22:40 23 Lipiec 2017
Warszawa+ 21°C
Moskwa+ 17°C
Na żywo
    Chiński Nowy Rok w Pekinie

    Gospodarka i polityka Polski weszły w klincz

    © AP Photo/ Andy Wong
    Opinie
    Krótki link
    Irina Czajko
    182920957

    W ostatnich latach, a nawet dziesięcioleciach, Chiny na przekór światowym kryzysom i innym kataklizmom zdecydowanie powiększają swój potencjał ekonomiczny.

    Ten bogaty kraj przychodzi z dużymi inwestycjami i niebywałymi kapitałami do innych krajów, w poszukiwaniu nowych zysków. Jednak w tych poszukiwaniach Polska jest pomijana.

    Radio RFM24 podało ciekawe dane: do połowy 2016 roku wartość skumulowanych inwestycji w Polsce wyniosła  tylko 462 mln euro, podczas gdy na ponad  trzykrotnie mniejszych Węgrzech 2, 1 mld euro, a w Rumunii — 741 mln euro.

    O straconych możliwościach Polski, jakie mogłaby przynieść współpraca z Chinami, korespondentka radia Sputnik Irina Czajko rozmawiała z doktorem filozofii Cezarym Kalitą, pracownikiem naukowym Instytutu Nauk Społecznych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Przyrodniczo — Humanistycznego w Siedlcach.

     — Internetowe wydanie „Rzeczpospolitej" napisało: „ Mimo szumnych zapowiedzi polityków w Polsce nie widać zalewu inwestycji z Chin. W Europie Chińczycy inwestują głównie w Wielkiej Brytanii, Włoszech, Niemczech, Francji nawet Rumunii. Chiński kapitał omija Polskę." Co Pan to tym sądzi?

    — My przede wszystkim żyjemy w takim swoistym micie chińskim. Nam się wydaje, że jesteśmy dla nich atrakcyjni. Wystarczy coś posiadać i Chińczycy bardzo chętnie przyjdą i będą inwestowali. Teraz, niestety, to tak nie działa. Chiny generalnie mają politykę bardzo długofalową. Są nastawieni na osiąganie celów, które są rozłożone na dekady, a nie na lata. W Polsce, niestety, myśli się raczej w kategoriach politycznych, a nie gospodarczych. I teraz Chińczycy nie chcą już naśladować na przykład Japonii, czy Korei Południowej i stosować rozwój na zasadzie takiej, że naśladujemy innych i jesteśmy podwykonawcami. Oni zaczynają to robić selektywnie. Są bardzo mocno zainteresowani nie całością gospodarek, jakimiś niskimi technologiami. Są gotowi dużo płacić za inwestycje, które są nowoczesne. Wiedzą, co jest istotne, co jest ważne i chcą wybrać te najlepsze rzeczy. To ma być gospodarka najnowocześniejsza, najbardziej innowacyjna na świecie. To jest długofalowy cel myślenia chińskiego.

    Rzeka Sawa wpada do Dunaju w Belgradzie
    © Sputnik. Vladimir Pesnya
    Bądźmy szczerzy, Polacy nie bardzo mają co do zaproponowania, jeżeli chodzi o nowoczesność. Chińczycy zaś bardzo chętnie poszukują tych konfitur po Europie i duże pieniądze tam inwestują, ale w te rzeczy najcenniejsze. Z drugiej strony mają bardzo silne tendencje konfucjańskie, czyli szacunek dla pracy, szacunek dla starszych, myślenie kategoriami zbiorowymi, a nie indywidualnego interesu. Jest duża różnica kulturowa chociażby między Polską a Chinami. W Polsce nie oddziela się polityki od gospodarki. Nikt już tego na świecie praktycznie nie robi. Wszyscy dawno rozdzielili. My ciągle tkwimy w takim swoistym klinczu polityki i gospodarki. Po co? To kompletnie niepraktyczne!

    Zboże
    © Sputnik. Aleksander Liskin
     — Na szczycie krajów Europy Środkowowschodniej i Chin w Rydze premier Beata Szydło oświadczyła, że Polska chce z Chinami budować wspólne projekty  transportowe, ale wielkie projekty, które zaprezentowała strona polska, na przykład stworzenie polsko-chińskiego parku logistycznego w Łodzi czy centralnego portu lotniczego, nie ruszyły z miejsca. Czy Pana zdaniem Chińczycy są trudnymi partnerami dla Polaków?

    — Są generalnie trudnymi partnerami, bo jak powiedziałem, to jest bardzo duża różnica kulturowa. Druga rzecz, to rzeczywiście dziwaczne postępowanie samych Polaków. Chcemy tworzyć szlak jedwabny. Szlak jedwabny i ciągła linia komunikacyjna pozostaje na lata, żeby nie powiedzieć na wieki, podczas gdy Antoni Macierewicz wpada na pomysł: nie, blokujemy inwestycje, bo to popsuje nasze relacje gospodarcze ze Stanami Zjednoczonymi, które i tak nie są aż takie duże. Z jednej strony mówimy, że chcemy, a z drugiej strony nie wykazujemy dobrej woli.  Zupełnie niezrozumiała sytuacja. Polska chce być jakimś liderem, pani Szydło się deklaruje, ale oprócz deklaracji „daj jeszcze tę kromkę chleba", jak mawiali Grecy, zrób coś jeszcze w tym kierunku, a nie mów tylko, że będzie fajnie. Przykre to trochę.

    Polska chora na Rosję
    © Sputnik. Władimir Trefiłow
     — Jaka jest w ogóle filozofia polityki gospodarczej Polski. Warszawa nie chce  współpracować z Moskwą, chce współpracować z Chinami. Co będzie dalej?

    — To jest ten największy problem — nierozdzielanie gospodarki od polityki. Wydaje się nam, że taki inwestor chiński to tak w miarę dobrze brzmi, to lepszy niż niemiecki, czy rosyjski. Zawsze mamy takie fobie w stosunku do sąsiadów. Ktoś, kto mówi, że nie chce z kimś współpracować, to najczęściej ten komunikat trzeba czytać, że my to w zasadzie z nikim nie chcemy współpracować. W ogóle nie powinno istnieć takie zdanie, że my nie chcemy z kimś współpracować. To czego chcemy? Walczyć? Po to mamy Unię Europejską, po to tworzymy jak najszersze struktury gospodarcze, żeby współpracować.

    Zbiór truskawek
    © Sputnik. Виталий Тимкив
    Musimy rozdzielić politykę i gospodarkę. Tą są całkowicie różne sprawy. Gdzieś nam uciekają procesy globalne, a koncentrujemy się na drobnych politycznych sprawach. Tych lubimy, innych nie lubimy, a mitycznego Chińczyka lubimy bardziej, bo jest daleko, dobrze go nie znamy, ale nie wiadomo, dlaczego uważamy, że to fajny inwestor. Chiny są naprawdę krajem o dużych ambicjach i o wielkiej arogancji. To też bardzo ważna sprawa. One nie uznają relacji symetrycznych. To Chiny narzucają swoją dominację i łaskawie w ramach rewanżu mogą coś zrobić dla tej strony, której narzucili dominację. Ale tamta strona nie bardzo może się o to upominać, a my w Europie jesteśmy przyzwyczajeni do symetrii. Ja robię coś dla ciebie i od razu się spodziewam, że ty coś zrobisz dla mnie.

    Zobacz również:

    „Przechodzimy jakąś ciężką chorobę"
    Kukiz ujawnia list „straszak" od Antoniego
    Kijowski - buntownik czy błazen?
    Tagi:
    gospodarka, Beata Szydło, Chiny, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz