Widgets Magazine
19:58 17 Październik 2019
Ruiny w libijskim Bengazi

Przyszedł do was w gości dżihad

© AFP 2019 / Abdullah Doma
Opinie
Krótki link
3240
Subskrybuj nas na

Dokąd udadzą się terroryści „Państwa Islamskiego" po pogromach w Iraku i Syrii?

„Państwo Islamskie" w Syrii i Iraku dożywa swoich ostatnich miesięcy — lojalne wobec irackiego rządu formacje wspierane przez Stany Zjednoczone opanowały praktycznie Mosul. Kurdyjsko-arabskie „Syryjskie Siły Demokratyczne" przystępują do oblężenia Rakki.

Wyzwolenie ziem zajętych przez islamistów nie położy jednak końca istnieniu „Państwa Islamskiego" i jego ideologii. Dokąd ruszą niedobitki dżihadystów przepędzone ze świętych ziem Lewantu?— zastanawia się Lenta.ru.

Po poniesionej w Lewancie klęsce miejscowi dżihadyści zejdą w islamskie podziemie albo, po złożeniu broni, wrócą do swoich rodzin. Ci zagraniczni radykałowie, którzy nie wrócą do domu z obawy przed sądem wyjadą walczyć o kalifat w innym miejscu na ziemi.

„Terroryści PI nie rozpętują wojny, lecz idą tam, gdzie rozpadowi uległa państwowość i gdzie szaleje przemoc" — mówi kierownik ośrodka badań nad światem arabskim i islamem Instytutu Studiów Wschodnich RAN, ekspert klubu „Wałdaj" Wasilij Kuzniecow. Dzihadyści skierują się zatem tam, gdzie wojna już trwa lub wszystko wskazuje na to, że się rozpocznie.

Po obaleniu Muammara Kaddafiego w 2011 roku Libia pogrążyła się w chaosie i bezwładzy, z czego nie omieszkali skorzystać terroryści PI. Pierwsze ich formacje przybyły do kraju we wrześniu 2014 roku. Udało im się przekonać lokalnych islamistów do złożenia przysięgi na wierność kalifowi Abu Bakrowi al-Bagdadiemu. Dwa miesiące później Libia została podzielona na wilajety.

Na początku 2015 roku na wierność PI przysięgli islamiści nadbrzeżnej Syrty. Planowano, że stąd „kalifat" będzie rozpełzać po całej Afryce Północnej. W grudniu 2016 roku, przy wsparciu Stanów Zjednoczonych dżihadyści zostali wyparci z Syrty. Radykalne podziemie nie przestało jednak istnieć.

Dziś w państwie panuje dwuwładza: między sobą walczą uznany przez wspólnotę międzynarodową „rząd jedności narodowej" z siedzibą w Trypolisie i Izba Reprezentantów z siedzibą w Tobruku. W Libii dochodzi do ciągłych zamachów, na przykład w wyniku ataku na bazę lotniczą w maju zginęło co najmniej 140 osób. W warunkach nieistniejącej władzy centralnej i przewlekłych konfliktów Libia przedstawia się terrorystom PI jako atrakcyjny kąsek.

Kolejne państwo rozdzierane konfliktami to Jemen. Wojna cywilna między szyickimi rebeliantami Huti i władzą centralną wspieraną przez Arabię Saudyjską trwa od 2015 roku. Jemen to idealne pole boju dla radykalnych islamistów: z jednej strony pałający nienawiścią szyici „rafidzi", z drugiej, „murtadzi" saudowie, opiekunowie dwóch najświętszych dla muzułmanów meczetów, dalecy jednakże od wysokich norm moralnych islamu. Na dodatek w kraju panuje pełna bezwładza.  

Po wyzwoleniu od PI ziem w Iraku i Syrii idea „Państwa Islamskiego" nie umrze — dżihadyści nie przestaną szukać słabych regionów, żeby poderwać sytuację i ogłosić kolejny wilajet. I jeśli państwa, w których wojna już trwa (choćby Libia i Jemen), padną z prawie stuprocentową pewnością ofiarą inwazji cudzoziemskich islamistów, to rządzący innych krajów muzułmańskich mają jeszcze szansę uniknięcia perspektywy ujrzenia czarnej flagi dżihadu z okna własnego pałacu prezydenckiego.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Epidemia cholery w Jemenie zbiera śmiertelne żniwo
Terroryści PI otrzymali „przepustki do raju"
Hakerzy PI włamali się do witryn rządowych USA
Tagi:
dżihadyzm, terroryzm, Daesh (Państwo Islamskie), Libia, Jemen, Irak, Syria
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz