsensu. Ale to ważne. Bardziej niebezpieczne jest to, że UE może się wewnątrz zacząć dzielić na Unię dwóch prędkości. Ja się zgadzam z tymi, którzy mówią, że to już zachodzi. Tylko jeśli to będzie werbalnie przedstawione, to wówczas skończą się spekulacje wokół tego, czy UE wraca do swojej wcześniejszej idei jedności, czy też rzeczywiście decyduje się na Europę kilku prędkości. To będzie w jakimś stopniu niebezpieczne, ale to niebezpieczeństwo nie będzie właściwe tylko i wyłącznie samej UE, ponieważ generalnie będzie to wpływać na mniejszą przewidywalność tego, co się w ogóle może stać na świecie.

    Akcja protestu w Warszawie
    © Sputnik . Filip Klimaszewski
    I w tym sensie postawię taką tezę, że ewentualne objawienie takiej słabości wewnętrznej przez Unię wcale nie jest korzystne także dla otoczenia. Nie jest korzystne ani dla Rosji, ani dla Ameryki, ponieważ istotą sytuacji, która ma dzisiaj miejsce, a więc sytuacji globalizacyjnej, jest to, aby silne podmioty były w stanie ze sobą współpracować ku wspólnemu pożytkowi. Jeżeli z tej triady, czy nawet kwarty państw, bo pamiętajmy o roli Chin, która nie była jeszcze debatowana, jako partnera w tym dialogu globalnym, jeśli z tego zestawu państw miałaby wypaść UE, borykająca się z problemami, to, jak powiedziałem, sprzyjałoby to brakowi stabilizacji na skalę globalną. Dotykałoby wszystkich państw, które mają aspiracje do tego, aby na świecie odgrywać ważną rolę — mam na myśli Amerykę, Rosję i Chiny.

    — Czy można stwierdzić, że Pan jest dobrej myśli, że Deklaracja w Rzymie zostanie poparta przez wszystkie państwa Unii Europejskiej?

    — Nie, nie mam takiego poglądu. Chciałbym, żeby tak było, ponieważ Europa potrzebuje dzisiaj pewnej wspólnej wizji, która byłaby podkreśleniem sensu projektu europejskiego. Ja osobiście opowiadam się za tym, aby ten projekt był kontynuowany. Natomiast mamy dzisiaj sytuację, w której rośnie ranga partykularyzmów, które mają miejsce w poszczególnych państwach narodowych, i w tej chwili nie możemy powiedzieć, w jakim stopniu, i na kanwie jakich przesłanek zostałby tutaj wypracowany kompromis. Ja nie jestem optymistą, bo uważam, że na razie nie ma szansy ku temu, aby wrócić do idei Europy mocno zintegrowanej, natomiast mam nadzieję, że również nie nastąpi pójście w kierunku drugiego bieguna, czyli nadmiernego rozrostu aspektów partykularnych, bo one też są niebezpieczne.

    Zobacz również:

    Wytatuowany kucharz rozebrał się do reklamy ubrań (wideo)
    W belgijskiej Antwerpii został udaremniony zamach
    Ukraina wzmocniła ochronę granicy z Rosją
    W ataku terrorystycznym w Londynie ucierpieli obywatele 11 krajów
    Kijów głównym sojusznikiem USA? „To sposób na pozyskanie dodatkowych transz"
    Tagi:
    Prawo i Sprawiedliwość, Beata Szydło, Chiny, ZSRR, Rzym, UE
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz