05:56 24 Kwiecień 2019
Jarosław Kaczyński

Władzy raz zdobytej...

© AP Photo / Czarek Sokolowski
Opinie
Krótki link
Agnieszka Wołk-Łaniewska
145311

Jarosław Kaczyński rozstaje się z rozumem. Ja wiem, że większość z Państwa uważa, że jest to proces dawno zakończony lub zgoła zbędny - ale osobiście pozwalam sobie mieć inne zdanie.

Jarosław Kaczyński, przy wszystkich swoich paranojach i idiosynkrazjach, był, w mojej opinii, politykiem wysoce zręcznym i przebiegłym. Wygląda wszakże, że władza rzuciła mu się na mózg.

Na środowej konferencji prasowej w temacie dwóch pomników smoleńskich, prezes PiS tak wyjaśniał konieczność wzniesienia monumentu swojego brata:

— Jeżeli chodzi o Lecha Kaczyńskiego, to można powiedzieć tak: był prezydentem Rzeczypospolitej, był prezydentem Warszawy, był prezesem Najwyższej Izby Kontroli, był zastępcą przewodniczącego Solidarności, był działaczem wolnych związków zawodowych, był działaczem Solidarności na różnych szczeblach… Ale przede wszystkim, jeżeli w polskim życiu publicznym wyróżnić dwa nurty — ten, który generalnie rzecz biorąc, w tej czy innej formie, akceptował ten kształt Rzeczypospolitej, która zrodził się po roku 89 i uznawał że jakieś bardziej poważne znane są niepotrzebne; i ten, który domagał się takiej zmiany — to ten drugi nurt, ten który stawiał na zmiany, na reformę, na zupełne oderwanie się od komunistycznej przeszłości, był w ogromnej mierze dziełem Lecha Kaczyńskiego. Bez niego nie mogłoby powstać ani Porozumienie Centrum, ani Prawo i Sprawiedliwość. Bez niego to wszystko, co dzisiaj stanowi o tym wielkim politycznym obozie, który dzisiaj dzierży władzę w Polsce, nie mogłoby zostać stworzone — i to jest jego wielki, bardzo znaczący wkład w życie publiczne Polski. Przy czym jego prezydentura, przerwana tragicznie, całkowicie to dzieło lat poprzednich potwierdzała. Stąd jesteśmy przekonani, że powinien mieć swój pomnik w Warszawie, tak jak inne wybitne postacie w polskiej historii współczesnej.

Nabożeństwo żałobne w intencji ofiar katastrofy w Warszawie, 17 kwietnia 2010 r.
© AFP 2019 / PAP/Radek Pietruszka
W powyższych zdaniach, wielokrotnie podrzędnie i współrzędnie złożonych w sposób unikalny dla prezesa, znajdujemy treść zgoła oczywistą, ale równocześnie zupełnie niezwykłą w swojej szczerości: Lech Kaczyński nie zasługuje na pomnik dlatego, że był prezydentem RP, który zginął w trakcie pełnienia obowiązków służbowych, ani dlatego, że był wybitnym politykiem wolnej Polski, ani dlatego, że walczył z komuną. Lech Kaczyński zasługuje na pomnik, ponieważ dał władzę Jarosławowi Kaczyńskiemu. Powinniśmy wszyscy postawić Lechowi pomnik w podzięce za Jarosława.

W tych samych dniach, w których liczni politycy PiS wiją się w hipokryzyjnych zapewnieniach, że brak nazwiska wicepremier Izabeli Jarugi-Nowackiej na  odsłoniętej w Kancelarii Premiera tablicy smoleńskiej wynika z niedopatrzenia, albo z tego, że Jaruga-Nowacka ma już swoją tablicę, ale przecież wszyscy polegli są równi — Jarosław Kaczyński mówi wprost: pomniki należą się tylko nam. Nasz władza jest darem dla ludu — zwanego obecnie suwerenem — i lud powinien być nam za ten dar wdzięczny.

Antoni Macierewicz podczas spotkania z ministrem obrony Łotwy Raimondsem Bergmanisem, Warszawa 14.03.2016
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Żeby nie było wątpliwości: podejrzewam, że wielu polityków tak myśli. Megalomania jest jednym z warunków politycznego sukcesu. Jak trafnie zauważa republikański strateg polityczny Rick Davis w opartym na faktach filmie o kampanii McCaina i Palin z 2008 roku: politycy, którzy nie odczuwają patologicznej potrzeby bycia kochanymi nie dostają nominacji prezydenckiej, zdobywają szczytów władzy. Ale w tzw. demokracji liberalnej przyjęło się ukrywać to myślenie, zastępując je deklaracjami służby dla kraju, dla wszystkich obywateli, niezależnie od poglądów, bycia „prezydentem wszystkich Polaków". Wyznanie, że Lech Kaczyński był „naszym prezydentem" i za to należy mu się pomnik — jest jakoś tam odświeżające w swojej szczerości. Ale także dość niepokojące. Otwarte wymaganie kultu władzy, przez władzę, od ludu — jest unikalnie typowe dla systemów totalitarnych.

Po enerdowskiej rewolcie robotników, w której zginęło ponad 300 osób, w czerwcu 1953 roku, Bertold Brecht napisał wiersz pod tytułem „Rozwiązanie":

Prezes PiS Jarosław Kaczyński przed pałacem prezydenckim w 6. rocznicę katastrofy smoleńskiej. Warszawa, 10 kwietnia 2016
© AFP 2019 / Wojtek Radwanski
Po wybuchu powstania 17 czerwca

 sekretarz Związku Pisarzy

 kazał rozdać w Alei Stalina ulotki,

 w których można było przeczytać, że naród

 stracił zaufanie rządu

 i mógłby je odzyskać

 jedynie przez zdwojoną pracę. Czy nie

 byłoby wszak prościej, gdyby rząd

 rozwiązał naród i

 wybrał inny?

Nie wiem, jak Państwo ale ja nieco się boję myśleć, co zrobił Jarosław Kaczyński, jeśli suweren utraci jego zaufanie.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Zacharowa: Podejmowane przez Polskę próby upolityczniania historii są kontrproduktywne
Sąd w Warszawie potwierdził wyrok na generała w sprawie katastrofy smoleńskiej
Dobra Zmiana redaktora Leonida Swiridowa
Ukarany za „Ucho prezesa”
Małpa z brzytwą na kontrakcie
Ambasador Rosji w Polsce: prawa rosyjskiego dziennikarza Swiridowa zostały złamane
Między Macierewiczem i Łubianką
Optyka NATO. Aha.
Tagi:
Prawo i Sprawiedliwość, Lech Kaczyński, Jarosław Kaczyński, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz