21:59 21 Październik 2018
Na żywo
    Przechodnie na jednej z ulic w Nowym Jorku

    Odkrycie Departamentu Stanu: Prawda mimo wszystko istnieje

    © Sputnik . Alexey Filippov
    Opinie
    Krótki link
    Dmitrij Kosyriew
    3211

    Zacznijmy od tego, że nie ma co kłócić się z amerykańskimi dyplomatami. Można też godzić się, szczególnie jeśli dokonują filozoficznego odkrycia: Prawda jako taka (o tym, co dzieje się na naszym świecie) mimo wszystko istnieje.

    I będziemy kontynuować w ten sposób: można i trzeba razem tę prawdę ujawnić — na przykład o tym, czy atak chemiczny w Syrii miał miejsce, a jeśli tak, to kto za nim stał.

    Nie denerwujcie ludzi tymi waszymi faktami

    Departament Stanu USA ma teraz duże problemy przejawiające się tym, że go prawie nie ma. Kluczowe stanowiska nie są obsadzone i ugruntowane. W szczególności nasz bohater — Bryce Wharton — nazywa się „pełniącym obowiązki zastępcy sekretarza stanu USA ds. dyplomacji publicznej i public relations”. Czy stanie się on pełnoprawnym zastępcą — nie wiadomo.

    Co nie przeszkadza mu pracować i działać. Tak mówił w Hoover Institution na Uniwersytecie Stanford (Kalifornia) podczas seminarium: „Dyplomacja publiczna w społeczeństwie postprawdy”. O niej, postprawdzie, także mówił. Raport trafił do mnie w wersji papierowej, a szkoda, takie dokumenty chciałoby się przedstawić czytelnikowi w całości, w formie linka.

    Ankieta

    Kto dokonał ataku chemicznego w syryjskim Idlib?
    • Turcja
      5.8% (172)
    • USA
      27.1% (801)
    • Izrael
      21.2% (629)
    • Asad
      6.6% (196)
    • Syryjska opozycja
      24.6% (730)
    • Terroryści
      14.7% (437)
    Głosowało: 2965
    „Postprawdę” oksfordzki słownik języka angielskiego ogłosił „słowem 2016 roku”. Definiuje ją jako „okoliczności, przy których obiektywne fakty są mniej ważne w procesie kształtowania opinii publicznej niż odwołanie się do emocji i osobistych przekonań”.

    W tłumaczeniu z oksfordzkiego na polski oznacza to sytuację, kiedy prawda nie jest konieczna, jeśli jest niewygodna. Jeśli jakaś część jakiejś populacji ma już ustalone przekonania, to nie wchodźcie do niej z prawdą (czyli z tymi waszymi faktami). Tylko na próżno zdenerwujecie ludzi.

    Tutaj widzimy też coś podobnego ze strony nawet naszych „dyplomatycznych partnerów”, a raczej opinii publicznej ich krajów. Na przykład: Rosja ingeruje w wybory głów państwa na całym Zachodzie. Lub: Baszar al-Asad jest dyktatorem, który niszczy własny naród i truje go bronią chemiczną. My w odpowiedzi na to mówimy: pokażcie fakty. W zamian otrzymujemy: jakie inne fakty? Po co? No nasi ludzie nie chcą dobrowolnie przyjąć niczego, co mogłoby podważyć ich dotychczasowe przekonania. Przekonania, które ​​my też im ukształtowaliśmy.

    Bryce Wharton oczywiście wymienił również Rosję jako winną krzewienia „postprawdy”. Ale przede wszystkim mówił o tym, jak walczyć ze światową propagandą dżihadystów ekstremistów. Dzielił się doświadczeniem, opowiadał, w jaki sposób jeszcze w poprzedniej republikańskiej administracji on i jego propagandowa drużyna wylewali potok informacji tam, gdzie wcześniej było skierowane działanie „węża pożarniczego z potokiem kłamstw”, aby „naprowadzić docelowych odbiorców na bardziej konstruktywny kierunek”. Mowa o Bliskim Wschodzie. I jeszcze o tym, że resort Bruce’a i jego projekty potrzebują więcej pieniędzy, aby kontynuowały swoją działalność.

    W pełni popieram jego impuls: dajcie Bruce’owi dużo pieniędzy. Chociażby tylko za to, że on w swoim raporcie mówi nam: prawda mimo wszystko istnieje, nawet w epoce postprawdy.

    Bądźmy przyjaciółmi

    Trzeba być wielkim optymistą, aby podobnie jak Bruce powiedzieć: „Fakty rzeczywiście istnieją, one są i nie możemy bez nich żyć… Po tej stronie Atlantyku sondaże pokazują, że Amerykanie chcą prawdy opartej na faktach”.

    A kiedy Amerykanie chcą prawdy i istniejących „gdzieś obok” faktów, to w czym problem — dać im te fakty i tę prawdę.

    Ponieważ mowa o resorcie polityki zagranicznej USA, czyli o sprawach międzynarodowych, istnieje oczywista okazja do ujawnienia prawdy — historii o broni chemicznej w Syrii.

    Postprawda to (patrz wyżej) powstające osobiste przekonania, które spróbuj obalić faktami. A prawdę — cóż, najpierw trzeba ustalić, czy w ogóle użyto broni chemicznej w Chan Szajchun, na terytorium kontrolowanym przez opozycję zbrojną, 4 kwietnia.

    Jeśli nie było takich faktów, znaczy, że nie było ataku chemicznego. Ale jeśli miały one miejsce i jest to potwierdzone fizycznymi dowodami, to następnie trzeba ustalić, kto użył tej broni. To samo z dowodami rzeczowymi w rękach. Na przykład można pojechać na lotnisko syryjskich Sił Powietrznych w Esch-Shayrat (gdzie USA wystrzeliły już 59 „Tomahawków”) i znaleźć tam ślady broni chemicznej.

    Udokumentować je. Porównać je z tymi, które zebrano (jeśli zebrano) na miejscu domniemanego ataku. I to wszystko.

    A dalej powtórzmy wiadomości z ostatnich dni. Rosja (i Chiny, i inni) proponują OPCW — Organizacji do spraw Zakazu Broni Chemicznej — wysłać na miejsce ewentualnego przestępstwa komisję, która będzie się jednak składać z neutralnych ekspertów (których społeczeństw nie zaatakowała postprawda). Organizacja nie chce. W szczególności nie pozwalają na to Amerykanie.

    Prezydent Syrii Baszar al-Aasad wysłał list do ONZ z prośbą o wysłanie delegacji ekspertów w celu zbadania tego, co się stało w Chan Szajchun. Na razie nikt nikogo nie wysyłał.

    Rosyjski przedstawiciel w OPCW (oto pełny tekst jego wystąpienia) pokazuje te same zdjęcia, które zawodowi fałszerze pokazują jako dowody użycia sarinu. Na zdjęciach są dowody na to, że to żaden sarin (rozszerzone źrenice, zamiast zwężonych).

    Amerykański ekspert, profesor Massachusetts Institute of Technology Theodore Postol bada inne zdjęcia z tej samej serii niewiadomo skąd wziętych „dowodów” i widzi na nich kawałek metalu, który w żaden sposób nie mógł zostać zrzucony z powietrza (to jest przez syryjskie siły powietrzne), wyraźnie wysadzono go na ziemi.

    Eksperci nie chcą nigdzie jechać. Najwyraźniej boją się niepokoić ofiary nadchodzącej ery postprawdy: fakty nie są im potrzebne, jeśli są one sprzeczne z już istniejącymi przekonaniami, że wszystkiemu winny jest prezydent Syrii, a także Rosja.

    Drogi Bryce Whartonie, mówi Pan, że Amerykanie chcą prawdy opartej na faktach. Amerykanie nie są sami. Chcemy tego samego. A jeśli tak jest, to zaprzyjaźnijmy się i róbmy to wspólnie.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Ławrow krytykuje blokowanie w OPCW rosyjskiego projektu ws. ataku chemicznego w Idlibie
    OPCW: W Idlibie użyto sarinu lub jego analogu
    OPCW nie reaguje na możliwe użycie broni chemicznej przez opozycję
    OPCW przyjmie od Rosji próbki broni chemicznej użytej przez terrorystów w Syrii
    Tagi:
    Syria, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz