07:32 14 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
0 217
Subskrybuj nas na

W połowie czerwca, zastępca doradcy sekretarza Departamentu Stanu USA Hoyt Brian Yee wyraził zaniepokojenie działalnością Rosyjsko-Serbskiego Ośrodka Humanitarnego w Niszy. „Jeśli Serbia pozwoli Rosji na utworzenie szpiegowskiego ośrodka, utraci kontrolę nad częścią swojego terytorium" - oświadczył Yee.

W niedawnym wywiadzie dla Sputnika, poproszony o komentarz w sprawie obaw Waszyngtonu o rosyjsko-serbski ośrodek, wicepremier Rosji Dmitrij Rogozin zauważył: „Tak, są tam dwa koty, kilka psów, które tak głośno szczekają, że słychać je aż w Kosowie. I jeszcze czterech pracowników cywilnych w wieku przedemerytalnym. Wszystko to przedstawia kolosalne zagrożenie dla amerykańskiego bezpieczeństwa państwowego".

Korespondentka Sputnika Senka Milos udała się do Niszy i ustaliła, że Dmitrij Rogozin nie do końca miał rację: kotów tam nie ma, wszystkie zostały rozpędzone przez sympatycznego owczarka belgijskiego Alpę, którego ofiarowali ośrodkowi kilka miesięcy temu serbscy funkcjonariusze straży pożarnej.

Choć odpowiedź Rogozina była oczywiście pełna sarkazmu, wielu faktycznie pomyślało sobie, że na terenie ośrodka utworzono mały ogród zoologiczny. Zaczęto nawet dzwonić z Towarzystwa Ochrony Zwierząt z pytaniami, czy regularnie pracownicy karmią zwierzęta i czy zostały zachipowane?

„Odnoszę wrażenie, że Rogozin naprawdę uważa, że potrzebne nam są dodatkowe psy. Może podaruje nam psa, który będzie uczestniczyć w operacjach poszukiwawczych i ratowniczych i we wszystkich tym, czym zajmuje się ośrodek? Wszyscy wiedzą, że psy wyświadczają nam niesłychaną przysługę. Dwa dodatkowe psy bardzo nam by się przydały" — powiedział w rozmowie ze „Sputnikiem" serbski dyrektor ośrodka Bojan Glamoclija.

Alpa dobrze wie, co do niej należy i w wolny od „szpiegowskiej działalności" czas poświęca aktywnym treningom. Jej zadaniem jest reagowanie i ściąganie uwagi ratowników w przypadku znalezienia pod ruinami bądź pod ziemią żywych ludzi.

Najwięcej czasu Alpa spędza z ratownikiem Andriejem Dikonowym. Pies przypadł mu udziale od poprzedniej grupy. Rosyjscy specjaliści pracują bowiem w Niszy na zasadzie rotacji i wymieniają się co trzy miesiące. W Moskwie Andriej Dikonow dużo pracował z kynologami, trenerami i często wcielał się w rolę „ofiary", tzn. osoby, którą pies ma znaleźć pod ruinami

„Kiedy doszło do zawalenia dachu parku wodnego w Moskwie (w 2014 roku — red.), po raz pierwszy zobaczyłem, jak psy znajdują ludzi. Dotychczas nie wierzyłem, że coś takiego jest możliwe. Bardzo ufamy czworonogom, bo czasem nawet wysokotechnologiczne urządzenia, które są w naszej dyspozycji, nie potrafią pomóc, a kiedy wciągamy do akcji psy, sukces jest gwarantowany" — mówi Andriej Dikonow.

I właśnie Dikonow zapewnia, że kotów w ośrodku nie widział, jak i zresztą innymi podejrzanych osobistości. Dlatego że Alpa, pełniąca oczywiście rolę ratownika gotowego pospieszyć na pomoc każdemu mieszkańcowi Półwyspu Bałkańskiego, jest przede wszystkim psem, który ochrania swój dom. 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Dlaczego UE dostrzegła „rosyjskie wpływy" w Serbii właśnie teraz?
Ławrow: Bruksela żąda zamknięcia Rosyjsko-Serbskiego Centrum Humanitarnego
Rosja w ciągu doby przekazała ponad sześć ton pomocy humanitarnej Syrii
Tagi:
Dmitrij Rogozin, Rosja, Syria
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz