05:45 17 Sierpień 2017
Warszawa+ 19°C
Moskwa+ 15°C
Na żywo
    Wrak Tu-154 w Smoleńsku

    Katastrofa smoleńska: wybuch, dron czy niedźwiedź

    © Sputnik. Oleg Miniejew
    Opinie
    Krótki link
    Anna Sokołowa
    Śledztwo smoleńskie (85)
    391756803

    Nowa polska podkomisja, która prowadzi dochodzenie w sprawie okoliczności katastrofy Tu-154 pod Smoleńskiem, doszła do wniosku, że uszkodzenia skrzydła samolotu noszą ślady wybuchu - stwierdzono w oświadczeniu serwisu prasowego podkomisji.

    Podczas ostatniego posiedzenia plenarnego podkomisja kierowana przez Kazimierza Nowaczyka, uzgodniła stanowisko w sprawie czasu i pierwotnych przyczyn uszkodzenia lewego skrzydła Tu-154M. Zdaniem polskich ekspertów, „przyczyną zniszczenia lewego skrzydła nie było zderzenie z brzozą", do zniszczenia doszło przed zderzeniem. Liczne uszkodzenia tego elementu konstrukcji „noszą na sobie ślady wybuchu" — do takiego wniosku doszła komisja. 

    Nowe wnioski wyciągnięte przez komisję, skomentował zastępca redaktora naczelnego czasopisma „Awiapanorama", generał major, zasłużony pilot wojskowy Rosji, doktor nauk technicznych Władimir Popow:

    — Zacznijmy od tego, że jeśli bomba znalazła się na pokładzie tego samolotu, to została ona tam sprowadzona poza systemem kontroli bezpieczeństwa lotniska, skąd startował ten Tu 154. Właściwie, bezpieczeństwo lotnicze tego państwa i tego departamentu lotnictwa powinny ponosić pełnię odpowiedzialności, zarówno prawnej, jak też fizycznej, ze wszystkimi tego konsekwencjami, włącznie z ubezpieczeniem życia pasażerów.

     — W powietrzu przymocowanie ładunku wybuchowego do samolotu jest praktycznie niemożliwe, gdyż prędkość lotu wynosi od 600 do 900 kilometrów na godzinę i nie pozwala na przybliżenie się jakiegokolwiek aparatu latającego, przypuśćmy, dronu, do samolotu, w celu przyłączenia bomby na magnesie do jakiejś części samolotu, aby potem mógł on odlecieć niezauważony.

    — Po drugie, jeśli bomba znajdowała się nie wewnątrz kadłuba, lecz — jak twierdzą obecnie polscy eksperci — na jednym ze skrzydeł — to znów nasuwa się pytanie. Samolot startował z terytorium Polski, czyli polska służba, zapewniająca bezpieczeństwo prezydentowi, w pierwszej kolejności musiała przeprowadzić staranne oględziny zewnętrznej części samolotu, zanim do środka wejdą załoga, pasażerowie i głowa państwa. Po zajęciu miejsc przez wszystkich pasażerów oraz załadunku bagaży, przeprowadza się jeszcze jedną, ponowną kontrolę — należy sprawdzić, czy wszystkie włazy zostały zamknięte, czy nie ma żadnego wycieku oraz czy nie pozostawiono nigdzie podejrzanych przedmiotów. Następnie kierownik lotów i dowódca załogi otrzymują meldunek, że samolot może startować. Tak to wygląda na całym świecie — powiedział Władimir Popow.

    Według eksperta na prawdopodobieństwo wybuchu mogą wskazywać pośrednio różne czynniki, jednakże da się ustalić je jedynie w trakcie oględzin czy oceny ekspertów stanu odłamków bezpośrednio na miejscu zdarzenia. Siedem lat temu polscy specjaliści byli obecni w Smoleńsku w chwili oględzin odłamków samolotu i w chwili ustalenia faktu danej katastrofy. Wchodzili w skład komisji międzynarodowej.

    — Komisja pracuje w ciągu pierwszych 3-5 dni i nocy, wyszukując nieruchome odłamki na powierzchni ziemi. Są one narażone na oddziaływanie wiatru, wilgoci i tak dalej. Pod wpływem słońca mogą też zniknąć. Otóż, gdyby chociaż na szczeblu molekularnym znaleziono zeskrobane z powierzchni cząstki sadzy i innych podobnych elementów, to w warunkach laboratoryjnych można ustalić, że wybuch, rzeczywiście, miał miejsce. Można także porównać dane i znaleźć nawet numer partii czy laboratorium, w którego dyspozycji znajdowała się ta bądź inna substancja wybuchowa.

    Jednakże po upływie lat, nie mając przed oczami tych bądź innych części samolotu i jego agregatów, praktycznie nierealne jest składanie jakichkolwiek oświadczeń o tym, że zniszczenia skrzydła samolotu noszą na sobie ślady wybuchu. Nazywa się to wymysłami.

    — Człowiek, chociażby elementarnie orientujący się w zasadach fizyki i teorii mechanizmów, powie, że zaocznie czy na podstawie zdjęć ustalenie tego faktu jest niemożliwe. Wszystko to jest robione, w pierwszej kolejności, po to, aby raz jeszcze zwrócić uwagę opinii publicznej na „rosyjskiego niedźwiedzia", który łamie jakoby jakieś wymagania, przepisy międzynarodowe, w tym także w zakresie zapewniania bezpieczeństwa lotów.W zasadzie, są to zagadnienia natury czysto politycznej, które, być może zostaną wykorzystane w jakiejś kampanii przedwyborczej, czy też w celu poprawy pozycji w rankingu tego bądź innego państwa, a nawet tej czy innej osoby — uważa ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa lotnictwa Władimir Popow.

    Tematy:
    Śledztwo smoleńskie (85)

    Zobacz również:

    MAK o brzozie, brakujących sekundach i ekspertyzie pirotechnicznej
    Ale jaja - MON chce przesłuchać MAK
    Tagi:
    Tu-154, katastrofa smoleńska, Władimir Popow, Smoleńsk, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz