07:44 23 Lipiec 2018
Na żywo
    Donald Tusk i Jarosław Kaczyński

    Donald Tusk: Nie mam z kim przegrać. Jak zawsze?

    © AFP 2018 / Janek Skarzynski
    Opinie
    Krótki link
    Bojan Trajczowski
    16288

    Fakt, przyzwyczajone przez polityczną antykulturę „Gazety Wyborczej" polska opinia publiczna nauczyła się bezmyślnie podniecać wszystkim co albo amerykańskie, albo świeci, brzęczy i kojarzy się ze wzniosłymi rytuałami albo tzw. „wartościami".

    Dziś, gdy kurz po kuriozalnej wyprawie wojenne Jarosława Kaczyńskiego na Radę Europejską opadł, wydaje się, że ogólnounijny konsensus oparty na nieporozumieniu, które znakomicie personifikuje Donald Tusk skutecznie się utrwalił. Szkoda.

    Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk
    © Sputnik . Irina Kałasznikowa
    Prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Polski Beata Szydło
    © AFP 2018 / Janek Skarzynski
    Europa znów marnuje swoją historyczną szansę. Teraz, gdy na drugim brzegu oceanu nastał okres brutalnego bezkrólewia oraz koteryjnych walk i intryg w iście bizantyjskim stylu, taki organizm jak Unia Europejska, prawie państwo, mogłoby nabrać pewnej samodzielności. Niestety, nic-a-nic się na to nie zanosi.

    Unijni notable, wybierając sobie Donalda Tuska na naczelnego dygnitarza Rady Europejskiej zagrali wprawdzie na nosie Jarosławowi Kaczyńskiemu, ale widać w tym więcej żałosnej doprawdy dziecinady niż jakiejkolwiek polityki. Na dodatek, wybór ten jest symbolicznym wyrazem woli i potwierdzeniem faktu, iż Europa Zachodnia (tudzież, jak to się teraz mawia — „przywódcy europejscy") po prostu nie chce wyskoczyć ze swoich krótkich i ciasnych spodenek, w które USA wcisnęły ją w pierwszych latach po zakończeniu drugiej wojny światowej.

    Zaczęło się jako farsa. Gdy półtora roku temu Polski i Polacy sprawili przy urnach wyborczych niespodziankę całemu nadwiślańskiemu establishmentowi wybierając najpierw Andrzeja Dudę na prezydenta, a potem Prawo i Sprawiedliwość jako największe ugrupowanie parlamentarne. Na ratunek temuż, pogrążonemu w smutku i rozpaczy ruszyły instytucje Unii Europejskiej. Jeden przez drugiego biurokraci różnych wysokich szczebli zapowiadali rozprawę z ciężkimi przestępstwami nowych polskich władz przeciw praworządności i demokracji, ale poza bombastycznymi deklaracjami i „uruchomieniem procedur" do żadnych konkretnych czynności nie doszło. Kaczyński jak trwał, tak trwa, a wraz z nim Beata Szydło i wszystkie inne jego pionki. Ze względu na brak zdecydowanych ruchów napięcie między stronami rosło i opadało niemal sinusoidalnie.

    Po brukselskiej stronie barykady okres ten ujawnił kilka tendencji.

    Wyraźnie zarysowało się zdenerwowanie władz tzw. „starej Unii". Zmęczeni niesubordynacją Węgier, samodzielnością Słowacji i figlami Czech polskie narodowo-konserwatywne przesilenie przyjęte zostało z gniewną nerwowością. Bynajmniej jednak nie dlatego, że jarzmo katolickiego fundamentalizmu, które systematycznie montuje między Bugiem i Odrą PiS jest dla zachodnich rozgrywających szczególnie dokuczliwe. Również nie dlatego, że różne ultra-prawicowe sekty przerodziły się już w bojówki i chętnie terroryzują inicjatywy polityczne, którym są niechętnie; ani też nie dlatego, że zarządzono tutaj kadrowe przetasowania w Trybunale Konstytucyjnym.

    Głównym problemem była i jest bardzo duża nieprzewidywalność Jarosława Kaczyńskiego, który, by odspawać Platformę Obywatelską od władzy uciekł się do złamania kilku ważnych konsensusów polskiej polityki post-transformacyjnej. Najważniejszym bodaj z nich wszystkich była niepodważalnie, jednoznacznie pozytywna ocena tego co wydarzyło się w Polsce od 1989 r. Tej narracji Kaczyński przeciwstawił spiskowe teorie o „układzie" i Wojskowych Służbach Informacyjnych.

    Drugą kwestią był swoisty zakaz prowadzenia polityki socjalnej, a nawet poważnego o niej dyskutowania; dopuszczano najwyżej brutalne dezawuowanie lub wyśmiewanie tego typu poglądów jako „powrót komuny". Poparcie PiS w zbyt dużej mierze bazowało na autentycznym społecznym sentymencie i jest mało sterowalne. To i nic innego było i pozostaje naczelną troską unijnych włodarzy.

    Do tego dochodzi oczywiście problem o charakterze czysto ilościowym — tzn. ilu Orbanów jeszcze wydadzą z siebie polityczne systemy demokratyczne różnych państw członkowskich. Grupa Wyszechradzka to jedno, ale niespodzianki czyhają także w Holandii (tam „starej Unii" się niedawno upiekło), Francji, RFN.

    Toteż już w 2012 roku strategicznie zaproszono ówczesnego kierownika Polski — Donalda Tuska — na europejskie salony. Zapewne wielu wydawało się wówczas, że skuteczny kop w górę i w skos, który przyoblec będzie można w wielkie i prestiżowe osiągnięcie Polski pogrąży PiS, albo przynajmniej osłabi.

    Fakt, przyzwyczajone przez polityczną antykulturę „Gazety Wyborczej" polska opinia publiczna nauczyła się bezmyślnie podniecać wszystkim co albo amerykańskie, albo świeci, brzęczy i kojarzy się ze wzniosłymi rytuałami albo tzw. „wartościami". A żaden inny przymiotnik nie grał ostatnio lepiej z tymże terminem niż „europejskie".

    Na nieszczęście dam i dżentelmenów, którzy choć eksploatowali ten bon mot do absolutnej niemożności zniesienia, polscy wyborcy nie uznali za stosowane przyjąć tej perswazji. O wiele bardziej widziała im się odpustowa oprawa „dobrej zmiany" i „wstawania z kolan".

    Tzw. odzież patriotyczna, na którą nastała niedawno masowa moda, jest świadectwem nie tylko estetycznej dekadencji, ale i diapazonu kiczu, który PiS wprowadził do przestrzeni publicznej. Żadnego bardziej ostrożnego obserwatora to nie zdziwi; wiadomo było, że tak skonstruowana nawała propagandowa będzie silniejsza od paniczykowsko-mieszczańskich i pełnych pogardy dla biednych i odrzucających liberalno-elitarystyczny model, sztuczek Platformy Obywatelskiej i kolegów Tuska zagranicą.

    Święto Niepodległości, 11 listopada 2014
    © AP Photo / Alik Keplicz
    Tusk zamiast rozgrywającym polską scenę z wyższego, międzynarodowego fotela, stał się ofiarą wszystkich tych igraszek i ostatecznie został po prostu dozorcą Rady Europejskiej, a jego działalność sprowadziła się do otwierania i zamykania obrad.

    Kolejny jego wybór na to stanowisko, który tak dotkliwie poturbował Jarosława Kaczyńskiego, potwierdza niestety, iż obie strony konfliktu niczego się nie uczą. Dla wszystkich przytomnych ludzi w Polsce jasne jest co przydarzyło się prezesowi PiS, tudzież — jak mawia wielu — prezesowi państwa. Po raz kolejny przeliczył się w swoim samouwielbieniu, bałwochwalstwie i intryganctwie. Znów przekombinował, puścił się poręczy i zapomniał, że Orban może mu pomóc w jakiejś konfrontacji z Brukselą, ale nie w ramach jego osobistej wojny z Tuskiem. Niewykluczone, że pogrom na Kaczyńskim jakim był niemal jednomyślny wybór Tuska, to początek końca rządów PiS w Polsce, ale, niestety, nie wieszczy to niczego dobrego jeśli chodzi o UE.

    O ile premier Węgier słusznie zgłosił désintéressement prywatnymi animozjami Kaczyńskiego, o tyle Unia Europejska niestety nie. Nie ma bowiem żadnego innego powodu, aby wybrać Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, niż demonstracyjne okazanie, iż na europejskich salonach po prostu nie lubi się PiS. A dlaczego się go nie lubi — o tym była już mowa.

    Szkoda, tylko, że splot takich perwersyjnych nieporozumień, które znajdują wyraz w głosowaniach na wysokich szczeblach, wciąż nazywa się polityką.

    Bojan Trajczowski, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Tusk połknie Schetynę
    Pan jest zerem, panie… Tusk?
    Marek Belka - specjalnie dla Sputnik Polska
    Tusk: Europa będzie albo zjednoczona, albo nie będzie jej wcale
    Donald Tusk przed komisją ds. Amber Gold
    Putin to skarb
    Tusk nie może przybyć na przesłuchanie ws. kontaktów kontrwywiadu z FSB
    Leszek Miller: Na Kremlu słychać korki od szampana?
    Tusk: mój powrót do polityki jest do rozważenia
    Tagi:
    Dobra Zmiana, polityka, wybory, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Gazeta Wyborcza, Rada Europejska, Beata Szydło, Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda, Donald Tusk, Viktor Orban, Holandia, UE, Czechy, Słowacja, Niemcy, USA, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz