Widgets Magazine
22:28 23 Lipiec 2019
Paryż

Kaczor na miarę Francji

© Sputnik . Leonid Swiridow
Opinie
Krótki link
Agnieszka Wołk-Łaniewska
6374

Biorąc pod uwagę rewolucyjne plany Macrona na przebudowę francuskiego społeczeństwa i gospodarki - taki mandat zdaje się zdecydowanie niedostateczny. I pod tym względem proeuropejski francuski prezydent mocno przypomina Jarosława Kaczyńskiego.

Kiedy Emmanuel Macron wygrał wybory z Marine Le Pen, nasi krajowi Europejczycy radowali się niewymownie, a komentatorzy dość zgodnie nazywali go „francuskim Petru". Tymczasem ostatnie wyborcze prognozy, w zestawieniu z programem założonej przez Macrona partii La République En Marche (REM) wskazują na to, że z punktu widzenia systemu demokratycznego może się okazać raczej francuskim Kaczyńskim.

Prezydent Polski Andrzej Duda z uniesionymi kciukami na zdjęciu ze szczytu NATO w Brukseli.
© REUTERS / Jonathan Ernst
Rzeczywiście, Macron — podobnie jak Petru — dość udatnie prezentuje się jako nowa twarz polityki, wywodzący się sektora finansowego specjalista, który przebojem wdarł się na salony władzy, a teraz wprowadza tam swoją totalnie nową partię, złożoną głównie z parlamentarnych debiutantów.

57 procent kandydatów REM nigdy nie sprawowało żadnej funkcji pochodzącej z wyboru, co ma stanowić dowód na to, że będą reprezentować interesy zwykłych Francuzów, a nie partyjnej oligarchii.

Kłopot w tym, że zwykłych Francuzów raczej na listach REM brakuje.

Na okrasę znajdzie się jeden bezrobotny, jeden gliniarz i jeden strażak, ale, podobnie, jak w przypadku.Nowoczesnej, dominują przedsiębiorcy oraz przedstawiciele wyższej kadry zarządzającej i wolnych zawodów — reprezentanci najwyższej kasty społecznej, przez l'INSEE (francuski GUS) zwanej CSP+. W sumie — jak obliczyli lewicowi krytycy nowego prezydenta i jego „obywatelskiego ruchu" — przedstawiciele lepszego towarzystwa stanowią 90 procent z jego 300 „nowych twarzy", podczas gdy w społeczeństwie jest ich zaledwie 13 procent. W Polsce tego typu zarzuty brzmiałyby śmiesznie, ale we Francji, z jej rewolucyjną republikańską tradycją, nikt z tego nie żartuje.

Paryż
© Sputnik . Leonid Swiridow
Paryż
I mało tego, ta radykalnie niereprezentatywna formacja, na którą w pierwszej turze zagłosowało zaledwie 6,4 miliona z 47,5 mln uprawnionych, najpewniej zyska większość nie tylko bezwzględną, ale i konstytucyjną.

Zawdzięcza to najgorszej frekwencji po II wojnie światowej (48,7 proc.) i specyficznej francuskiej ordynacji wyborczej. Biorąc pod uwagę rewolucyjne plany Macrona na przebudowę francuskiego społeczeństwa i gospodarki — taki mandat zdaje się zdecydowanie niedostateczny. I pod tym względem proeuropejski francuski prezydent  mocno przypomina Jarosława Kaczyńskiego.

Jarosław Kaczyński
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Prezydent Francji Emmanuel Macron z żoną Brigitte w czasie głosowana na wyborach parlamentarnych we Francji
© REUTERS / REUTERS/Christophe Petit Tesson/Pool
Ordynacja wyborcza V Republiki opiera się na wymarzonych przez Pawła Kukiza JOW-ach. W odróżnieniu od USA czy Wielkiej Brytanii, gdzie obowiązuje zasada „pierwszy bierze wszystko", system francuski przewiduje pewne zabezpieczenia. Wybory parlamentarne odbywają się w dwóch turach, zwycięstwo w pierwszej jest możliwe tylko pod warunkiem uzyskania co najmniej 50 procent głosów przy co najmniej 50-procentowej frekwencji — to dlatego, spośród 14 kandydatów, którzy 11 czerwca dostali ponad połowę głosów w swoich okręgach, mandat zdobyli zaledwie 4. Reszta musi wziąć udział w drugiej turze, do której dopuszczeni są wszyscy ci, na których zagłosowało co najmniej 12,5 procent uprawnionych. Jeśli takich nie ma, albo jest tylko jeden, do 2. tury wchodzi dwóch klientów z najwyższą liczbą głosów. 

W sumie w teorii, francuscy wyborcy mogą mieć wrażenie, że „każdy głos się liczy" i przynajmniej w 1. turze nie muszą dokonywać strategicznych wyborów z gatunku „mniejszego zła" — ale tak naprawdę system premiuje faworytów i tnie po skrzydłach. Mało tego, efekt tak skonstruowanych wyborów bywa paradoksalny: na przykład stara Partia Socjalistyczna, skompromitowana tragiczną prezydenturą Françoisa Hollande'a, zdobyła zaledwie 7,5 procent głosów, ale prognozy dają jej 30 do 50 mandatów — podczas gdy nowa, radykalna lewica Jan-Luca Mélenchona, France Insoumise, dostała ponad 11 procent głosów, ale mandatów wróży jej się kilkanaście.

Natomiast ugrupowanie Macrona, wraz z niewielkim centro-liberalnym koalicjantem MoDem (Mouvement Democrate), który w pierwszej turze uzyskał zaledwie 4 proc., zdobędzie najpewniej ponad 400 mandatów, może nawet 450.

A program Macrona ma wszelkie dane, żeby postawić pół Francji pod bronią, a w każdym razie — pod transparentem.

Wbrew pieczołowicie pielęgnowanemu wizerunkowi „nowego człowieka w polityce" — Macron nie tylko należy do starej stajni Partii Socjalistycznej, ale także jest współautorem jej klęski. Jako minister gospodarki, przemysłu i cyfryzacji w rządzie socjalistów za czasów Hollande'a, był współodpowiedzialny za reformę prawa pracy, która osłabiała prawa pracownicze i rolę związków, ułatwiała wyrzucanie ludzi z roboty, obniżała płace za nadgodziny.

Protesty wyprowadziły na ulicę miliony ludzi,  strajki sparaliżowały rafinerie, stacje benzynowe, sporą część transportu publicznego, porty i lotniska. Sondaże wykazywały, że nowelizacji sprzeciwia się 67 procent  Francuzów — a rząd mimo to przepchnął ją przez parlament, drogą dekretu prezydenckiego, bo były obawy, że nie znajdzie poparcia we własnym zapleczu partyjnym.

Paryż
© Sputnik . Leonid Swiridow
Paryż
Macron odpowiada też za  — również oprotestowaną społecznie i wprowadzoną dekretem — ultraliberalną, deregulacyjną ustawę zwaną szumnie „prawem na rzecz wzrostu, aktywności i równości szans ekonomicznych", która, zdaniem OECD, może  przynieść niespełna pół procenta wzrostu w ciągu dekady, ale za to ogromnie raduje biznes.

Donald Tusk
© AP Photo / Alik Keplicz
Dziś w programie partii rządzącej jest dalsza liberalizacja prawa pracy, cięcia budżetowe wysokości 60 mld euro w ciągu 5 lat, likwidacja 120 tysięcy etatów w administracji i  obniżenie podatku od firm z 33 do 25 procent.

Raczej trudno sobie wyobrazić, żeby tego typu liberalne rozwiązania nie napotkały na olbrzymi protest społeczny — w kraju, w którym równość pozostaje pełnoprawnym elementem świętej triady „Liberté, egalité, fraternité ".

Jednak wszystko wskazuje na to, że mając szczere poparcie zaledwie 13 procent wyborców — Macron zyska trzy czwarte miejsc w Zgromadzeniu Narodowym i będzie mógł zrobić zgoła wszystko.

A jak Francuzi wyjdą na ulicę, zawsze będzie mógł im powiedzieć, że „suweren zdecydował".

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ani Macron, ani Le Pen
Macron zwrócił się do Le Pen z „republikańskim pozdrowieniem”
Le Pen uczciła porażkę tańcami (wideo)
Co różni Kaczyńskiego od Piłsudskiego?
Sąd: wszystko tajne, wszyscy się boją ABW, a Piskorski będzie siedział!
Macron: „Kaczyński jest jak Putin"
Kaczyński chce aresztu dla Tuska?!
Łubudubu, łubudubu, niech nam żyje Prezes naszego klubu!
Macron nie wyklucza nowych sankcji. Co na to Putin?
Tagi:
wybory parlamentarne, La République En Marche, parlament, Front Narodowy, Agnieszka Wołk-Łaniewska, Emmanuel Macron, Marine Le Pen, Jarosław Kaczyński, Paryż, Francja, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz