12:33 18 Sierpień 2017
Warszawa+ 26°C
Moskwa+ 26°C
Na żywo
    Pomnik żołnierzy radzieckich poległych w Norwegii w latach 1939-1945

    Pomniki radzieckie w Polsce i Norwegii: jak odróżnić Europę od falsyfikatu?

    © Sputnik. Perventsev
    Opinie
    Krótki link
    Igor Pszenicznikow
    391095543

    Rada Federacji wystosowała we wtorek wniosek do prezydenta Rosji Władimira Putina, prosząc go o ograniczenie współpracy z Polską w związku z ustawą o demontażu pomników żołnierzy radzieckich, a także o nałożenie sankcji na parlamentarzystów, którzy zainicjowali ustawę o dekomunizacji.

    Jak wiadomo, prezydent Andrzej Duda podpisał w połowie lipca nowelizację ustawy o zakazie propagowania komunizmu, która przewiduje demontaż pomników radzieckich w kraju. Ustawa wejdzie w życie za trzy miesiące i będzie dotyczyć 230 pomników Armii Czerwonej.

    Na międzynarodowym cmentarzu wojskowym w Olsztynie, na którym spoczywają polegli na frontach II wojny światowej radzieccy i polscy żołnierze, a także piloci francuskiego Pułku Lotnictwa Myśliwskiego Normandia-Niemen, „pomniki nie mogą uwieczniać osób, wydarzeń lub dat historycznych symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny, a także w jakikolwiek inny sposób ten ustrój propagować" — czytamy w komentarzu do ustawy.

    Kiedy czytam ten komentarz, odnoszę wrażenie, jakby piszący go bredził. Wiadomo, że nie chodzi tu o komunizm i ustrój totalitarny. Mowa o Rosji i Rosjanach. W czasie sporów o stosunkach polsko-rosyjskich polscy oponenci często wyciągają „znoszony" mit o tym, jak to w sierpniu 1944 roku Stalin i Armia Czerwona wydali bohaterów powstania warszawskiego na rozszarpanie Niemcom i pozwolili na to, by Warszawa krwią popłynęła. Polscy oponenci wolą nie mówić, że powstanie zostało zainicjowane przez kierownictwo Armii Krajowej, bez uzgodnienia z Armią Czerwoną, po to tylko, by nie dopuścić żołnierzy radzieckich do wyzwolenia Warszawy, po to tylko, by ich ubiec, lekceważąc przy tym wielokrotną przewag Niemców pod względem liczebności i sprzętu wojskowego. Od samego początku powstanie było więc ryzykownym przedsięwzięciem i skazywało powstańców na pewną śmierć.

    Wiele już o tym napisano. Potwierdzają to nawet notatki samego dowódcy AK Tadeusza Komorowskiego, który we wrześniu 1944 roku pisał: „Myślę, że nie powinniśmy ulegać iluzjom, że ofensywa radziecka opanuje za kilka dni Warszawę. Niemcy mają dość sił, żeby wstrzymać radziecką ofensywę".

    Pieczęć sztabu AK wpajała mieszkańcom Warszawy myśl o „zdradzie Moskwy". Ten mit, który tłumaczy desperacką decyzję kierownictwa AK o rozpoczęciu powstania, utrwalił się na dobre w świadomości wielu Polaków i żyje w niej po dziś dzień, stanowiąc już od ponad pół wieku jeden z kamieni węgielnych tradycyjnej polskiej rusofobii.

    Głęboko sięgające historyczne i religijne sprzeczności stały się dla dzisiejszej Polski zaczynem obecnej rozszalałej rusofobii. Ogólny kontekst międzynarodowy też powinien, podług wszelkiej logiki, podgrzewać antyrosyjski żar polskich władz. A jednak logika związana z kontekstem międzynarodowym zawodzi. W sąsiednich krajach dzieje się inaczej. Nawet w Niemczech. W Austrii, Bułgarii, Holandii, na Słowacji i na Węgrzech też się tak nie dzieje. Wszędzie jest inaczej.

    Pracowałem długi czas jako korespondent w Norwegii, której władze ciężko posądzić o nadmierną miłość do rosyjskich władz i radzieckiej przeszłości Rosji. Ósmego maja Norwegowie, jak i wszyscy w Europie, świętują Dzień Wyzwolenia. Tego dnia w 1945 roku dowództwo hitlerowskich sił okupacyjnych w Norwegii podpisało w twierdzy Akershus w Oslo akt kapitulacji. Dla Norwegów to święto jest naprawdę ogólnonarodowe i podobnie jak dziewiąty maja dla Rosjan przeżywane „ze łzami w oczach". O tym niezapomnianym dniu król Norwegii Harald V powiedział: „Ósmy maja 1945 roku był dniem wielkiej radości, jakiej kiedykolwiek doświadczała Norwegia. Nic nie może się równać z radością, jaka nas wtedy przepełniała. Ta radość po dziś dzień żyje w sercach Norwegów".

    Wojna Norwegów z faszyzmem przebiegała bardzo podobnie jak w innych krajach, w tym w Polsce. W latach wojny norweskie antyfaszystowskie podziemie zjednoczyło cały kraj, i nie było w Norwegii takiego zakątka, w którym okupanci nie napotykaliby oporu. Wyjątkowym heroizmem odznaczyli się norwescy partyzanci na północy kraju, ryzykujący życie przy zdobywaniu bezcennych dla Armii Czerwonej informacji o ruchu niemieckich wojsk lądowych i okrętów. Ze szczególną wdzięcznością Norwegia wspomina to, jak w 1944 roku oddziały Armii Czerwonej wyzwoliły od faszystów leżącą na północy prowincję Finnmark. Do legendy przeszła nieustraszoność żołnierzy radzieckich, którzy wyzwolili 10 tysięcy mieszkańców miejscowości Kirkenes z zaminowanych kamieniołomów. Jakże to? Czy Polacy nic podobnego nie mogą sobie przypomnieć?

    Co roku ósmego maja Norwegowie składają wieńce na zbiorowych mogiłach zagranicznych żołnierzy i jeńców, w tym również na pomnikach żołnierzy radzieckich. Jeśli spojrzymy na mapę Norwegii, na której zaznaczono mogiły żołnierzy radzieckich poległych w obozach koncentracyjnych i na polach boju, zobaczymy, że na wąskim pasie ziemi u Morza Norweskiego nie ma ani jednego miejsca niezbroczonego krwią żołnierzy radzieckich. W sumie 62 zbiorowe mogiły, w których spoczywa 15 tysięcy naszych (radzieckich — red.) żołnierzy. „To po dziś dzień krwawiące rany w naszej pamięci" — mówił mi 90-letni zmarły już Eilif Jorgen Turheim, pracownik norweskiego Ministerstwa Kultury i Spraw Kościoła, który zajmował się utrzymywaniem zbiorowych mogił obywateli innych krajów poległych w latach 1941-1945.

    Weterani UPA podczas obchodów Dnia Bohaterów pod pomnikiem Stepana Bandery w centrum Lwowa
    © Sputnik. Alexander Mazurkevich
    Przedstawiciele społeczności Oslo, członkowie norweskiego komitetu weteranów wojny organizują ósmego maja tradycyjny uroczysty wiec na cmentarzu Vestre Gravlund, gdzie w zbiorowej mogile spoczywają prochy 347 żołnierzy radzieckich. „Norwegia dziękuje wam" — głosi napis wyżłobiony na symbolicznym monumencie poświęconym radzieckiemu żołnierzu-wyzwolicielowi.

    Wieńce z żywych kwiatów składane są również na największym cmentarzu żołnierzy radzieckich w miasteczku Tjøtta, w prowincji Nordland. Tu spoczywa w pokoju wiecznym 10 500 żołnierzy radzieckich. Norweska prasa regularnie pisze o tym, jak władze zachowują pomniki w należytym stanie. Nota bene, na ogromnym obelisku w Tjøtta, zwieńczonym gwiazdą Armii Czerwonej, także wyryto słowa wdzięczności dla żołnierzy radzieckich.

    A w Kirkenes stoi nawiązujący do najlepszych tradycji okresu radzieckiego odlany z brązu żołnierz radziecki. Na postumencie z granitu wyryto gigantyczny herb radziecki i te same słowa wdzięczności dla żołnierzy radzieckich.

    Norwegowie dbają o pomniki żołnierzy radzieckich, pielęgnują ich mogiły w równym stopniu co groby swoich najbliższych. A Polacy przestali być ludźmi? Co tu mają do rzeczy czerwone gwiazdy na obeliskach?

    Zobacz również:

    Czy Rosja przestanie opiekować się pomnikiem w Smoleńsku?
    PiS zmieni hymn?
    Duda podpisał poprawki przewidujące rozbiórkę radzieckich pomników
    Tagi:
    pomnik wdzięczności Armii Czerwonej, wojna z pomnikami, II wojna światowa, Armia Czerwona, Norwegia, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz