Widgets Magazine
09:39 15 Wrzesień 2019
Palmira

Polska „wojna" z Rosją o Syrię

© Sputnik . Mikhail Voskresenskiy
Opinie
Krótki link
Autor Julian Krzemień
331241
Subskrybuj nas na

Apogeum histerii podgrzewanej przez polskie media głównego nurtu, to słynne porównanie: Aleppo 2016 - Warszawa 1944. Owocem tej medialnej histerii była manifestacja pod rosyjską ambasadą partii „Razem" przeciwko „rosyjskim zbrodniom wojennym w bombardowanym Aleppo".

Wszak polskie wojska nie walczą w Syrii z rosyjskimi żołnierzami, ani Polska jako mocarstwo światowe, czy potęga regionalna na Bliskim Wschodzie, nie rywalizuje z Rosją o wpływy w Damaszku. Nic obiektywnie nie uzasadnia wojennej retoryki, czy wrogiej propagandy. Gros Polaków uważa więc, że pluralistyczne, obiektywne i wolne media, dostarczają im rzetelną informację o konflikcie w Syrii. Czy, aby na pewno?

CZYJE WOJSKA W SYRII SĄ LEGALNE?

Jak powszechnie wiadomo na suwerennym terytorium Syrii,  walczą z islamskimi ekstremistami żołnierze Federacji Rosyjskiej jak i siły Stanów Zjednoczonych oraz innych członków powstałej w 2014 roku tzw. „Międzynarodowej Interwencji przeciwko Państwu Islamskiemu".

Moskwa. Kreml.
© Sputnik . Alexei Druzhinin/Anton Denisov/Press service of the president of the Russian Federation
Zgodnie z prawem międzynarodowym, obce wojska mogą znaleźć się na terenie innego kraju wyłącznie w dwóch przypadkach. Po pierwsze, na mocy dwustronnej umowy, zawartej przez upoważnione do tego konstytucyjne organy.

Na bazie takiej umowy, podpisanej  pomiędzy uznanym międzynarodowo rządem syryjskim, a władzami Rosji, stacjonuje w Syrii kontyngent rosyjskich sił zbrojnych.

Drugi przypadek to mandat ONZ dla przeprowadzenia interwencji zbrojnej.

Czy takowa rezolucja ONZ istnieje? Nie.

Jednak w polskich mediach możemy przeczytać, że koalicja nie potrzebuje zgody ONZ,  czy też rządu syryjskiego do walki z ISIS na terenie Syrii. Media mainstreamowe w Polsce, ustami „ekspertów" informują, że w 2014 roku rząd iracki wezwał społeczność międzynarodową do udzielenia mu wsparcia i pomocy w walce z ISIS. Ten wniosek stał się dla prezydenta USA Baracka Obamy podstawą do powołania koalicji do interwencji w Syrii,  powołując się na art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych (prawo do kolektywnej obrony). Skoro rząd syryjski nie może się uporać z ISIS atakującym Irak, to koalicja broniąc się, uderza na ISIS w Syrii.

Art. 51 KNZ mówi wprawdzie, że „każdy ma prawo do samoobrony indywidualnej lub zbiorowej w przypadku napaści zbrojnej, zanim Rada Bezpieczeństwa nie podejmie niezbędnych zarządzeń w celu utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa".  

Przepis stwierdza jednak zarazem, że „środki podjęte przez członków w wykonaniu tego prawa do samoobrony będą natychmiast podane do wiadomości Radzie Bezpieczeństwa i w niczym nie mogą uszczuplać władzy i odpowiedzialności Rady Bezpieczeństwa, wynikających z niniejszej Karty".

Czy Waszyngton lub ktokolwiek inny zgłosił interwencję w Syrii Radzie Bezpieczeństwa? Nie. Czyli istnieje podstawa prawna militarnej obecności wojsk USA i sojuszników w Syrii? Nie.

W wiodących mediach w Polsce tych informacji jednak nie uświadczymy, rozważań o legalności amerykańskiej interwencji zbrojnej w Syrii również. Wszędzie jednak znajdziemy informację o tym,  iż wojska rosyjskie w Syrii „realizują cele imperialne Rosji" czy „wspierają  ludobójczy reżim Asada".

Niejednokrotnie mówi się wprost, że to „rosyjska agresja", czyli w domyśle, działania sprzeczne z prawem międzynarodowym.

JEDNOOSOBOWE BIURO „OBJEKTYWNYM ŻRÓDŁEM INFORMACJI" POLSKICH MEDIÓW

W polskich mediach, z definicji, wszystkie informacje dotyczące wojny w Syrii pochodzące z Rosji są uznawane za niewiarygodne. To dla decydentów mediów głównego nurtu „imperialna rosyjska propaganda".

Za to nagminnie, niczym z „krynicy wiedzy obiektywnej" polskie media czerpią i cytują tzw. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. W rzeczywistości ani to instytucja (obserwatorium), ani tym bardziej nie znajdujący się w Syrii.

Biuro rzeczonego „instytutu" mieści się w Wielkiej Brytanii, a  cała informacja pochodzi tylko od jednej osoby mieszkającej w  Londynie, Osamy Alego Suleimaniego.

Człowiek ten nie ma wykształcenia dziennikarskiego, nie skończył nawet szkoły średniej.

Suleimani twierdzi, że jest obywatelem Wielkiej Brytanii, na stałe mieszka w Londynie i prowadzi tam bar.

Takie oto „obserwatorium" dostarcza szczegółowych informacji o przebiegu działań wojennych w Syrii i ilości oraz przyczynach poniesionych w wyniku walk ofiar.

Na podstawie wpisów jednego człowieka,  informuje się w Warszawie 38 milionowe społeczeństwo europejskiego kraju, wmawiając mu, że to rzetelna obiektywna i wiarygodna informacja.

WALKA O PRZETRWANIE ENKLAWY DEIR EZ ZOR I POMOC HUMANITARNA

Od trzech lat trwa oblężenie miasta Deir ez Zor i terenów przyległych, przez terrorystów z Państwa Islamskiego. Około 150 000 Alawitów, Szyitów, Chrześcijan, uciekinierów z wschodniej Syrii i zachodniego Iraku, schroniło się w mieście bronionym przez syryjską 104 brygadę powietrzno-desantową Gwardii Republikańskiej i resztki 17 dywizji rezerwowej.

W przypadku upadku enklawy dojdzie do niebywałego w historii ludobójstwa.

Samochód TVP
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Uroczystość w Mikolinie, 22.06.2017 r.
© Zdjęcie : Tomasz Trump
Miasto przez 3 lata wytrwało oblężenie dzięki „mostowi powietrznemu"  na sąsiadujące z nim lotnisko.

Niestety, zimą 2016/2017 na skutek „omyłkowego" nalotu lotnictwa USA, zniszczeniu uległa kluczowa pozycja obronna armii rządowej. Wykorzystując tą lukę, armia bojowników przełamała zewnętrzny pierścień obrony i odcięła lotnisko od miasta.

Od tamtej pory, pomoc dla mieszkańców dociera za pomocą wykonywanych przez rosyjskie samoloty transportowe IŁ-76M zrzutów, na specjalnych  platformach desantowych. Kolejne szturmy „uzbrojonych po zęby" terrorystów, odpierane są zaś dzięki wsparciu lotnictwa rosyjskiego latającego z bazy Chmejmim jak i lotnictwu dalekiego zasięgu operującego z baz w Rosji.

Załogi bombowców strategicznych TU-160 i TU-22M3, wielokrotnie startując z bazy w Mozdoku (Czeczenia), lecąc nad Morzem Kaspijskim, Iranem i Irakiem, tam i z powrotem kilka godzin, w ostatniej chwili ratowały obrońców.

Ten dramatyczny bój, bój o przetrwanie enklawy, o ocalenie 150 000 kobiet, dzieci i cywilnych mężczyzn jest w polskich mediach nieobecny.

Ogółowi polskiego społeczeństwa dramat enklawy Deir ez Zor jest nieznany.

SAPERZY PRZYWRACAJĄ ŻYCIE W ALEPPO — NAD WISŁĄ WIDZĄ TYLKO WARSZAWĘ 1944

Miny, improwizowane ładunki wybuchowe, niewypały i niewybuchy, stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo po każdej z wojen.

Zbierają krwawe żniwo, pozbawiając życia najczęściej cywili w tym dzieci, a z wielu poszkodowanych czynią kaleki. Likwidacją tych zagrożeń zajmują się saperzy.

To służba szalenie niebezpieczna, szczególnie gdy obszar zaminowany jest niestandardowymi improwizowanymi ładunkami wybuchowymi,  jakich właśnie wiele jest w Syrii.

Rosjanie, nikt inny, skierowali na pomoc ludności syryjskiej swoich saperów i sprzęt z Międzynarodowego Centrum Rozminowywania Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.

O ile jeszcze, o rozminowywaniu starożytnej Palmiry polskiego odbiorcę poinformowano, to o heroicznych dokonaniach rosyjskich saperów i znaczeniu ich pracy dla powrotu dziesiątek tysięcy mieszkańców do swych domów w dwumilionowym Aleppo, polski medialny mainstream wolał milczeć.

Rozminowywanie szkół, ujęć wody, szpitali i lecznic, tysięcy domów wyzwolonego z rąk terrorystów Aleppo, było nad Wisłą nieistotne.

Przeczyłoby to bowiem obowiązującej narracji, która przedstawiała Rosjan jako krwawych barbarzyńców bombardujących wielomilionowe miasto, w tym szpitale i szkoły wraz dziećmi.

Apogeum histerii podgrzewanej przez media głównego nurtu,  to słynne porównanie: Aleppo 2016 — Warszawa 1944 (zdjęcia z okresu Powstania Warszawskiego). Owocem tej medialnej histerii była manifestacja pod rosyjską ambasadą partii „Razem" przeciwko „rosyjskim zbrodniom wojennym w bombardowanym Aleppo".

Dyżurni „obiektywni analitycy" nie zająknęli się, że dwumilionowe Aleppo, syryjska armia rządowa wspierana przez Rosjan, wyzwoliła z rąk islamskich terrorystów obcinających jeńcom głowy,  po niespełna trzech tygodniach walk, przy relatywnie niskich stratach ludności. Podobny, dwumilionowy Mosul będący w rękach ISIS wojska irackie i amerykańskie szturmują, równając z ziemią całe dzielnice, już  9 miesięcy i jeszcze nie skończyły.

Podane wyżej przykłady potwierdzają bezspornie, że główne media w Polsce w sposób przemyślany, zorganizowany i konsekwentny prowadzą kampanię informacyjną, polegającą na oczernianiu, zakłamywaniu celów i przebiegu rosyjskiej interwencji wojskowo-humanitarnej w Syrii.

Za razem przemilcza się wszelkie pozytywne wiadomości i sukcesy rosyjskiej operacji stabilizującej, pomijając świadomie fakt, że jest to wielki wkład Rosji w walkę ze światowym terroryzmem i islamskim ekstremizmem.

I to walki  tak w wymiarze Bliskiego Wschodu jak i globalnego zagrożenia terrorystycznego.

Julian Krzemień, polski publicysta, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. 

Zobacz również:

Polska propaganda historyczna ma się świetnie. A będzie jeszcze lepiej!
Chłopcy z Aleppo zasilają szeregi syryjskiej armii
Łubudubu, łubudubu, niech nam żyje Prezes naszego klubu!
„Zachodnia propaganda zrobiła z Rosji agresora”
Wybuch w Aleppo: są ofiary
Niemiecki deputowany: „zagraniczna propaganda" stanowi zagrożenie dla wyborów
Aleppo otwiera się dla turystów
Amerykański dziennikarz: propaganda USA przeciwko Rosji dozna porażki
Mieszkańcy Aleppo mają aplikację wskazującą drogę do czystej wody
Tagi:
prawa człowieka, pomoc humanitarna, bezpieczeństwo, wojsko, propaganda, wojna, wojna informacyjna, Rada Bezpieczeństwa ONZ, ABW, RT, Daesh (Państwo Islamskie), ONZ, Baszar al-Asad, Barack Obama, Wisła, Damaszek, Palmira, Aleppo, Czeczenia, Bliski Wschód, Irak, Iran, Syria, USA, Rosja, Warszawa, Moskwa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz