06:21 09 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
5215
Subskrybuj nas na

Ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca uważa, że społeczeństwo polskie o wiele lepiej orientuje się w kwestiach historycznych niż ukraińskie i obawia się, że Polska może wykorzystać ten brak ukraińskiej oceny własnej przeszłości, aby narzucić swój punkt widzenia.

Darmowe Wi-Fi
© Fotolia / Georgejmclittle
Korespondentka radia Sputnik porozmawiała na ten temat z politologiem i publicystą Konradem Rękasem.

— Andrij Deszczyca powiedział w wywiadzie dla ukraińskiego portalu „Europejska Prawda": „Ukraina powinna opracować ocenę swojej historii, aby Polska nie narzucała Kijowowi swojej wizji drażliwych wydarzeń historycznych". O co chodzi panu ambasadorowi? Czyżby Polska była nieobiektywna w kwestiach na przykład rzezi wołyńskiej?

— Problem ze stanowiskiem ambasadora Deszczycy, czy innych prominentnych polityków ukraińskich, polega na tym, że uparcie nie chcą oni zauważyć, że historia nie dzieli się na wersję ukraińską, wersję polską, wersję europejską, wersję dla blondynów, wersję dla łysych czy wersję dla niskich. Historia dzieli się na prawdziwą i fałszywą.

A fałszywa historia jest matką fałszywej polityki, jak jeszcze w XIX wieku napisał polski, skądinąd, historyk Józef Szujski. Kiedy ambasador Deszczyca zaczyna zdanie, że nie wolno narzucać narodowi swojej wizji historii, to mogłoby się wydawać, że jest w tym trochę racji. Problem polega jednak na tym, że mówi to przedstawiciel państwa, które od kilku lat uparcie narzuca fałszywą wersję historii także własnym obywatelom, które w imię fałszywej wersji historii i zbudowanej na tym fałszywej polityki prowadzi krwawą wojnę domową.

Przypomnijmy bowiem, że przed trzema laty protesty w Donbasie rozpoczęły się: po pierwsze w związku z prześladowaniem ludności rosyjskojęzycznej, a po drugie w związku z jasnymi deklaracjami ówczesnych nowych władz w Kijowie, że przeorientują całą historiografię ukraińską tak, żeby wykluczyć z niej 9 maja, wykluczyć  zwycięstwo nad nazizmem, aby wykluczyć miliony Ukraińców, którzy walczyli w szeregach Armii Czerwonej i zresztą Wojska Polskiego przeciwko nazizmowi. Żeby wykluczyć  wszystko to, co nie pasuje do jedynej obowiązującej i słusznej wersji  z narodowowyzwoleńczym ruchem banderowskim. Kiedy do nienarzucania wersji historii nawołuje skrajny doktryner i przedstawiciel skrajnie nieobiektywnej szkoły polityki historycznej, to fałsz widoczny jest na kilometr.

— Ukraiński dyplomata uważa również, że kraje powinny rozgraniczać kwestie polityki i historii. Czy to odniesienie do ostatnich oświadczeń polskich władz, że Ukraina z Banderą nie wejdzie do Unii? Czy w ogóle możliwe jest rozgraniczenie polityki i historii?

Wiceprzewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów Stanów Zjednoczonych generał Paul Selva
© AP Photo / Lauren Victoria Burke
— I znowu mówi to przedstawiciel państwa i prominentny w swoim czasie aktywista euromajdanu, tego samego euromajdanu, który uparł się zbudować nową tożsamość ukraińską właśnie na kwestiach historycznych, najbardziej kontrowersyjnych z możliwych, mianowicie na bazie dziedzictwa banderowskiego. Umówmy się, ktoś tu, łagodnie mówiąc, fałszuje rzeczywistość.

To Ukraina buduje swoją tożsamość państwową na nieustających, permanentnych odniesieniach do historii, rzeczywiście wybiórczym jej traktowaniu. Ukraina uparła się, żeby nadać swemu państwu upiorną twarz Stepana Bandery i niemniej złowieszczą Romana Szuchewycza. 

Ambasador Deszczyca robi innym wyrzut z tego, co sami czynią, zresztą na swoją własną szkodę. Oczywiście, że władze ukraińskie boli zapewne ostatni zwrot w polityce wielu krajów. Bardzo reprezentatywna była wypowiedź ministra Waszczykowskiego o niewchodzeniu do Europy z Banderą, bo pokazuje to nie zwrot w polityce tych państw, bo one są niesamodzielne, tylko zmianę akcentów w polityce Waszyngtonu. Jeśli minister Waszczykowski pozwolił sobie na taką uwagę, to nie zrobił tego dlatego, że to mu przyszło do głowy, że nagle wyszło z rozumowania i głębokiej analizy politycznej, tylko dlatego, że ktoś mu to w Waszyngtonie kazał powiedzieć, wysyłając tym samym ostrzeżenie  do władz w Kijowie.

Możemy się tylko zastanawiać, czy to rzeczywiście trwały zwrot w polityce amerykańskiej, jakiś sygnał, że  Ameryka nie jest w dalszym ciągu  zainteresowana wspieraniem reżimu w Kijowie, czy to tylko element nacisku na Poroszenkę, żeby przyspieszył tzw. reformy i jeszcze bardziej uzależniał swój kraj gospodarczo od Zachodu. A może Waszyngton przygotowuje tylko jakąś nową ekipę personalną i przy drobnych zmianach kosmetycznych zachowa swoją kontrolę nad Ukrainą. Zobaczymy. To będzie widać być może również po następnych wypowiedziach dyplomatów polskich.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Zwycięstwa" Ukrainy drażnią Europę
Ukraina wystosowała notę do Białorusi za film o Krymie
„Perspektywy współpracy Ukrainy i UE zapierają dech w piersi"
Ukraina dzieli Europę?
Ukraińscy górnicy nie chcę wyjść na powierzchnię
Milion sztuk broni w rękach Ukraińców
Tagi:
polityka, historia, Andrij Deszczyca, Roman Szuchewycz, Stepan Bandera, Waszyngton, Donbas, Kijów, Ukraina
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz